ŚOT polityka karna reakcją na medialne doniesieniahttps://www.facebook.com/SlepymOkiemTemidy

/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

Sankja w oparach

testosteronu

część 2

Ulga z jaką sędzia Zdred zakończył przesłuchanie oskarżonych i przeszedł do etapu przesłuchiwania świadków, a w pierwszej kolejności pokrzywdzonej Angeliki Kusiak, była przedwczesna.

Pokrzywdzona urywanymi zdaniami opowiadała co przeżyła feralnego dnia.

Z ławy obrońców dobiegł do sędziego Tomasza Zdreda teatralny szept Pantysiaka:

– „Jak można zgwałcić prostytutkę, he, he, he”

– Panie mecenasie!!! – ryknął Zred.

Pantysiak czerwony jak burak zerwał się na równe nogi.

– Ja cytowałem klasyka! – zaczął się tłumaczyć – oczywiście w sensie potępiającym świętej pamięci pana Leppera. Ale analogia nasuwa się sama, pani pokrzywdzona…

– Panie mecenasie Sąd pana zachowanie uwieczni w protokole, panie Damianie – zwrócił się do protokolanta – proszę zaprotokołować wypowiedzi pana mecenasa Jana Pantysiaka. Sąd upomina adwokata Jana Pantysiaka. Proszę usiąść. Pani pokrzywdzona, proszę kontynuować.

– Ja już skończyłam – odparła pokrzywdzona zupełnie nie poruszona słowami obrońcy pod jej adresem.

– Są pytania do świadka? – zapytał Zdred nawet nie łudząc się, że ich nie będzie.

– Ja mam pytanie – zaktywizował się dotychczas bierny prokurator Wacław Koneksja. Po czym zamilkł. Wszyscy wyczekiwali. Cisza przedłużała się.

– Proszę je w końcu zadać panie prokuratorze – zniecierpliwił się sędzia.

– Tak, tak – Wacław Koneksja wertował kartki akt podręcznych – tylko wie Sąd, to sprawa kolegi…

– Sądu nie interesuje czyja, jeżeli oskarżyciel publiczny ma pytanie to proszę je zadać albo udzielę głosu pełnomocnikowi oskarżycielki posiłkowej.

– Już, już, moment, mam! Mam pytanie do pokrzywdzonej! – prokurator wreszcie doznał olśnienia – opierała się pani?

– No tak – odpowiedziała zaskoczona Angelika Kusiak.

– Właśnie jak? – Koneksja złapał wiatr w żagle.

– Na początku to o szafę – szczerze odparła pokrzywdzona.

Zuzanna Sankja otwartą dłonią zasłoniła sobie oczy w geście rozpaczy.

– Ale coś nie tak powiedziałam pani mecenas? – pokrzywdzona zauważyła gest swojego pełnomocnika.

– Proszę zwracać się do Sądu – skorygował ją Zdred – jeszcze jakieś pytania panie prokuratorze?

– Eeeee… – Wacław Koneksja nagle oklapł intelektualnie.

– Rozumiem. Sprawa kolegi. Pani mecenas ma pani pytania? – Tomasz przyspieszył tempa rozprawy.

– Tak. Proszę pani, proszę powiedzieć, czy w czasie zdarzenia odniosła pani jakieś obrażenia a jeżeli tak to jakie i kto, lub co je spowodowało – Zuza spojrzała w swoje notatki.

Pokrzywdzona dobre 20 minut opisywała swoje obrażenia także powstałe wskutek gaszenia na niej papierosów przez oskarżonych. Pokazała blizny na przedramionach.

– Powiedziała pani, na pytanie pana prokuratora, że w pierwszej fazie zdarzenia opierała się pani o szafę, sądzę, że panu prokuratorowi chodziło raczej o opieranie się przed czynnościami oskarżonych, stąd jeszcze raz zadam pani to pytanie, ale inaczej sformułowane. Czy próbowała pani, a jeżeli tak to w jaki sposób obronić się przed oskarżonymi? – kontynuowała zadawanie pytań Sankja.

