Sepia RadaODLOT SANKJI

/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

Zuzanna Sankja jak zawsze wpadła do sądu w ostatniej chwili. Nigdzie nie było miejsca do zaparkowania i dopiero na 5 minut przed rozprawą odjechał jeden samochód. Zaparkowała ponad 500 m od sądu i pobiegła. Przez bramkę przemknęła niczym błyskawica i – pomimo drobnej postury – staranowała ochroniarza, który chciał ją zmusić do położenia torebki na taśmie rentgena. Sala rozpraw była na drugim piętrze. Postanowiła nie próbować szczęścia w łapaniu windy i popruła schodami. Była już w połowie schodów, gdy nagle zza rogu wychyliła się postać odziana w czarną togę. Sankja nie wyhamowała i poleciała do tyłu…

***

Sankja leciała i leciała… Ale już nie do tyłu. Wykonała obrót o 180 stopni i frunęła do przodu. Spojrzała w lewo, w prawo – miała skrzydła! I pióra! W dole płynęła rzeka. Sankja podleciała i w odbiciu zobaczyła, że już nie jest szczupłą i zgrabną brunetką, a małą, brązową, trzepoczącą skrzydłami sówką. Po początkowym szoku, bycie małą sówką spodobało się Sankji. Zwłaszcza możliwość latania. Sunęła nad rzeczką, frunęła. Słońce świeciło jasno, a jego promienie odbijały się w wodzie, która migotała milionami iskierek. Wokoło szumiały drzewa, pachniały kwiaty, śpiewały ptaki. Atmosfera była wręcz idylliczna. W pewnym momencie w dole wypatrzyła płynące ryby i zaczęła je śledzić. Tak ją zafascynowały, że nie zauważyła nagłej zmiany kierunku rzeczki i … uderzyła głową w pień wielkiego starego dębu.

***

Sankja się ocknęła. Nadal była małą sówką, ale nie mogła się ruszyć. Czucie miała we wszystkich kończynach. W końcu dotarło do niej, że leżała … skrępowana! Lekko uchyliła powieki, żeby nie pokazać, że odzyskała przytomność. Leżała na środku dużego stołu, wokół którego siedziało stado… sępów. Sankja nie wiedziała już co o tym wszystkim myśleć. Gdzieś zza siebie usłyszała władczy głos:

– Witam Państwa na posiedzeniu plenarnym Sępiej Rady. Witam zarówno członków Rady, jak i zaproszonych gości.

Obecne na posiedzeniu ptactwo, głównie sępy, załopotało skrzydłami i złożyło niski ukłon. Władczy głos kontynuował:

– Dziękuję Bractwu z Dębowego Jaru za zorganizowanie dzisiejszego posiedzenia Sępiej Rady. Problem wyjazdowych sesji Rady zrodził się 4 lata temu, w nieco innych czasach, gdy problemem była integracja naszego środowiska. Poszczególne Bractwa pokazały, że Ptasi Samorząd niejedno ma imię i miało to fantastyczny wymiar. Warto było dziś przyjechać do kolegów z Bractwa z Dębowego Jaru. Pod wpływem krytyki w Ptasim Radiu oficjalnie ogłaszam, że od przyszłego roku większość posiedzeń będzie się odbywała w Sępowie i w jego okolicach, ale nie smućcie się, oczywiście będą od tego liczne wyjątki. Tak liczne, że będą regułą. Są bractwa, które zasługują, aby je odwiedzić i zobaczyć, czego koledzy dokonali w ostatnich latach.

Potem nastąpiło coś, co Sankja zakwalifikowała jako przyjęcie porządku obrad. Znowu usłyszała władczy głos:

– Miło mi przedstawić sprawozdanie z działalności Sępiej Rady. Najważniejszą zmianą jest planowana zmiana ustawy prawo o ptactwie. Nowelizacja zakłada zmianę postępowania dyscyplinarnego oraz wydłuża kadencję organów, w tym Sępiej Rady, do 4 wiosen. Nasza władza i rozmowy z przedstawicielami najwyższych zwierzęcych władz dały rezultaty, gdyż projekt przeszedł jednogłośnie przez komisję Zwierzęcego Parlamentu.

