/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

ROZWÓD SANKJI

Sąd Okręgowy, nadszedł ten dzień, że miał być rozpoznawany najsłynniejszy pozew rozwodowy. Pozew, jaki Marek Kilarecki złożył przeciwko swojej żonie, adwokat Zuzannie Sankji.

https://palestrapolska.wordpress.com/2014/01/17/pozew-o-rozwod-jaki-kazdy-maz-moze-zlozyc-p-ko-zonie-adwokatce/

Przed salą rozpraw powód siedział na ławce, z twarzą ukrytą w dłoniach. Na wokandzie wywieszonej na drzwiach było nazwisko jego, żony i sędziów, którzy mieli poznać historię ich życia. Nic mu te nazwiska nie mówiły, ale jego żona na pewno ich zna. Musi, w końcu tutaj pracuje. Praca… poświęca jej znaczną część jego życia, a on po prostu chciałby, aby trochę czasu poświęciła jemu. JEMU! I niekoniecznie w ten sposób, że poświęca mu czas, kiedy prosi o zrobienie sobie kawy czy herbaty, bo nie ma czasu oderwać wzroku od ekranu laptopa, gdyż pisze kolejne super-hiper-ważne pismo.

– Sprawa z powództwa Marka Kilareckiego!!!

Marek Kilarecki wszedł na salę, przygnębiony. No tak… Sankja nawet nie ma czasu na własny rozwód! Ona jest niereformowalna!

– … Stawili się: powód Marek Kilarecki – powiedział zdecydowanym głosem stateczny jegomość siedzący pośrodku stołu sędziowskiego. Obok niego siedział elegancki starszy pan, a po drugiej stronie kobieta, ewidentnie po przejściach. Kilarecki się uśmiechnął. Dwóch facetów jako sędziów w sprawie rozwodowej – nie jest źle.

Stateczny jegomość po środku kontynunował:

– Nie stawiła się pozwana, Zuzanna Sankja…

Łup! Z łomotem otworzyły się drzwi na salę rozpraw i stanęła w nich Sankja, w todze.

– W tym miejscu stawiła się pozwana Zuzanna Sankja. Pani Mecenas – proszę zdjąć togę, tutaj występuje Pani Mecenas prywatnie!

– Przepraszam, Wysoki Sądzie. Dopiero co skończyłam rozprawę w innej…

– Pozwana uda się na swoje miejsce – powiedział srogo sędzia Waldemar Krzywicki. Tak, Sankja znała go dobrze. Słuchał Jedynego Słusznego Radia i przeciągał sprawy rozwodowe maksymalnie, zmuszając często żony i dzieci bite przez mężów do mieszkania przez wiele lat ze swoim oprawcą. Podobno był pierwszym, który podpisał się na prawniczej liście osób popierających klauzulę sumienia. Ba, pierwszy? On ją sam napisał i chwalił się tym wszem i wobec. Cóż… rozwód Sankji najwidoczniej miał nie być szybki i bezbolesny…

Po zakończeniu kwestii formalny sędzia Krzywicki zwrócił się do pozwanego:

– A teraz niech nam powód opowie o małżeństwie i dlaczego chce rozwodu z wyłącznej winy żony…

– Wysoki Sądzie, wszystko napisałem w pozwie … – powiedział ściszonym głosem Kilarecki.

– Sąd czytał pozew, ale potrzebuje, aby WSZYSTKO zostało zapisane w protokole. Poza tym pozew jest zbyt mało szczegółowy. Proszę zacząć od samego początku!

– Od samego początku?

– Tak!

– Na początku był Chaos. Z Chaosu wyłoniły się dwie postaci…

– Panie powodzie! Od początku, znaczy się od tego, jak doszło do zawarcia tego małżeństwa!

– A tak, przepraszam – powiedział zmieszany i wystraszony Kilarecki. – Na początku był chaos…

Krzywicki spojrzał na męża Sankji spod oka.

– I tak już zostało – dodał szybko Kilarecki. – Poznaliśmy się jeszcze na studiach, zaczęliśmy się spotykać. Na początku mieliśmy takie plany, żeby w ogóle się nie żenić, bo wie Pan…

– Wysoki Sądzie!

– Tak jest. Wie Wysoki Sąd, byliśmy młodzi, uważaliśmy małżeństwo za przeżytek cywilizacyjny. Chcieliśmy mieszkać razem na kocią łapę, bez żadnych zobowiązań.

Sędzia Krzywicki krzywo spojrzał się na powoda. Podobny gest uczynił drugi sędzia mężczyzna. Tylko kobieta zdawała się być zadowolona z tego, co mówił powód.

