zus_poradzil_mu_2013-05-24_13-17-12(źródło: http://www.xdpedia.com/720/zus_poradzil_mu.html)

/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

Minęły cztery dni. Zuza Sankja siedziała w swej kancelarii skąpanej słońcem i pozbawionej klimatyzatora innego niż snujące się pod sufitem wydechy jej stałych klientów marihuanistów. Było piątkowe popołudnie i Sankja już miała się zbierać do wyjścia na umówiony wspólnie z Niekusiem seans w niszowym kinie „Kosmos”, kiedy w drzwiach stanął pan Henryk z InPostu i wręczył jej przesyłkę zawierającą odpis postanowienia wydanego przez Sąd w osobie przewodniczącego SSO Jeremiego Krzywołapa.
– Pani tu podpisze – sapnął listonosz, wskazując Sankji miejsce na zwrotce. – I datę pani wpisze – dodał po chwili.
Od dwóch miesięcy, kiedy Sankja poczęstowała go wagonem ukraińskich papierosów bez akcyzy, które wcześniej w ramach barteru wręczył jej jeden z klientów, doręczyciel InPostu ani nie legitymował pani mecenas, ani nie robił zbędnych ceregieli.
– Proszę i miłego dnia – uśmiechnęła się Sankja.
– Dzenia… – wymamrotał listonosz i zatrzasnął drzwi kancelarii.

Zuza w podskokach pobiegła do biurka, wyciągnęła spod blatu miniaturowy miecz samurajski, który w ramach barteru przekazał jej kiedyś inny klient, którego tutejsza Izba Celna ścigała za nieodprowadzanie akcyzy od sake dostarczanego do lokalnych suszibarów. No, jak wyciągnęła, tak chlasnęła kopertę i – cała rozpromieniona, spodziewając się jakiegoś fantastycznego orzeczenia – rozłożyła zagięty odpis.
– Ku… Kumbastycznie! – jęknęła, a jej rozpromienienie przeszło w stan grozy, aż na jej czole pojawiły się fale w postaci zmarszczek, a szyja przybrała barwę zachodzącego słońca. Sięgnęła już prawie po zapasową paczkę barterowych cygaretów z przejścia w Rawie Ruskiej, ale zmieniła zdanie i wpakowała w siebie pół opakowania pastylek szwedzkich z nikotyną. – Trzeba mieć silną wolę i niezłomność, jak mawiał mecenas von Butz – pomyślała i natychmiast wybrała numer Niekusia.

– Rafa – szepnęła do słuchawki –nie gniewaj się…
– Zuza, ty mówisz do mnie „Rafa”? – Niekuś był tak podniecony, że o mało nie przydzwonił w latarnię przed kinem „Kosmos”. – O ile dobrze pamiętam, ostatni raz powiedziałaś mi tak przed egzaminem z prawa finansowego na trzecim roku studiów i…
– I potem było fafa…
– Mydełko Fa – rozmarzył się Niekuś.
– Ale przestań się ślinić, głuptasie! – zgasiła go Sankja. – Chcę cię przeprosić.
– Za co? Zuza… Za co?
– Za to, że nie pójdę dziś z tobą do kina. Sprawa wpadkowa, muszę to zrobić na gorąco.
– Suzi! – wystrzelił Niekuś. – Myślałem, że nigdy tego o tobie nie powiem, ale coraz bardziej mnie onieśmielasz!
– Przestań, głuptasie. Musisz sobie z kimś innym zorganizować wieczór. I jeszcze raz – przestań się ślinić! Pa!

Sankja bezceremonialnie rzuciła słuchawką, a oszołomiony Niekuś poszedł niczym pan Słowik spacerem przez ogród saski i dotarł do małej pizzerii na drugim jego końcu, gdzie poddał się klasycznej rozrywce, czyli dwudziestu ogórkom kiszonym, pięciu cebularzom i siedmiu piwom „Perła”.

