korporacja to stan umysłu

Przed lekturą, aby lepiej zrozumieć sens i ideę tego opowiadania radzimy przeczytać 2 pierwsze części:

1/. https://palestrapolska.wordpress.com/2014/09/18/krotki-romans-z-korporacja-czesc-1-szit-tajmy/

2/. https://palestrapolska.wordpress.com/2014/09/20/krotki-romans-z-korporacja-czesc-2-miejsce-w-szeregu/

KRÓTKI ROMANS Z KORPORACJĄ.

Część 3.

Rozwód via tabelka.

Do: all_dura_lex_sed_lex@lex.com

Kochany Adasiu!

Wysyłam Ci tą shit-time tabelkę dla ściemy, żeby ludzie Ci się w firmie nie buntowali, tylko karnie wypełniali swoje szit-tajmy, więc nie wahaj się jej użyć.

Nie wiem na co Ci ona skoro nie mam godzinówek i prowadzę własną firmę, której ani zysków, ani kosztów ujawniać Ci nie mam zamiaru, ale tak mnie maltretowałeś o nią, trułeś i tak naciskałeś, jakby Twoje życie od tego zależało, to masz.

Karna praktyka wygląda troszku jakby inaczej od obsługi prawnej firm, więc nie wiem, czy Ci się to do czegoś przyda bo ją zrobiłam po swojemu, ale najlepiej jak umiałam.

Cały mój dzień najbardziej szczegółowo jak się tylko da.

Czyli tak jak chciałeś.

Pozdrawiam!

Zuzanna

 SHIT-TIME

dla Adama

Godz. 6.00 – pobudka.

Przez sen, na oślep ręką tłukę w telefon robiący za budzik.

Pies wskakuje mi na brzuch i zaczyna wylizywać twarz.

Wstaję.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 6.05. Kawa. Papieros. Pies skacze i szczeka.

Piszczy piłeczką. Suczka domaga się wypuszczenia na balkon. Zimno. Nie chce wrócić. Zamykam ją na balkonie.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 6.15 – toaleta. Czesanie. Makijaż. Suczka głośno domaga się wpuszczenia do pokoju. Wpuszczam. Zamykam balkon. Bo zimno. Pies galopuje po domu z moim szlafrokiem w zębach.

Robię śniadanie dla dziecka.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 6.30 – spacer z psami. Pierwsze telefony. Demonstruję objawy Zespołu Tourette’a:

  • Dzień dobry, słucham, Pluto zostaw! Tak, przepraszam, Feeee!!!! Już panią słucham, gnoju! Zostaw to! Tak, nie, no nie przeszkadza pani, Pluutoooo!!! Zostaw pieska! Nie, nie wiem co sąd zrobi. Szlag!!!

Połączenie zostaje przerwane wskutek upadku telefonu spowodowanego szarpnięciem smyczą i wpadnięciem kilku psów na raz na nogi – czyli nagłą psią bójką o zjedzenie jedynej na trasie spaceru kociej kupy.

Obiecuję sobie, że ostatni raz w życiu wzięłam telefon na spacer z psami.

Zbieram części telefonu z chodnika.

Nie mogę znaleźć baterii.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 7.10

Budzę córkę. Nakładam psom jedzenie do misek.

Składam do kupy telefon. Przekładam kartę sim w stary aparat.

Zapisuję w kalendarzu: „kupić baterię do Samsunga”.

Przebieram się z psiego ubrania w normalne.

Pakuję teczkę z kalendarzem, aktami na pierwszą rozprawę i kodeksem.

Pakuję córce plecak do szkoły.

Pies skacze i piszczy piłeczką.

Suczka piszczy i drapie w drzwi balkonowe.

Mała nie chce iść do szkoły.

Wstaje mąż, pyta, kiedy wrócę, bo ma zajęte popołudnie.

Dyskutujemy.

Pakuję drugą teczkę z aparatem bo muszę sfotografować akta między rozprawami i 4 tomami akt na drugą rozprawę.

Pakuję trzecią torbę z 12 tomami akt po napisaniu apelacji.