– Wysoki sądzie to pytanie jest sugerujące! – Poderwał się Zygfryd von Butz – wnoszę o jego uchylenie!

– Może pan mecenas sprecyzować co pana zdaniem pytanie ma sugerować? – Sędzia Zdred postanowił dzisiaj nie odpuścić.

– Pytanie sugeruje, że pokrzywdzona się broniła! – oświadczył von Butz.

– Coś podobnego. Pan sugeruje, że pytanie skierowane do pokrzywdzonej CZY się broniła ma jej coś zasugerować?

– No oczywiście!

– Paaanieee mecenaaaasieee… – Zdred odpowiednio zaakcentował i rozwlekł słowa oraz popatrzył na von Butza wkładając w wyraz twarzy i spojrzenie wszystkie pokłady litości i pobłażania, jakie był w stanie z siebie wydobyć.

Został odpowiednio zrozumiany.

Zygfryd von Butz usiadł.

– Sąd dopuszcza pytanie, proszę odpowiedzieć – Zdred przestał katować wzrokiem von Butza i przybierając na powrót obojętny wyraz twarzy zwrócił się do pokrzywdzonej.

Pokrzywdzona zaczęła opowiadać.

Przyszedł w końcu czas na pytania obrońców.

– Powiedziała pani, że pracuje w hotelu i podała jako zawód: „pokojówka”. A proszę powiedzieć, jaki jeszcze zawód pani wykonuje? – jako pierwszy zapytał Jan Pantysiak w szczególny sposób akcentując słowo „zawód”.

– Wysoki sądzie! A jakie to ma znaczenie dla sprawy? Wnoszę o uchylenie pytania – zareagowała Sankja.

– No właśnie ma znaczenie i pani dobrze o tym wie! – odparował Pantysiak.

– Ale ja się wcale nie wstydzę i powiem! – wtrąciła pokrzywdzona Angelika Kusiak zanim Zdred zdążył zareagować – jestem prostytutką!

– No właśnie i w tym drugim zawodzie – szybko wystartował Pantysiak – w tym drugim pani zawodzie utrzymuje się pani z honorariów klientów, czy ma pani jakiegoś alfon… yyy… pracodawcę, który płaci pani wynagrodzenie?

– Mam pracodawcę, ale nie jestem z niego zadowolona – naburmuszyła się kobieta.

– A dlaczego? – zainteresował się nieoczekiwanie Zdred.

– Bo panie sędzio, zobaczy pan jakie dał nam byle jakie łachy do noszenia! – Angelika Kusiak w przypływie frustracji zadarła do góry mini sukienkę pokazując stringi i stanik opinające opalone w solarium zgrabne ciało.

Oskarżonym, młodym, zdrowym mężczyznom przebywającym od pół roku w Areszcie Śledczym na przymusowym urlopie i w przymusowym celibacie prawie oczy wyszły z orbit.

Policjanci z konwoju uśmiechali się lubieżnie.

Zygfryd von Butz zgodnie z Kodeksem Etyki Adwokackiej z całych sił udawał, że nic się nie stało i poszukiwał pod ławką długopisu, który wcale mu nie spadł.

Twarz Jana Pantysiaka wyrażała zdumienie i zachwyt.

A nieprzytomny wyraz oczu prokuratora Wacława Koneksji, który miał najlepszy widok na opalone, jędrne pośladki oskarżycielki posiłkowej – ewidentnie wskazywał na wręcz religijną ekstazę.

Pokrzywdzona czując nagle zgęstniałą atmosferę powoli obciągnęła sukienkę w dół.

Zdred siedział sztywny i oniemiały.

Wszyscy na sali teraz wlepiali w niego oczy czekając na reakcję.

Musiał zareagować.

Zebrał się do kupy.