W tym czasie Sankja odpaliła swojego wygasłego laptopa i do trzeciej w nocy pisała rozwlekłą i przysadzistą skargę na naruszenie prawa strony do rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki. We wniosku o zasądzenie na rzecz swojego klienta sumy pieniężnej zaszalała, pisząc „żądam kwoty 20000 zł”. Potem przespała się w kancelarii trzy godzinki i o 6:30 stała już na targu pod Zamkiem, w celu sprzedaży dwóch ostatnich wagonów ukraińskich cygaretów, no bo trzeba mieć te 100 zł na opłacenie skargi, a przecież Kwaśniak nigdy na cito nie miał przy sobie gotówki. O 8:30 była w Sądzie Okręgowym, gdzie nabyła w kasie znaki sądowe i złożyła spłodzoną w nocy skargę.

Po dwóch miesiącach w Sądzie Apelacyjnym odbyło się posiedzenie w sprawie rozpoznania przedmiotowej skargi. Sankja nie stawiła się na nie, bo w tym samym czasie jej pies zachorował na ostre zapalenie kiszek spowodowane zjedzeniem chińskiej karmy dla kotów, którą oczywiście w barterze rozliczył się z nią pewien właściciel chińskiego baru na Krakowskim Przedmieściu oskarżony w sprawie o podanie nieprawdy na fakturze, która miała dokumentować import makaronu sojowego, a tak naprawdę w paczkach był pakiet żółtych sznurówek do podrabianych trampek marki Converse.

A zatem, kiedy Sankja z zaprzyjaźnionym weterynarzem próbowali per rectum wydobyć z okrężnicy sankjowego psa nieco bardziej niż żółte już sznurówki, Sąd Apelacyjny w składzie SSA Jadwiga Ateńska (przewodnicząca), SSA Danuta Harda i SSA Lukrecja Salomon (sprawozdawca) deliberował w klimatyzowanej prawdziwym klimatyzatorem sali nad skargą pani mecenas.

– No tak. Nikogo nie ma, nikt nie usprawiedliwiał nieobecności – stwierdziła Ateńska.
– Normalka – skwitowała Harda.
– No to do adremu, Lukio – powiedziała Ateńska i miło uśmiechnęła się do sędzi Salomon.
– Ale czy w takiej sytuacji ja muszę referować? – żachnęła się Salomon. – przecież ta skarga jest oczywista, jak nic do uwzględnienia!
– Czyżby? – Harda była czujna, jak nigdy. – Przecież odroczenie terminu do gwiazdki w sprawie karnej to nie jest jakieś tam specjalnie przewlekłe postępowanie. Poza tym sędzia podjął czynności, zamierza dopuścić wnioski dowodowe… To prokuratura się spóźnia!
– Ale Danka, spójrz na nazwisko przewodniczącego – tu z kolei żachnęła się Salomon. I w tym momencie dwie pozostałe sędzie jak sępy pochyliły się nad kartą, na której znajdowało się podpisane przez Krzywołapa postanowienie.
– No tak… Nasz drogi Jeremiaszek! Ha, ha! – szyderczo uśmiechnęła się Ateńska.
– Pamiętam, jak jeszcze pół roku temu, kiedy byłam z nim w jednym wydziale, nie chciał mi pożyczyć kawy rozpuszczalnej – przypomniała sobie na głos sędzia Harda, która całkiem niedawno, 4 miesiące temu otrzymała nominację na sędziego Sądu Apelacyjnego. – To zmienia postać rzeczy – odparła w zupełnie innym już nastroju.
– A ja sądziłam z nim jeszcze w rejonie. I pamiętam, że poprosiłam go wtedy o mleko do kawy, to powiedział, że on pije bez cukru – również na głos przypomniała sobie Salomon. – A muszę ci Jadziu jeszcze powiedzieć, że wtedy ja nie poszłam na macierzyński i karmiłam piersią! – dodała.
Ppchyyy!!! – jak na zawołanie westchnęły dwie pozostałe sędzie.
– Żeby mleka matce karmiącej odmówić?! – Ateńska byłą wstrząśnięta.
– Boże… On jest okrutny! Zasądzamy! – Salomon byłą zdecydowana, jak nigdy.
– Ale dwadzieścia tysięcy? – Harda znów miała wątpliwości.
– A ta Sankja… Danka, kojarzysz ją? – zmieniła temat Ateńska.
– Tak… jak przez mgłę – odparła Harda.
– Ale ja znam – wtrąciła się Lukrecja Salomon. – Kiedy była u mnie na aplikacji, to bardzo dobrze protokołowała.
– No to zasądzamy! – krzyknęły chórem Ateńska i Harda.
– Za dwadzieścia tysięcy kropel mleka i ziarenek kawy rozpuszczalnej! – dodała Salomon.
I postanowienie uwzględniające skargę w całości zapadło.

