korporacja

KRÓTKI ROMANS Z KORPORACJĄ

Część 2

Miejsce w szeregu”

– Umówiliśmy Cię z klientami – oznajmił korporacyjny Kacper z dumą w głosie – tak jak chciałaś, na piątek.

– Super, na którą godzinę?

– Pana Rufusa na 10 na Radzymińskiej, a pana Gutka na 14 w Klaudynie.

Zamarła. Była pewna, że się przesłyszała.

– GDZIE???

– Nie no adresy wyślę Ci eSeMeSem bo słyszę, że kierujesz, to i tak nie zapiszesz.

– Gdzie ty mnie umówiłeś, co tam jest?

– No w domu u klientów.

– Co takiego?

– A co ci nie pasuje?

– Czyj to był pomysł, żeby tam mnie umawiać?

– Mój.

– Kacper, czy ty jesteś normalny?

– Ale o co ci chodzi?

– Ty mnie w domu podejrzanego i oskarżonego umawiasz? Na głowę upadłeś?

– My jeździmy do klientów.

– DO FIRM!!! – staruszek na przystanku MPK obok którego tkwiła w korku słysząc przez otwarte okno samochodu jej ryk z przerażenia podskoczył, aż laska wypadła mu z ręki.

– Nie widzisz chłopie różnicy między obsługiwaną firmą i zebraniem jej zarządu w którym uczestniczysz – od chałupy oskarżonego?!!! Nie bzyknie ci w tym pustogłowiu choćby tylko to, że marnujesz przejazdami w korkach dzikich w piątek w Warszawie mój czas i narażasz mnie na niebezpieczeństwo? Co ty wyczyniasz?! Kalekami klienci są?

– Nie no zdrowi ale o co ci…

Nie dała mu dokończyć.

– To do czego służy kancelaria, co? Gdzie wykonujesz zawód adwokata, w chałupie klienta w fotelu pod telewizorem, czy na jego pufie? I co, kompa, drukarkę i papier też mam do niego do chałupy targać? Ty myślisz w ogóle? Co ty sobie wyobrażasz, że adwokat jak ta sierota albo jaki jehowy będzie się tułał od drzwi do drzwi po klientach? Jak ci klienci będą go traktowali, co? Szanować go będą myślisz? Zapłacą? Zastanawiałeś się? Zasadę godności wykonywania zawodu znasz? Jakieś podstawy psychologii? Cokolwiek?

– Oj wiesz, zasady wykonywania zawodu to łamię ciągle.

– I chwalisz się tym? I co to za argument, mam cię podziwiać, naśladować, brawo bić? Stuknij się w głowę Kacper. I zaplanuj już sobie piątek w domach klientów karnych z którymi mnie umówiłeś. Bo ty tam pojedziesz. Na pewno nie ja.

Przerwała połączenie.

– Ruuchyy!!!! – ryknęła przez otwarte okno do poprzedzającej ją skody, której kierowca rozmarzył się i stał, mimo zmiany świateł na zielone. Skoda z wrażenia podskoczyła i zgasła. Przerażony mężczyzna w kaszkietówce wyjrzał przez okno chcąc zlokalizować źródło potwornego wrzasku.

Zapaliła papierosa. Oba pasy obok były do skrętu w lewo i nie ruszały się. „Szkody” nie było nawet jak ominąć. Godzina 7.30. Zapowiadał się doprawdy przeuroczy dzień.

Złapała drugą zmianę na godz. 15.15 czternastoletniej sprawy karnej wyznaczonej w sądzie oddalonym o ponad 500 km od domu i siedziby kancelarii. Zastanawiała się, czy zdąży…

********************************

– Ale panie Pawle spokojnie, nie ma obowiązku wygłaszania trzygodzinnej mowy, naprawdę, to co Pan ma – zerknęła z rezygnacją na zapisany 60-kartkowy brulion klienta nerwowo miętolony przez niego w spoconych dłoniach – to aż nadto, proszę mi wierzyć.

– Uważam, że za mało napisałem, że to jeszcze nie wszystko, że można byłoby więcej – klient był potwornie zdenerwowany.

