remek dąbrowski skladaniehttps://www.facebook.com/remekdabrowski

/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

 

Sankja na Zgromadzeniu Izby Adwokackiej

Zuzanna jak przez mgłę słyszała pikanie. Coraz głośniej i głośniej. Podniosła lewą powiekę. PIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIK! BUDZIK! Zuzanna złapała za telefon komórkowy, który pełnił funkcję budzika. 9:00!!! A nastawiła budzik na 8:00! Zazwyczaj w soboty odsypiała trudy tygodnia sądowego, ale ta sobota była inna. Na 10:00 musiała jechać na zgromadzenie swojej izby adwokackiej. Na drugi koniec miasta, na totalne odludzie.

Szybko wzięła prysznic, wysuszyła włosy. Ubrała się. Zaczęła robić makijaż. Drrryń! Telefon, z przyzwyczajenia odebrała, nie patrząc na numer.

– Halo, Pani Mecenas! Tu Gazikowa! Ja to dzwonię w sprawie tej naszej rozprawy co to ma być za trzy miesiące.

– Tak? – westchnęła Sankja.

– Bo ja sobie coś przypomniałam, co może mieć znaczenie … – i tu Gazikowa wpadła w słowotok.

Gazikowa zaczęła ponownie opowiadać historię swojego życia. Doszła już do pierwszej klasy szkoły podstawowej, kiedy Zuzannie naprawdę zaczęło się spieszyć. Nie chciała spóźnić się na zgromadzenie, nie dlatego, że była masochistką i chciała uważnie słuchać wszystkiego od samego początku, ale chciała zająć ze znajomymi strategiczne miejsce na wielkiej auli, w którym będą mogli w stosunkowym odosobnieniu dyskutować o przebiegu zgromadzenia i o innych rzeczach, z naciskiem na inne rzeczy.

– Przepraszam Panią, ale muszę już jechać, jestem już spóźniona, mamy dzisiaj zgromadzenie izby…

– Ale jak to? Jak Pani może!!! Pani musi mnie wysłuchać! Ja skargę napiszę!

– Dziękuję Pani, do widzenia. Porozmawiamy innym razem – wyłączyła telefon Zuzanna.

Wybiegła z domu jak oparzona, była paskudna pogoda, lało i było zimno. A ona jedzie na odludzie, bez dostępu do cywilizacji i bez żadnego bufetu. Jedyny plus – ulice w centrum miasta, przez które musiała się przebić, nie były w ten dzień przy takiej pogodzie ani o tej godzinie zatłoczone, więc jechało się całkiem sprawnie.

-***-

Zuzanna ledwo znalazła miejsce na całkiem już zapchanym autami parkingu i pobiegła na zgromadzenie. Weszła i wszyscy zaczęli się z nią witać, byli uśmiechnięci. Nawet dziekan przywitał ją nad wyraz serdecznym uśmiechem, uściskiem ręki i powitaniem:

– Dzień dobry, Pani Zuzanno.

To było tak miłe, że aż podejrzane. Mając w pamięci historię z rajstopkami noszonymi na szyi zamiast apaszki Sankja pobiegła szybko do lustra w łazience. W jednej z kabin wc coś łupnęło o drzwi, ale Zuzanny to nie interesowała, spojrzała w wielkie lustro nad umywalkami. No tak! Przez Gazikową umalowała tylko jedne oko, a drugie było sauté! Co tu robić?

– Gabrysia!!! – pomyślała Sankja i wydobyła telefon z torebki. Gabrysia była upadłym aniołem adwokatury, prawdziwą femme fatale. Z wyglądu przypominała Marylin Monroe, więc bardzo podobała się facetom, a faceci podobali się jej.

Usłyszała, że w telefon zaczął dzwonić w łazience.

– Gabrysia, jesteś tutaj? – spytała Zuzanna.

– Taaaaaaaaaaaaaak – krzyknęła Gabriela. – Już wychodzę!

Sankja znowu usłyszała głośnie „łup!” w kabinie, z której dochodził głos Gabrysi, po czym było spuszczenie wody i Gabrysia wyszła z kabiny z lekkim rumieńcem na policzkach.

– Cześć kochana! – wylewnie przywitała Zuzę Gabrysia – Co się stało?

