http://raczkowski.soup.io/

/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

Sankja w oparach testosteronu

część 1

Adwokat Zuzanna Sankja siedziała pod salą rozpraw i czekała na wywołanie sprawy. Szybko udało jej się znaleźć miejsce do zaparkowania, więc miała dużo czasu do rozprawy. Nagle zaczęła słyszeć głośne tupanie po sądowych posadzkach, do tego w wersji stereo. Spojrzała w lewą stronę, szedł mecenas Jan Pantysiak, spojrzała w prawo – mecenas Zygfryd von Butz.

Mężczyźni doszli do siebie na odległość ok. 2 metrów.

Stanęli.

Rozstawili szerzej nogi celem uzyskania bardziej od rywala męskiej postawy i uniknięcia syndromu „bezradnych męskich nóżek”.

Przyjęli nonszalanckie pozy i usztywnili pozy.

Zmierzyli wzrokiem.

Miny mieli poważne, srogie i wyniosłe zarazem.

Sankja poczuła, że zaczęła się dusić od oparów testosteronu. Pantysiak wyprostował się jakby ciut bardziej, 1:0 dla niego.

Na to von Butz wyciągnął rękę i ostentacyjnie spojrzał na zegarek, oczywiście drogi i z górnej półki, uwielbiał dowartościowywać swoje ego i popisywać się wartościowymi rzeczami.

– Mamy 5 minut do rozprawy.

Pantysiak zamachnął się swoim ramieniem i spojrzał na swój.

– 10 minut.

– O, kolega widzę nosi zegarek z zeszłego sezonu. Coś chyba kolega cienko przędzie. Jak to się stało, że kolega nie ma cacuszka z najnowszej kolekcji? Zegarków kolega nie zmienia? To przecież prawie jak buty lub koszula… Panie kolego… – z nieukrywaną satysfakcją w głosie rzekł von Butz i spojrzał na Pantysiaka z triumfującą miną. – I chyba źle ustawiony, bo o ile dobrze kojarzę, to idziemy na tę samą rozprawę.

Ha! 1:1!

Do rozmawiających mecenasów podeszła nieśmiało znajoma twarz. Sankja od razu poznała, że to aplikant adwokacki Anna Zabieg i zwróciła się do von Butza.

– Przepraszam Panie Mecenasie. Dobrze, że Pana Mecenasa widzę. Ja w sprawie tej substytucji z zeszłego tygodnia. Miał Pan Mecenas się ze mną rozliczyć. Zbliża się okres rozliczeniowy i muszę opłacić rachunki.

– ŻE CO??? – ryknął na cały korytarz von Butz – A co mi się tu Pani żali, że na czynsz jej nie stać i musi brać ode mnie pieniądze?

– Panie Mecenasie, wykonałam swoje zobowiązanie, czyli pracę, Pan Mecenas miał się ze mną rozliczyć.

– Ależ ja Pani robię przysługę i zaszczyt! Może Pani wejść na salę i się nauczyć albo chociaż popatrzeć i zaaklimatyzować… Za aklimatyzację się płaci nawet, a ja za darmo ją Pani umożliwiam… tego też Pani nie docenia niestety…

Aplikant Zabieg, zrezygnowana, rozejrzała się po korytarzu i dostrzegła Sankję. Od razu do niej podeszła.

– Cześć. Słyszałaś?

– Mecenasa von Butza? A jakże, słyszałam i mam zamiar iść z tym do rzecznika dyscyplinarnego! Nie martw się, nie warto. Mnie też kiedyś powiedział, że jestem sierotą życiową, wyglądam na prostytutkę, a jak nie stać mnie na czynsz to może powinnam na przykład okradać szafki na siłowni.

– Naprawdę? – Anka zrobiła szerokie oczy, nie wierząc, że adwokat może w taki obraźliwy sposób zwracać się do innych adwokatów – Nie rozumiem tego…

– Ja też nie, dlatego pomogę Ci przed rzecznikiem, jakby co.

