don-kichot

Walka z wiatrakami

Na początku jest spokój i pewność, że skoro przez lata dbał o dzieci, to niesnaski z żoną doprowadzające do sprawy rozwodowej nic nie zmienią i nadal będzie miał z maluchami dobry kontakt. Będzie miał realny wpływ na ich wychowanie, przekazywanie ideałów, metody patrzenia na świat. Będzie cieszył się, patrząc na małe sukcesy, martwił, gdy coś nie będzie wychodzić pociechom. Doradzi synowi, gdy ten zacznie oglądać się za koleżankami albo „przegoni” niewłaściwego chłopaka od swojej córki.

Cały ten obraz pryska jak bańka mydlana w momencie otrzymania pierwszego pisma procesowego.

Okazuje się, że żona od lat go nie kocha, że był największą pomyłką w jej życiu. Ciągle tylko siedzi w pracy i nie zajmuje się rodziną, jest złym wzorcem dla dzieci… Negatywne stwierdzenia można mnożyć w nieskończoność. Jeśli żona korzysta z pomocy fachowego pełnomocnika, cały obraz staje się dla ojca jeszcze trudniejszy do zniesienia. Wtedy pisma procesowe pozbawione są całkowicie emocjonalnych wynurzeń, jednak wprawne pióro i fachowe sformułowania potrafią rozmiękczyć nawet największego twardziela.

Wielokrotnie kobiety posuwają się do oskarżania męża o znęcanie się psychiczne i fizyczne nad rodziną. W skrajnych przypadkach dochodzą jeszcze zarzuty o molestowanie dzieci. Oczywiście w znakomitej większości przypadków sprawy są umarzane, co jednak nie ma wpływu na kondycję psychiczną ojca, który dowiedział się nagle od swojej żony, jakim jest „potworem”. Przy okazji cała rodzina – bliższa i dalsza – zostaje wciągnięta w te przepychanki.

Stanowiska sędziów w wydziałach rodzinnych w sądach rejonowych i cywilnych w okręgowych, zajmujące się sprawami rozwodowymi i ich pokłosiem, są obsadzone przede wszystkim przez kobiety. Można mówić o obiektywizmie w wielu sytuacjach, ale nie wtedy, gdy jedna matka płacze przez drugą, jakiego ma strasznego męża i jak dzieci z tego powodu cierpią. Wszelkie zaprzeczenia ojca dzieci nie mają najmniejszego sensu. Zeznania świadków też nie, bo przecież tylko żona wie, co się dzieje w czterech ścianach mieszkania.

Oczywiście zupełnym przypadkiem wychodzi na jaw, że kobieta, mimo dziesięciu lat małżeństwa, pół roku przed założeniem sprawy rozwodowej nagle zakłada tzw. „niebieską kartę”. Ba, były nawet interwencje policji, jednak w dziwnych okolicznościach za każdym razem, gdy przyjechał patrol, męża nie było w domu, bo pod wpływem alkoholu uderzył żonę albo groził jej śmiercią i zbiegł z miejsca zdarzenia. Bez znaczenia jest fakt, że mąż w tym czasie, jak co tydzień, był z kolegami z pracy pograć w ping-ponga. Notatka z interwencji jest i tylko utwierdzi Wysoki Sąd o wersji wydarzeń przedstawionej przez biedną kobietę, zmuszoną do rozwodu przez to, co wyczynia mąż-tyran. Przecież nikt nie uwierzy trzem innym facetom, że grali z pozwanym w ping-ponga, gdy on rzeczywiście po pijaku znęcał się nad żoną.

Załóżmy jednak, że znajdujemy się w sytuacji od strony prawnej wyjątkowo korzystnej dla naszego statystycznego rozwodzącego się ojca. Jest on porządnym człowiekiem, któremu małżeństwo się nie udało. Ma dzieci, o które zawsze dbał i żonę, która ma zdecydowanie gorszą opinię. Dołóżmy do tego jeszcze mężczyznę jako sędziego w sprawie i nasza modelowa sytuacja zaczyna nabierać kształtu. Ławnicy w zasadzie zawsze popierają stanowisko zawodowego sędziego, więc ich zdania rzadko mogą wpłynąć na kształt wyroku.