– Więcej nie znaczy lepiej. Ilość nie oznacza jakości. Umówmy się tak. Najpierw i tak ja przemawiam przed panem. Jeśli czegoś nie dopowiem, to Pan tylko uzupełni i nie będzie tego wszystkiego czytał – zaproponowała mężczyźnie. Mowę końcową miała przygotowaną od 3 lat i już dwukrotnie ją wygłaszała. Sąd nieustannie wznawiał przewód sądowy, wyraźnie nie wiedząc co zrobić ze sprawą i jak ją rozstrzygnąć.

Zadzwonił jej telefon.

– Halo, słucham?

– No cześć – korporacyjny Wiktor.

– Cześć, co tam? Tylko szybko, bo zaraz wchodzę na salę.

– Aha, to pilna sprawa, możesz za 15 minut podskoczyć i odebrać z Grochowskiej z domu od klienta ważne dokumenty?

– Z jakiej Grochowskiej?

– No jak to z jakiej, naszej, warszawskiej.

– Wiesz gdzie ja dzisiaj jestem? Słuchasz przynajmniej co mówię, że na salę zaraz wchodzę?

Cisza.

– W sądzie w Szczecinie, mam drugą zmianę, uświadamiam cię, skoro nie zadałeś sobie trudu, żeby przeczytać maila ode mnie dotyczącego tego tygodnia, więc sam sobie odpowiedz, czy mogę „podskoczyć i odebrać” – przedrzeźniała go – poza tym sprawdź sobie w umowie czy zakontraktowaliście ze mną usługi taksówkarskie albo jako chłopca na posyłki, ach i koniecznie spytaj Kacpra o wysyłanie mnie do domów klientów, nie zapomnij, koniecznie! Co się z wami dzisiaj dzieje do cholery? Klient nie może dokumentów sam przywieźć?

– To strasznie pilne, a klient nie chodzi, jest stary i jest inwalidą, a znasz kogoś kto ma kancę w pobliżu, albo tam mieszka?

To zmieniało sytuację. Pomyślała o Ani Zabieg, która aplikację odbywała w kancelarii na Grochowskiej.

– No znam, wyślę ci numer telefonu do pani mecenas, muszę kończyć, wchodzę na salę.

Szybko puściła wizytówkę Anki do Wiktora i wyciszyła dzwonek w aparacie.

********************************

O godzinie 19.15 Zuzanna Sankja wyszła z sali rozpraw.

Odzwierciedlała zjawisko tzw. „zlasowanego mózgu”, w którym kołatała się nadzieja, że tym razem sąd jednak zmierzy się ze swoim brakiem odwagi i niepewnością i jakiś wyrok wyda zamiast kolejny raz wznawiać przewód sądowy.

Włączyła dzwonek w telefonie i popatrzyła na komunikaty.

29 nieodebranych – 3 telefony od Anki Zabieg. Reszta od Wiktora. Wiedząc, że jest na rozprawie nawalał do niej 26 razy. DWADZIEŚCIA SZEŚĆ RAZY. Oczywiście eSeMeSa o co chodzi nie wysłał. Łatwiej i bezpieczniej epatować durnym upierdliwstwem werbalnie, niż dawać mu wyraz pisemnie.

Telepnęło ją z wściekłości.

Zadzwoniła do Anki.

– Cześć Aniu, dzwonił do Ciebie Wiktor?

– Dzwonił, dokumenty masz na biurku w swojej kancelarii, podrzuciłam do ciebie bo miałam po drodze, tylko wiesz, to był zły adres.

– Jaki adres?

– Bo to nie była Grochowska.

– A co to było?

– Górczewska i takie korki o 15, a tego pana miała do szpitala zabrać karetka i musiałam wziąć taksówkę. 60 zł zapłaciłam. W dodatku ledwo zdążyłam na ostatni autobus do domu. Jeszcze nie dojechałam.

– Mam nadzieję, że powiedziałaś o tym Wiktorowi?

– Kazał mi do Ciebie zadzwonić.

– Co takiego?! Aniu rozłączam się, zadzwonię później – słyszała, że ktoś się do niej próbuje dodzwonić. Wiktor.

– Wiktor?

– No ja tak szybko, słuchaj, czy możesz powiedzieć tej swojej aplikantce, żeby się wróciła na Górczańską bo ten pan jednak nie dał jej wszystkich dokumentów. I żeby je wszystkie poskanowała i mi dzisiaj wysyłała mailem jak najszybciej.

