Fantasmagorie/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

Sąd Okręgowy, godzina 13:00. Na korytarzu, przed salą XXI tłok jak przy wejściu do teatru na niezłą sztukę. Sprawa o naruszenie dóbr osobistych. Jeden powód i kilkunastu pozwanych. W tłumie zgromadzonym przed salą rozpraw adwokat Zuzanna Sankja dostrzegła swoją koleżankę aplikant adwokacką Annę Zabieg.

– Cześć Anka. Ty też na tę sprawę? Będziesz reprezentować stronę pozwaną, jak rozumiem?

– Nie inaczej.

– Czyli dzisiaj stajemy po tej samej stronie. Kogo jeszcze pozwał pan Lisiecki, bo czytając tę listę i konfrontując z uzasadnieniem pozwu… czasami się gubię?

– Tak ogólnie to kilku wydawców, w tym naszego lokalnego tygodnika. Telewizję regionalną, która wyświetliła reportaż o jego konflikcie z sąsiadami. Aaaaaaaaaaaaaaaa… i wszystkich sąsiadów, którzy odważyli się wypowiedzieć dla reportera nie po myśli powoda. No i oczywiście poszczególni dziennikarze też są pozwani. Wszyscy mają pana Lisieckiego przepraszać i zapłacić na cel społeczny stosowne kwoty – Zabieg powiedziała wszystko jednym tchem i zastanawiała się, czy kogoś nie pominęła.

– Tia… – zamyśliła się Sankja. – A mój klient został pozwany dlatego, że w reportażu puścili jego jedno jedyne zdanie, w którym stwierdza, że pan Lisiecki jest pieniaczem i wszystkich po sądach ciąga…

– To na pewno Twój klient kłamał – zaśmiała się Zabieg.

– Przynajmniej ulżyło mi, że nie jesteś z substytucji mecenasa Kruszonki.

– O nie, nie. Mecenas Kruszonka na pewno takiej sprawy nie przepuści i przyjdzie osobiście na rozprawę. A oto i on z klientem – obie spojrzały na dwie postaci podchodzące do sali rozpraw.

– Jacy oni do siebie są podobni… – szepnęła Zabieg. Nawet garnitury podobne założyli… i buty… i krawaty… Myślisz, że to coś znaczy…?

– Pewnie to przypadek … A może nie…? – odszepnęła Sankja, bo szmer pod salą na widok obu panów nagle zamienił się w ciszę jak na trybunach w czasie serwisu tenisistów.

***

Sprawa została wywołana i i przewodniczący, sędzia Wieńczysław Chrust, zaczął sprawdzać obecność.

– … stawili się. Powód Władysław Lisiecki wraz z pełnomocnikiem adwokatem Kamilem Kruszonką…

– Adwokatem Kamilem Teodorem Kruszonką! – szybko wstał i poprawił sędziego pan mecenas.

– Z adwokatem Kamilem Kruszonką…

– Wnoszę, aby Wysoki Sąd trzymał się faktów!!! – powiedział co najmniej bardzo głośno mecenas Kruszonka. – Adwokatem Kamilem TEODOREM Kruszonką!

– Pani Beato – zwrócił się sędzia do protokolantki – pani zapisze, jak pan mecenas sobie życzy.

Po stronie pozwanej kilka osób znacząco chrząknęło i skrzywiło usta w półuśmiechu.

– Wysoki Sądzie, wnoszę o zaprotokołowanie, że wzywam pełnomocników i pozwanych do zaprzestania naruszania moich dóbr osobistych poprzez podśmiewanie się pod rygorem konsekwencji prawnych!

– Panie mecenasie Kamilu TEODORZE Kruszonko! – wycedził sędzia. – Wszyscy na tej sali zachowują się prawidłowo i nikt nie narusza dóbr osobistych pana mecenasa! Gdyby tak w istocie się działo, Sąd doskonale wiedziałby jak reagować, więc proszę nie imputować Sądowi rzeczy, które nie miały miejsca.

– Przecież widzę, że naruszają. A to, co sąd mówi, to są jakieś fantasmagorie i aberracje!!! – prawie zapiszczał Kruszonka.

– Panie mecenasie. Sąd powziął wątpliwość, czy pan mecenas na pewno rozumie czym jest naruszenie DÓBR OSOBISTYCH? – sędzia specjalnie zaakcentował ostatnie słowa.

– Czy Wysoki Sąd mnie pomawia i poniża w obecności mojego klienta? W takim razie wnoszę o zaprotokołowanie, że wzywam Sąd do zaprzestania naruszeń moich dóbr osobistych pod rygorem konsekwencji prawnych! A w związku z takim naruszeniem składam wniosek o wyłączenie pana przewodniczącego składu orzekającego od rozpoznania niniejszej sprawy i wnoszę o odroczenie rozprawy!