Tak więc nasz modelowy ojciec wie, że zawsze to przede wszystkim on zajmował się dziećmi, a nie żona. Zajmował się ich zawożeniem i odbieraniem ze szkoły i wszelkich zajęć pozalekcyjnych, dbaniem o dom. Miał nawet doskonałe kontakty z teściową. Nigdy również nawet nie brał pod uwagę możliwości, że jego związek się rozpadnie. Czując, że rozwód jest nieunikniony, bo żona wyprowadziła się z dziećmi do rodziców, a sprawa rozwodowa nieubłaganie się zbliża, nasz bohater zaczyna interesować się, jak ten rozwód będzie wyglądał. Uruchamia wyszukiwarkę internetową, wpisuje odpowiednie frazy i jego oczom ukazuje się tysiące stron. Wchodzi na kilka z nich, jednak trafia na kolejne fora pisane (tworzone?) przez kobiety i dla kobiet. Kobiety, które wzajemnie uczą się, co mówić i na co zwracać uwagę, żeby dzieci zostały z nimi, a przy okazji alimenty były wystarczająco wysokie, żeby prócz utrzymania dzieci, zostało jeszcze co nieco na kosmetyki albo wyjście z koleżankami na imprezę w sobotni wieczór.

Po otrzymaniu pozwu nie ma już żadnych wątpliwości, że sprawa nie skończy się za porozumieniem stron i zachowaniem poprawnych kontaktów. Nasz modelowy ojciec idzie jednak do adwokata, żeby fachowym okiem spojrzał na szkalujący pozew. Po przeanalizowaniu sprawy prócz odpowiedzi na pozew zawierającej standardowe „odbijanie piłeczki”, nasz ojciec decyduje się na zabezpieczenie miejsca pobytu dzieci przy nim na czas trwania procesu. Robi to, gdyż wie, czego może się spodziewać po żonie – fora dla kobiet dały przedsmak, a jego adwokat utwierdził go w przekonaniu, że to, o czym czytał, niedługo ziści się na sali sądowej.

Wniosek o zabezpieczenie miejsca pobytu był strzałem w dziesiątkę. Sąd przychylił się do niego i dzieci wróciły do domu i dawnego środowiska. Nasz modelowy ojciec sam cieszy się jak dziecko, że znowu ma rodzinę przy sobie. Jest to jednak dopiero początek…

Matka dzieci nie daje za wygraną i pisze zażalenie, które jednak nie przynosi zakładanego przez nią rezultatu. Wtedy zaczynają się dziać rzeczy już nie do końca zgodne z prawem. Matka pod pozorem zabrania dzieci do kina, na co z chęcią przystaje ojciec, zabiera je do siebie i nie chce oddać mężowi. Cóż może zrobić biedny mężczyzna? Dzwoni do adwokata, który radzi podjechać do domu teściów z policją, co też nasz modelowy ojciec robi. Na miejscu jednak dowiaduje się, że oni nic nie wiedzą, a żona wyjechała z dziećmi i nie wiadomo dokąd. Po długich poszukiwaniach okazuje się, że żona przebywa w jednym z ośrodków dla matek z dziećmi, które padły ofiarami przemocy ze strony męża. Oczywiście próba wejścia z policją na teren ośrodka nie przynosi rezultatu. Pracownicy ośrodka stoją murem i zgodnie twierdzą, że takiej osoby u nich nie ma. Policja więc odstępuje od wejścia i ojciec dzieci znowu zostaje sam.