– I wtedy się ZACZĘŁO!

– Co się zaczęło? – spytał powoda Krzywicki.

– Nasze rodziny dostały jakiejś wścieklizny, istnego opętania. Dwa lata horroru nam zafundowali! Byliśmy jeszcze studentami, więc żeby nas zmusić do ślubu rodzice uznali, że nie będą nam pomagać w utrzymaniu. Ale my się zawzięliśmy, poszliśmy do pracy, mało spaliśmy, ale jakoś udało się przetrwać. Potem zaczęli przychodzić o dziwnych porach…

– Co to znaczy „dziwne pory” według powoda? – domagał się precyzji Krzywicki.

Kilarecki kontynuował:

– No 3:00 czy 4:00 w nocy. Nasi rodzice, dziadkowie przychodzili w nocy, walili rękami w okna, a mieszkaliśmy wówczas na parterze. Domagali się rozmów i albo rozstania, albo ślubu. Nazywali nas grzesznikami, bezbożnikami i bezwstydnikami. Sąsiedzi się na nas patrzyli co najmniej dziwnie, a czasami nawet policję wzywali. Przy policjantach nasze rodziny mówiły, że szatan nas opętał, bo żyjemy w konkubinacie!

Krzywicki słuchał tych wywodów z nieukrywaną satysfakcją.

– Pamiętam, jak mój ojciec klękał na chodniku i modlił się do Boga, bym rzucił Zuzę, skoro ona ślubu nie chce! I ja go wtedy nie posłuchałem. A tak właśnie było. Ja tak naprawdę, skrycie, chciałem tego ślubu, ale to Zuza zawsze była przeciwnikiem zawierania małżeństwa. Ja jej tylko przytakiwałem!

Tym razem Krzywicki i drugi mężczyzna sędzia spojrzeli się pogardliwie na Sankję. Ławniczka wręcz przeciwnie, spojrzała się na Zuzannę z wyrozumiałością w oczach.

– Przeprowadzaliśmy się kilkanaście razy, ale nasze rodziny zawsze nas znalazły i uprawiały te same… hmmm… egzorcyzmy przed mieszkaniem. Obydwoje zaczęliśmy chodzić znerwicowani. W końcu, dla własnego zdrowia, postanowiliśmy się poddać i zgodziliśmy się na śluby.

– Na śluby? – zapytał Krzywicki.

– Tak, na śluby. Najpierw cywilny, a potem na kościelny.

– Czyli był ślub kościelny, przed Bogiem??? – spytał z niedowierzaniem Krzywicki.

– Tak, przecież mówię, że był! – odpowiedział nieco stremowany Kilarecki. – Ślub cywilny jeszcze jakoś przebiegł bez problemów, ale kościelny to była szopka. Najpierw Zuza się spóźniła, bo po drodze spotkała znajomych z liceum, z którymi musiała zapalić przed kościołem. Panna młoda w białej sukni i welonie z papierosem przed Katedrą! Potem Zuza dostała czkawki i czkała tak przez całą mszę, aż się echo po Katedrze niosło. Ledwie przysięgę wyczkała. W ogóle podczas przysięgi nie mogła przestać się śmiać. Pamiętam, jak moja matka krzyczała: „Synuuuuuuuuuu, jeszcze nie jest za późno!!!”, ale ja, zakochany, wytrwałem. Przez to wszystko Zuza śmiała się jeszcze bardziej.

Spojrzenie Krzywickiego i ławnika na Zuzę wyrażało jedną myśl: „Zabić!”

– Wesela nie chcieliśmy, ale rodzice się uparli. Skończyło się tym, że przyszli tylko zaproszeni przez nich goście, bo my z Zuzą nie zaprosiliśmy nikogo. Pierwsze co, to Zuza poszła się przebrać w domu weselnym, bo stwierdziła, że ją suknia ślubna uwiera. Jak poszła, tak długo nie wracała, aż kazali mi ją zawołać na salę. Poszedłem do pokoju, a ona tam, z fajką w zębach, telewizję oglądała! Nie chciała się całować przy „Gorzko! Gorzko!”

Kilarecki kontynuował, a Zuza cały czas miała wrażenie, że w oczach sędziego Krzywickiego i ławnika jest wrogiem numer jeden. A mąż mówił i mówił… i mówił.

W końcu skończył. Krzywicki zwrócił się z nieukrywaną nienawiścią w głosie do Sankji:

– Czy pozwana potwierdza słowa męża, czy chciałaby coś dodać od siebie?

– Potwierdzam wszystko, co powiedział mąż… – wyszeptała Sankja, która pierwszy raz w życiu na sali sądowej nie była w stanie mówić głośno, dobitnie i z przekonaniem.