Sędzia z ulgą przyjął ten wniosek i po jego zaprotokołowaniu, którego pieczołowicie co do jednej literki pilnował Kruszonka obdarzany przyzwalająco-błogim wyrazem twarzy swojego klienta, stukającego długopisem w takt deklamacji uzasadnienia wniosku Mecenasa Kamila Teodora… ogłosił przybyłym konieczność odroczenia rozprawy bez terminu. Wszyscy gremialnie zaczęli opuszczać salę mrucząc, że pozwalniali się specjalnie z pracy, czas stracili i takie tam…

– Mam wrażenie, że Sędzia Chrust przeklnie tą sprawę a my razem z nim – powiedziała Zabieg do Sankji. – Specjalnie przełożyłam wizytę u dentysty, bo liczyłam, że przynajmniej trzy lub cztery bite godziny to potrwa…

– Chodźmy na obiad! Dzięki temu odroczeniu chociaż dzisiaj uda mi się go zjeść o normalnej, ludzkiej porze. I jest szansa, że nie będzie to zupka z torebki.

***

W sądowym bufecie Sankji i Zabieg udało się znaleźć ostatni wolny stolik. No, prawie wolny. Siedział przy nim kolega Sankji, adwokat Marcin Małolepszy.

– Cześć! Możemy się dosiąść? To Anka! – powiedziała tytułem przywitania Zuza.

– Jasne – powiedział Małolepszy. Zabieg przyjrzała mu się uważnie. Był wychudzony, miał rozbiegany wzrok.

– Dobra, dzisiaj ja stawiam – powiedziała Zuza. Zabieg spojrzała się na nią dziwnie zaskoczona tym przypływem hojności. Do tej pory bowiem każda płaciła w kawiarniach i bufetach sądowych za siebie.

Adwokat Małolepszy wykonał coś na kształt bladego uśmiechu i przeprosił na chwilę panie, by jak stwierdził przejrzeć repertuar dań bufetowych. Zabieg nie wytrzymała:

– Co to było? Dlaczego chcesz płacić za mój obiad i jeszcze za obiad… tego tu?

– To przez Marcina. Wiesz, on jest bardzo łatwowierny. Klienci robią go w balona. Obiecują, że zapłacą po sprawie, bo nie mają, a on czeka. Sprawy się kończą, a on znów czeka na pieniądze. Nie potrafi być asertywny, a poza tym ciągle liczy, że kiedyś mu zapłacą. Ma na utrzymaniu żonę studentkę a jeszcze niedawno urodziły im się bliźniaki… Czujesz jakie to wydatki…? Facet nie dojada i niedosypia… Cały dzień na nogach i kombinuje skąd wziąć kasę na to wszystko. A jeszcze do tego Rada ciąga go po postępowaniach dyscyplinarnych, bo składek nie ma z czego zapłacić. Chłopak popadł w długi, a przez gardło mu nie przejdzie, że nie ma pieniędzy. Postanowiłam zapłacić za niego i za ciebie, żeby mu nie było głupio. Mieszka kątem u rodziców żony a my ze znajomymi, jak spotykamy go w bufecie sądowym, to płacimy..

– Naprawdę na swoim jest aż tak ciężko?

Sankja nie zdążyła odpowiedzieć, bo wygłodniały mecenas Małolepszy przybiegł i rzucił się na obiad, który nie czekając na niego zamówiła Sankja. Chudzielec jadł z apetytem aż mu się uszy trzęsły a dziewczyny opowiadały jakąś wesołą historyjkę sądową…

– Gdy nagle…

– Ekhm! – towarzystwo usłyszało nad stolikiem gromkie chrząknięcie.

Zuza podniosła wzrok znad swojego wegetariańskiego tagliatelle alla spinaci i ostatnia kluska stanęła jej w gardle. Nad stolikiem pochylał się nikt inny jak adwokat Zygfryd von Butz.

– Kolego Małolepszy! Doszły mnie niepokojące słuchy, że „Kolega” zalega ze składkami – spojrzał się na Małolepszego wzrokiem pełnym pogardy. – Chciałem tyko „Koledze” zasygnalizować, że ja się na to nie zgadzam! Przez to znamienici przedstawiciele naszych władz niebawem będą musieli się spotykać w McDonald’s na happy meal. A powinni po jakichś hotelach chadzać! Ba! Jakichś? Pięciogwiazdkowych przynajmniej, bo jakby to wyglądało? Spotkania NRA miałyby odbywać się jak spotkania innych organizacji? To wszystko między innymi przez „Kolegę”. Mnie MOJA WŁADZA ma reprezentować godnie, znaczy się z przepychem i z Bizancjum!!! I niech „Kolega” wie, że będę przeciwko niemu zeznawał w postępowaniu dyscyplinarnym.

Von Butz tupnął nogą, wyprostował się, zadarł głowę i odszedł krokiem niemalże marszowym.

– Co za buc! – wyrzucił z siebie Małolepszy.

– Von Butz!!! – chóralnie powiedziały Sankja i Zabieg, po czym wszyscy wybuchnęli śmiechem.

Skladka