Z pomocą swojego adwokata pisze do sądu pismo z informacją, jak wygląda sytuacja. Chciałby również wyegzekwować, aby wszystko było zgodne z treścią postanowienia sądu. Sąd jednak daje za wygraną i przystaje na wniosek matki, który wpłynął w międzyczasie, o przebywaniu dzieci przy niej. Bo przecież sędzia nie mógł tak zostawić tych wszystkich twierdzeń o rzekomo głodnych, brudnych i zaniedbanych dzieciach. Zażalenia nic nie dają. Do końca sprawy ojciec zostaje bez dzieci. W majestacie prawa został pozbawiony swoich praw przez upartą żonę i sąd. Dodatkowo żona wnosiła o zabezpieczenie alimentów na czas trwania procesu – sąd również na to żądanie przystał, zasądzając po 700 zł na każde z dzieci. Sędzia dał za wygraną, bo brak mu instrumentów, które skutecznie mogłyby tę sytuację zweryfikować obiektywnymi materiałami dowodowymi i zmienić, a przecież sprawa musi się toczyć. Ucierpiały jednak dzieci i ojciec, i to zarówno psychicznie, jak i finansowo.

Dalsza część sprawy to kilkunastu świadków szkalujących naszego ojca. Począwszy od wulgarnych wyrażeń kierowanych w stronę żony, które świadkowie „słyszeli” przez telefon, gdyż akurat zawsze jak wyzywał to dzwonili, podobnie jak „słyszeli” odgłosy „bicia” jej i dzieci, nadużywania alkoholu, kończąc na jednej kochance lat 62 w sekretariacie firmy, gdzie jest zatrudniony, oraz drugiej w sklepie, także w wieku przedemerytalnym, gdzie codziennie rano kupuje świeże pieczywo. Biedny człowiek dowiaduje się dodatkowo, że „znęcał” się nad żoną i dziećmi poprzez włączanie o godz. 6 rano czajnika elektrycznego, który „budził” domowników. Nieważne, że czajnik włączał, aby zrobić herbatę sobie, żonie i dzieciom na śniadanie przed wyjściem do pracy i odwiezieniem dzieci do szkoły. Do tego jeszcze hazard, bo nasz biedny ojciec czasem, gdy jest kumulacja, kupi kupon „lotto”. Obraz straszny, a rozżalenie naszego delikwenta rośnie coraz bardziej. Żona do tego dodaje jeszcze, że niewykluczone jest molestowanie dzieci przez męża, bo przecież niejednokrotnie je kąpał i one tam piszczały i pokrzykiwały, a później takie wystraszone zawsze z łazienki wychodziły. W tym momencie nasz ojciec już nie wytrzymuje, zaczyna krzyczeć, że to wszystko kłamstwa. Nawet adwokat nie może go powstrzymać. Żona z zimnym uśmiechem stwierdza tylko, że ten atak furii potwierdza wszystkie jej dotychczasowe zeznania. Sędzia jednak pyta, czy ma to zaprotokołować i w konsekwencji zawiadomić prokuraturę, przypominając jednocześnie jeszcze raz o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania. Obywa się bez wpisu do protokołu.

Sąd zleca jeszcze badanie sytuacji rodziny przez Rodzinny Ośrodek Diagnostyczno-Konsultacyjny. Starsza pani, jak się okazuje w trakcie rozmowy również matka, przychodzi z wizytą do ojca, który opowiada, jak od narodzin dzieci zajmował się nimi, chodził na szczepienia, do lekarza, woził do przedszkola, szkoły. Opowiada, jak od kilku lat był na wszystkich wywiadówkach, zabierał do kina i na basen. Opowiada, jak mobilizował dzieci do aktywności, grając z nimi w piłkę, jeżdżąc na rowerze. Opowiada, że jego pasją jest gotowanie i w domu zawsze były ciekawe obiady, przygotowane w sposób zachęcający do ich zjedzenia przez dzieci, „uśmiechnięte” kanapki itp. Miła pani z RODK ograniczyła się jedynie do krótkiego stwierdzenia: „Co też pan opowiada?!”. O tym, że życie z żoną zawsze układało się dobrze, że nigdy nie było przemocy ani wyzwisk już nawet nie chciała słuchać. O dobrych kontaktach z teściami i resztą rodziny żony również. Wysprzątane mieszkanie, dopieszczone w każdym możliwym elemencie również nie przekonało o zaangażowaniu ojca w dom, bo przecież pracując zawodowo, to niemożliwe. Wychodząc, skwitowała tylko, że jedyne, czego się dowiedziała, to fakt posiadania przez niego bujnej wyobraźni i skłonności narcystycznych.