Dwa tygodnie później do pokoju Sędziego Jeremiego Krzywołapa wpada Sędzia Gerard Prawidłowski, przewodniczący wydziału karnego, i wymachuje Kryzwołapowi przed nosem postanowieniem apelacji.
– Jeremi! Jak Boga kocham! – wrzasnął Prawidłowski. – Widziałeś to?! – i prast postanowieniem na biurko Krzywołapa.
Sędzia Krzywołap założył okulary, w cztery sekundy przeczytał sentencję, spurpurowiał i również wrzasnął – To skandal!
– No, rzeczywiście skandal! – Prawidłowski był wyraźnie wstrząśnięty. – Dyrektor administracyjny mi mówi, że jeżeli mamy wypłacić temu…
– Kwaśniakowi! – wciłą się Krzywołap.
– Właśnie! Jeżeli mamy wypłacić temu Kwaśniakowi dwadzieścia kafli, to on, administracyjny, nie wypłaci wynagrodzeń asystentom w cywilnym! Wiesz, co powie o tym prezeska? – Prawidłowski dygotał.
Natomiast Krzywołap złapał już pion, już miał zwężone źrenice, już szykował się do boju.
– Uspokój się i nie martw się prezeską – powiedział z olimpijskim spokojem do Prawidłowskiego. – Ja to załatwię po angielsku. – starał się uspokoić kolegę.
I rzeczywiście, kiedy Prawidłowski opuścił jego pokój, Krzywołap nawet nie czekał na niezawodną panią Krysię, lecz wyciągnął spod biurka pamiętający ministra Obojczyka szymel postanowienia wydanego na posiedzeniu niejawnym oraz zabytkową angielską maszynę do pisania. Wkręcił szymel na rolkę i zaczął stukać na klawiszach sentencję:

„Na podstawie art. 291 k.p.k., w związku z przyznaniem postanowieniem Sądu Apelacyjnego oskarżonemu Szczepanowi Kwaśniakowi sumy pieniężnej w postępowaniu ze skargi na przewlekłość postępowania kwoty 20000 zł, Sad Okręgowy, przewodniczący SSO Jeremi Krzywołap, postanowił zająć przysługującą oskarżonemu Szczepanowi Kwaśniakowi od Skarbu Państwa – Sądu Okręgowego wierzytelność w kwocie 20000 zł na zabezpieczenie wykonania grożącej oskarżonemu wysokiej kary grzywny”.

Potem jeszcze dopisał uzasadnienie, złożył swój krzywołapski podpis i spoczął na kozetce obok parapetu. Po chwili podniósł się, sięgnął po stojący na parapecie syfon z wodą sodową, jego końcówkę włożył do ust i nacisnął zawór.
Nie odpuszczał tak długo, aż cała zawartość syfonu wpłynęła do jego krzywołapskiego żołądka.
Szklanka okazała się zbędna.

/opowiadanie autorstwa Roberta Stępnia umieszczone pierwotnie pod komentarzem do opowiadania Sankja i Zakład Używania Sauny – autorowi dziękujemy/

https://palestrapolska.wordpress.com/2014/07/26/sankja-i-zaklad-uzywania-sauny/