gimbaza 2

/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

„Znowu ta Łódź!” – burknęła Sankja i wyszła z samochodu… prosto do kałuży. Zaklęła soczyście i trzasnęła drzwiami.

Przez Łódź wszystkie izby w Polsce zaczęły dostawać małpiego rozumu i wymyślać, co by tu jeszcze zrobić, aby promować Adwokaturę. Dziekan i ORA Izby, do której należała Sankja, nie chcieli być gorsi. Ostatnio izby poszły w edukację. Łódź zaczęła od liceów, więc dziekan Sankji nie chciał być gorszy. Co to, to nie! Nie tylko nie chciał być gorszy, ale i chciał być znacznie lepszy. Wymyślił, że adwokaci pójdą nauczać nie tylko do liceów, ale i gimnazjów, podstawówek, przedszkoli, a nawet żłobków! I tylko nieczyste moce w samorządzie lokalnym spowodowały, że z wielkich planów indoktrynacji adwokackiej od zarodka pozostało nauczanie w liceach i gimnazjach. Młodsza młodzież została oszczędzona, a i adwokaci zostali oszczędzeni od nauczania młodszej młodzieży.

ORA i Dziekan nie przewidzieli jednego. Że adwokaci w natłoku obowiązków nie będą się zbytnio garnąć do niesienia kaganka oświaty. Tymczasem licea i gimnazja wykazały nadzwyczajne zainteresowanie programem edukacji prawnej w szkołach. W związku z czym Dziekan wskazywali, według swojego uznania, „ochotników” do przeprowadzenia zajęć.

Dziekan z dziką rozkoszą wpisał nazwisko Sankji przy zajęciach gimnazjum nr 13. Sankja znała to gimnazjum bardzo dobrze. Nie, nie dlatego, że do niego uczęszczała. W okresie, kiedy Sankja odbywała edukację szkolną, gimnazja nie były nawet w planach. Po prostu wielu młodocianych klientów Sankji, wybitnej karnistki, zwłaszcza od spraw narkotykowych, rozbojów i pobić, szczyciło się ukończeniem tego właśnie przybytku. Sankja była przekonana, że część jej dzisiejszych słuchaczy jest dziećmi, rodzeństwem lub kuzynostwem, a najmarniej kolegami, jej byłych lub obecnych klientów. Co dodatkowo napawało ją optymizmem tak wielkim, że musiała jeszcze zapalić papierosa, albo lepiej dwa, przed wejściem do przybytku położonego na osiedlu, które z powodzeniem mogłoby robić za polski Bronx.

– A ta, co tu robi? – usłyszała nagle huknięcie nad uchem. Z wrażenia aż upuściła zapalniczkę. Ku jej zdumieniu głęboki, niemalże męski głos należał do przysadzistej zakonnicy, która mierzyła ją groźnym spojrzeniem zza drucianych okularów.

– Mmmecenas Zuzzzanna Ssankja – odpowiedziała jąkając się. – Jjja przyszłam, znaczy się, mam prowadzić edukację prawniczą wśród młodzieży.

– Aaa, to ta papuga. Pójdzie za mną i nie kracze.

Później Sankja dowiedziała się, że siostra Bernadetta do wszystkich zwraca się w ten sposób, nawet do biskupa. Niektórzy twierdzili, że jest to wina Sudanu, gdzie przebywała przez parę lat jako misjonarka, ale prawdą było, że zakonnica pochodziła właśnie z tej dzielnicy i to właśnie ją ukształtowało. Cieszyła się powszechnym szacunkiem, dlatego mimo wszystko Sankja czuła się bezpiecznie przemierzając z nią ciemne zaułki wiodące do gimnazjum. Ale sam budynek sprawiał jeszcze bardziej przygnębiające wrażenie – od lat nieremontowany, otoczony paroma drzewami i niezliczoną ilością chaszczy.

Przyszły trochę spóźnione, kiedy lekcja już miała się rozpocząć. W sali panował rumor, a biedna nauczycielka nie potrafiła zapanować nad watahą (bo inaczej nie można było ich nazwać) rozwrzeszczanych nastolatków.

– Cisza wy pomioty piekielne! – okrzyk siostry Bernadetty ogłuszył przede wszystkim Sankję, która stała najbliżej, ale i na młodych ludzi musiało to zadziałać, bo zamilkli i spojrzeli na stojące w drzwiach kobiety. Sankja zauważyła, że przeważały drwiące i zniechęcone spojrzenia. Grupę stanowiły w większości bardzo mocno, wręcz karykaturalnie wymalowane nastolatki i szare twarze chłopców, które nosiły znamiona zbyt wielu przepitych nocy. Zwłaszcza jak na ich wiek. Nieco zszokowała też Sankję dziewczyna w zaawansowanej ciąży, bo wiedziała, że miała mówić do 14-latków, ale mecenas miała nadzieję, że może zdarzyło jej się powtarzać klasę.

Adwokat podeszła do biurka, wyciągnęła z teczki przygotowane materiały oraz kodeksy i zaczęła mówić:

– Dzień dobry, nazywam się Zuzanna Sankja, jestem adwokatem, będę prowadziła dziś zajęcia z edukacji prawniczej. Wasz dyrektor prosił mnie, abym skupiła się na problemie narkotyków – w tym momencie jeden z chłopców jej przerwał:

– Jakich potrzebujesz, maleńka? LSD, Ecstasy, może maryśkę? – klasa wybuchła śmiechem, ale jedna z dziewcząt syknęła ,,Zamknąć się!” i nastolatkowie znów umilkli. Najwyraźniej wzbudzała u nich jeszcze większy respekt niż siostra Bernadetta.