– Dzięki. Co z tym można jeszcze zrobić?

– Najlepiej wyśmiać, a potem ignorować. Szkoda nerwów.

– To ja ci jeszcze powiem, tak między nami, że on jest patronem mojego przyjaciela, Krzysia. Biedak zaczął u niego pracować, chociaż lepszym określeniem byłoby harować, jeszcze na studiach i od trzech lat jest mamiony coraz dalej idący obietnicami. W chwili obecnej ma umowę o dzieło na 400 złotych miesięcznie, przy czym połowę von Butz potrąca mu za wodę i media.

– Jak to za wodę i media? – zdziwiła się Sankja.

– Po prostu, Krzysio niemalże nie wychodzi z kancelarii, zaczął sypiać na kanapie w holu, a myje się w kancelaryjnej toalecie. Dobrze, że rok mamy zgrany, to mu czasami jakiś obiad w sądzie podrzucimy. A jak próbował zrezygnować, to go von Butz postraszył, że go tak obsmaruje w Internecie, że żadna kancelaria go nie zatrudni i nie skończy aplikacji.

Niewiarygodne, ale czy.. – Sankja urwała, bo właśnie wywołano jej sprawę. Tę samą, na którą przyjechali Pantysiak, von Butz i … z substytucji innego adwokata aplikant Zabieg.

Za stołem siedział delegowany do Sądu Okręgowego sędzia Tomasz Zdred. Sankja już wiedziała, że będzie ciekawie…

http://raczkowski.soup.io/

– Na rozprawie stawili się prokurator Wacław Koneksja, oskarżeni, doprowadzeni z Aresztu Śledczego … – wyliczał Zdred – oraz obrońcy aplikant adwokacki Anna Zabieg z substytucji ustanowionego z urzędu adwokata… adwokat Jan Pantysiak ustanowiony z wyboru………. … adwokat Zygfryd Won Buts ustanowiony z wyboru…

– Wysoki Sądzie! – energicznie zaprotestował von Butz – Wypraszam sobie i nie zgadzam się na przekręcanie mojego nazwiska. Wnoszę o zaprotokołowanie, że poprawna, fonetyczna jego wymowa, która wynika z przepięknego języka niemieckiego, to „Fon Buc”!

Nomen omen” – pomyślał Zdred i na głos powiedział do sekretarza Damiana:

– Proszę zaprotokołować tak, jak wnosi Pan Mecenas.

Jedna z ławniczek popatrzyła na niego i podniosła wysoko brew nad prawym okiem. Tomasz Zdred w odpowiedzi porozumiewawczo także podniósł brwi. Obie na raz. Jednej nie umiał.

– I oskarżycielka posiłkowa Angelika Kusiak z pełnomocnikiem adwokat Zuzanną Sankją ustanowioną z urzędu.

Oskarżeni nie przyznawali się do zarzucanego im aktem oskarżenia zbiorowego zgwałcenia. Odmówili składania wyjaśnień. Sąd przystąpił więc do odczytywania wyjaśnień złożonych przez nich w postępowaniu przygotowawczym. Wszystkie brzmiały prawie jednakowo:

Postawione mi w dniu dzisiejszym zarzuty zrozumiałem. Pouczenie otrzymałem. Nie przyznaję się do popełnienia zarzucanych mi czynów. Mnie tam nie było. Nie znam pokrzywdzonej. Nie będę odpowiadać na żadne pytania. To wszystko co mam do wyjaśnienia w tej sprawie”.

Sędzia Zdred kończył odczytywać 4 protokół z tą samą treścią oskarżonemu Dżastinowi Aniołowi, którego bronił von Butz.

– Potwierdza oskarżony treść odczytanych mu wyjaśnień?

– Potwierdzam.

– Wiele pan oskarżony panu prokuratorowi w postępowaniu przygotowawczym nie opowiedział – zauważył Zdred.