– W sprawie ubioru roboczego właściwy jest sąd pracy – pouczył oskarżycielkę posiłkową starając się, aby jego głos zabrzmiał maksymalnie poważnie i obojętnie. I żeby nie drżał. Na punkcie kobiecego ciała, szczególnie w taki upał, szczególnie, gdy na sali rozpraw była Zuzanna Sankja – był niesamowicie wrażliwy.

Panowie po obejrzeniu ciała pokrzywdzonej w minimalistycznych „byle jakich łachach” czyli bieliźnie więcej odsłaniającej, niż zasłaniającej – wyraźnie stracili „pytaniowy” impet.

Inicjatywę przejęła więc aplikant adwokacki Anna Zabieg.

– Czy w ramach owej pracy w charakterze prostytutki świadczy pani analogiczne jak dzisiaj przez panią opisane usługi?

– No ale bez petowania na mnie papierosów! – oburzyła się pokrzywdzona.

– Inaczej zapytam. Wizyta panów, którzy według pani mieli dokonać zbiorowego zgwałcenia odbyła się w ramach pani pracy, czy była niespodziewana?

– W ramach pracy.

Dłoń Zuzanny Sankji na dobre przykleiła się do jej czoła i oczu.

– To dlaczego twierdzi pani, że było to zgwałcenie? – drążyła Anna.

– Po pierwsze primo pani mecenas to za to petowanie, a po drugie primo, bo nie zapłacili! – zdenerwowała się Angelika Kusiak.

– Odpowiada pani zwracając się do Wysokiego Sądu – zainterweniował Tomasz Zdred.

– A skąd pani wie, że nie zapłacili skoro pani nie przyjmowała od klientów pieniędzy, tylko pracodawca? – młoda prawniczka złapała dobry trop.

– Bo Zenek mówił… – straciła pewność siebie oskarżycielka.

– A Zenek to?

– No niby szef. W tej drugiej pracy.

– Acha. To na co pani się konkretnie w ramach pracy w tym zdarzeniu nie zgadzała i o co konkretnie ma pani pretensje?

– No petowanie to w zakres obowiązków mi na pewno nie wchodzi – stwierdziła Angelika – na to się nie umawiałam.

– Coś jeszcze?

– Praca za darmo? Co ja, święta Teresa jestem albo Ochojska, czy inna charytatywna? Za takie numerki premia mi się należy! A nic nie dostałam!

– Wysoki sądzie – Anna Zabieg wstała – składam wniosek o uprzedzenie stron na zasadzie art. 399 § 1 k.p.k. o możliwości zmiany kwalifikacji prawnej zarzucanego oskarżonym czynu na art. 286 § 1 k.k. Oczywiście konsekwencją mojego wniosku jest wniosek o niezwłoczne uchylenie mojemu klientowi tymczasowego aresztowania.

– Chwileczkę – postanowiła ratować sytuację Zuzanna Sankja – ja mam jeszcze pytania do pokrzywdzonej.

– Proszę pani mecenas – zezwolił Zdred. Rozprawy z adwokatami potrafiły z prostego zgwałcenia zbiorowego zrobić wcale nieproste oszustwo.

– Proszę powiedzieć – zwróciła się Sankja do Angeliki Kusiak – czy w którymś momencie zdarzenia przestała pani wyrażać zgodę na tą pracę na rzecz oskarżonych i nie chciała już świadczyć oskarżonym tych no… usług?

– No proste! Przeż durna nie jestem! Zaraz jak na mnie ten lokowany zapetował – pokrzywdzona wycelowała oskarżycielski palec w Dżastina Anioła – to powiedziałam im grzecznie WON i spier… yyyy – popatrzyła niepewnie na sędziego – w sądzie to chyba nie wypada mówić jak im powiedziałam.

– Ech – westchnął Zdred – panie Damianie zapisał pan? Jeszcze nie, to proszę zapisać w tej formie: „wyprosiłam oskarżonych wulgarnymi słowami”.

– Ale grzecznie! – poprawiła Angelika.