– Masz może cień do powiek i tusz do rzęs? Klientka zadzwoniła i umalowałam tylko jedno oko.

– Oj bidulko, no pewnie, że mam! Już szukam! Z tym trzeba coś zrobić. Nie możesz wyglądać aż tak niesymetrycznie, nawet chyba Twojemu mężowi by się to nie spodobało! – powiedziała jak zawsze szczera do bólu Gabrysia.

– Tak, dzięki – powiedziała Sankja i szybko zabrała się za domalowanie oka. Oddała Gabrysi kosmetyki. – To pa! Będziemy się pewnie widzieć na obradach!

– Pa! – powiedziała supersłodko Gabrysia.

Sankja wyszła, ale coś ją tknęło i postanowiła poczekać za najbliższą kolumną. Po 5 minutach głowę przez drzwi łazienki damskiej wystawiła Gabrysia i szybko pobiegła na aulę. 2 minuty po niej wyszedł młody człowiek w garniturze. Sankja go kojarzyła, nie wiedziała tylko, czy jest jeszcze aplikantem, czy już adwokatem. Zuzannie znane były damsko-męskie ekscesy Gabrieli, ale nawet ją zszokowały wyczyny koleżanki o takiej porze i w takim miejscu. Poszła znaleźć swoje miejsce i liczyła, że tym razem Niekuś zajął dobre miejscówki.

-***-

Sankja wypatrzyła Rafała Niekusia w jednym z tylnych rzędów, wystarczająco blisko wyjścia i daleko od stołu prezydialnego. Niekuś – jej najlepszy kumpel od czasów studiów, potem na aplikacji. Był dla niej jak brat, ktoś z kim można było konie kraść. Zgromadzenie już trwało. Dziekan witał zaproszonych gości. Zaczęły się sprawozdania. W sumie standardowa procedura, jedynie podczas sprawozdania Komisji Sportu i Rekreacji Sankja i Niekuś zaczęli się zastanawiać, czy nadal są na zgromadzeniu Izby Adwokackiej, czy raczej na posiedzeniu MKOlu.

Na początku liczne towarzystwo zgromadzone na auli, przerzedzało się. W końcu Zuzanna i Rafał postanowili wyjść na zewnątrz i ocenić przygotowanie tegorocznego zgromadzenia pod kątem cateringu. Poza tym, zaczęło im burczeć w brzuchach.

Soki, woda z cytryną i ciasteczka. Niby miały być kruche, ale musiały być na granicy terminu przydatności do spożycia, bo ciągnęły się jak guma. Były też ciasteczka czekoladowe! Ha, czekoladowe. PRL-owski wyrób czekoladopodobny bardziej był czekoladowy w smaku niż to… niestrawne coś. Sankcja i Niekuś mieli już ogląd sytuacji, ale tym razem byli przygotowani na wszystko, czyli na nic, jakie załatwiła Rada Adwokacka oraz na brak bufetu czy restauracji, czy jakiejkolwiek cywilizacji w pobliżu.

Niekuś wyciągnął wydruki z menu kilku restauracji i telefony.

– Dobra, Zuza. Jedzenie polskie, azjatyckie, pizza?

– PIZZA!!! – wydarła się Sankja, skupiając na sobie uwagę wszystkich wokoło. – Ja chcę taką pikantną, jajapeno, chili, pepperoni.

– Dobra, ja zarabiam funghi, z grzybami! A w plecaku mam parę dodatkowych grzybków na wkładkę.

Niekuś szybko wykonał telefon, przyjmujący zamówienie nie był zachwycony, że przyjdzie mu jechać na zadu… na odludzie, ale że prywatnie był dobrym kumplem Niekusia, przyjął zamówienie.

– *** –

Adwokatom ewidentnie brakowało pożywienia. Nawet najbardziej zatwardziali uczestnicy zgromadzenia powoli zaczęli wycofywać się do domów i restauracji. Co się bowiem mogło stać? Przecież jak nie oni, to zagłosuje ktoś inny.

Wiele osób wyszło i wtedy stało się. Na mównicę wyszedł skarbnik ORA, mecenas Waldemar Centuś.

