banksy(Źródło: uhttp://theniquemonique.files.wordpress.com/2013/07/banksy-flower-thrower-bricks-size-colour-10269-12445_medium.jpg)

/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

– Proszę wziąć głęboki oddech i policzyć od dziesięciu w dół! – powiedziała postać w białej masce.

– Dziesięć, dziewięć, osiem… – zdążyła tylko pomyśleć, zapadając w głuchą ciemność.

*****

– Następny proszę! – głos kobiety był na tyle drażniący, że przebudził Zabieg z odrętwienia. Pośpiesznie podeszła do okienka informacji, daremnie próbując sobie przypomnieć cokolwiek z ostatnich kilkunastu minut i poszukując w torbie kalendarza.

– Przepraszam bardzo, rozumiem, że mam tutaj dzisiaj rozprawę, niestety nie potrafię sobie przypomnieć, w której sali, a również gdzieś przepadła mi sygnatura sprawy – zdenerwowana cały czas przeszukiwała aktówkę.

– Nazwisko – warknęła kobieta w okienku.

– No, przecież mówię Pani, że nie potrafię sobie przypomnieć… – zaczęła Zabieg, ale znów jej przerwano.

– Twoje nazwisko! – ponownie warknęła kobieta, niegrzecznie przechodząc na ,,ty” – Ci nagli są tacy nieprzygotowani – westchnęła ciężko.

– Zabieg. Mecenas Anna Zabieg…

– Sala 20356.

– Ile?! – zdumiona Zabieg aż potrząsnęła głową, bo wydawało jej się, że się przesłyszała.

– 20356. Skręcić w lewo i cały czas prosto. Następny! – Oszołomiona Zabieg ustąpiła miejsca starszej pani i zgodnie z instrukcją udała się w lewo.

Korytarz zdawał się nie mieć końca. Na dodatek był pełen ludzi. Tłum nieustannie kursował w prawo i lewo, mijając się, wpadając na siebie, czasami kręcąc się w kółko. Gdzieniegdzie słychać było płacz, zawodzenie, jakieś kłótnie. Czasami mignęła jej znajoma zielona lamówka, ze dwa lub trzy razy minęła ją postać w todze z czerwoną, ale nie zwracała na to uwagi. Przede wszystkim wypatrywała numeru 20356, a ku jej zdumieniu ciąg numerów ciągle rósł. To wszystko z jednej strony wydawało się nierealne, ale z drugiej tak swojskie i znajome, że Zabieg wcale nie odczuwała strachu, jedynie gdzieś na krańcach jej umysłu kołatało się przekonanie o absurdzie całej tej sytuacji. Na dodatek co jakiś czas kołatało jej serce, ale to zapewne wynik jej szybkiego marszu. Od jakiegoś czasu skarżyła się na te bóle, ale jej lekarz prowadzący mówił, że to nic wielkiego, po prostu stres. Tym bardziej teraz, kiedy nie mogła sobie przypomnieć sprawy, na którą zmierzała. Mąż od dawna mówił jej, żeby zwolniła, ale ona była zbyt uparta. Przy kolejnym nagłym ataku aż zgięło ją wpół.

Wtedy ktoś ją złapał i usłyszała ciepły, męski głos.

– Pani se siądzie – mocne dłonie o długich palcach pianisty delikatnie posadziły ją na ławce przed kolejną salą, z numerem 18675.

– Dziękuję bardzo – siedziała z przymkniętymi oczami, kołatającym sercem, próbując uspokoić oddech. – Boję się spóźnić na rozprawę…

– Nie ma się czego bać, bez Pani na pewno nie zaczną – śmiech dobiegał jakby nieco z dołu.

– Ale przecież… – Zabieg zamierzała dalej mówić o kolejnych terminach, oskarżonym, czekającym miesiącami na wyrok, niestety, za nic nie potrafiła sobie przypomnieć, kogo sprawę właściwie prowadziła. Skupiła się, więc na uspokojeniu oddechu.

– Pani dopiero, co się zjawiła, prawda?

– A co, stało się coś o czymś powinnam wiedzieć? – Zabieg zaintrygowana wreszcie otworzyła oczy i spojrzała przytomnie na swojego wybawcę, który kucał przed nią. Okazał się nim młody chłopak, mniej więcej dwudziestoletni, ubrany w strój motocyklisty, z czerwonymi błyskawicami na ramionach. Zabieg wydawało się, że widzi wgłębienie w lewej stronie czaszki, ale przypisała to zmęczeniu.

