https://www.facebook.com/SlepymOkiemTemidy

 

ZUSica

/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które “się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że “odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

 

Prolog

 

Stał boso i prowadził konwersację z pełnomocnikami, co było nietypową formą przekazywania uzasadnienia wyroku.

Jak zwykle w takiej sytuacji miał wiele do powiedzenia tylko nie mógł wymówić żadnego słowa, z jego ust wydobywał się niezrozumiały bełkot.

Pełnomocnicy byli coraz bardziej zniecierpliwieni i czuł, że jeśli nie zacznie mówić złożą na niego skargę w postępowaniu dyscyplinarnym, ujawniając, że nie ma nawet matury, a wydał już setki wyroków.

Ich wzrok utkwił w jego bosych stopach i nie pomogło nawet osłonięcie ich kolorowa gazetą, zaczynał nerwowo szukać dróg ucieczki.

Rzut oka na otaczającą go salę, na której stał ze skutymi nogami i rękoma, w czerwonym wdzianku tuląc małe płaczące dziecko – Jego Mirosław  uświadomił mu, że jest w ogromnym niebezpieczeństwie.

 

Próbował do niego podbiec, ale nogi utkwiły mu w głębokim po łydki piachu a w jego stronę szedł Laquerius, by spętać go swym lassem, czuł się teraz jak Harenarius, skazany na walkę na arenie.

Wiedział, że zbliża się jego koniec, zawsze skazywał teraz nie mógł się bronić, zaczął wołać kogoś na pomoc, z jego gardła wydobywał się głośny bełkot wadrlachwwwww……. , ale był to bełkot bardzo powolny tak, że zanim zaczął go z siebie wyrzucać, on do nikogo nie mógł już dotrzeć , serce waliło mu jak szalone a na całym ciele poczuł zimny pot.

Jeszcze jeden rozpaczliwy ruch i szarpnął się niemiłosiernie, by wyrwać się z tej areny, lewą nogą zarzucając nad sobą, poczuł , że ziemia usuwa mu się spod gołych stóp a jego skroń zaczęła pulsować bo zetknęła się z czymś kanciastym a on sam poczuł oparcie pod plecami, był uratowany.

Dyszał ciężko patrząc z niedowierzaniem na swojego partnera Mirka, który pochylił się nad nim i próbował podnieść go z podłogi i położyć z powrotem do łóżka, z którego przed sekundą wyskoczył zupełnie bez powodu, uderzając czołem w nocną lampkę.

Nienawidził tego snu o niezdanej maturze i bosych stopach i Colosseum, z trudem zasnął pocieszając się, że to tylko sen.

**************************************************************

ŚOT po pięknym śniehttps://www.facebook.com/SlepymOkiemTemidy

Cysta spojrzał w lustro, był boski.

W zasadzie nie musiał patrzeć w lustro, codziennie słyszał to od Mirka, którego uwiódł ciepłymi słówkami sączonymi spod wąsów à la Wojciech Pijanowski.

Czuł się niczym Juliusz Cezar, Caligula i jeszcze połowa rzymskich cesarzy i senatorów razem wziętych, rozpływał się w swojej boskości i miał do tego jeszcze wąsy, to był dopiero poranek.

Postanowił go nie zmarnować i na pięknie zapowiadający się dzień wybrał coś wyjątkowego, założył swój granatowy garnitur, białą koszulę z mankietami, w które włożył swoje ulubione żółte spinki i postanowił ją zwieńczyć cytrynową muszką w białe muszelki.

Po 4 próbach wywiązania muszki, z pomocą Mirosława uzyskał ułożenie fałd i zagięć odpowiadające jego wizji wywiązania muchy, ruszył dziarsko do sądu.

Na parkingu ominął krążących błędnych rycerzy i skierował się do tej części, w której zawsze czekały wolne miejsca parkingowe, wysiadł z auta a jego oczom ukazał się tak niecodzienny widok, że przystanął na chwilę tkwiąc w szczerym zdumieniu.

W nienowej już Hondzie CIVIC krążył radca w todze, wypatrując wolnego miejsca, a gdy je już znalazł pokazał się światu w pełnej krasie, niczym czarny Beduin na pustyni.