– Proszę Państwa, Koleżanki i Koledzy Adwokaci. Zgłaszam wniosek o podwyżkę miesięcznej składki adwokackiej o 20 zł, to jest do kwoty 270 złotych miesięcznie. Pojawiły się niezaspokojone potrzeby Izby i Naczelnej Rady Adwokackiej, które w trybie pilnym wymagają zaspokojenia. Pan Mecenas Kazimierz Fikalski zawnioskował o utworzenie „Klubu Quadowego Adwokatury Polskiej”. To jest nieodzowne, aby w dobie powszechności quadów, aby Adwokatura posiadała taki klub. Potrzebne są pieniądze na organizację złotych tabliczek informujących o siedzibie klubu, a także na kupienie flagowej floty quadów dla członków klubu, na którym będzie umieszczone logo Adwokatury Polskiej, żeby nasz klub był rozpoznawalny podczas szarży po ulicach polskich miast i wiosek.

Klub Quadowy AP

W tym momencie zapiszczał telefon Niekusia. Pizza przyjechała. Niekuś szybko wybiegł na zewnątrz i wrócił z zamówieniem. Osoby pozostałe na sali patrzyły się na niego i na Sankję wściekłym i głodnym wzrokiem. Widząc zamieszanie, jakie spowodował, Rafał chwycił szybko za pojemnik z sosem pomidorowym, popatrzył się wyzywająco na obserwujących go adwokatów i wypił jednym duszkiem sos, wymownie oblizując usta po skończeniu konsumpcji.

Nawet Sankja popukała się w czoło, bo to oznaczało, że został jej tylko sos czosnkowy. Zajęła się swoja pikantną pizzą, Niekuś postanowił, że się z nią „podzieli” i zaczął konsumpcję od szamania połowy z pizzy Sankji.

Centuś kontynuował:

– NRA postanowiła ponadto zorganizować koncert za 185 tysięcy złotych dla artystów i polityków z okazji 25-lecia wolnych wyborów. Rozważa też wznowienie edycji biskupich kazań. Pieniądze są też potrzebne na delegowanie przedstawicieli NRA na zgromadzenia bratnich adwokatur z 47 państw świata, na przykład na doroczną konferencję Izraelskiej Rady Adwokackiej do Eljatu. Ponadto przyszło zarządzenie z NRA, że poszczególne rady okręgowe mają raz w roku, w kolejności alfabetycznej, organizować bal Adwokatury. Rad jest 24, więc bal musi być 2 razy w miesiącu, za każdym razem w innym okręgu. Odpada koszt alkoholu, gdyż Bakobrody zobowiązał się do dostarczania napitków na nasze bale w zamian za reklamowanie swoich wyrobów zdjęciami z balu. Oczywiście, po opłaceniu ze składek kosztów uczestnictwa w balu przedstawicieli naszej Izby oraz Naczelnej Rady Adwokackiej i ich osób towarzyszących wychodzi, że adwokat chętny do uczestniczenia w tym balu zapłaci za udział nie więcej niż 300 zł od osoby. I najważniejsze, poza powyższą podwyżką postuluję podwyższenie składek o dalsze 15 zł miesięcznie, gdyż Naczelna Rada Adwokacka uznała za absolutnie priorytetowe wydanie serii płyt audio i DVD zatytułowanej „Kazania biskupów polskich”, co ma niebagatelne znaczenie dla wizerunku zawodu adwokata oraz warunków jego wykonywania. Płyty będą się ukazywać przynajmniej jeden raz w miesiącu. Jeżeli podwyższymy składki o dodatkowe 15 złotych, każdy z Państwa będzie mógł otrzymać płytę jako załącznik do „Palestry”. A ponieważ jesteśmy przeświadczeni, że nie ma niczego bardziej potrzebnego w Państwa codziennej pracy adwokackiej, wiemy, że z pewnością ta podwyżka zostanie przez Państwo zaakceptowana.

Sankja i Niekuś mieli zabrać się do drugiej pizzy. Niekuś wyjął zawiniątko z plecaka, posypał pizzę swoimi grzybkami, polał sosem czosnkowym. Już mieli przystąpić do konsumpcji, gdy zapach ich jedzenia dotarł do pierwszych, jeszcze nieopustoszałych rzędów. Jak na komendę, wszyscy adwokaci wstali jednocześnie i oblegli Zuzę i Rafała, błagając… Nie, nie błagając, domagając się pizzy. Wyrwali Niekusiowi pudełko z pizzą z rąk i zaczęli się nią obżerać, nawzajem wyrywając sobie kawałki.