W głowie w charakterze mistrzowskiej riposty dudniły jej słowa powszechnie uznane za obelżywe i rozpoczynające się na literę „k” a kończące na „mać” oraz takie zaczynające się na „do ch” a kończące na „wafla”, ale będąc jeszcze w budynku sądu wolała nimi nie wyrykiwać do słuchawki. Przyspieszyła kroku i stojąc samotnie na parkingu z wdziękiem i manierami żołdaka dosadnie wytłumaczyła młodszemu koledze kilka zasadniczych kwestii.

– Poza tym ja jutro będę u was w firmie i sobie jeszcze coś powyjaśniamy! – zakomunikowała kończąc rozmowę.

********************************

– Witaj Zuzanno – szef jak zwykle super elegancki i wypachniony podszedł do niej i podał jej rękę – kawy? Gabinet czeka. Wiktor mówił, że chciałaś porozmawiać przed spotkaniem z klientami, Kacper ich tutaj do nas zaprosił na te same godziny, ale to już wiesz, wysłaliśmy ci eSeMeSa. Pierwszym moim pytaniem do Ciebie będzie czy możesz przyjeżdżać na naszą daczę do Mrągowa w każdą sobotę ponieważ jest taka potrzeba i na to pytanie chciałbym usłyszeć odpowiedź.

– Po co?

– Żeby się lepiej poznać, porozmawiać o sprawach.

– O sprawach możemy rozmawiać tutaj, albo przez telefon, czy czat, jest także w końcu mail.

– Musimy się lepiej poznać.

– Ale po co?

– Żeby nam się lepiej współpracowało.

– Wiesz, niezależnie od stopnia poznania nie będzie nam się dobrze współpracowało, jeśli z takim uporem nie będziecie słuchać co ja do was mówię i jeżeli nadal z takim uporem nie będzie przyjmować do wiadomości informacji gdzie aktualnie jestem. Także nie sądzę, aby Mrągowo cokolwiek w tej kwestii zmieniło.

– Ależ oczywiście, że zmieni! Musisz przyjechać jutro do Mrągowa i sama się przekonasz!

– Po pierwsze. Dopiero wróciłam ze Szczecina. Ostatnia rzecz, na jaką mam ochotę to w wolną sobotę zaliczać kolejne kilkaset kilosów. Po drugie. W odróżnieniu od was mam rodzinę. Z którą chcę być i się widywać nie tylko w przelocie, a mam taką możliwość tylko w wolne dni, czyli soboty i niedziele. I jeśli mam być szczera…

– Szczerość i brak tematów tabu to podstawowa kwestia w naszej firmie, śmiało – zachęcił ją.

– Więc jeśli mam być szczera to jesteście ostatnimi osobami, z którymi chciałabym spędzić weekend. Czy choćby 5 minut weekendu.

– Zmienisz zdanie. A teraz wróćmy do bardzo istotnej kwestii tabelek.

– Nie, nie będziemy wracać do tej bzdury.

– Musisz zrobić chociaż jedną tabelkę bo muszę mieć co pokazać, bo mi się ludzie zbuntują!

– Posłuchaj, mam prawie 50 lat, własną firmę, dwóch wspólników, a umowę mamy na to, żebym Ci zorganizowała dział karny i go rozhulała. Sam wiesz jakie karne sprawy przyjmujesz, macie terminy tych spraw, wy umawiacie czynności, wiecie jak długo one trwają, to sobie róbcie do cholery te tabelki sami!

– Ale to musi być twój cały dzień!

– Nie mam tego w umowie, nie zająknąłeś się nawet jak ją podpisywaliśmy o jakichś tabelkach, zapomnij. Nie będę ci się ze swojego życia spowiadać, ani wpisywać w twoje tabelki spraw mojej firmy.

– Ja wypełniam te tabelki.

– A czy ja ci zabraniam?

– Dlatego ty też powinnaś.

– Koniec z tabelkami. Powiedziałam. Nie ma dyskusji.

– Płacimy ci.

– Tak, dlatego wywiązuję się ze swoich obowiązków określonych w umowie. Widzisz w niej jakieś tabelki? Bo ja nie.

– Liczyłem na lojalność.

– No właśnie ja też. I a propos lojalności, rozliczyliście się z mecenas Zabieg?