Sankja spędziła kolejne minuty mówiąc, jak jej się zdawało do ściany, a może lepszym określeniem byłoby do ekranu telefonu, bowiem pomimo że panowała cisza, każdy był bardziej skupiony nad klawiaturą. Nieco zniechęcona, ale zadowolona, że już niemalże koniec zapytała czy są jakieś pytania. Niestety były.

– Bo mój Misio ma kłopoty. – pożaliła się ciężarna nastolatka, a jej koleżanka z ławki (ta sama, która uciszyła grupę), wzruszyła ramionami i powiedziała:

– Ma kłopoty, bo jest debilem, a ty idiotką, która wolała wydać kasę na szlugi zamiast na tabletki.

– Ma kłopoty, bo moja matka i ta prokuratorka to ku*wy! Jak matka dowiedziała się, że jestem w ciąży to się wściekła i poleciała na gliniarnię, a potem ta druga ku*wa wsadziła Misia do pudła, bo był na warunkowym…

– Ale jaki mu zarzut postawiono?- zapytała się naiwnie Sankja

– No gwałt! A przecież Misio nigdy by mnie nie zgwałcił, on był naprawdę świetny w tę grę – mrugnęła do zszokowanej Sankji – nie to, co niektórzy – tym razem rzuciła długie, obrażone spojrzenie w drugą stronę klasy – Ja już miałam wcześniej kilku chłopaków, ale dopiero Misio to właśnie ten jedyny i najlepszy, i w ogóle! Spotykamy się od ponad roku czasu, od moich trzynastych urodzin, a moja matka zawsze była zazdrosna. No i teraz biedny Misio siedzi w pierdlu jako ten no, no…. PEDERASTA!

– Pedofil! – poprawiła ją koleżanka

Jeszcze bardziej zszokowana Sankja z trudem próbowała wyjaśnić nastolatce, przekonanej o własnej dojrzałości, że w Polsce stosunek płciowy z osobą poniżej 15 roku życia jest karalny. Potem padło jeszcze paręnaście pytań, ale te najbardziej absurdalne w stylu ,,jak coś ukraść i nie pójść do więzienia”, ,,które narkotyki są legalne”, ,,jak uderzyć policjanta bez konsekwencji” były szybko wycofywane po miażdżącym spojrzeniu koleżanki ciężarnej dziewczyny. Sankja była ciekawa, skąd wziął się ten szacunek i posłuch w stosunku do niej, a odpowiedź przyszła bardzo szybko, bo po zakończeniu zajęć dziewczyna podeszła podziękować.

– Tatuś jest bardzo wdzięczny. Nikt inny nie zajął się lepiej tymi jego debilami jak pani mecenas. Nawet zastanawiał się, czy nie zatrudnić panią normalnie, z wyboru, ale bardzo się ostatnio go czepiają, więc na razie woli siedzieć cicho. Ale jak tylko sytuacja się uspokoi, to się do pani zgłosi. Czarny Baron jest bardzo hojny wobec tych, którzy są wobec niego lojalni. – zanim Sankja zdążyła pokojarzyć, że ksywka odnosi się do jednego z największych w Polsce dystrybutorów amfetaminy, jego córka zniknęła za drzwiami sali.

Adwokat powoli przemierzała szkolny korytarz, starając się uniknąć staranowania przez kolejnych nastolatków. Nagle jej wzrok przykuła tablica z osiągnięciami sportowymi, a zwłaszcza jedno zdjęcie sprzed lat przedstawiające dziewczynkę o rozczochranych, krótkich włosach, wielkim uśmiechu oraz równie wielkich oczach, a pod lewym widniała piękna, fioletowa plama, świadcząca o tym, że właścicielka niewiele wcześniej otrzymała potężny cios. Nie wydawała się tym zbytnio przejmować, zwłaszcza, że trzy złote medale na piersi, a także podpis pod zdjęciem mówiły, że właśnie została zwycięzcą biegu na 100 metrów, biegu na 400 metrów oraz przełajowego na 2 km.

– Co się tak przygląda? – siostra Bernadetta wyrosła jak pod ziemi

– Nic takiego, po prostu wydaje mi się, że znam tę dziewczynkę, teraz już właściwie dorosłą kobietę…

– No, tak mała Stockowa, nie dziwię się. Jej babcia to złota kobieta, a z tej to był istny diabeł. Pyskata mądrala, do tego zawsze chętna do kłótni i bijatyki. Inne matki martwiły się, żeby córki nie przyniosły bachora do domu, a jej zastanawiała, co sobie znów złamie lub kogo uszkodzi. Nie znęcała się nad słabszymi, to jej trzeba przyznać, nawet stawała w ich obronie. Ale co z tego, jak zawsze najpierw robiła, a potem myślała i często podpadała niewłaściwym ludziom. Karierę też robi pewnie jakąś niebyt chwalebną.

– Można tak powiedzieć – Sankja uśmiechnęła się do zdjęcia trzynastoletniej, przyszłej aplikant adwokackiej Anny Zabieg.

gimbaza 1(źródło: http://polska.newsweek.pl/egzamin-gimnazjalny-2014-memy-gimbaza-i-gimbusy-newsweek-pl,103791,1,1.html)