– Phi – burknął jeden z sępów. – Co to są 4 wiosny? To nic! Nasza władza powinna być dożywotnia, a następnie dziedziczna.

– Tak jest! Zgadza się! – zawtórowały chórem pozostałe sępy. Władczy głos zaczął hamować ich zapędy:

– Moi Drodzy! Jest to również i moje życzenie, ale jak wiecie, doły – znaczy plebs – się buntują. Kłopotliwa jest zwłaszcza kwestia sówek, jak ta tutaj, domagających się podwyższenia wynagrodzeń liczonych według taksy ochłapów. Niestety, trzeba było zachować wyjątkową wstrzemięźliwość w przekazywaniu informacji. Były prowadzone rozmowy z Ministerstwem Zwierzęcym, w których uczestniczyli przedstawiciele Sępiej Rady oraz przedstawiciele Rady Kukułczej. Nie mogliśmy ujawniać przebiegu tych rozmów, gdyż kształt projektu był negocjowany z Ministrem. We współpracy z kukułkami została przygotowana kompromisowa propozycja dotycząca taksy ochłapów i taksy tłustych kąsków. Kompromis polega na tym, że nie będziemy zajmować się taksą dla sowiej biedoty, a w zamian Minister może zajmie się taksą z tłustymi kąskami. Szczegółów nie można było ujawniać, dopóki Minister nie zdecydował o podjęciu prac w swoim resorcie. W samym Ministerstwie toczy się dyskusja, jakie środki przeznaczyć na pomoc sowią. Sępia Rada śledzi przebieg dyskusji w środowisku, ale lekceważenie stanowiska Ministerstwa byłoby drogą donikąd.

– Brawo! – krzyknął jeden z sępów. Inny, taki naprawdę mega wypasiony sęp poszedł jeszcze dalej:

– Brawo Wielki Sępie!!! Ja Cię popieram, ja zawsze będę stał przy Twoim boku! Ja na Ciebie głosowałem na Wielkim Zlocie i nawet kartkę z głosem Ci pokazałem!

I inny sęp:

– Ja też! Na Wielkim Zlocie podreptałem posłusznie do dziupli gdzie głosowało 50 najwierniejszych sępów!

– A ja wtedy zarządziłem powtórzenie głosowania, żeby dopilnować co poniektóre sępy, które nie stawiły się w dziupli.

Właściciel władczego głosu spojrzał z politowaniem i kontynuował:

– Sprawa jest rozwojowa i wymaga dyskusji. Proponuję dalszą dyskusję w tym temacie na następnym posiedzeniu Sępiej Rady.

Głos zabrał sęp, który siedział na prawo od Sankji. Miał niewielki wąsik.

– Jeszcze większym problemem są deputaty dla władz bractw regionalnych. Jeśli kwestia deputatów nie zostanie uregulowana, to jak będą wyglądać ptasie władze? Albo będzie to grupa sępów bardzo bogatych, realizujących idee hobbystycznie, albo grupa przypadkowo zebranego ptactwa, którego nie będzie stać na działania społeczne. W stołecznym Bractwie przyjęto uchwałę o bardzo niskim poziomie. Konieczne jest podjęcie uchwały w sprawie deputatów i na przykład przyjęcie widełek uzależnionych od wielkości Bractwa.

Głos zabrał inny sęp:

– Sępia Rada nie powinna zajmować stanowiska. Powinna tylko zatwierdzić uprawnienie Bractw do przyznawania deputatów.

A potem kolejny:

– Pracujemy już nad uchwałą w sprawie deputatów. Bractwo stołeczne spowodowało, że kwestia ta nie może pozostać nieuregulowana…

Po głosie Sankja poznała, że przemawia samica:

– Źle się stało, że informacje o pracach nad tą uchwałą wyciekły na zewnątrz. Głosy w Ptasim Radiu były takie, że Sępia Rada w pierwszej kolejności zajmuje się deputatami. Najgorszą rzeczą, jaką Sępia Rada może zrobić, to konsultowanie czegokolwiek z sowim plebsem.