– To była pilna sprawa, właściwie przysługa, ale na cito.

– Za cito płaci się podwójnie.

– Słuchaj chodzi o jedną tabelkę, jedną byś zrobiła i wysłała na tego ogólnego maila, żeby wszyscy zobaczyli, że robisz. Pomyślą, że maile ci się pomyliły.

– Adam!!! Przestań z tymi tabelkami! Czemu zmieniasz temat? Pytam o rozliczenia z dziewczyną, którą taksówkami na jej koszt w największych korkach po mieście wczoraj ganialiście.

– Liczyłem, że to ty podjedziesz po te dokumenty.

– No teraz to jaja sobie robisz, jak podjadę? Ze Szczecina? A poza tym kim ja jestem? Taksówkarzem? Listonoszem? Chłopca na posyłki zamierzasz ze mnie zrobić? I jeszcze może liczysz na to, że ci się to uda? Ale skoro tak, to ja ci oznajmiam, że nie przewidzieliśmy w umowie, że to ja będę płacić za wykorzystywanych przez was aplikantów. Więc po pierwsze nie pozwolę nikomu na robienie wam przysług, a po drugie, wystawiam wam fakturę dodatkową za wynagrodzenie dla pani mecenas, które jej zapłacę.

– Ile jej zapłacisz?

– Na przykład 200 zł.

– To za dużo! Dla aplikanta?

– Ile płacisz sekretarce? Dwójkę?

– No tak jakoś.

– Co ona tu robi?

– Telefony odbiera, jak trzeba to coś skseruje albo zeskanuje.

– Jest na jakiejś aplikacji, płaci za nią?

– No nie, nie jest.

– To czemu jej po te dokumenty nie wysłałeś skoro jej pracę wyceniasz na więcej wartą od pracy aplikanta adwokackiego? Na pewno lepiej by te dokumenty odebrała od jakiegoś nic dla ciebie niewartego aplikanta.

Zapadła cisza.

– No? – Zuzanna nie odpuszczała.

– Zaczekaj bo zapomniałem, mówiłaś, że w którą sobotę możesz do nas do Mrągowa przyjechać?

Odebrało jej mowę.

– Pani mecenas przyszli klienci – do gabinetu zajrzała sekretarka.

********************************

– Zuzanno i jak ci się podobają sprawy? – Adam zachowywał się jak gdyby nigdy nic.

– Nie, no sprawy świetne – odpowiedziała szczerze.

Faktycznie sprawy do banalnych i nudnych zdecydowanie nie należały.

– A widzisz. To teraz wystaw klientom na swoją firmę dwie faktury, jedną na 30 tysięcy netto, a drugą na 25. Też netto. VAT dolicz.

Osłupiała.

– To wasi klienci, dlaczego ja mam wystawiać faktury?

– Bo tak naprawdę to ty jesteś obrońcą.

– No zgadza się, ale wobec tego zasadnicze pytanie – kto weźmie te pieniądze?

– Korporacja.

Zatkało ją.

– Mój ryczałt po podatkach wynosi mniej, niż podatki z tych dwóch faktur.

– Jakoś to rozwiążemy.

– JAK?

– Nie wiem, mamy czas, żeby się zastanowić.

– A jeśli któryś klient się rozmyśli, albo nawet obaj i zażądają zwrotu tych pieniędzy, to do kogo w tej sytuacji będą mieć roszczenie? No? Powiesz mi? W końcu to ty jesteś cywilistą.

– Jakoś to rozwiążemy, powiedziałem ci.

– Nie wystawię tych faktur.

– Nie jesteś głodna? Już 17, nic nie jadłaś od rana.

– Chcę kawy, ale już sobie kupię na Orlenie.

Pakowała swoje rzeczy.

Nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć…

Oprócz tego, że chyba jednak źle.

– Adam, jeżeli nie chcecie ze mną współpracować, wystarczy powiedzieć. Nie musicie się w ten sposób zachowywać. Wystarczy rozwiązać umowę. I tak się niedługo kończy. Nie musimy jej przedłużać.

– Uważam, że nasza współpraca układa się doskonale. Będziemy przedłużać i zmieniać umowę.

– Kpisz sobie?