Choć był ranek to wschodzące słońce mocno dawało się we znaki, na pozbawionym cienia parkingu, zabrał się zatem czym prędzej do swego gabinetu by jeszcze raz pochylić się nad pierwszą sprawą, którą miał zacząć niezwłocznie po wypiciu kolejnej rannej kawy.

Na korytarzu przy swoim gabinecie, minął Sędziego Zdreda, dziwnie rozkosznego, niosącego dwie kawy i łańcuch sędziowski.

Czy ten szaleniec szedł z kawą na sprawę, czy z łańcuchem do pokoju, obie rzeczy były abstrakcyjne jak na 8.00 rano, o której to Cysta zjawił się w sądzie.

Tomasz Zdred nie zauważył go…

**************************************************************

ŚOT statystyka rządzihttps://www.facebook.com/SlepymOkiemTemidy

Ten sam dzień, 30 kwietnia, wigilia oczekiwanego przez wszystkich długiego weekendu majowego.

Godz. 7.00

Od rana był upał.

Zuza Sankja stojąc przed wylewającą się szafą konała z rozpaczy, że nie ma czego na siebie założyć.

Goło – nie wypada.

W garsonce z lnu pies urwał jej rękaw.

No ale jakie tam goło… toga!

Zarzuci jakoś tam na ramię na korytarzu, a na sali przecież w ogóle nie będzie widać!

Złapała długą, jedwabną sukienkę na jedwabnych ramiączkach, weszła w nią od góry, założyła sandały i popruła.

Przed rozprawą musiała przeczytać szybko jeden dokument z akt i gdyby się udało – jeszcze go sfotografować. I sprawdzić zwrotki z PGP. Bo może – daj Boże – znowu zagięli czasoprzestrzeń i sprawa spadnie z powodu braku zwrotnego poświadczenia odbioru albo będzie zwrot z datą z przyszłości i napisem „nie podjęto w terminie”?

PGP powrót z przyszlosciżródło: KLIK

 Udało się w miarę sprawnie dojechać przez korki pod Sąd. Przed 8 rano jeszcze były wolne miejsca.

Wypatrzyła najbliższe tylnego przejścia do sądu wolne miejsce i dodała gazu. Z przeciwnej strony parkingu w kierunku tego samego wolnego miejsca zbliżał się szybko inny samochód, zaryczała silnikiem dając konkurencji do zrozumienia, że o tam, pod kasztana to ona się wbija i nie będziesz mnie tu pan … sędzia Zdred.

Zahamowała. On też. Machnęła zapraszająco ręką w geście, proszę parkować, pojadę dalej. Odmachnął gestem „ależ proszę, panie mają pierwszeństwo”. Uśmiechnęła się. On też. Obydwoje ruszyli opacznie pojmując swoje miny i omal się nie zderzając.

Otworzyła szybę i wyłączyła klimatyzację. Machnęła mu ręką żeby otworzył swoją.

– Panie sędzio, ja wycofam, proszę wjeżdżać!

– Nie, nie, ależ absolutnie, ja przepraszam, to ja wycofam, a pani wjeżdża.

– Ale naprawdę… proszę pana…

Z tyłu ktoś zatrąbił.

– E! Długo się będziecie se tak paniali i wjazd blokowali?!

Sędzia Zdred wycofał. Sankja szybko wjechała na wolne miejsce.

Przyciągnęła do siebie teczkę z aktami. Drugą teczkę z aktami, kalendarzem i aparatem fotograficznym. Torbę z notebookiem. Złapała togę. Otworzyła jedyne działające w aucie drzwi od kierowcy i z pozycji prawie leżącej w sportowym, niskim samochodziku ciężko i z jękiem dźwignęła się ze wszystkimi bambetlami na zewnątrz.

Sędzia Zdred maszerował przez parking wlokąc pokaźnych gabarytów torbę lotniskową, teczkę z aktami i torbę z laptopem.

Postawiła wyposażenie i z togą pod pachą zaczęła się mocować z naprawianym od pół roku zamkiem centralnym.

– Może w czymś pomóc? – zapytał Zdred zbliżając się.

– Nie dziękuję, dam radę. Zresztą panu sędziemu i tak brakowałoby rąk – popatrzyła po jego bagażu.