– Niech będzie. Pan dopisze: „ale grzecznie”. A pani wyjaśni co pani rozumie przez grzecznie w czasie użycia tego słowa na „spier”, którego pani przed chwilą użyła. Albo nie – rozmyślił się – to nie ma znaczenia dla sprawy. Proszę dalej pani mecenas jeśli ma pani jeszcze jakieś pytania – popatrzył rozmarzonym wzrokiem na Sankję. Miała wzrok zatopiony w notatkach.

– Co wtedy zrobił oskarżony?

– Uderzył mnie pięścią w twarz i powiedział ja ci kur… no wiadomo i że mi pokaże, że do końca życia popamiętam i wtedy się tej szafy złapałam, bo bym upadła tak mnie walnął.

Przesłuchanie pokrzywdzonej trwało jeszcze godzinę.

Tomasz Zdred był wykończony. Musiał zarządzić półgodzinną przerwę. Na rozprawę stawił się tylko jeden świadek. Od pozostałych brak było zwrotnego poświadczenia odbioru.

Andrzej Rysuje afera podłuchowa kto nie przeklinahttp://wyborcza.pl/1,135334,16175557,Andrzejrysuje_pl_dla_Wyborcza_pl___18_06_2014.html

Rozprawa po przerwie wcale jednak nie toczyła się lżej. Świadek Zenobiusz Bzdetka, którego Zdred kojarzył z jakimś głuchoniemym Indianinem Majem Majańskim był w wybitnie wojennym nastroju.

– Tak to tylko w Polsce! Ludzi się nie szanuje! Ja tu pod drzwiami od godziny stoję, a jak byłem w Niemczech to kultura, pierwszy wchodziłem! Nic nie czekałem! – wywrzaskiwał Zenobiusz Bzdetka od progu.

Zdred popatrzył w akta.

– Zgadza się, ale tam pan był oskarżonym… – złośliwie poinformował świadka. Z Zenobiusza Bzdetki natychmiast uszło powietrze.

Zdred mógł zacząć odbierać od niego dane. Po nudnych osobowych przeszedł do bardziej interesujących strony informacji.

– Stosunek do oskarżonych? – zapytał.

– Pozytywny – odparł świadek z uśmiechem.

– Ale sąd pyta czy rodzina.

– No jaka rodzina wysoki sądzie – roześmiał się Zenobiusz.

– Obcy – podyktował do protokołu Zred.

Protokolant Damian poklikał klawiszami.

– Karany za fałszywe zeznania? – Zdred przeszedł do ostatniego etapu formalności.

– Jeszcze nie – szczerze wyznał Zenobiusz.

– Nie karany – podyktował sędzia.

Przesłuchanie Zenobiusza Bzdetki, „pracodawcy” Angeliki Kusiak w tej, jak to określała, „drugiej pracy”, czyli jej alfonsa – było katorgą. Nie wiadomo dla kogo większą. Dla świadka, czy obecnych na sali.

– Proszę świadka, czy wie Pan co się działo za przepierzeniem w pokoju pokrzywdzonej? – zapytał po raz setny Tomasz Zdred.

– Tak oczywiście, oni odbywali stosunek oralny – po raz setny odpowiedział świadek – już to sądowi mówiłem.

– Widział to Pan?

– Nie, ale słyszałem!

– Z protokołu pana zeznań składanych na Komisariacie Policji, który przed chwilą odczytałem, wynika, że świadek słyszał odgłosy stosunków pozamałżeńskich.

– Bo słyszałem! Oralnych stosunków pozamałżeńskich!

Wszyscy zrezygnowani westchnęli.

– A co konkretnie pan świadek słyszał, proszę opisać odgłosy.

– Odgłosy? To się słyszy nie opisuje!

Patowa sytuacja.

– Może ja zapytam wysoki sądzie – ruszyła na odsiecz Sankja.

– Proszę bardzo pani mecenas – westchnął zrezygnowany Zdred.

– Co to jest stosunek oralny pozamałżeński według świadka? – zapytała.