– Nie, a ty masz inny pogląd na ten temat? Widzisz jakie fantastyczne sprawy mamy? Źle ci? Nie jesteś zadowolona? Nawet służbowy samochód masz taki, jaki sobie wybrałaś.

– Rozliczcie się z Anką. Cześć.

– Za ciężko pracujesz. Dlatego jesteś taka nerwowa. Musisz odpocząć przez weekend. Nie pisz, jak masz pisanie, to daj komuś, wyluzuj się, od razu wszystko będzie inaczej wyglądać, no, miłego. Co w poniedziałek, bo zapomniałem?

– Cholera Kraków na 8.30 rano.

– To koniecznie odpocznij, bo się wykończysz, pa.

– Pa.

Zamknęła za sobą drzwi.

********************************

Niedziela, 21.50

Od: adam_dura_lex_sed_lex@lex.com

Do: Zuzanna Sankja

 Nieoceniona Zuziu!

Wysyłam Ci w 12 plikach pdf dokumenty, ogromna sprawa wyłudzenia kredytów, do jutra do 16 w moim imieniu jako pełnomocnika pokrzywdzonego banku musi być gotowe zawiadomienie o przestępstwie.

Tam masz jeszcze ksero sfałszowanych dokumentów, które należy opisać i też objąć zawiadomieniem.

Wywiad z klientem odebrałem, masz moją notatkę w doc.

Przypominam ci o tabelce.

Pozdrawiam

Adam

PS. Pamietaj! o 16 będzie pan dyrektor, żebym mógł mu dać do przeczytania gotowe zawiadomienie i żeby nie czekał!

Poniedziałek, 15.55

Od: Zuzanna Sankja

Do: adam_dura_lex_sed_lex@lex.com

Adasiu kochany!

Wysyłam Ci zawiadomienie o przestępstwie.

Mam nadzieję, że zdążysz je wydrukować.

Ledwo zdążyłam, bo jak wiesz o 8.30 zaczynałam sprawę w Krakowie, ale dzięki Bogu udało się, z czego bardzo się cieszę, mimo że nie spałam całą noc, tylko pracowałam.

Bo poprawić już nie zdążysz.

Wiem, że jesteś cywilistą, ale nie wierzę, że zbierając informacje do sprawy cywilnej świadków też zapisujesz w takiej formie, jak mi wysłałeś w notatce:

zgłosić świadka, tego Jurka z biura na Powiślu”

albo lepsze:

te 2 babki co stały przy kasie”.

Wygląda mi to po prostu na sabotaż. Jakbyś to za przeproszeniem spieprzył specjalnie.

Brakuje całej masy istotnych wiadomości.

Mogłam rozwiązać ten kolejny problem na różne sposoby. Różnych już próbowałam, żeby nasza współpraca wyglądała normalnie ale jak widzę na nic się to nie zdało. Więc wybrałam ten sposób.

Zrobiłam co mogłam.

27 stron.

To, co trzeba uzupełnić i czego brakuje masz w nawiasach.

Tak, wiem.

Nawiasów jest więcej niż tekstu.

No cóż.

Następnym razem zbierz informacje starannie.

Nie.

Nie zdążysz ich pokasować, ani uzupełnić do 16.

Wiem, nie przeczytasz teraz tego maila nawet 🙂

Zobaczyłeś uspokajający wstęp, że wysyłam Ci zawiadomienie.

Wydrukujesz je i nawet na nie nie spojrzysz.

Dasz dyrektorowi banku.

Skompromitujesz się.

Znienawidzisz mnie, strzelisz focha i nie będziesz się odzywał. Nigdy mi tego nie wybaczysz.

Wiem o tym wszystkim.

Po tej wielkiej żenadzie zajrzysz do tego maila. I go wreszcie przeczytasz.

Cóż.

Może Cię to czegoś nauczy.

A może i nie.

Miłego dnia

Zuza

Aaaaa 🙂

No popatrz.

Zapomniałabym o najważniejszym przecież.

Na ogólny mail do którego wszyscy mają dostęp wysłałam tabelkę, udając, że maile mi się pomyliły. Myślę, że wyszło prawie tak jak chciałeś. Sam zobacz w załączniku: TU.

Nie, nie przedłużymy umowy.

**********************************************************************************
UWAGA!

 

Przeczytaliście Państwo opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/