– Eeeeee… myślałem raczej o zamku. – Przyznał Tomasz Zdred.

Wyprostowała się zostawiając kluczyk zablokowany w drzwiach i popatrzyła na niego zdziwiona.

– Tego no. Sukienka się pani zawinęła – pokazał oczami na podkasaną, pozwijaną lewą stronę sukienki kurczowo trzymaną wraz z togą pod pachą.

Sankja szybko złapała dwoma rękami oba boki sukienki na wysokości bioder i energicznie pociągnęła ją w dół zrywając ramiączka i objawiając się sędziemu Zdredowi oraz policjantom konwojującym aresztowanych w całej krasie czerwonego stanika i zielonych majtek. Nie od kompletu!

To było jak najkoszmarniejszy sen. Błyskawicznie kucnęła i zaczęła szarpać się z togą.

– Jezusmaria – wyjąkał sędzia Zdred zaciskając dłonie na rączkach swojego ekwipunku, aż zbielały mu kostki palców.

Nałożyła togę. Pozapinała guziki. Bała się wstać. Kucała nadal mając stopy przykryte opadłą sukienką.

– Co teraz? – Wyszeptał Zdred.

– Nie wiem – odszeptała – czemu pan szepcze?

– Pani też szepcze.

– Bo Pan szepcze.

– Acha.

Zapadła niezręczna cisza. Nadal w kucki zaczęła wyplątywać nogi z sukienki.

– W sekretariacie panie pożyczą mi jakąś igłę z nitką? Mają coś takiego, ale nie do zszywania akt, tylko cieńsze? – podniosła oczy na Zdreda upychając sukienkę w torbę z notebookiem.

– Pewnie tak, chodźmy zapytać. Na pewno mają. Będę pilotował. Pani idzie za mną. Nie wyprzedza! Przód się pani rozjeżdża.

No tak. Najniższy guzik w todze kończył się na wysokości biustu…

Brakowało jej trzeciej ręki, aby przytrzymać poły togi.

Wściekle wyjęła kluczyk z zamka auta, wbiła go ze zgrzytem w zamek i przekręciła. Zamki zaskoczyły i drzwi zablokowały się.

Godz. 8.00

Sędzia Tomasz Zdred znalazł się w dość nietypowej sytuacji. Otóż zainstalował w swoim gabinecie istotę płci żeńskiej, ale nie kota, tylko przedstawicielkę gatunku homo sapiens i z definicji wykonywanego zawodu wroga na sali sądowej. Wróg był goły, nie licząc czerwonego biustonosza i zielonych gaci. Wróg miał fajne sandałki na wysokim obcasie. Wróg ściubił coś przy ramiączkach swojej sukienki igłą i nitką przykryty togą rozwiewaną wiatraczkiem bo oczywiście klima jak zwykle nie działała.

ŚOT słowa których znaczenia zapomnialamhttps://www.facebook.com/SlepymOkiemTemidy

Temu wrogu” niósł teraz kawę. Ubrany w sędziowski łańcuch przewieszony mu na korytarzu przez asystenta, który odnalazł go na sali sądowej.

Sędzia Zdred zastanawiał się, czy wróg ma alergię na kocią sierść…

Do drzwi zapukał kolanem. Obie ręce miał zajęte kubkami z kawą.

Cisza.

Popchnął nogą drzwi.

Zuzanna wystawiła głowę zza jego biurka pod które się najwyraźniej schowała.

– Jezusmaria jak mnie pan wystraszył, myślałam, że to Prezes albo Przewodniczący i co ja powiem, że co tu robię? – Usiadła z powrotem w jego fotelu.

– Nieważne, jest kawka, są ciasteczka – postawił kawę na stole i zaczął myszkować w szafie w poszukiwaniu zadołowanych pierniczków z nadzieniem truskawkowym.

– Dziękuję, przepraszam za zamieszanie, już kończę zszywać.

– Proszę się nie denerwować, każdemu się może zdarzyć taki wypadek. Ja proszę pani na przykład przyszedłem kiedyś do sądu w ciapach.

– Ale dlaczego w ciapach?

– Hm… – To było trudne pytanie. Prawda była taka, że sam nie wiedział jak to się stało.

