Zdred i mecz

Autor: Ślepym Okiem Temidy

ZDRED, ZABIEG i MISTRZOSTWA ŚWIATA

/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

Sędzia Tomasz Zdred ledwo dojechał do sądu. Sam nie wiedział, jak mu się to udało, że nie spowodował po drodze żadnej kolizji. Najchętniej użyłby zapałek, żeby podeprzeć nimi ciężkawe powieki.

Prawdę mówiąc tego dnia prawie zaspał. A wszystko przez ten przeklęty wczorajszy mecz Mistrzostw Świata w piłce nożnej. Jakby FIFA nie miała gdzie organizować turniejów, tylko w państwie z innej strefy czasowej. Micha spaghetti też nie pomogła. Przez pół nocy bulgotało mu w brzuchu i przewracał się z boku na bok. Zasnął bardzo, bardzo późno. Śniły mu się kufle piwa, michy spaghetti i piękne kibicki. Właśnie jedna postanowiła dać Zdredowi buziaka w policzek, kiedy jak przez mgłę usłyszał „piiik, piiiik”. Zaczął się budzić i uświadamiać sobie, że chyba śnił, ale buziak kibicki wydawał się taki realny. Przecież nadal czuł tę przyjemną wilgoć na policzku. „PIIIIIIK!” Zdred podniósł powieki. Jego oczy napotkały inne oczy – zielone, szerokie. Ręką przetarł policzek, który jeszcze przed minutą lizała jego kotka Gabrysia.

******************

Po drodze do swojego w sądzie pokoju Zdred zawitał do sekretariatu wydziału. Przywitała go sekretarz Joanna z ponurą miną:

– Szef wzywa Pana Sędziego na poważną rozmowę. Nie miał za wesołej miny…

– Tylko tego mi brakowało… – westchnął Zdred i poszedł do pokoju przewodniczącego wydziału.

******************

– Pan siada, Panie Kolego – powiedział poważnym, urzędowym tonem sędzia Adam Jóźwiak, przewodniczący wydziału karnego. – Coś kiepsko Pan wygląda. Ciężka noc?

– Nieprzespana… – burknął Zdred, zastanawiając się, o co chodzi.

– Zapewne zastanawia się Pan, po co go tu wezwałem tak wcześnie rano – kontynuował bardzo formalnie przewodniczący Jóźwiak. – Na szanownego kolegę wpłynęła skarga.

Zdred prawie otworzył szerzej przekrwione oczy ze zdumienia, ale jednak ciężar pomeczowych powiek zwyciężył.

– O proszę. Pani Krystyna Kwapisińska składa skargę na Szanownego Kolegę i wnosi o zmianę sędziego, bo jak pisze Pani Kwapisińska „jak sprawę będzie sądził sędzia Tomasz Zdred, to ja sprawę przegram, a jak inny sędzia, to sprawę wygram” – przeczytał ze skargi przewodniczący Jóźwiak.

– A kto to jest Pani Kwapisińska? – spytał Zdred, który jeszcze za bardzo nie kontaktował, w dodatku miał w referacie około 500 spraw i kiepską pamięć do nazwisk.

– Szanowny Kolego – zaczął tyradę przewodniczący Jóźwiak – Pani Krystyna Kwapisińska jest stroną postępowania w sprawie będącej w referacie Szanownego Kolegi. Niezadowoloną stroną, do tego. Ileż to ja razy mówiłem, że podczas rozpraw nawet jeśli mamy wyrobiony pogląd na sprawę, nie możemy go stronom okazywać? A potem takie panie Kwapisińskie będą pisać do gazet, że proces był ustawiony, a wyrok wydany zanim jeszcze sprawa się rozpoczęła. KOLEGO ZDRED!!!!

– Co??? GOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOL!!! – wrzasnął Zdred, po czym uświadomił sobie, gdzie jest i dlaczego się tam znalazł.

Przewodniczący Jóźwiak popatrzył na Zdreda z powątpiewaniem.

– Szanowny Kolego. Ja to jeszcze przemyślę. Proszę wracać do swoich obowiązków.

*************************

Czekając na wywołanie pierwszej sprawy Zdred nawet nie próbował grać w TETRIS. Kolorowe klocki i tak rozmazywałyby mu się na ekranie telefonu. Sekretarz Joanna przyniosła mu już trzy kawy i zastanawiała się, czy nie pójść po czwartą. Czas pozostały do pierwszej rozprawy nieubłagalnie uciekał zbyt szybko. Na domiar złego w tejże sprawie zarówno pokrzywdzonymi jak i oskarżonymi byli pracownicy naukowi wydziału prawa. Prawnicy, a już najbardziej adwokaci, byli okropnymi uczestnikami procesów. Zdecydowanie wiedzieli za dużo, a przynajmniej myśleli, że wiedzą, zadawali za dużo pytań, a co gorsza, czasami pytali o to, na co znali już odpowiedź. Taki pech i to na dodatek w czasie Mundialu.

– Trzeba było wziąć urlop… – westchnął sędzia Zdred.

