JGawinautor: Jaro Gawin, źródło: Facebook

Sankja i taśmy Palestry

/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

Mecenas Zuzanna Sankja późnym wieczorem otrzymała z nieznanego numeru sms o dziwnej treści ,,Redakcja Palestry okupowana – przybywajcie z odsieczą!”. Przez chwilę zastanawiała się czy to nie żart, ale kiedy za chwilę zadzwoniła Gabrysia i rzuciła tylko krótkie ,,Czekam na dole, ubieraj się szybko, jedziemy do Palestry”, nieco zdezorientowana zarzuciła płaszcz i zbiegła schodami do przyjaciółki.

– Co się stało? O co chodzi z tą Palestrą? – próbowała się dowiedzieć, jednocześnie kurczowo trzymając fotela, bowiem Gabrysia jechała z precyzją zawodowego kierowcy rajdowego i prędkością dorównującą tej na torze wyścigowym.

– Wyobraź sobie, że ABW wkroczyło do redakcji Palestry i chce skonfiskować wszystkie komputery. Podobnież ukrywają jakieś ważne materiały dotyczące tajemnicy państwowej, które dostali od obcego wywiadu- odpowiedziała Gabrysia, sprawnie wchodząc w zakręt z prędkością 120 km/h. Tylko pisk opon był dość głośny.

– W Palestrze? Przecież oni głównie zajmują się historią adwokatury i piszą jakieś wierszyki okolicznościowe!

– No i właśnie o tę historię chodzi. W trakcie zbierania materiałów do artykułu o roli adwokatury w odzyskaniu niepodległości, dr Jakub Zbień miał otrzymać jakieś kompromitujące nagrania.

– No, ale kompromitujące kogo?

-No właśnie tego nie wiadomo, bo dr Zbień wyjechał na konferencję do Konga i nie można się z nim skontaktować. Tam telefon działa tylko w porze suchej, a teraz jest deszczowa. Natomiast, ktoś słyszał to nagranie i twierdzi, że na nagraniu jest sam P.

– Kto?!- Zuzanna z wrażenia, aż puściła gorączkowo trzymany fotel, co było błędem, bo Gabrysia znów weszła ostro w zakręt i Sankja uderzyła głową o szybę. Cicho jęknęła i pomyślała, że będzie miała ogromnego guza. Nie zdążyła skarcić przyjaciółki za niebezpieczną jazdę, bo już zatrzymały się przed siedzibą redakcji.

Na korytarzu wrzało, oprócz wszechobecnych tóg z zieloną lamówką, kręcili się policjanci, dziennikarze (dało się zauważyć, że część prowadziła audycję na żywo), kilku wyraźnie zdezorientowanych policjantów i parę osób z wyraźnymi literami ABW na plecach. Nagle ktoś złapał Sankję za płaszcz.

– Mecenas Zuzanna Sankja? – usłyszała z boku. Kiedy potwierdziła, młody mężczyzna chwycił ją za łokieć i pociągnął za sobą.

– Ale chwileczkę – głośno zaprotestowała i próbowała się wyrwać – Czy ja jestem aresztowana?

– Cicho – wysyczał mężczyzna – Jest Pani jej zaufaną osobą.

Zanim Sankja zdążyła zapytać kogo, już została wepchnięta do toalety. Tam znajdowało się kilka wyraźnie zdenerwowanych osób, skupionych wokół dziwnej postaci, całej w czerni, w kapeluszu z woalką i ciemnych okularach. Na jej widok postać nagle wyrzuciła w geście rozpaczy ręce i cicho zawołała:

– Jak dobrze, że jesteś- Sankja ze zdumieniem rozpoznała głos aplikanta adwokackiego Anny Zabieg.

-Ania? Co się stało?

– Tragedia. Wiesz przecież, że Palestra będzie teraz wychodziła wyłącznie w postaci elektronicznej. Znam się na informatyce i w związku z tym mecenas Czajka upoważnił mnie do kontrolowania całego procesu. Pracy nie aż tak dużo, miałam tylko czuwać nad sprawnym wprowadzaniem systemu. Oprócz tego przepisałam także pracę habilitacyjną mecenasa Czajki z wersji maszynowej na elektroniczną. I wtedy zjawił się dr Zbień, zostawił mnóstwo materiałów, więc przerzuciłam to wszystko na swój stary laptop i przekazałam mecenasowi Czajce. Przed 5 godzinami wpada ABW i mówi, że chce materiały. Mecenas Czajka dostał białej gorączki, zaczął wykrzykiwać, że on tam ważne dokumenty ma, tajne i zupełnie niezwiązane ze sprawą i on tego nie odda. A prokuratorzy, że musi. I oni się teraz wzajemnie przekrzykują od paru godzin, a ja wiem, że Mecenas Czajka nie ustąpi.