– No raczej – chłopak wydawał się bardzo rozbawiony. – Wie Pani, ja miałem okazję przywyknąć, bo jednak trochę czasu już tu spędziłem, trochę osób poznałem, a większość jest w takim szoku jak Pani.

– Ale ja nie jestem w szoku, ja jestem aplikantem adwokackim i to nie jest moja pierwsza rozprawa – zaprzeczyła gwałtownie Zabieg – Po prostu, przez moment gorzej się poczułam – dodała na swoje usprawiedliwienie.

– O, to może będziemy widywać się częściej – Zabieg miała ponownie zaprzeczyć, bo przecież ona była tu tylko na chwilkę, na jedną sprawę, ale w tym momencie usłyszała znajomy głos, głos, którego nie słyszała od ponad roku.

– Moja droga, nareszcie udało nam się ciebie znaleźć! W ostatniej chwili dowiedzieliśmy się o twoim przybyciu, już nie zdążyliśmy cię złapać przy wejściu, ty zawsze w takim pośpiechu! Ile razy ci mówiłem, że kiedyś w tym biegu zgubisz głowę!

– Wujku! – Zabieg rzuciła się w ramiona postawnemu, starszemu mężczyźnie, wtulając mu się w ramiona i wdychając znajomy zapach wody kolońskiej. – Znaczy chciałam powiedzieć, Panie Mecenasie, jak miło Pana znów widzieć. – Chciała, by zabrzmiało to poważnie, ale nie mogła ukryć wzruszenia.

– No, dobra, dobra, tutaj możemy darować sobie takie formalności. Chciałbym, żebyś poznała mecenasa Koeniga.

– Bardzo mi miło – Zabieg uścisnęła dłoń mężczyzny, w którego zielonych oczach było coś dziwnie znajomego.

– Mnie również jest bardzo miło, aczkolwiek słyszałem, że Pani Mecenas rozsiewa jakieś kompromitujące historie na mój temat wśród kolegów adwokatów – Zabieg spojrzała na niego zdumiona, ale w tym momencie skojarzyła nazwisko. Zabrakło jej słów, na dodatek znów dopadł ją kolejny atak duszności. Jak przez mgłę czuła, że ponownie jest kładziona na ławce, a w tle słyszała głosy:

– No oczywiście, nie mogłeś załatwić tego delikatniej?

– Skąd mogłem wiedzieć, że jeszcze nic nie wie? Zresztą, mówiłeś, że to cała Staszka, a ona była bardzo bystra.

– Ale nawet, jeśli uczy się na adwokata, to i tak pozostaje kobietą, a co za tym idzie jest delikatniejsza.

– No nie przesadzajmy – oburzyła się Zabieg, ale z uwagi na potworne zawroty głowy, wciąż nie odważyła się otworzyć oczu – Pan Mecenas zawsze wyciąga moją płeć kiedy mu pasuje. A ja chciałam tylko przypomnieć, że jak trzeba było uzyskać informacje od tych ,,prawdziwych kibiców” Wisły Kraków to do Krakowa pojechałam ja, a nie żaden z chłopaków!

– Ale to ty leżysz teraz na ławeczce!

Zabieg spojrzała z lekką pogardą na swojego byłego patrona i wykrzywiła z niesmakiem usta.

– Przed momentem spotkałam dwoje ludzi, z których jeden nie żyje od ponad roku, drugi od ponad 70 lat, co za tym idzie, ja również jestem prawdopodobnie martwa. Mam 28 lat, teoretycznie całe życie powinnam mieć przed sobą, Panowie wybaczą, że to spotkanie mną jednak wstrząsnęło!

– A jednak, cała Staszka! – roześmiał się mecenas Koenig, a wraz z nim roześmiała się i Zabieg. Przypomniała sobie, co mówił dziadek, że to właśnie tego śmiechu, śmiechu, który udzielał się każdemu, który przebywał w jego towarzystwie, brakowało im wszystkim najbardziej. Zabieg westchnęła i wbrew protestom otaczających ją mężczyzn wstała.