– Spoko, zadzwonimy po kolejną – wyszeptał Niekuś i wyszedł z auli wykonać telefon.

Po pożarciu pizzy napastnicy, znaczy się koleżanki i koledzy adwokaci udali się z powrotem na swoje miejsca. Głos zabrał adwokat Jędrzej Rękal, zagorzały przeciwnik obecnych władz.

– Skoro mają być podwyżki, to ja oświadczam, że zgłaszam sprzeciw. Poproszę również o informację, jaka jest wysokość diet każdego z siedzących tu członków władz i poszczególnych komisji oraz członków NRA i komisji. To nie jest informacja tajna. Ja na to płacę moimi składkami. Dość już podwyżek, dość rozrzutności! Wydajemy na zbytki, na wysokie diety dla władz, które nie potrafią nawet zorganizować porządnego cateringu na zgromadzenie. Tych dwoje młodych ludzi tam z tyłu umarliby tutaj dzisiaj z głodu, gdyby nie ich własna, oddolna inicjatywa. Inni pojechali zorganizować sobie jedzenie na własną rękę i pewnie już nie wrócą.

Odpowiedział mu Centuś:

– Uważam, że powinniśmy zamknąć tę dyskusję, jak i wszystkie dyskusje o dietach zapoczątkowane na fejsbuku przez Mecenasa Rękala. Zdecydowana większość ORA akceptuje stanowisko w przedmiocie diet. Wypowiedzi pod adresem Rady w przedmiocie diet, zarówno tu na zgromadzeniu, jak i na fejsbuku, są dalece niestosowne.

Niekuś wrócił z drugą pizzą. Tym razem hawajską.

– Zeżarli moje grzybki i nie mam już więcej. Musimy się zadowolić hawajską. I do tego kumpel zapomniał zapakować sosy. Znajdzie się jeszcze czosnkowy?

– Znajdzie, były pakowane po pół litra! A ty wyżłopałeś cały pomidorowy! – powiedziała Sankja. – A tak w ogóle, co to były za grzybki?

– No halucynogenne, mocne strasznie, ale ja już jestem tak przyzwyczajony, że na mnie nie działają.

– A na nieprzyzwyczajonych?

– Wystarczy odrobina, a po jakimś czasie wszyscy z miłości powinni paść sobie w ramiona.

– Co Ty? Oni się tak nienawidzą, że chyba nawet grzybki nie pomogą…

Nagle z sali rozległ się głos:

– Te, Rękal, weź już przestań, głowa Ci pulsuje!

– A Tobie, Centuś, oczy migają jak jarzeniówki. Podwyżek nie będzie!

– A właśnie, że będą! Adwokatura ich potrzebuje!

– Nie będzie! – Rękal został otoczony kordonem swoich zwolenników, którzy momentalnie przyjęli pozycje bojowe.

– Będą! – Centuś i jego poplecznicy zaczęli otaczać Rękala ze wszystkich stron. Rozpoczęła się szarpanina.

Gabriela wdrapała się na stół prezydialny, wystawiła przezgrabną nóżkę i powiedziała zalotnie do mikrofonu:

– Proszę Państwa, nie przesadzajmy. Pojedźmy do jakiegoś baru na jakiegoś drinka i małe co nieco!

Kilku kolegów adwokatów i dwie koleżanki (!!!) zerwali się na równe nogi i zabrali Gabrysię. Podniecała ich perspektywa małego co nieco z upadłym aniołem Adwokatury.

-***-

I zaczął się chaos. Przeciwnicy podwyższenia składek rzucili się na zwolenników. Przy stole prezydialnym powstało niezidentyfikowane kłębowisko adwokackich ciał. Ręka, noga, mózg na ścianie! Sankji i Niekusiowi brakowało tylko popcornu, ale cóż. Pizza musiała wystarczyć i to bez sosu pomidorowego po niekusiowym wchłonięciu go w całości.

– Ty, Niekuś, ale czy oni czasem nie powinni paść sobie w objęcia, wiesz peace & love, te rzeczy?

