11 listopada

  • Ilona N. – G.
  • Tak było ….dziewięćdziesiąt sześć lat temu…Czekały na tę chwilę cztery polskie pokolenia….

Jak wiadomo, nad ranem 11 listopada w wagonie kolejowym w lesie Compiegne we Francji podpisano zawieszenie broni na froncie zachodnim. Tymczasem już w nocy z 10 na 11 zaczęło się rozbrajanie żołnierzy niemieckich w Warszawie. Wówczas Piłsudski osiągnął porozumienie z niemiecką Radą Żołnierską co do ewakuacji 30 000 żolnierzy garnizonu warszawskiego. Doprowadził też do pokojowej ewakuacji reszty wojska niemieckiego z Królestwa, a większość wojsk Ober-Ostu wróciła do Niemiec inną drogą. 11 listopada Rada Regencyjna przekazała Piłsudskiemu dowództwo nad wojskiem polskim i tegoż dnia Warszawa była wolna.

Jakim dniem był ten 11 listopada 1918 roku w Warszawie? Przytoczmy tu notatkę świadka historii, księżnej Marii Lubomirskiej, wielkiej damy polskiej arystokracji.

Pod tą datą pisze:

„Dzień dzisiejszy należy do historycznych, do niezapomnianych, do weselszych, do triumfalnych! Jesteśmy wolni! Jesteśmy panami u siebie! Stało się i to w tak nieoczekiwanych warunkach… Od wczesnego ranka odbywa sie przejmowanie urzędów niemieckich przez władze polskie. Już przekazano w nasze ręce Cytadelę, która zajął batalion wojska polskiego z majorem Szyndlerem na czele… Niemcy zbaranieli, gdzieniegdzie się bronią, zresztą dają się rozbrajać nie tylko przez wojskowych, ale przez lada chłystków cywilnych… Dziwy, dziwy w naszej stolicy! Idą Niemcy rozbrojeni w czerwonych przepaskach – idą żołnierze w niemieckich mundurach z polskim orłem na czapce: to wyswobodzeni Polacy z Księstwa Poznańskiego. Idą żołnierze w niemieckich mundurach z francuska kokardą: to dzieci Alzacji i Lotaryngii – śpiewają pieśni francuskie i bratają się z Polakami. Zbratanie zdaje sie być ogólne – pękł przymus dyscypliny, runęły przegrody – ludzie są tylko ludźmi”.

Tak dnia 11 listopada 1918 roku Polska weszła na wyboistą drogę swojej najnowszej historii.

11 listopada Piłsudski

  •  Sylwia L. S.

  • Dworzec – z tym najbardziej kojarzy mi się dzień niepodległości. Nie ma chyba miejsca bardziej przepełnionego historiami – tymi wielkimi i tymi małymi, zwłaszcza w przygranicznym mieście takim jak Sosnowiec.

    Siedząc na ławeczce na peronie, zastanawiam się, którą Państwu przytoczyć.

    O małej ciałem, ale wielkiej duchem młodziutkiej Żydówce, która zgodziła się uciec z ambitnym i biednym jak mysz kościelna adwokatem do Wiednia, ale tuż przed przekroczeniem granicy wysiadła z pociągu i stanowczo oświadczyła, że dalej nie jedzie i tym samym określiła los kilku kolejnych pokoleń, nie tylko swoich?

    A może budującą opowieść o innej kobiecie, którą życie sponiewierało, ale nie złamało, wysiadającej na tym samym dworcu parę lat później, z rocznym synkiem oraz maszyną do pisania?

    Setki innych powitań i pożegnań, w czasach, gdy królowała ,,Torpeda”, w Savoy’u pobrzmiewały przeboje Hanki Ordonówny i Eugeniusza Bodo, ludzie kochali i nienawidzili, łamali prawo i je bronili, nieświadomi burzy, która miała nadejść. Burzy, która przyniosła tylko pożegnania – tych, co na Wschód, o których nie wolno było mówić jeszcze przez wiele lat, tych, co znikali stopniowo, czasami pod ziemią na parę lat, czasami za drzwiami bydlęcych wagonów, w otoczeniu ciszy pełnej strachu, odrazy i zobojętnienia, wreszcie tych, co okazali się nie dość ,,polscy”, chociaż nie decydowało serce, a papier.

    Nowe czasy przyniosły nowe historie – zniknęła granica, ale tylko na mapach, nie w umysłach. Pojawiły się opowieści,w których to samo zdarzenie opisywane jest dwukrotnie – albo czarne, albo białe, gdy tymczasem życie pełne jest szarości. Szarości, w których dokonywało się wyborów niemożliwych, w których zapominało się to czego nie można było zapomnieć, a kiedy wydawało się, że szarość wystarczająco wypełniła przestrzeń wokół ciebie, okazywało się, że jesteś za mało szary.

    I znów dworzec – rozżaleni i zranieni z bagażem pełnym doświadczeń do Wiednia, pełni nadziei i idealizmu z konspiracyjnym ładunkiem na północ, wreszcie młodzi żołnierze, zdezorientowani tym co jest i co może być. I wreszcie tak długo wyczekiwana wolność – wybuchła pełną paletą kolorów, zaskakując, zachwycając tak bardzo, że niektórzy się tym zachłysnęli.

    Życie przestało biec, zaczęło się ścigać, a ci, którzy nie potrafili nadążyć, spychano na boczne tory.

    Znikał idealizm, zasady przyjmował już tylko papier, a ludzie oddalali się od siebie z prędkością światła. Nawet dworzec zastąpiło lotnisko, które zabierało nie tylko dalej, ale i szybciej.

    Ale niezależnie od czasów, niezależnie od władzy, czasami nawet niezależnie od współpracowników czy rodziny, istnieli ci, dla których prawo zależy od wypracowanych przez setki lat norm i zasad etycznych, a nie ustroju czy chwilowej sytuacji, ci dla których ważny jest człowiek i sprawiedliwość, a nie zysk czy sława. Dla których Ojczyzną jest ta ziemia, którą przez tysiąclecia przeklinano, ale jednocześnie oddawano za nią życie. Niełatwo jest być adwokatem. Niełatwo jest być Polakiem. Ale to nasze samodzielne decyzje kształtują nas w pełni, historia jedynie przedstawia nam różne drogi. Zwłaszcza tak pokręcona historia jak naszego kraju – Polski.