– Nie wiem do końca, co tu się dzieje. Wiem na pewno, że mam się udać do sali 20356 i to zamierzam zrobić. Po drodze może mi Panowie Mecenasi nieco wytłumaczą, co tu się dzieje.

– Najważniejsze już wiesz. Pozostały właściwie tylko drobne szczegóły. Teraz czeka cię rozprawa, na której będzie sądzone twoje życie – ale nie tyle twoje postępki, co ich konsekwencje. Nawet sobie nie wyobrażasz, jak wiele może zdziałać pojedynczy człowiek – wiele złego, ale i dobrego. A potem, potem… Tego do końca nie wie nikt. Wiadomo tylko, że prawnicy mogą zostać tutaj na dłużej. Jeśli chcą oczywiście. Jako obrońcy albo prokuratorzy…

– Faktycznie, tego Pana na pewno kojarzę. Nie pamiętam dokładnie skąd, ale chyba nie przypadliśmy sobie zbytnio do gustu, bo odczuwam do niego jakąś niechęć – Zabieg wskazała prokuratora, którego właśnie mijali. Koenig i jej patron jak na zawołanie odwrócili głowy i jednocześnie się uśmiechnęli.

– Moja droga, na pewno go kojarzysz. To Karol Marks – Zakłopotana Zabieg nie odezwała się, aż do momentu, kiedy dotarli do sali o numerze 20356. Tam okazało się, że muszą jeszcze chwilkę poczekać na rozpoczęcie jej sprawy.

Oczekiwanie skracali sobie rozmową na temat przeszłości jej i ich. Zabieg jak zawsze z zainteresowaniem wysłuchiwała dykteryjek na temat przedwojennej adwokatury. Okazało się, że mecenas Koenig był jeszcze lepszym gawędziarzem niż jej dziadek i jego przyjaciele. Z uśmiechem przysłuchiwała się opowieściom z czasów, kiedy znani jej starsi panowie i panie byli dziećmi, wojna była tylko straszakiem, ale ludzie niezmiennie popadali w kłopoty i stawali przed sądem. Ona zaś mówiła o wszystkim, co działo się w czasie ich nieobecności. Jak się okazało, Koenig i jej patron mieli niezgorszą wiedzę o tym, co się działo wśród żywych. Nie tylko od tych, którzy tu trafiali.

– Widzisz moja droga – mówił jej patron – To nie jest tak, że te dwa światy – ten sprzed śmierci oraz ten po są całkowicie rozdzielone. Tak długo, jak po tej drugiej stronie jest ktoś, kto o tobie pamięta, to jest on dla ciebie jak światło, jak świeca, która pomaga ci rozświetlać świat, który pozostawiłeś za sobą. I dzięki temu widzisz, co się dzieje z tymi, których opuściłeś. Przynajmniej fragment ich życia. Ale dokładniej wie oto ten młodzieniec – uśmiechnął się do zbliżającego się do nich młodego człowieka, motocyklisty, który pomógł jej wcześniej.

– E tam, do rodziny czasem zaglądam, ale ciężko mi na nich patrzeć. Zwłaszcza na mamę, która do końca nie może się pogodzić z moim odejściem. Przez to mam wrażenie, że moja gościna tam to ciężar, a nie drobna radość – westchnął. – A tymczasem wiecie, kogo przed momentem spotkałem? – nagle się rozpogodził. – Człowieka, który dostał moje serce! Wprawdzie udało mu się przeżyć z nim jeszcze tylko 5 lat, ale odprowadził córkę do ołtarza. Powiedział, że to był najpiękniejszy dzień w jego życiu. Zobaczyć ją w białej sukni i oddać w ręce dobrego człowieka. Dzięki temu mógł odejść w spokoju – dodał z lekką nutką zazdrości w głosie.