– Wnoszę o uchylenie pytania! – podskoczył von Butz – nie ma związku ze sprawą! Nikogo nie interesuje co świadek rozumie!

– Sąd jednak dopuści to pytanie panie mecenasie – uciął Tomasz.

– No jak to? – pytaniem na pytanie odpowiedział Zenobiusz Bzdetka.

– Co pan rozumie przez stosunek oralny pozamałżeński? – powtórzyła pytanie Zuza.

– To co wszyscy – wzruszył ramionami.

– Czyli co, jaki to stosunek? – cisnęła.

– No niech pani nie udaje, że pani nie wie – oburzył się Bzdetka.

– Gdybym wiedziała to bym nie pytała, jaki?

– No jak to jaki? Taki z przemocą! – w końcu wypluł z siebie Bzdetka zbulwersowany prawniczą ignorancją.

Po kolejnych kilku godzinach katowania się ze świadkiem i ustalania co było, a czego nie było w zakresie obowiązków pokrzywdzonej „w tej drugiej pracy”, dlaczego Zenek Bzdetka nie udzielił jej pomocy, zapłacili, czy nie zapłacili i kto konkretnie, bo według oskarżonych ich tam nigdy nie było – ledwo żywy ze zmęczenia Tomasz Zdred o godzinie 17 odroczył rozprawę.

ŚOT jego nikt nie chciał podsłuchiwaćhttps://www.facebook.com/SlepymOkiemTemidy

Sankja wlokła się opustoszałym, sądowym korytarzem do wyjścia. Anna Zabieg gdzieś jej zniknęła.

Dogonił ją Zygfryd von Butz.

– Adwokata ma cechować WZNIOSŁOŚĆ i sukces pani mecenas – pouczył Sankję pogardliwym wzrokiem tocząc po jej okłaczonej todze i zauważając ślad psiej szczęki na jej lakierku, w którym pies był łaskaw zostawić zębowe dowody miłości do pani.

– Zegarka pani nie nosi? – zlustrował surowo jej nadgarstek – nie stać pani? A to śmianie się na sali, nie jest pani w stanie zachować powagi? A te durne opowiadania i felietony, które pani pisze, brak słów! Psuje pani wizerunek całej adwokatury! Czasami mam wrażenie, że opłacają panią radcowie prawni, żeby nas pani kompromitowała! Brakuje tylko tego, aby przykleiła pani sobie na czole kartkę z napisem „idiotka”.

– Uchodzić za idiotę w opinii kretyna to wyszukana przyjemność ceniona wśród smakoszy – odpowiedziała mu zmęczonym tonem Sankja – że zacytuję Panu klasyka.

Pod sądem stało 12 osób. 8 czarnych umundurowanych. 4 w garniturach. Zuzanna rozpoznała w 3 garniturach prokuratorów.

– Pan Zygfryd von Butz? – zapytał któryś. Adwokat rozejrzał się nerwowo.

– Jest pan zatrzymany.

– Zaraz, zaraz – Sankja nie straciła zimnej krwi – jak to zatrzymany? Macie obowiązek podać przyczyny zatrzymania!

– Jako podejrzany o kradzieże w szafkach na siłowni „Atlas” oraz dokonanie nielegalnych nagrań w restauracji.

– Co takiego???!!! – krzyknęła zszokowana Zuza. Postawiła teczki na ziemię – Ale o co wy mówicie, to jakaś pomyłka! Panie mecenasie…

Zygfryd von Butz odchodził zgarbiony w otoczeniu „czarnych”.

– Panie prokuratorze – zaczepiła znajomy z widzenia garnitur – Co się dzieje, o co tu chodzi, jezusmaria…

– Tajemnica śledztwa nie pozwala mi powiedzieć nic ponad to, że SOWA i przyjaciele przesolili tę zupę – mrugnął do niej prokurator i odszedł.

ŚOT afera nagraniowahttps://www.facebook.com/SlepymOkiemTemidy