Za to w opinii przesłanej do sądu wszystkie zasługi męża były przypisane matce. Bo jak można uwierzyć, że to mąż zazwyczaj gotował, zajmował się dziećmi. Jest za to dokładnie opisane, w jaki sposób matka była zastraszana, terroryzowana psychicznie, bita i jak po załamaniu znalazła w sobie siłę i zdecydowała się na rozwód. Oczywiście jest też opisana wspaniała sytuacja dzieci, gdy przebywają z matką. W opinii jednak próżno szukać, że dzieci przestały uczęszczać na zajęcia pozalekcyjne, że w kinie ostatni raz były z ojcem, że na wywiadówki nadal chodzi ojciec i więcej wie o szkolnych losach swoich dzieci niż matka, która jest z nimi na co dzień.

Gdy sąd dostaje taką opinię razem z całą resztą materiału dowodowego, nie ma specjalnych wątpliwości, że nawet jeśli wierzy ojcu, to gdyby wydał wyrok inny niż pozostawienie dzieci przy matce, to „z hukiem” wyrok ten byłby uchylony w wyższej instancji. Poza tym sędzia uznaje, że przecież każda matka swoje dzieci kocha i na pewno źle im z nią nie będzie, nawet jeśli z ojcem byłoby im zdecydowanie lepiej. Kontakty ustala więc standardowo – święta po połowie, wakacje i ferie też, weekend co dwa tygodnie w miejscu zamieszkania ojca. No i alimenty. Dla porządku należy dodać, że gdyby sędzia był kobietą, nie miałby pewnie nawet i takich dylematów.

Efekt całej sprawy jest taki, że nasz ojciec szczerze zaczyna nienawidzić swoją żonę i jej rodzinę, gdyż ta bez mrugnięcia okiem odebrała mu wszystko i sprowadziła do roli „dawcy” – comiesięcznego zasilenia konta. Żałuje tylko wszystkich upokorzeń, których doznał w czasie trwania procesu.

Poznaje w procesowych realiach efekt zjawiska „szklanego sufitu” – przecież wszyscy wiedzą „jacy są mężczyźni”, a on na pewno nie jest wyjątkiem.

A dlaczego tak jest? Kobietom wszystko wolno, bo wielu ludzi (szczególnie mężczyzn) zwyczajnie nie chce się użerać z „wojującymi feministkami”, które zaraz nasmarują jakiś artykuł, zawiadomią sto organizacji, media i zrobią taką nagonkę, że nagle z igły robią się widły i to sporych rozmiarów. Sądy tak samo, jak społeczeństwo w bardzo konserwatywny sposób podchodzą do ról rodzinnych i społecznych z jednoczesnym uwzględnieniem opanowania przez kobiety coraz to nowych przyczółków. Dlatego, gdy po którymś z kolei boju mężczyzna zastanowi się nad „za” i „przeciw” swoich decyzji, stwierdzi, że chyba woli mieć święty spokój, rezygnując z części swoich praw. Efekt jest taki, że mężczyźni okopują się na swoich pozycjach i tak naprawdę bardzo dużo tracą zarówno w oczach kobiet, jak i samych siebie. Z drugiej strony, walka jest w obecnym trendzie społecznym, medialnym, politycznym bardzo źle postrzegana. Brak jest dobrego rozwiązania, jednak póki to rozwiązanie nie zostanie wypracowane, to będziemy świadkami takich i podobnych sytuacji – nie tylko na sali sądowej, ale również w otaczającej nas rzeczywistości. Może się również zdarzyć, że nas samych taka sytuacja dotknie i będziemy musieli „walczyć z wiatrakami”. Trzeba się jednak zastanowić, jak chcielibyśmy być potraktowani jako mężowie, ojcowie, obywatele, mężczyźni i jakie decyzje wtedy podejmiemy. Albo jakie będziemy musieli podjąć.

adw. Bartłomiej Grabias