– Panie Mecenasie – zwrócił się bezpośrednio do Koeniga. – Czy to będzie przemawiało na moją niekorzyść, że tak to odczuwam? Że żałuję, że nie mam córki, którą odprowadziłbym do ołtarza, dziecka, czegokolwiek, dzięki czemu zostawiłbym ślad na Ziemi?-

– To nie jest takie proste. Jedną z pierwszych spraw, które tutaj dostałem była sprawa szmalcownika, który wydał Niemcom wiele osób, w tym moją najlepszą przyjaciółkę, przez co moje dzieci i jej syn zostali niemalże bez opieki – w tym momencie Zabieg zaczęła się uważniej przysłuchiwać – Na początku byłem zły, bo przecież nie takie sprawy powinienem dostawać. W końcu jestem adwokatem, pracuję dla tych dobrych! Ale wówczas też zrozumiałem, że tak naprawdę w tym człowieku więcej niż zła było strachu. Strachu tak paraliżującego, że nawet, kiedy próbował powiedzieć coś pozytywnego o sobie, nie był w stanie. Wolność jest jednocześnie naszym najcenniejszym darem i największym przekleństwem. To nie zazdrość, złość czy strach nas określa, ale to, w jaki sposób potrafimy sobie z nimi poradzić.

W tym momencie otworzyły się drzwi.

– Na nas już czas. Do zobaczenia wkrótce – obydwaj mecenasi i Zabieg podnieśli się z ławeczki.

Zabieg zdziwił wygląd sali rozpraw. Była taka… zwyczajna. Zupełnie identyczna z dziesiątkami, które widziała dotychczas. Po jednej stronie już rozkładał swoje akta prokurator, po drugiej spokojnie rozsiadali się obaj mecenasi, a Zabieg zajęła miejsce przy mównicy dla świadków. Znów dopadł ją atak, ale dzielnie próbowała ustać, zwłaszcza, że w tym momencie wszedł sędzia. Nie widać było jego twarzy, zasłaniał ją ogromny kaptur, a Zabieg mimo wszystko obawiała się spojrzeć dokładniej. W lewej dłoni trzymał pastorał, dzięki czemu można było zauważyć, że palce miał bardzo szczupłe, skóra wręcz nawleczona na kości.

– Mamy tutaj poważny problem – głos sędziego odbijał się od ścian, jakby z głębokiej studni. – Okazuje się, że ktoś jest dużo bardziej uparty niż sądziliśmy. I do końca nie wiemy, czy to Pani, Pani Zabieg czy ten młody chirurg. Dlatego z całą stanowczością nalegam, żeby się Pani w końcu zdecydowała.

Zabieg lekko zdezorientowana rozejrzała się po sali i utkwiła wzrok w swoim patronie

– Czy to jest normalne? Co ja mam zrobić?

– To jest niecodzienna sytuacja, ale czasami się zdarza. A co do decyzji, należy ona wyłącznie do ciebie.

– Ale, jak wygląda moja sprawa tutaj? Wygram?

– Moja droga, pamiętasz, co kiedyś ci powiedziałem? Nigdy nie możesz mieć całkowitej pewności, że sprawa jest wygrana. Tak samo jak ja nie mam pewności, czy jak wrócisz to mimo wszystko nie popełnisz całej masy głupstw. To się nazywa wolna wola.

Zabieg wpatrywała się w mecenasa jeszcze przez paręnaście sekund, aż do momentu jak poczuła, że zbliża się kolejny atak, po czym wzięła głęboki oddech i pozwoliła by ból rozniósł się po całym ciele.

*****

– Mamy ją – w głosie anestezjologa słychać było wyraźną ulgę. – Niewiele brakowało.

– Zawsze warto walczyć do końca – młody chirurg przeniósł wzrok z ekranu monitorującego pracę serca na twarz młodej kobiety leżącej na stole operacyjnym i uśmiechnął się z satysfakcją. Następnie ujął skalpel mocnymi dłońmi o długich palcach pianisty i wrócił do pracy spokojniejszy.

*****

Od autorki:

,,Będąc dzieckiem byłam wychowywana przez pokolenie urodzone w latach 30-tych – osoby, których dzieciństwo przerwała wojna, dla których strach stał się codziennym towarzyszem, a śmierć pewnością. Moim głównym placem zabaw był cmentarz, na którym spotykali się ci, którzy powoli odchodzili. Przekazali mi wrażliwość na otaczająca nas rzeczywistość, wiarę w człowieka, nieufność w ludzkość, ale przede wszystkim, że świat najpiękniejszy to świat pełen kolorów – od bieli pełnej niewinności po najczarniejszy z grzechów. Być człowiekiem to malować całą paletą barw – wystrzegać się ciemniejszych kolorów, ale ich nie ignorować. Bo czy można docenić piękno tęczy, gdy nie przeżyło się burzy?”