-A dlaczego? Faktycznie są tam jakieś ważne informacje?

– No właśnie ta praca habilitacyjna! Bo żona mecenasa Czajki sprzątała ostatnio i cały maszynopis spaliła i teraz jedyna kopia jest właśnie w tym laptopie!

-A nie mogą tego po prostu skopiować?

-Niby by mogli, ale to podobnież jest jakiś inny system i znający się na tym informatyk jest tylko w Gdańsku, więc oni woleli by to sprawdzić u siebie. A mecenas Czajka musi oddać pracę za dwa dni i on z kolei za nic się nie przyzna, że nie umie włączyć tego laptopa. Twierdził nawet, że jest zaszyfrowany przez naczelnego informatyka Adwokatury, czyli przeze mnie!-

-Okej, ale w takim razie po co ten strój? Nie możesz po prostu włączyć tego i skopiować samą pracę habilitacyjną?

-Dlatego ty jesteś mi potrzebna. Po pierwsze Prokuratura i ABW są już tak wściekłe, że odniosłam wrażenie, że naczelnego informatyka też wsadzą, za utrudnianie śledztwa jak mniemam, a po drugie jak w przekazie na żywo moja teściowa zobaczy, że utrudniam śledztwo Prokuraturze to nie będziemy mieli co jeść!

-Yhhhh- Sankja poczuła, że wyraźnie straciła wątek.

– Bo ona pracuje w Prokuraturze Okręgowej i jest bardzo wrażliwa na punkcie swojej pracy. My mieszkamy razem, w domu, ale wejścia mamy osobne. Jest niesamowitą kucharką, a ja to nawet jajko potrafię przypalić. Więc umówiliśmy się, że ona nam zawsze nam coś ugotuje i podrzuci, a w zamian my jej zwrócimy pieniądze za składniki. Tyle, że za każdym razem jak adwokaci mówią coś źle o prokuraturze to nie robi nam obiadu. Ja już się postarałam, żeby jakoś ograniczać jej te informacje, żadnych programów interwencyjnych, artykułów prasowych etc., ale jak mnie teraz zobaczy to już w życiu nic nam nie ugotuje!

Mecenas Sankja westchnęła głęboko i pokręciła ze zdumieniem głową.

– Dobra, zbieraj się, nic nie mów, ja będę mówiła za ciebie, a ty przerzucisz pracę habilitacyjną na pendrive. Masz go chociaż?

Zabieg pokiwała zamaszyście głową, aż spadły jej okulary. Założyła je raz jeszcze, naciągnęła woalkę i prowadzona za rękę przez Sankję (bo przez swój kamuflaż nic nie widziała) przeszła przez korytarz w błysku fleszy i obie weszły do gabinetu mecenasa Czajki, gdzie znajdowali się już wyraźnie podenerwowani prokurator i dziennikarz Palestry.

– Ja wojnę przeżyłem! I komunizm! Ja wiem, jak działa totalitaryzm! Jesteście jak NKWD! Żądam decyzji Sądu!– krzyczał mecenas Czajka.

– Prokuratura nie potrzebuje Sądu! My się znamy na przepisach! Mamy za sobą prawo, a sprawiedliwość jest po naszej stronie !- krzyczał z kolei Prokurator, zaś agenci ABW bezradnie stali zerkając raz na jednego, raz na drugiego i kręcąc głowami niczym na meczu ping –ponga.

-Yhmm- chrząknęła wyraźnie Sankja – Pani Mecenas jest naczelnym informatykiem Adwokatury. Skopiuje dane, które nie są potrzebne w tej sprawie i przekaże Panu Prokuratorowi laptopa- W czasie jej przemowy Zabieg podeszła do biurka i próbowała podłączyć pendrive.

-Pani nie ma prawa! – krzyknął Prokurator i próbował jej wyrwać komputer. Zaskoczona Zabieg zachwiała się i upadła, trzymając komputer, aby uchronić go przed zniszczeniem. W tym momencie rozległo się głośne:

-Biją naszych!!!

Do pokoju wpadł tłum ludzi, składający się z adwokatów i dziennikarzy. Przestraszeni agenci ABW spanikowali i uciekli, następnie biegł Prokurator z przerzuconą przez ramię Zabieg, wciąż kurczowo przyciskającą laptop do piersi. Tłum rzucił się za nimi w pogoń, w ferworze ciągnąc zdumioną szybkością zdarzeń Sankję.

Na placu boju pozostał już tylko czarny kapelusik z woalką.