Ciapy na swoich nogach stwierdził bowiem dopiero w trakcie powrotu do domu, kiedy pochylając głowę celem wydobycia kluczy z teczki zauważył pod drzwiami domofonu zielono-fioletową flanelową kratkę w jaką był obuty. Prawda była też taka, że ciapowe wokandy musiały mu się wydarzać niejeden raz – bo w tym dniu nikt zupełnie na ekstrawagancję obuwniczą nie zwrócił uwagi.

– Tak przez pomyłkę i pośpiech – wybrnął z sytuacji.

– Acha – Zuza odgryzła nitkę przy ramiączku sukienki i odłożyła igłę na biurko Zdreda.

– To mnie też coś podobnego się przytrafiło – łyknęła kawę – kilka lat temu.

– Ale też ciapy? – zapytał z zainteresowaniem.

– Nie. Gorsza rzecz. Ale niech Pan nikomu nie opowiada. Miałam taki zwyczaj jeszcze ze studiów. Jak prałam jakieś długie rzeczy, szaliki, apaszki, rajstopy, to je wieszałam żeby wyschły na klamce. Niech się pan odwróci to się przebiorę i będę opowiadać.

Tomasz Zdred odwrócił się. Stał na wprost szafy z przeszklonymi drzwiczkami w których widział odbicie Zuzanny opuszczającej togę i bardzo ostrożnie zakładającej sukienkę.

– No i kiedyś strasznie się spieszyłam, to była zima, złapałam dzień wcześniej upraną i już suchą czarną apaszkę wiszącą na klamce razem z zimowymi, grubymi, z profilowaną stopą rajstopami, na oślep zawinęłam ją sobie na szyi, zarzuciłam długie końce na plecy marynarki, założyłam płaszcz i poprułam do sądu. Cały dzień pracowałam, spotkałam, jak to w sądzie bywa, ze sto osób, wszyscy byli jacyś tacy zaskakująco mili, radośni, roześmiani, klienci w kancelarii też jacyś zadowoleni i w ogóle był fajny dzień. Dopóki w kancelarii koło 21 jak wreszcie ubierałam się aby iść do domu i zakładałam płaszcz przed lustrem coś dziwnego nie majtnęło mi się na plecach w odbiciu. I ja paaaaatrzę… a to stópka profilowana od tych rajstopek zimowych!

Zdred zaczął chichotać.

– I niech Pan sobie wyobrazi, że nikt, ale to nikt kompletnie nie dał znaku, że coś jest nie tak. Nikt nie powiedział „pani mecenas, pani ma rajstopy na szyi i stópki pani na plecach się majtają”. Tylko się cieszyli! A mnie naiwną nic nie tknęło wtedy. Teraz jak się tak uśmiechają wszyscy i są mili to od razu pędzę do toalety oglądać co jest nie tak, no już. Może się Pan odwrócić.

– A togę powiesimy – zabrał przewieszony przez poręcz fotela strój i odwiesił na wieszak obok swojej togi.

– Ech, już nie zdążę do tych akt zajrzeć – popatrzyła na zegarek.

– A porozmawiajmy może o zwierzętach – zaproponował nieśmiało Tomasz Zdred. Mieli jeszcze 10 minut.

– Ma pani może alergię na koty?

Godz. 8.29

– Boże spóźnię się! – Zuza złapała togę z wieszaka – dziękuję panie sędzio, za wszystko, za pomoc, za kawę, za świetną rozmowę, która rozładowała stres po tym no. Po tym niefortunnym wydarzeniu tak to ujmę, do zobaczenia!

Pogalopowała pod salę.

ŚOT statystycznie rzecz biorąc osk musi być winnyhttps://www.facebook.com/SlepymOkiemTemidy

Godz. 8.30.

Przed Salą Zuza rozprawiała rozkosznie z prokuratorem, na temat sprawy, na którą idą.

Byli zgodnie z wytycznymi prokuratora generalnego Seremeta po tej samej stronie. Mimo że po przeciwnej. Subsydiarny akt oskarżenia. I wszystko jasne.