*************************

Towarzystwo na sali rozpraw w pełni odzwierciedlało samopoczucie sędziego Zdreda. Obrońcy w osobach dwóch aplikantów adwokackich: młodego mężczyzny, który po wyrecytowaniu swojego nazwiska i nazwiska adwokata, z którego upoważnienia występował w sprawie, oparł czoło o blat stołu i w takim stanie i w milczeniu przesiedział kolejną godzinę oraz kobiety o rozczochranych włosach, której przypomnienie własnego zajęło pełne 3 minuty. Prokurator w tym czasie kontemplował działanie wiatraczka, a wyraz jego twarzy pozwalał na przypuszczenia, że zaraz dokona odkrycia na miarę Archimedesa czy Newtona.

Sędzia Zdred powoli wychodził z odrętwienia.

– Panie Prokuratorze?- Prokurator wyraźnie zaskoczony nagłym wyrwaniem z odmętów nauki, zaczął pośpiesznie czytać:

– Po przedstawieniu wszystkich dowodów w sprawie, a przede wszystkim bazując na zeznaniach świadków, Prokuratura wnosi o …

– Spalony! – krzyknęła aplikant adwokacka, czym przestraszyła wszystkich obecnych (no, może poza kolegą z ławy obrończej, który pozostawał niewzruszony w swojej pozycji) – Znaczy się, bardzo przepraszam Wysoki Sądzie, chciałam powiedzieć „Sprzeciw!”, przecież jeszcze nie przesłuchaliśmy żadnego świadka.

Sędzia Zdred machnął ręką na to drobne przejęzyczenie i z rozrzewnieniem pomyślał, jakie wspaniałe rośnie to młode pokolenie. Prokurator jednak zmarszczył brwi, wyraźnie zmuszając się do wysiłku umysłowego i zdenerwowany zaprzeczył:

– Nieprawda, wyraźnie mam zapisane, że w sprawie Kowalskiego z art. 280 KK dziś jest już mowa końcowa, nowych dowodów i świadków brak.

– Jakie 280?! Przecież Kowalski miał zarzut ze 158! Skąd ten rozbój?! – zdenerwowała się z kolei aplikant adwokacka.

– Skąd ta bójka?! – odpowiedział Prokurator i obydwoje zaczęli w pośpiechu przeglądać swoje kalendarze. Jednocześnie podnieśli głowy, spojrzeli na siebie, następnie na sędziego Zdreda, on z kolei na sekretarz Joannę, a ona na ekran monitora.

– Kowalski Antoni, zarzut z art. 158, kolejny jest Kowalski Adam, z art. 280 – jej słowom towarzyszyło ciche ,,Aaaaaaa” Prokuratora, który raz jeszcze przejrzał akta podręczne i z dumą wyciągnął właściwe.

– Te strefy czasowe – powiedział z przepraszającym uśmiechem w stronę aplikant adwokackiej. Ta odpowiedziała mu uśmiechem pełnym zrozumienia.

– W porządku – ożywił się sędzia Zdred – zatem świadków nie ma i zwrotek też nie ma?

– Jeden świadek jest Wysoki Sądzie – przypomniała mu z wyraźną niechęcią aplikant adwokacka – Doktor Franciszek Andrzej Krończyk.

– Doktor Franciszek Andrzej WŁODZIMIERZ Krończyk – z sali rozległo się dziwne skrzeczenie i z miejsca dla publiczności podniosła się mała postać w wyraźnie za dużym garniturze i wielką, czerwoną muszką w białe kropki.

– Dobrze zatem, proszę podejść i podać dowód osobisty.

– Dlaczego ? – wyskrzeczał doktor Krończyk.

– Musimy potwierdzić świadka tożsamość.

– Ale przecież wszyscy mnie znają! On mnie zna – wskazał palcem na Prokuratora – oni mnie znają – wskazał na oskarżonych – Ona mnie zna – wbił groźne spojrzenie w aplikant adwokacką i pokręcił głową z wyraźną niechęcią – Ją to pamiętam, oj, bardzo dobrze pamiętam. Zawsze ze mnie szydziła, wyśmiewała się z mojej choroby.

Sędzia Zdred zdziwiony spojrzał w stronę ławy obrończej, a aplikant adwokacka podniosła wzrok znad klasycznej pozy tzw. facepalmu i powiedziała półgębkiem:

-Chodziłam w obcasach.

– No właśnie, chodzić w takich butach, przy takim wzroście, podczas gdy inni cierpią! – doktor Krończyk wyglądał jakby się miał za chwilę rozpłakać.

– Wystarczy – zniecierpliwił się sędzia Zdred – świadek występuje tutaj w zupełnie innej sprawie i wymagane jest potwierdzenie tożsamości świadka – Doktor Krończyk z ociąganiem, ale podał swój dowód osobisty.

Wydawało się, że wszystko już potoczy się sprawnie, ale doktor Krończyk ponownie zaskoczył wszystkich, tym razem odwołując swoje wcześniejsze zeznania.

