Rozwod 2(autor: Ślepym Okiem Temidy)

– Jak duszno!- westchnęła Sankja podchodząc do koleżanki, która ignorując zupełnie konwenanse siedziała na parapecie przy otwartym oknie i dość niemrawo machała bosymi stopami. Niestety, powietrze na zewnątrz było tak rozgrzane, że próba ochłodzenia nic nie dawała.

– Najchętniej narzuciłabym togę na gołe ciało – kontynuowała, żartując, ale Zabieg nie zwracała na nią zbytniej uwagi.

– Anka! Co się dzieje?! – aplikant adwokacka machnęła tylko ręką, ale Sankja nie dała się zbyć tak łatwo. W końcu Zabieg zaczęła mówić.

– Mój mąż pojechał na ryby. Tydzień temu już pojechał, a dzisiaj wraca. Jak normalni faceci jadą na ryby to po to, żeby odpocząć, zrelaksować się, złowić rybkę czy dwie. A wyobraź sobie, że ten idiota dzwoni do mnie zachwycony, że złowił 35 kg ryb. 35 KILO! I ja to teraz będę musiała wszystko wypatroszyć! W tym upale! Ja już nawet nie mam siły, jak o tym pomyślę.

– A on ci nie pomoże? Albo teściowa?

– Teściowa pojechała na wakacje na Mazury, a ten mój rybak wraca już dzisiaj do pracy. Zostaję sama na placu boju, bo przecież on by się chyba zapłakał, gdyby mu się chociaż jedna rybka zmarnowała. Po takiej ilości patroszenia, chyba na końcu wypatroszę jego!!!

– Ale pomyśl sobie, że przynajmniej nie macie Jezabel – Zabieg się uśmiechnęła, bowiem pierwsza sprawa, na której występowały po przeciwnych stronach nieodmiennie je bawiła. Czego oczywiście nie okazywały przy klientach, ale ci akurat byli tak skoncentrowani na sobie i na Jezabel, że nie zauważyliby nawet, gdyby obie panie mecenas wspólnie ustaliły strategię.

Co zresztą miało w sumie miejsce, rozwodzący się małżonkowie niemalże cały majątek rozdzielili między sobą bez problemów, natomiast kiedy doszło do sprawy opieki nad Jezabel sprawa zaczynała przybierać kuriozalny przebieg. Zabieg i Sankja zastanawiały się, jak będzie wyglądać sama rozprawa, bo sędzia Jabłońska była …. specyficzna. Nie chodzi tu bynajmniej o jej światopogląd, ale o fakt, że wręcz chorobliwie nie znosiła adwokatów. Przerywała wypowiedzi, rzucała kąśliwe uwagi i wydawała kuriozalne wyroki, stąd też w adwokaturze na rozprawy do niej szło się jak na ścięcie i dlatego głównie sędzia Jabłońska znęcała się nad aplikantami.

-Dobra, mistrzyni filetowania, zbieraj się z tego okna, bo za 5 minut rozpoczyna się sprawa.

W momencie, kiedy podchodziły do sali rozpraw ze zdumieniem usłyszały śpiew. Rozejrzały się zaciekawione i zauważyły grupkę starszych pań siedzących przed pokojem kierownika finansowego i z zapamiętaniem wyśpiewujących religijne pieśni. Słuchało się tego przyjemnie, ale widok jednak był niecodzienny. Zabieg zaintrygowana zbliżyła się do nich, rozmawiały przez kilka minut, po czym wyraźnie zachwycona wróciła do koleżanki.

– I o co w tym chodzi? Ktoś obraził księdza proboszcza czy może jakiś artysta naruszył dobre obyczaje? – zapytała Sankja.

– Nie – z wielkim uśmiechem odpowiedziała Zabieg – To jest protest przeciwko Nowemu Lepszemu Operatorowi!

-Jedna z tych pań była uczestniczką w postępowaniu nieprocesowym. – kontynuowała widząc zdumioną minę koleżanki – Oczywiście NLO zachował się jak zwykle, czyli spartolił sprawę i wezwania na rozprawę nie dostarczył. To znaczy oni twierdzą, że awizo było, nawet podwójne, ale jakoś bardziej wierzę tym paniom niż NLO. W każdym bądź razie pani sprawę przegrała, co ją zdenerwowało na tyle, że zmobilizowała koleżanki i postanowiły coś ze sprawą zrobić. Były już w siedzibie NLO, ale twierdzą, że tam to jest dopiero bałagan. Dyrektorzy zmieniają się co godzinę, a doręczyciele co minutę, nikt nic nie wie, a jedna z pracownic to nawet w sekrecie im powiedziała, że oni podpisują cyrograf…

– Co podpisują?!

– Cyrograf, że interes firmy będą przekładać ponad swój, a ich lojalność wobec prezesa będzie wieczna i nieustająca. Oczywiście, większość tam pracuje na podstawie umów o dzieło, dopiero jak przejdą wszystkie stopnie wtajemniczenia to dostają umowy o pracę, ale to już najwierniejsi wyznawcy.

Sankja ze zdumienia otworzyła usta.