Kolejny sęp zaproponował:

– A może zebrałby się zespół i zaproponował projekt uchwały?

Władczy głos stwierdził:

– Dokładnie tak. Zespół przygotuje projekt, a my zajmiemy się nim na następnym posiedzeniu Sępiej Rady.

I tak to trwało, i trwało. Rozpoczynano kolejny temat, bez podjęcia decyzji. Sępy przekładały wszystko na następne posiedzenie. Od czasu do czasu dyskutowano kwestie personalne, które głównie ograniczały się do wysłania niektórych sępów – w nagrodę za lojalność – w delegacje do puszcz za siedmioma morzami i siedmioma górami, koszty nieważne, sowi plebs wszystko zniesie. W końcu nastąpiła zmiana tematu:

– Miło mi poinformować, że 3 sępy z Sępiej Rady staną się wkrótce bardzo ważnymi ptakami w Sępich Akademiach Wielkiej Puszczy.

Mega-wypasiony sęp nie ustawał w swoich umizgach:

– Wykrakałem to już dawno!

Doszło do planowania kolejnego posiedzenia. Znowu powiedział władczy głos:

– Sowy patrzą nam na skrzydła. Tym razem musimy jednak zrezygnować z kolacji z owocami morza.

Mega-wypasiony sęp z wąsikiem uderzył skrzydłem w stół i wrzasnął:

– Jak to nie będzie owoców morza??? Mam jeść padlinę jak jakiś sowi plebs?

Sankja nie za bardzo wiedziała, co było dalej. Po uderzeniu skrzydłem w stół to coś, do czego była przywiązana poleciało do góry, po czym zaczęło opadać na podłogę. Już miała w nią uderzyć…

***

– Pani Mecenas, czy wszystko w porządku?

Sankja powoli otwierała oczy i niezbyt wyraźnie widziała.

– Pani Mecenas, ja naprawdę nie chciałem! Proszę przyjąć moje przeprosiny!!!

Sankja zaczęła widzieć coraz wyraźniej…

– Niech Pani Mecenas oddycha! I żadnych gwałtownych ruchów!!!

Sankja zaczęła rozpoznawać głosy i twarze. Zobaczyła nad sobą przejętego sędziego Zdreda. Po chwili podbiegli ratownicy medyczni z noszami. Sankja została zabrana do szpitala na tomograf…

***

Tymczasem na posiedzeniu Sępiej Rady:

– Ech… strawa dla ciała odleciała, ale nie zapominajmy o czymś dla ducha. Wszak sępy kochają wysoką kulturę – powiedział jeden z sępów. – Po obradach zapraszam na słowiczy koncert, za który Sępia Rada słono zapłaciła.

– Ciało też jest ważne! I integracja! – odezwał się kolejny sęp. – Sępia Komisja Tężyzny Fizycznej zaprasza na zawody w pikowaniu precyzyjnym i lotach na orientację.

– A wiadomo, kto wygra?

– Oficjalnie każdy ma równe szanse. Ale umówmy się, zaprosiłem lamparcicę Leokadię.

– Ale to nie miały być zawody dla ptaków?

– A kto się pozna? A nawet jeśli, ktoś zaprotestuje?

***

W drodze do szpitala, mieszczącego się w centrum lasu, który gościł ostatni zlot ptactwa, Sankja dostrzegła oskubany plakat na drzewie. Przedstawiał on zdziwioną sówkę na tle posiedzenia Sępiej Rady, ale kiedy widziała go latem po raz pierwszy, nie spostrzegła, że tak naprawdę jest to sępie selfie, w którego kadr weszła sówka, która – co trzeba wyraźnie podkreślić – wiedziała, nie skubała. O ile wchodząc do szpitala była pewna, że jest już w dobrych rękach, o tyle zaczynała się martwić o sówki. Czy w czasach gdy orły są ginącym gatunkiem, a fascynacja strusi, kiwi, kogutków i indyków oraz innych nielotów, wielkimi sępami nie przemija, znajdzie się jakaś mądra sprytna sówka by pokazać ptactwu jak polować, a nie na deputatach lub padlinie się chować?