Szarpię się w drzwiach z psami, które też koniecznie idą.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 7.20 – taszczę 15 kg torbiszczy wypakowanych aktami na parking. Boli mnie kręgosłup.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 7.30 – doszłam na parking. Złamała się mi się wskutek dźwiganego ciężaru szpilka w jednym bucie.

Wrzucam akta do auta. Podjeżdżam z powrotem pod blok bo muszę zmienić buty.

Mijam się z córką wlokącą się do szkoły.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Uwagi: Generalnie póki co same straty.

Godz. 7.40 – Stoję w korku w jedynej wyjazdowej ulicy z osiedla. 3 pasy głównej drogi stoją w korku. Samochody tarasują wyjazd.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 7.50 – stoję w korku na wyjeździe z osiedla.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

 Godz. 8.10 – stoję w korku na głównej drodze. Wpuścili mnie. Odbieram telefon. Pani z rzekomo „mojego banku”. Pyta mnie o PESEL, adres, imiona rodziców i nazwisko panieńskie matki. Odpowiadam, że skoro dzwoni z mojego banku to powinna to wszystko wiedzieć. Pani jest oburzona i twierdzi, że „musi mnie zweryfikować”. Pytam, czy dużo już jeleni na ten numer złapała i jak się nazywa, jaki ma PESEL, imiona rodziców, adres i nazwisko panieńskie matki. Pani się rozłącza.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 8. 20 – stoję w korku. Dzwonię do klienta, powiedzieć, że chyba się spóźnię. Ma telefon poza zasięgiem sieci. Wysyłam mu SMS. Dzwonię do Sądu, z tym samym, że chyba się spóźnię. Przekażą. Odbieram telefon. Pan pyta, czy przeczytałam jego maila. Przed chwilą wysłał.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

  • Nie, nie przeczytałam, prowadzę samochód.

  • – A kiedy pani przeczyta?

  • – Jak skończę sprawy i wyjdę z sądu ale to może potrwać cały dzień.

  • – Aha, czyli o której to będzie?

  • – Pamięta pan o której pana rozprawy kończyliśmy?

  • – No tak.

  • – To o której?

  • – Raz jakoś po 3 godzinach a raz o 19. 30.

  • – No właśnie, a wie pan przed rozprawą o której ona się skończy?

  • – No nie.

  • – To skąd ja mam to wiedzieć?

  • – Nie wiem, ale powinna pani.

  • – Dlaczego powinnam? Jasnowidzem jestem?

  • – No nie, ale adwokat powinien takie rzeczy wiedzieć.

  • – To niech pan sobie takiego znajdzie. Bo ja takich rzeczy z góry nie wiem.

  • – Nie chcę.

  • – No to musi pan cierpliwie zaczekać, jak przeczytam mail to panu odpiszę, do widzenia.

Godz. 8.30 – nadal stoję w korku. Dzwonię do Sądu, że już jestem spóźniona a od ostatniej rozmowy przejechałam 3 metry. Przekażą.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 8.40 – stoję. Odbieram telefon. Ta sama pani z rzekomo „mojego banku”. Pyta mnie o PESEL, adres, imiona rodziców i nazwisko panieńskie matki. Przypominam, że już rozmawiałyśmy na ten temat. Pani oświadcza, że muszę podać jej te dane. Pytam z jakiego banku dzwoni. Pani odpowiada, że powinnam wiedzieć, bo z tego, w którym mam konto. Rozłączam się. Blokuję numer oszustki.

Dzwoni Adam, że muszę zrobić chociaż jedną tabelkę dla ściemy. A od czasu do czasu będę im robić tylko „takie podsumowanie”. Kłócimy się. Uprzedzam, że mam całodniową rozprawę i żeby już dzisiaj z gównami do mnie nie wydzwaniał, bo i tak się nie dodzwoni a rozmowy o tabelkach ze mną są bez sensu i się rozłączam.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 8.57 – dojechałam do sygnalizatorów świetlnych 100 metrów dalej. Dzwoni telefon. Pan od maila.

  • – Przeczytała już pani co pani wysłałem?

Odrzucam połączenie.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 9.30

Dojechałam pod sąd i nie ma żadnego wolnego miejsca parkingowego, krążę.