– Nie będą przecież ludzi bardziej stresowały to postanowiły zadziałać z drugiej strony. Z sądu ich za bardzo nie wyrzucą, bo obecny Prezes strasznie boi się mediów i jakiegokolwiek oskarżenia z ich strony, na dodatek bratanek jednej z protestujących jest biskupem. Jedyne co się udało Panu Prezesowi, to przekonać panie, że takim sprawami zajmuje się kierownik finansowy no i od paru dni tutaj koczują…

W tym momencie wywołano ich sprawę. Rozprawa zaczęła się nie najgorzej, sędzia Jabłońska rzuciła jedynie dwie zjadliwe uwagi i raz spiorunowała wzrokiem Zabieg. Atmosfera na sali sądowej gęstniała tym bardziej, że i za oknem zaczęło się łyskać i grzmieć. Sielanka nie trwała długo, bo w pewnym momencie w czasie zeznań pozwany wspomniał o Jezabel, a powódka nie wytrzymała i krzyknęła:

– Nie masz prawa nawet wymieniać jej imienia, po tym co jej zrobiłeś bydlaku!

– Ja nic takiego nie zrobiłem, to wszystko twoja wina. Wiesz, jak ja reaguję na tę procedurę – nie pozostał jej dłużny pozwany, ale oczy miał pełne łez.

– Ale co się stało, proszę opowiedzieć – dopytywała się sędzia Jabłońska.

– O trymowanie Wysoki Sądzie, o trymowanie. Moja przyszła była żona wie, jak ja zawsze ciężko to przeżywam, nawet gorzej niż Jezabel, bo podwójnie, za nas oboje!!!

W tym momencie Zabieg próbowała się wtrącić:

– Wysoki Sądzie, ja chciałam tylko dodać … – ale nie dane jej było skończyć, bo sędzia Jabłońska z oburzeniem jej przerwała.

– Teraz jest czas dla pozwanego, a nie dla Pani Mecenas. Proszę kontynuować – zwróciła się już łagodniej do mężczyzny.

– Bo mnie się Wysoki Sądzie to przytrafiło tylko raz. Ona nas wtedy zostawiła samych, a Jezabel musiała już tam jechać i tak strasznie się denerwowała i ja razem z nią, i to napięcie tak się potęgowało i Wysoki Sądzie jjja, ja po prostu musiałem się napić i to była tylko jedna szklaneczka whisky.

-Kłamiesz! Jak wróciłam do domu to butelka była pusta – denerwowała się powódka i jakby na potwierdzenie jej słów za oknem lunął deszcz. Chociaż lunął to za mało powiedziane, to była dosłownie ściana deszczu, którego siła nie słabła przez kolejne minuty, w czasie których powódka i pozwany obrzucali się inwektywami, Zabieg i Sankja próbowały ich uspokoić, a sędzia Jabłońska straszyła grzywnami, ale obie panie mecenas, a nie awanturujących się uczestników postępowania. Wreszcie po około kwadransie zmęczeni krzykami zamilkli i głos zabrała sędzia Jabłońska:

– Czy pozwany zawiózł córkę samochodem?

– Nie, pojechaliśmy taksówką.

– Ale nie można opiekować się dzieckiem pod wpływem alkoholu. Ile córka ma lat?

– 4 latka.

– Tym bardziej. Ale nie widzę w pozwie rozwodowym wyszczególnionego stanowiska w przedmiocie opieki nad dzieckiem, co zapomniało się Pani Mecenas? – złośliwie powiedziała w kierunku Zabieg.

Młodej aplikant adwokackiej nawet powieka nie zadrżała jak mówiła:

– Nie uwzględniłam, bo Jezabel to nie dziecko. To sznaucer miniaturowy z rodowodem.

– Champion – z dumą powiedziała powódka, a z równie wielką dumą przytaknął pozwany. Sędzia Jabłońska z niedowierzaniem wpatrywała się w oboje. Głuchą ciszę przerwało wejście sekretarz Joanny.

– Ja bardzo Państwa przepraszam, ale niestety prowadzona jest ewakuacja Sądu i Prezes uprasza o przerwanie spraw i zarządzanie przerw wszystkich rozpraw.

– A dlaczego nie zadziałał alarm?- zdenerwowała się sędzia Jabłońska.

– Generator już nie działa, został zalany, podobnie jak serwerownia i archiwum. W chwili obecnej woda powoli podchodzi już do parteru, a że wciąż nie przestaje padać to i strażacy nie nadążają z wypompowywaniem wody.

Pół godziny później Sankja z rozbawieniem obserwowała jak koleżanka z energią komenderuje nie tylko przybyłym na ratunek mężem, ale i drużyną straży pożarnej. Panu Zabiegowi przypadła rola rycerza w wysokich kaloszach, przenoszącego przez głęboką wodę członkinie komitetu protestacyjnego oraz kolejne, wskazane przez żonę, panie mecenas. Zważywszy na jego blisko dwa metry wzrostu i posturę nie było to ciężkie zadanie, ale wracając raz po raz próbował wreszcie złapać żonę, wspominając o jakiś rybach. Zabieg na te słowa reagowała wyjątkowo nerwowo i zamiast wreszcie wyjść z sądu poszukiwała następnych dam w opałach. W pewnym momencie przysiadła się do Sankji.

– Może wreszcie byś mu darowała to dźwiganie? Te ryby naprawdę nie mogą długo stać-zapytała koleżankę adwokat.

– Jeszcze z 15 minut spokoju mi się należy, potem mogę już nawet zmienić się w królową ryb, zresztą ostatnio narzekał, że nie ma czasu na siłownię to sobie tutaj poćwiczy. Ale wiesz jedna rzecz mi tak przyszła do głowy. Popatrz, taka ulewa, tyle pozalewanych pokoi, sparaliżowany sąd może jednak panie z komitetu powinny się przenieść pod placówkę NLO? Tutaj zadziałało, to może tam co najwyżej potrzeba wezwać posiłki z okolicznych parafii?

Rozwod 1(autor: Ślepym Okiem Temidy)