– Dobrze. Stanowiska stron są bez zmian?

Sankja i Kilarecki przytaknęli.

– Wyrok zapadnie po naradzie. Na razie strony mogą opuścić salę.

*********************

Sankja usiadła na jednej ławce, jej mąż na drugiej. Nie byli w stanie na siebie spojrzeć, tylko zastanawiali się, co dzieje się za drzwiami… A działo się, działo…

*********************

– No dobrze – powiedział do ławników Krzywicki. – Co Państwo myślą o tym rozwodzie?

– Ja jestem za orzeczeniem rozwodu – powiedziała ławniczka. – Zgadzam się, że małżeństwo to przeżytek. A wiem, co mówię, bo sama miałam siedmiu mężów, z którymi szczęśliwie udało mi się rozwieść…

– Przepraszam Panią – skarcił ją wzrokiem Krzywicki. – Ja podpisałem prawniczą klauzulę sumienia! U mnie żaden rozwód tutaj nie zapadnie. NAWET w TEJ sprawie!!! Co Bóg złączył…

– Tak, tak – przerwała mu zrezygnowana ławniczka. – Ale nas tutaj jest dwoje! Możemy Pana Sędziego przegłosować! Prawda, proszę Pana! Pan też głosuje za rozwiązaniem tego małżeństwa? – zwróciła się do drugiego ławnika.

– Nie, głosuję przeciwko rozwodowi!

– Cooooooooooooooooooooooo? – niemal ryknęła ławniczka.

– Co prawda podpisałem tylko zawodową klauzulę sumienia, bo jestem lekarzem, ale skoro już przyszło mi orzekać jako ławnik, to również i tutaj będę trzymał się wyznawanych przeze mnie zasad! Zgadzam się z sędzią Krzywickim, że nie możemy rozłączać tego, co złączył Bóg!

– Tak mi się właśnie wydawało – powiedział Krzywicki – że chyba Pana Doktora Kojarzę. Pan Doktor Chojnacki, prawda?

– Zgadza się.

– Aż się zdziwiłem, że widzę Pana Doktora jako ławnika. Zawsze mi się wydawało, że lekarze, zwłaszcza ci z prywatnymi gabinetami, zarabiają wystarczająco dobrze, żeby nie dorabiać jako ławnik.

– Ta było, Panie Sędzio, tak było. Potem podpisaliśmy klauzulę sumienia i opublikowano listę lekarzy, która ją podpisała. Od tego czasu pacjenci wymagają, abym pracował za „Bóg zapłać”, więc muszę jakoś dorobić, bo pensja w dwóch szpitalach to za mało. Prywatny gabinet zbankrutował!

– Przykro mi, Panie Doktorze. Tym bardziej, że dotyczy to tak wartościowego człowieka – spojrzał wymownie na ławniczkę. – Niemniej, została Pani przegłosowana, rozwodu nie będzie!

*********************

Kilarecki i Sankja zostali zawołani na salę. Sankja była zdziwiona, że tym razem Krzywicki nie przedłużał postępowania rozwodowego, jak ma to w zwyczaju.

– Wyrok w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej – powiedział donośnym głosem Krzywicki – Sąd… po rozpoznaniu sprawy z powództwa Marka Kilareckiego przeciwko Zuzannie Sankji o rozwód oddala powództwo.

Krzywicki nie musiał nawet mówić Sankji i Kilareckiemu, że mogą usiąść. Treść orzeczenia po prostu zwaliła ich z nóg prosto na ławki.

– Wzięli państwo ślub kościelny, a co Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela! Sąd w składzie tu obecnym, wyznając tę właśnie zasadę, doszedł do wniosku, że nie może rozwiązać Państwa małżeństwa, jako najświętszego związku kobiety i mężczyzny. Sąd stoi na stanowisku, że powinni Państwo nad swoim małżeństwem pracować, tym bardziej, że postępowanie wykazało, że są Państwo osobami upartymi, w związku z czym, jeśli tylko nabędą Państwo odpowiedniej motywacji, Państwa małżeństwo będzie trwało. Na razie trwać musi, bo Sąd na rozwód się nie zgadza.

Ławniczka patrzyła w podłogę, cała czerwona na twarzy.

*********************

Po wyjściu z sali rozpraw mąż podszedł do Sankji:

– Wiesz, ja tak naprawdę nie chciałem tego rozwodu. Chciałem zwrócić Twoją uwagę trochę na siebie.

– Wiesz, że ja też nie chciałam rozwodu?

pastafarianizmhttp://fabrykamemow.pl/memy/275325