– Zawsze szanuję czas pana prokuratora – szelmowsko uśmiechnął się Dżastin Anioł.

– A może pan oskarżony się namyślił i sądowi jednak coś opowie? – spytał Zred.

– Uuuu, czas wysokiego sądu to ja jeszcze bardziej szanuję – Dżastin zdmuchnął blond lok opadający mu na twarz i ponownie odsłonił gwiazdorskie, wybielone zęby w cwaniackim uśmieszku.

– No dobrze – postanowił podjąć ostatnią próbę Zdred – to może oskarżony wyjaśni sądowi tylko jedną kwestię. Skoro oskarżony nie zna pokrzywdzonej, nie było go w czasie i miejscu zdarzenia – jakim cudem wobec tego na niedopałkach papierosów w miejscu zdarzenia stwierdzono ślady DNA oskarżonego, a na ciele pokrzywdzonej mikrowłókna kurtki oskarżonego, sierść kota należącego do oskarżonego, włosy oskarżonego i badania DNA potwierdziły, że nasienie także pochodzi od oskarżonego.

– Ha, ha, ha – roześmiał się perliście Dżastin Anioł i popatrzył zalotnie na ławniczki. Zdmuchnął ponownie blond lok spadający na policzek.

– Wyjaśni to oskarżony sądowi? – nacisnął Zdred.

– Ach – westchnął Dżastin Anioł i ponownie rzucił powłóczyste, uwodzicielskie spojrzenie w stronę ławniczek – ależ ja sam tego nie rozumiem. To jakiś NIEPRAWDOPODOBNY ZBIEG OKOLICZNOŚCI.

– Ekhm, khy, khy – dobiegło zza pleców prokuratora. Zuzanna Sankja trzęsła się zakrywając twarz aktami.

– Wysoki sądzie! – zerwał się Zygfryd von Butz – to jest skandal! Ta pani śmieje się z mojego klienta! Nie potrafi zachować powagi na sali!

– Panie mecenasie … – zaczął Zdred, ale adwokat nie dał mu dokończyć.

– Ja wnoszę o wpisanie do protokołu tego skandalicznego zachowania pani mecenas! – domagał się von Butz.

– Panie mecenasie! – Zdredowi udało się przekrzyczeć obrońcę – Sąd głosu Panu nie udzielił.

– Mam prawo do reagowania w razie oburzającego i naruszającego zasady Kodeksu Etyki Adwokackiej zachowania! – perorował dalej adwokat.

– Póki co przeszkadza Pan w składaniu wyjaśnień własnemu klientowi i przerywa sądowi – stwierdził Zdred – proszę usiąść.

– Ale domagam się!

– Proszę usiąść – powtórzył Tomasz.

Zygfryd von Butz czerwony na twarzy usiadł mamrocząc coś wściekle pod nosem.

– Pani mecenas – zwrócił się Tomasz Zdred do Sankji – śmiała się Pani?

– Kaszlałam Wysoki Sądzie – bezczelnie skłamała Sankja usiłując zrobić duże, szczere oczy.

– Z czego pani tak KA-SZLA-ŁA? – sędzia zaakcentował ostatnie słowo aby nie ulegało wątpliwości, że nie dał się nabrać.

– Z zachłyśnięcia.

– Ach taaaak? Jadła coś pani w czasie rozprawy? – zapytał Tomasz Zdred.

– Śliną się zachłysnęłam. Z zaskoczenia tak – wypaliła Zuzanna.

– A cóż panią tak zaskoczyło? – Zdred posmakował nagle w przewadze nad Sankją.

– Nieoczekiwana refleksja oskarżonego Wysoki Sądzie – grzecznie odparła.

No, to akurat była prawda.

– Pan mecenas nadal domaga się zaprotokołowania? – zwrócił się Zdred do von Butza.

– Ależ oczywiście! Pani mecenas się śmiała! Widziałem!