 

ŚOT subsydiarny aohttps://www.facebook.com/SlepymOkiemTemidy

Wytyczne Prok. Gen. A. Seremeta dla prokuratorów w sprawach subsydiarnego aktu oskarżenia PDF: wytyczne dla prokuratorów subsydiarny ao

 

Na ławie obok rozgadanego proka i Zuzanny siadł Radca wraz z tygrysicą.

Cysta nie lubił wchodzić tajemnym przejściem wyłącznie dla sędziów, które prowadziło go bezpośrednio na nowe sale rozpraw, wolał zobaczyć bohaterów z jego Colosseum, z lubością odebrać pokłony należne Cesarzowi udającemu się by rozstrzygnąć kolejna walkę gladiatorów.

Widok dostojnych adwokatów snujących się przed salą niczym tygrysy przed wejściem na arenę, działał na niego budująco, bo tygrysy leniwym rykiem i skinieniem głowy witały go z szacunkiem i bojaźnią, bo był nieprzewidywalny.

Szedł tak i teraz bacznie obserwując, ze swą władczą miną, która w pewnym momencie zaczęła zmieniać się w zdziwienie i głęboką zadumę nad tym co zobaczył.

W jego kierunku został wypięty zad prawdziwego tygrysa bengalskiego, którego głowa była pochylona nad pokaźnych rozmiarów damską torbą, zaopatrzona w niewielkie lusterko, wykorzystywane aktualnie do poprawy makijażu, bengalskiej tygrysicy.

To dzieło Stwórcy, nie miało w sobie nic z dostojności kręcących się pod salą tygrysów adwokackich , to były same szpony osadzone w tygrysiej skórze.

Obok niej rozpoznał Radcę z CIVICA, nie miał z nim wcześniej do czynienia, bowiem chyba pierwszy raz na jego sprawie zagościł w roli pokrzywdzonego sam ZUS, o którego to istnieniu wiedział jedynie z dzisiejszej wokandy, bo składek przecież nie płacił.

No to brakuje mi tylko radcy prokuratorii generalnej i mielibyśmy wszystkie kolory tęczy na żabotach, pomyślał Cysta nie odkłaniając się Prokowi i Mecenas Sankji.

Wchodząc na sale dostrzegł jeszcze to małe poruszenie, które zawsze zwiastowało, rzeź. Na widok zarzucanej togi, powinny zacząć zlatywać się kruki i wrony, pomyślał i wszedł zająć miejsce w swoim prywatnym Colosseum.

Przywitawszy się z Joanną, która dzisiaj miała uwieczniać to co będzie się działo na sali, zajął swoje miejsce i zapytał:

– Proszę mi powiedzieć co to za Radca staje dzisiaj po stronie ZUSu ?

– Panie Sędzio, to jest syn profesora Kołodziejskiego, wykładowcy prawa rzymskiego na naszym uniwersytecie, który jest pracownikiem tej samej Katedry i w ub. roku został Radcą po habilitacji bez aplikacji, Aureliusz Kołodziejski.

No to mamy drogę przez mękę, Prok z wokandy pożyczony na półtorej godziny od Przewodniczącej, Radca po habilitacji bez aplikacji i ta zwariowana mecenas Zuzunna Sankja, posłuchajmy zatem dzisiejszego : Ave Caesar morituri te salutant w wykonaniu gladiatorów w togach i tygrysicy Zusicy, jak nazwał sobie świadka, na potrzeby tego procesu.

Po wywołaniu sprawy stawili się i zajęli miejsca na sali , nie przestając wprawiać w zdumienie Cystę, uczestnicy jego spektaklu.

Rozchichotana Zuzanna Sankja w todze beż żabotu i w takiej samej todze prok, a obok nich stanęła recepcja procesu rzymskiego na grunt polski, obleczony togą, obuty w sandały treckingowe z gustownymi czarnymi skarpetami, Radca z CIVICA – Aureliusz Kołodziejski, poruszający się leniwym krokiem za prokiem.

Zajęli miejsca.

ŚOT sedzia i prok no to 5https://www.facebook.com/SlepymOkiemTemidy

Zuzanna zaczęła dawać prokuratorowi jakieś znaki ręką, kręcąc nią wokół swojej szyi. Odmachnął jej podobnym gestem informując, że też ją udusi. Pokazała palcem na miejsce, gdzie w todze powinien być przymocowany tak zwany śliniak. Prok wymierzył palcem w nią, następnie wykonał gest podrzynania gardła i zaczął się uśmiechać. Po czym wymownie, środkowym palcem, poprawił okulary na nosie.