Dzwonię do klienta, powiedzieć, że jestem, tylko krążę. Ma telefon poza zasięgiem sieci.

Dzwonię do sądu, powiedzieć, że jestem, tylko krążę.

Odpowiadają mi, że powinnam wyjeżdżać do sądu wcześniej, to bym nie krążyła.

Odpowiadam, że powinni zacząć kupować teleportery dla uczestników procesu albo urządzić miasteczko namiotowe na Terespolskiej to przyjeżdżalibyśmy na noc i wtedy byśmy się nie spóźniali.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 9.43

Wyjechał jakiś gość i wbiłam się na jego miejsce, lecę do sądu.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 9.54

Pod salą rozpraw okazuje się, że sędzia jeszcze nie dojechała, bo stoi w korku.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 10.20

Sędzia też wreszcie dojechała do sądu.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 10.30

Sędzia przeprasza prokuratorów i świadków za dwugodzinne opóźnienie spowodowane oczekiwaniem na mnie, czyli obrońcę.

Oponuję stwierdzając, że nawet gdybym dojechała na 8.30 to czekalibyśmy 2 godziny na sąd.

Mała jatka.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 11.

Przesłuchujemy pierwszego świadka.

Piiiik – tu tajemnica zawodowa.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 11.30

Nadal przesłuchujemy pierwszego świadka.

Piiiik – tu tajemnica zawodowa.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 12.00

Nadal przesłuchujemy pierwszego świadka.

Piiiik – tu tajemnica zawodowa.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 12.30

Przesłuchujemy drugiego świadka.

Piiiik – tu tajemnica zawodowa.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 13.00

Nadal przesłuchujemy drugiego świadka.

Piiiik – tu tajemnica zawodowa.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 13.30

Nadal przesłuchujemy drugiego świadka.

Piiiik – tu tajemnica zawodowa.

Patrzę na telefon i stwierdzam, że mam 34 nieodebrane połączenia, w tym 16 od Adama i 7 od Tomka z korporacji. Szlag mnie trafia. SMS-a oczywiście nie ma.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 14.00

Odczytujemy drugiemu świadkowi zeznania złożone w postępowaniu przygotowawczym.

Piiiik – tu tajemnica zawodowa.

Wysyłam SMS córce, że „mamusia będzie chyba trochę później w domu”

Odpisuje mi „jak zwykle”.

Wysyłam mężowi SMS, że chyba będę trochę później w domu.

Odpisuje mi „jak zwykle”.

Odczytuję SMS od Adama, że czeka dzisiaj na tabelkę, bo musi ją pokazać reszcie ludzi i pracownikom, że ja też tabelki wypełniam.

Nie odpisuję.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 14.30

Odczytujemy drugiemu świadkowi zeznania złożone w postępowaniu jurysdykcyjnym podczas pierwszego rozpoznania sprawy przed uchyleniem wyroku do ponownego rozpoznania.

Piiiik – tu tajemnica zawodowa.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 15.00

Przesłuchujemy drugiego świadka na okoliczności sprzeczności w poszczególnych zeznaniach.

Piiiik – tu tajemnica zawodowa.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 15.30

Nadal przesłuchujemy drugiego świadka na okoliczności sprzeczności w poszczególnych zeznaniach.

Piiiik – tu tajemnica zawodowa.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 16.00

Sąd wzywa na salę pozostałych świadków, żeby oświadczyć, że w dniu dzisiejszym da radę przesłuchać jeszcze tylko jednego i resztę zwalnia do domów.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 16.30

Zaczynamy przesłuchanie trzeciego świadka.

Przychodzi SMS od Tomka, czy przeczytałam SMS od Adama, bo te tabelki są bardzo ważne.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 16.50

Przerwa na siku.

Godz. 17.10

Kontynuujemy przesłuchanie trzeciego świadka.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 17.50

Nadal trwa przesłuchanie trzeciego świadka.

56 nieodebranych.