– Proszę zaprotokołować – polecił Zdred protokolantowi – „W tym miejscu, bez udzielenia mu prawa głosu, przerywając oskarżonemu Dżastinowi Aniołowi udzielanie odpowiedzi na pytanie sądu adwokat Zygfryd WON BUC” – zerknął na obrońcę złośliwie.

– Sprzeciw! – zerwał się ponownie von Butz – ja oponuję!

– Jak sąd skończy dyktować – rzucił mu Zdred lekkim i obojętnym tonem i kontynuował dyktowanie – „Zygfryd WON BUC podniesionym tonem stwierdza, że pełnomocnik oskarżycielki posiłkowej adwokat Zuzanna Sankja śmieje się z jego klienta, nie potrafi zachować powagi na sali sądowej i jest to skandal.” I pisze pan dalej: „Adwokat Zuzanna Sankja na pytanie Sądu stwierdza, że zaskoczona refleksją oskarżonego zachłysnęła się śliną i kaszlała.

– Ale nie tak zaprotokołować! – zerwał się znowu von Butz – protokół powinien oddawać prawdziwy przebieg rozprawy!

– A pan mecenas teraz chce uczyć sąd jak ma protokołować czy imputuje sądowi, że podyktował do protokołu nieprawdę? – zjadliwie zapytał Zdred – to też ma sąd zaprotokołować?

– Ja nic nie imputuję – zaczął wycofywać się von Butz.

– Tylko co pan robi oprócz zakłócania prawidłowego przebiegu rozprawy? – Tomasz napawał się poczuciem władzy. Było mu to potrzebne. Musiał zrekompensować sobie fakt, że jego kotka Gabrysia dzisiaj nad ranem, udając miłość i tęsknotę – w rzeczywistości przyszła do łóżka tylko po to, aby nasikać mu na poduszkę.

– Inaczej to wyglądało – spróbował zadać cios adwokat Anioła.

– Nadal Pan mecenas utrzymuje, że sąd podyktował nieprawdę? Zaprotokołujemy Pana stwierdzenie, proszę panie Damianie, pan zapisze: „w tym miejscu adwokat Zygfryd WON BUC bez udzielenia mu prawa głosu przerywając sądowi dyktowanie protokołu zarzuca sądowi, że nie tak ma protokołować i że protokół nie odzwierciedla prawdziwego przebiegu rozprawy”.

Zygfryd von Butz siedział z zaciętą miną i zaciśniętymi pięściami. Zagryzł i tak wąskie usta.

– Jeszcze jakieś zastrzeżenia panie mecenasie? – postanowił dobić go Zdred – czy możemy kontynuować przesłuchanie oskarżonego?

– Kontynuujmy – von Butz znów przybrał wyniosły wyraz twarzy.

Jan Pantysiak zadowolony z pognębienia konkurencji wyciągnął się w ławce wysuwając do przodu obie nogi tak daleko, że aż wystawały spod ławy obrończej.

Tomasz Zdred podniósł obie brwi. Brak reakcji. Postanowił kontynuować.

– Oskarżony zechce podać jakieś fakty dotyczące owego zbiegu okoliczności o którym wyjaśniał?

– Nie, wszystko powiedziałem – uśmiechnięty Anioł bawił się opadającym lokiem podmuchując w niego.

– Są pytania do oskarżonego?

– Ja nie będę odpowiadał na niczyje pytania – oświadczył oskarżony.

– Nawet moje??? – oburzył się von Butz.

– No ostatecznie – zgodził się Dżastin.

– Pana tam nie było? – zadał mu pytanie obrońca.

– Ale gdzie? – zdumiał się oskarżony.

– Na miejscu zdarzenia – doprecyzował adwokat.

– Nie odpowiem na to pytanie – stwierdził nagle naburmuszony Anioł i siadł na ławce.

– To przystąpimy do przesłuchania pokrzywdzonej – z ulgą oznajmił Zdred.

*************************************

C.d.n.

Raczkowski poeci mnie nudząhttp://raczkowski.soup.io/