– Proszę państwa! – Cysta postanowił interweniować. Wszyscy na sali udawali, że to nie do nich się zwrócił.

– Proszę państwa, do pana prokuratora i pani mecenas mówię!

Wstali.

– Gdzie są państwa stroje urzędowe?

Zuza i prok, zdziwieni wlepili w niego oczy.

– Zmienił się wzór stroju urzędowego? Bo sądowi nic o tym nie wiadomo!

– Aaaa – skojarzyła Zuzanna – nie, nie, bo pan prokurator to chyba na lewą stronę…

– A pani mecenas na jaką?

Spuściła wzrok.

– Ojej, tak, przepraszam, też na lewą, już, już.

Cysta przystąpił do sprawdzania listy obecności.

Skończył. Rozejrzał się po sali.

I jeszcze raz.

Coś mu nie grało.

Tylko co?

Potoczył wzrokiem centymetr po centymetrze dopóki jego wzrok nie zatrzymał się na drugim na tej sali fioletowym żabocie. Wiszącym na piersi adwokat Zuzanny Sankji.

– Ekhm – odkaszlnął – pani mecenas sąd ma takie pytanie, proszę nie wstawać.

– Tak?

– Nie pomyliło się coś dzisiaj przypadkiem pani mecenas?

Chwila ciszy. Myślała. Zajrzała w kalendarz.

– Nieeee – odpowiedziała.

Zanim zdążył zaczerpnąć oddech i wymyślić taktykę reagowania do sali z impetem wpadł Tomasz Zdred, cały czerwony na twarzy. Dopadł do Zuzanny Sankji, zdarł z niej sędziowską togę, rzucił na jej kolana adwokacką i wybiegł bez słowa.

Zuza zdumiona wpatrywała się w togę leżącą na jej kolanach i zaczęła ją zakładać.

– Tiaaaaa – postanowił przejść do porządku nad tym incydentem sędzia Cysta – to chyba możemy zaczynać. Pani Joanno, proszę wezwać świadka.

– Pani Krystyna Szperalska proszona na salę!!!! – rozdarła się pani Joanna przez mikrofon wyjątkowo działający na sali.

Cysta sięgnął ręką pod stół sędziowski i przekręcił moc zapobiegliwie przytarganego z domu osobistego wiatraczka na maksimum. Po nogach i spoconym kroczu powiało mu przyjemnym chłodem.

Pozostali ociekali potem, zadzierali do góry togi i podkasywali rękawy stroju urzędowego.

Na salę weszła świadek Krystyna Szperalska, której sedzia Cysta mógł teraz przyjrzeć się już nie tylko z tyłu. Nogi (obwód circa 60 cm każda) opinały legginsy, wzór panterka. Siedzenie było dodatkowo opięte obcisłą mini, wzór – tygrys bengalski, nie do przeoczenia. Żeby było elegancko, całości dopełniała biała bluzka w czarne kropki. Na głowie Cysta zobaczył olbrzymi kok, a może to był jakiś zwierz, trudno powiedzieć, była to dość dziwna ale jednak rasowa tygrysica.

ŚOT morderca ratlerekhttps://www.facebook.com/SlepymOkiemTemidy

– Proszę podać dowód osobisty – powiedział sędzia – dziękuję. Imię i nazwisko?

– Krystyna Szperalska – rozległ się soczysty bas po otwarciu krwistoczerwonych ust. Świadek podniósł trawiastozielone powieki i świdrował wzrokiem sędziego.

– Zawód?

– Inspektorka w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych, a niedługo dyrektorka.

– Pani Joanno, piszemy: inspektor w Zakła…

– Inspektorka!!!

– Znowu? No dobrze, Pani Joanno, piszemy: inspektorka. Proszę spisać wiek z dowodu… – powiedział Cysta zrezygnowanym głosem.