– Ale proszę świadka, co właściwie chciałby świadek zmienić w swoich zeznaniach?- zapytał się Zdred.

– Wszystko Wysoki Sądzie, wszystko. Bo ja już wiem, że oni wszyscy to jedna wielka klika, jedna organizacja przestępcza – im głośniej doktor Krończyk mówił, tym wyżej sędzia Zdred podnosił brwi w niemym geście zdumienia.

– Wspólnie oddają się oglądaniu tego barbarzyńskiego sportu, jednocześnie upijając się niewiadomego pochodzenia trunkami alkoholowymi – Krończyk w swoim zacietrzewieniu nie zauważył jak atmosfera wokół niego wyraźnie wypełniła się głęboką niechęcią, płynącą ze wszystkich stron – I nawet, jak się pokłócili o ten artykuł, to i tak ja nie będę mówił, kto kogo zaatakował pierwszy. Bo czy to ważne, czy redakcja w artykuł magistra Skowronka była aż tak duża, że można mówić o współautorstwie? W końcu i tak powinien się cieszyć, że sam doktor habilitowany Podgłówek chciał umieścić swoje nazwisko w jego pracy. Z takim podejściem to on daleko nie zajedzie, nie zajedzie. Ja już 20 lat się habilituję, więc wiem, co mówię. I Wysoki Sądzie, po tych 20 latach, latach pełnych poświęceń, lojalności wobec władzy, każdej władzy Wysoki Sądzie, każdej, oddania sprawom nauki i uniwersytetu, nagle się dowiaduję, że splagiatowano artykuł magistra Skowronka! Jakiegoś tam magistra, a nie mój! To takie upokarzające!

Doktor Krończyk wyjął z kieszeni chusteczkę, otarł łzy z pulchnych policzków i głośno wysmarkał nos. Zdred, który w trakcie tego przydługiego monologu, znów popadł w otępienie, rzucił tylko w przestrzeń ,,Pytania?”. Prokurator nerwowo przeglądał akta sprawy, więc zaprzeczył ruchem głowy, ale aplikant adwokacki nagle podniosła wzrok, potrząsnęła głową, jakby budząc się ze złego snu i zapytała:

– Proszę świadka, całe zdarzenie miało miejsce na przyjęciu z okazji nadania profesury jednemu z pracowników Uniwersytetu, nieprawdaż? – Krończyk potwierdził skinieniem głowy – O której świadek opuścił przyjęcie?-

– O godzinie 21, bo ja zawsze o 22 to jestem w łóżku. Ja nigdy nie chodzę spać później niż o 22, nawet w Sylwestra! – powiedział z nieukrywaną dumą.

– To jak świadek mógł widzieć zdarzenie, w który brał udział oskarżony, skoro miało ono miejsce o godzinie 2 nad ranem?-

– Ale ja go nie widziałem!!!

– Ale wcześniej świadek zeznał, że widział.

– Nic takiego nie mówiłem. Pytali się mnie, czy byłem na przyjęciu. Potwierdziłem. A potem zapytali, czy coś wiem o tej bójce to im opowiedziałem, co słyszałem. Ja zawsze jak władza przychodzi i się pyta, to opowiadam im wszystko. A na temat tej bójki to uniwersytet aż huczał.

– Czyli wszystko, co świadek mówił na temat zdarzenia, w którym brał udział oskarżony to były tylko plotki?

– Mówiłem wszystko, co usłyszałem! – powiedział tym razem czerwony ze złości Doktor Krończyk.

Aplikant adwokacki z niechęcią spojrzała na prokuratora, a ten tylko rozłożył ręce i wyszeptał scenicznym szeptem:

– Nie ja pytałem.

Sędzia Zdred tylko westchnął, podziękował świadkowi, a gdy ten opuścił salę rozpraw, zajął się ustalaniem terminu kolejnej rozprawy. Po chwili na sali pozostali już tylko aplikanci adwokaccy, prokurator oraz sędzia Zdred z sekretarz Joanną. Prokurator zwrócił się bezpośrednio do aplikanta adwokackiego.

– Anka, masz te bramki z wczorajszego meczu u siebie na tablecie?

– Tak, może Wysoki Sąd również chciałby zobaczyć?

– Z miłą chęcią. A kolega nie jest fanem piłki nożnej?- Zdred wskazał na wciąż trzymającego głowę na stole drugiego aplikanta adwokackiego.

– Gorzej, jest w połowie Hiszpanem – sędzia wraz z prokuratorem ze współczuciem spojrzeli na młodego mężczyznę.

– Niezwykłe jest takie zainteresowanie piłką nożną u kobiet, pani mecenas Pośpiech.

– Zabieg Wysoki Sądzie – aplikant adwokacki Anna Zabieg odruchowo poprawiła sędziego Zdreda. Sekretarz Joanna po cichu wymknęła się z Sali rozpraw, pozostawiając trójkę prawników, wpatrzonych w tablet i kontemplujących świetną technikę, talent i strategię piłkarzy i myśląc w duchu, że ta dziewczyna po prostu kocha kłopoty. Albo to kłopoty kochają ją.