– Zuza, czekaj… – spokojnym tonem powiedział Rafał, rozparł się w fotelu i przyglądał widowisku.

Z chaosu wyłoniła się postać. Na czworakach wyczołgał się obszarpany Dziekan. Szybko obejrzał się za siebie, zobaczył, że nie zapanuje nad sytuacją i sprintem pobiegł do wyjścia, tempem, którego mógłby mu pozazdrościć Usain Bolt.

Przed głównym wejściem do budynku zobaczył elegancko ubranego mężczyznę, który wyglądał na lekko zagubionego i zdenerwowanego. Przyjrzał mu się uważnie, na tyle, na ile pozwalało mu jedno oko – to niepodbite w szarpaninie przy stole. To był sam przedstawiciel NRA, Rupert Owsik-Ohydzki. Ale co on tu robi przed wejściem? Dlaczego nie ma go w środku?

– Panie Rupercie? Czemu Pan nas nie zaszczycił tam w środku? Wypatrywałem Pana! – natychmiast złapał fason Dziekan.

Owsik-Ohydzki przyjrzał mu się jakoś dziwnie, ale przeszedł nad jego opłakanym wyglądem do porządku dziennego.

– Nie zostałem wpuszczony do środka! Powiedziano mi, że to zebranie Waszej izby, a ja nie jestem jej członkiem przecież. A że nie miałem zaproszenia, to kategorycznie zabroniono mi wstępu! Może wejdziemy?

Dziekan pomyślał o pandemonium, które właśnie odbywało się w środku. To nie mogło dojść do uszu NRA, nie teraz!

– Panie Rupercie! Jest pora obiadowa, tutaj nie ma bufetu i nic do jedzenia! Uczestnicy zgromadzenia w znakomitej większości udali się na konsumpcję. Pozwoli się Pan zabrać do restauracji na obiad? Na mój koszt, znaczy się, wpiszemy w koszty zgromadzenia!

– To rozumiem, Panie Dziekanie! – Owsik-Ohydzki poklepał go po plecach i odjechali…

– *** –

– CISZAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!! – rozległ się przeraźliwy krzyk dyrektor biura ORA, która wróciła z obiadu, weszła do auli i zobaczyła sceny przypominające bitwę pod Wiedniem.

I stało się. Stos ciał zastygł w tych pozycjach, w jakich się ciała znajdowały. I nie były to ciała astralne. Widok był dość żałosny z jednej strony, ale z drugiej całkiem przezabawny. Przynajmniej tak się wydawało pani dyrektor jak zobaczyła Sankję i Niekusia wsuwających pizzę i siedzących jak w kinie na dobrym filmie, choć wydawało jej się, że jak wchodziła, to tych dwoje krzyczało jeszcze „Anarchia! Anarchia!”

Zwolennicy i przeciwnicy podwyższenia składek rozdzielili się. Wszyscy oczami wykonali szybkie liczenie siebie i przeciwników. Trzeba było przystąpić do głosowania.

I tutaj pojawił się problem, było fifty fifty. Spojrzenia wszystkich padły na Sankję i Niekusia, i nie wiadomo, czy były bardziej wściekłe, czy żądne pizzy, której ostatni kawałek znikał właśnie w paszczy Rafała.

– Hej, wy dwoje tam na górze – zawołał Rękal – jesteście przeciwko podwyżce, czy za. Wasz głos decyduje.

– Nasze wolne środki na opłacenie ewentualnej podwyżki właśnie zniknęły w naszych żołądkach. Głosujemy przeciwko podwyższeniu składek – odparł Niekuś.

– Alleluja!!!!!!!!!!!!!! – wrzasnął Rękal, uklęknął i podniósł ręce do góry w geście modlitwy. Łza zaczęła spływać mu po policzku. Spojrzał się na Centusia – Walduś… Dawaj pyska!

Centuś, na początku zmieszany, rzucił się Rękalowi w objęcia. A potem wszyscy przeciwnicy i zwolennicy podwyższenia składek zaczęli płakać, śmiać się, ściskać, śpiewać i tańczyć.

– Taaaaaaa… – powiedział Niekuś do Sankji – Chciałaś? Masz! Grzybki zaczęły działać!