Sędzia zebrał myśli, czekając aż sekretarz Joanna powpisuje dane do protokołu. Zobaczył kątem oka, że mecenas Zuzanna zniknęła pod aktami, które jakby w tej chwili niejako się trzęsły. Sędzia odchrząknął. Sankja z załzawionymi oczami natychmiast usiadła prosto jak struna na swoim miejscu.

– Proszę świadka…

– Świadkini!!!

– Dobrze – sędzia się poddał, obawiając się, że tygrys bengalski zaatakuje – niech nam Pani powie, czy wie Pani w jakiej sprawie jest wezwana?

– Oczywiście, że wiem. Bardzo dobrze wiem – świadek Szperalska spojrzała wściekłym wzrokiem na oskarżoną. – One wszystkie są takie same. O niczym innym nie myślą, jak tylko oszukać najważniejszą instytucję państwie, czyli Zakład Ubezpieczeń Społecznych, w którym mam zaszczyt pracować i wychwytywać takie naciągaczki. One ledwo nogi rozłożą i już następnego dnia lecą do lekarza po ZLA. Tę tutaj sama wykryłam – dumnie podniosła głowę do góry Szperalska. Zwierz na czubku drgnął… a może tylko się tak sędziemu wydawało.

Remek Dąbrowski ZUS cie kochahttps://www.facebook.com/remekdabrowski

Świadek kontynuowała:

– Dogaduje się taka z pracodawcą, ten ją zatrudnia i ona myk, na zwolnienie, okradać nasz Zakład! Okradać mnie!!!

– Proszę Pani, ale chyba gdyby nie biznes, gdyby nie pracodawcy i pracownicy, gdyby nie dzieci i przyszłe pokolenia, to Pani nie miałaby pensji – przerwała świadkowi pytaniem Sankja.

– To nieprawda! Wypracowuję ją jako urzędnik państwowy, wydając zaświadczenia, by ludzie mogli prowadzić działalność gospodarczą, przyjmując i ewidencjonując ich składki i zgłoszenia. W sumie to ja pozwalam ludziom zatrudniać i pracować!

– Dobrze – powiedział zrezygnowany sędzia – to niech Pani powie, w jaki sposób oskarżona miała oszukać ZUS?

– Jak to jak? Zaszła w ciążę i zasiłku się jej zachciało! Takie numery to u nas nie przejdą, a już na pewno nie u mnie. Już ja, jako panna nie z odzysku, zadbam, aby te ladacznice dostały z mojego Zakładu jak najmniej pieniędzy. Jak się takim dzieciaka zachciewa, to niech sobie zaoszczędzi na dzieciaka, a nie tu od Zakładu woła! Moim świętym obowiązkiem jest bronić Zakładu, bronić budżetu państwa do ostatniej kropli krwi. Przecież równowaga budżetowa stanowi samoistną wartość konstytucyjną, o charakterze priorytetowym. Przeważa nad wszystkimi prawami naszych petentów, a zwłaszcza takich, jak ta tutaj – świadek zarzuciła zwierzem na głowie w kierunku oskarżonej, która cała drżała i w zasadzie miała ochotę sama zamknąć się w zakładzie karnym, byle już nie słyszeć i nie widzieć świadka Szperalskiej. Drobna brunetka nie miała lekko w życiu, ledwo znalazła pracę w sklepiku osiedlowym okazało się, że jest w ciąży. Lekarz kategorycznie zabronił pracy. Pracodawca zostawił ją na lodzie i nie pomógł w procesie cywilnym z ZUSem, przegrała.

ZUS lubi to nie dożyję emerytury

Szperalska złapała oddech i zeznaje dalej:

– A potem już było standardowo. Zakwestionowaliśmy oskarżonej wszystkie okoliczności, przecież wydziały pracy i ubezpieczeń społecznych wszelkie wątpliwości i tak rozstrzygają na naszą korzyść. Ale takie się nigdy nie nauczą, że po pieniądze do mojego kochanego Zakładu można zgłaszać się tylko w ostateczności. Samo przegranie sprawy ubezpieczeniowej nie wystarczy. Takie wywłoki trzeba przykładnie karać i piętnować, żeby zniechęcić inne do dochodzenia zasiłku na drodze sądowej. Może gdyby nie próbowała walczyć w sądzie, łaskawie rozważyłabym możliwość nieskładania zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia tej zbrodni, ale skoro postanowiła się odwołać, niech ma za swoje. Bo wie sędzia – puściła w stronę stołu sędziowskiego trawiastozielone oko – im bardziej się takie zniechęci do składania odwołań od decyzji do sądu, tym mniejsza szansa na przegranie Zakładu i większa na ratowanie budżetu. Pan sędzia, jako przedstawiciel władzy, czyli zupełnie jak ja, również rozumie potrzebę ochrony budżetu ponad wszystko. Tak przykładowo tę tutaj skażemy, prasa będzie się o tym rozpisywać i zobaczy sędzia, presja psychologiczna zrobi swoje! Poza tym, jak byśmy za dużo świadczeń musieli wypłacać, to trzeba by było obciąć budżet na inne wydatki, na przykład na podróże służbowe, a wtedy nie mogłabym jechać za miesiąc do Malezji. A mie tu o – świadek pokazał palcem, na końcu którego znajdował się paznokieć pomalowany na wściekło żółto na swoją rękę – mie tu już opalenizna po wyjeździe służbowym do Meksyku schodzi!

 

– Dziękuję Pani bardzo. Czy ma Pani coś jeszcze do dodania?

– A pewnie! Wnoszę o skazanie tej pani na dożywocie!

– Proszę Pani, ale Pani nie może o to wnosić, Pani jest w tym postępowaniu nie stroną, a świadkiem…

– Świadkinią!!!

Cysta uznał, że nie będzie inwestował w beton i nie będzie tłumaczył świadkowi … świadkini… tygrysicy różnicy pomiędzy dożywociem a karą dożywotniego pozbawienia wolności, choć jego duch rasowego karnisty tego się domagał. Uznał, że nie ma sensu. Tak samo uznał za zbędne tłumaczenia zasady nullum crimen sine lege i tego, że art. 286 k.k. nie przewiduje kary dożywotniego pozbawienia wolności.

ŚOT ZUS ubezpieczonyhttps://www.facebook.com/SlepymOkiemTemidy

– Dziękujemy Pani – powiedział do tygrysicy, omijając użycie słowa „świadek”, a „świadkini” jakoś nie chciała mu przejść przez gardło – do widzenia.

– Czy są jakieś wnioski dowodowe?

– Tak Wysoki Sądzie – wstała Sankja, podeszła do stołu sędziowskiego i wręczyła długą listę świadków, wraz z nazwiskami oraz okolicznościami, które zamierzała udowadniać.

Cyście ulżyło. Wnioski uwzględnił i już chciał zarządzić przerwę w rozprawie, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język. Przypomniał sobie, że Najnowszy i Najlepszy Operator derogował z k.p.k. instytucję przerwy w rozprawie i wymaga wysyłania listów przynajmniej 37 dni przed terminem rozprawy.

ŚOT nieznane sadowi pojecie sprawiedliwościhttps://www.facebook.com/SlepymOkiemTemidy

Jako ostatni opuścił salę Radca. Patrząc na niego, Cysta oczami wyobraźni, zamienił jego togę na płaszcz, dzierżonego w ręku Phonbleta na secutora, a reklamówkę do przenoszenia togi na tarczę, dodał skórzane sandały i unosząc kciuk w górę darował mu jego występ, zdając sobie sprawę, że jest on tylko niewolnikiem ZUSu, wysłanym by przekonać go do tego, że posiadanie dzieci może wiązać się dla ich matki z odpowiedzialnością karną.

Musi porozmawiać dziś z Mirkiem i uświadomić go, że decyzja o braku potomstwa była ze wszech miar słuszna, bowiem jako przedsiębiorca rodzic nr 1 mógłby trafić pod Sąd pobierając zasiłek tacierzyńsko/macierzyński.

Cysta wiedział, że niezbadane są wyroki sądów, pomysły ustawodawcy oraz gorliwość urzędników, a on z tych powodów nie chciałby stracić Mirosława, który od pewnego czasu wspominał, że spełniłby się jako matek.

 

 

PGP 37 dnia na doręczeniehttp://www.rmf24.pl/fakty/polska/news-sady-tysiace-odwolanych-rozpraw-przez-niedostarczone-przesyl,nId,1353620