11 SMS-ów.

O tabelkach.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 18.55

Sąd odracza rozprawę.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 19.20

Tak mi zastawili samochód z obu stron, że można wsiąść tylko przez bagażnik. O ile nie byłaby w nim zamontowana na stałe krata. Szukam „zastawiaczy”, czyli właścicieli samochodów przytulonych do mojego z obu stron. Kupuję batonika bo umieram z głodu.

Dzwonię do męża, że chyba będę trochę bardziej później w domu niż zwykłe „później”.

Odkłada słuchawkę.

Dzwonię do córki, że chyba będę trochę bardziej później w domu niż zwykłe „później”.

Odpowiada, że nie chce jej się ze mną gadać i idzie z tatusiem i psami na spacer.

Dzwoni Tomasz z korporacji z pytaniem o tabelkę. Dyskusja 15 minut.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 19.45

Dzwoni koleżanka. Płacze. Zatrzymali jej syna. Mówią, że pójdzie wniosek o tymczasowe. Jest na KP Wilanów na Okrężnej. Wzywam taksówkę. Dzwonię do męża, że jest udupiony z dzieckiem i psami. Odkłada słuchawkę.

Dzwonię do córki przeprosić i powiedzieć jej dobranoc. Odpowiada „a ja ci niczego nie życzę i nie chcę takiej matki” po czym odkłada słuchawkę.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 20.45

KP Wilanów. Czynności procesowe.

Piiiik – tu tajemnica zawodowa.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 23.00

KP Wilanów. Czynności procesowe.

Piiiik – tu tajemnica zawodowa.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 24

KP Wilanów. Czynności procesowe.

Piiiik – tu tajemnica zawodowa.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 01.45

Wzywam taksówkę pod KP Wilanów.

Wysyłam SMS do męża, że skończyłam i wracam.

74 nieodebrane połączenia.

31 SMS.

Po drodze zjeżdżamy do stacji CPN. Kupuję kanapkę z jajkiem i wodę mineralną. Umieram ze zmęczenia i głodu.

Zysk: 0. Ekspektatywa – 0.

Godz. 02.30 do 03.47

Idę do pokoju córki i na nią patrzę. Całuję po tej kochanej łapince. Odgarniam włosy z buzi. Chce mi się płakać. Cichutko oddycha. Coś jej się śni, gałki oczne biegają pod powiekami. Nie chcę jej obudzić. Rośnie. Przegapiam to codziennie.

Głaszczę psy śpiące pod jej łóżkiem.

Pluto mruczy z rozkoszy. Sunia liże mi stopy. Starzeją się moje pieski. Zauważam pierwsze oznaki siwizny na pyszczkach. No nie jestem z wami tyle czasu, ile bym chciała i ile wy byście chcieli. Tracę was wszystkich codziennie.

Przepraszam.

Idę do sypialni. Mąż śpi jak zabity. Kładę mu rękę na głowie. Całuję w czoło i szepczę, że go przepraszam, że się postaram, że są ważniejsi dla mnie od pracy, że to ostatni raz. Nawet nie drgnie.

Nie pamiętam, kiedy ze sobą spaliśmy.

Wychodzę cichutko z kocem, będę spać w salonie. Nie mam czasu, ani siły się myć. Odgarniam z ławy naczynia z kolacji, książeczki i zabawki małej. Wyciągam laptopa. Przyszedł czas na najważniejszą część doby.

Z zapałem i entuzjazmem wypełniam dla mego przyjaciela, z którym mam partnerskie relacje, dla kochanego Adasia szittajmową tabelkę, żeby mógł wycenić wartość mojej pracy i obliczyć na jej podstawie wartość różnych wskaźników niezbędnych w zarządzaniu, bo dzisiaj za 2 godziny muszę wyjechać na sprawę do Ostródy i po prostu nie będę mieć przez najbliższe 3 dni kiedy tego zrobić, a potem zapomnę. A tabelka jest przecież najważniejsza. Bez tabelki nie ma życia.

Wiesz co Adasiu?

Auto masz zastawione na Terespolskiej. Dokumenty i kluczyki wyślę Ci pocztą.

Niech Tabelka będzie z Tobą. Amen.

**********************************************************************************
UWAGA!

 

Przeczytaliście Państwo opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/