zaginoony-aplikant-ewa/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

Mecena-sowiątko

– Pani mecenas – usiłował zwrócić na siebie jej uwagę aplikant.

– Tak panie Łukaszu? – młody człowiek stał w pozycji na baczność przy biurku

– Bo no, ten, no … – aplikant jakoś nie mógł z siebie wydobyć istoty niewątpliwego dylematu, jaki go drążył, aż poczerwieniały mu uszy.

– Bo?

– Bo skończył się papier toaletowy! – wystrzelił i wyraźnie odetchnął pozbywszy się ciężaru wstydliwej tajemnicy.

Sankja nabrała powietrza. Siedzący naprzeciwko biurka klient świadom rozgrywającej się na jego oczach dramaturgii wlepił w nią osłupiałe oczy.

– Dziękuję za ten niewątpliwie nie cierpiący zwłoki toaletowy raport panie mecenasie – wysyczała zimno mrużąc oczy i przeszywając Łukasza zabójczym spojrzeniem – są pieniądze w czerwonej puszce?

– Eeee, no chyba są – potwierdził młody mężczyzna.

– Jak więc Pan myśli, co należy w takiej sytuacji zrobić ? – jadowicie spytała nie spuszczając z niego wzroku. Nie odzywał się. Wytrzeszczał na nią bezmyślne oczy.

Zapadła pełna namacalnej konsternacji cisza.

– Cóż, na studiach najwyraźniej tego nie uczyli – skonstatowała zrezygnowana – proszę zadzwonić z drugiego gabinetu panie mecenasie do mamy i się zapytać co ma pan robić i bez zbędnej zwłoki to wykonać co powie.

– Eee, ale do czyjej mamy? – zapytał bezradnie

– Zapewniam Pana, że to obojętne, do czyjej tylko pan sobie życzy.

Wyszedł z gabinetu. Odprowadziła go zrozpaczonym wzrokiem.

Myślenia nikogo się nie nauczy.

Zwróciła się do klienta kontynuując przygotowywanie go do pierwszego terminu rozprawy o rozwód.

– Obecni też będą dwaj ławnicy i pani, która protokołuje. Do sądu proszę zwracać się „wysoki sądzie”. Trzeba wstać, kiedy sąd do pana mówi i kiedy pan chce coś powiedzieć, jak już przyjdzie na to kolej, nie wolno zabierać głosu jeżeli sąd go panu nie udzieli – wygłosiła zwyczajową formułkę – najpierw usłyszymy co ma do powiedzenia pańska żona, dlaczego chce się rozwieść, jakie ma zarzuty wobec pana, nie może pan jej przerywać, prychać, śmiać się, komentować, trzeba spokojnie wysłuchać i kiedy już skończy składać wyjaśnienia to dopiero wtedy sąd pana przesłucha, to będą wyjaśnienia informacyjne, czyli nie składacie ich państwo pod rygorem odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania, ale trzeba mówić prawdę, ponieważ po przeprowadzeniu wszystkich dowodów w sprawie sąd przesłuchując państwa już pod takim rygorem w trybie art. 299 w związku z art. 304 k.p.c. zapyta, czy potwierdzacie swoje informacyjne wyjaśnienia, także jeśli pan o czymś zapomni, albo czegoś nie dopowie na pierwszej rozprawie, to nic straconego, już wie pan jak będzie to wyglądać ? Zapamięta pan, to co mówię, czy panu zapisać ?

– O Jezu zapisać, zapisać, koniecznie zapisać – zasapał przejęty pan Bolesław – tylko dużymi literami bo ja trochę ślepy jestem. Nauczę się do jutra na pamięć.

Sankja westchnęła, przysunęła sobie bliżej bezprzewodową klawiaturę i zaczęła tworzyć scenariusz kolejnego dnia. Dużą czcionką.

– Słucham ? – telefon zakłócił jej pracę

– Pani mecenas bo ja chciałam powiedzieć, żeby wywołać inną opinię biegłego – bez zbędnych ceregieli zadudnił kobiecy głos wskazujący na poważny problem zatkanego nosa

– Ale przepraszam, a kto mówi?

– Misiowa, mama Piotrusia.

– Aaa, witam – Sankja przytrzymała telefon ramieniem i kontynuowała pisanie scenariusza dla pana Bolesława – o jaką opinię chodzi i w jakiej sprawie ?

– Balistyczną opinię, w sprawie Piotra

– Piotr ma 3 sprawy jak pani wie i w każdej są opinie, ale ani jednej balistycznej, więc proszę sprecyzować, bo nie rozumiem o co pani chodzi.

– Balistyczną, w tej, gdzie jest jako pokrzywdzony – pewnym głosem wydudniła nosowo Misiowa.

Sankja zamarła ze zdziwienia. Przestała pisać.

– Ale proszę pani, przecież to sprawa wypadku drogowego …

– No tak, wypadku no i mi się ta opinia balistyczna nie podoba! – Misiowa zawsze ingerowała w sprawy swojego dorosłego syna traktując go jak upośledzonego kilkulatka.

– Ale tam nie ma żadnej opinii balistycznej, na litość boską, przecież nikt do pani syna nie strzelał ani na księżyc rakietą nie leciał – Sankja nadal nie mogła pojąć o co chodzi Misiowej – poza tym zawarliśmy ugodę w mediacjach z oskarżonym i jest poddanie się karze w trzy-trzy-pięć – użyła zrozumiałego już dla Misiowej, bo tołkowanego jej milion razy sloganu.

– Ale bynajmniej jest opinia balistyczna – upierała się Misiowa – o, mam ksero przed sobą – w słuchawce zaszeleściło – biegły Warucki ją pisał i ona mi się nie podoba.

– Boooże, rekonstrukcja wypadku – zajarzyła w końcu Sankja, Misiowa najwyraźniej w lekturze słownika wyrazów obcojęzycznych dotarła w wielkich mękach do litery „b”. Cóż, sił już nie starczyło na przeczytanie definicji. Wiedząc o bezcelowości wszelkich pedagogicznych wysiłków Sankja nie mogła jednak sobie odmówić podjęcia ataku na wiatrak – balistyka proszę pani to nauka o torze ruchu pocisku, albo rakiety, a nadużywane przez panią słowo „bynajmniej” to synonim słowa „wcale”, jeśli pragnie pani innej opinii, to proszę ją sobie prywatnie zamówić, bo skoro pani syn chce zakończenia procesu i zawarł ugodę, to sąd postępowania dowodowego nie będzie przeprowadzać ani wywoływać innej opinii nie wiadomo zresztą po co.

– Jak to po co ? ! Jak to po co, jak napisał, że Jaruga jechał 60 na godzinę, a jechał 90!!! I w dodatku na pewno był pijany!!! – zirytowała się Misiowa

-Po pierwsze nieważne z jaką prędkością jechał bo to nie zmienia faktu i wniosku opinii, że jechał pod prąd w związku z czym żaden samochód jadący z naprzeciwka nie miał możliwości uniknięcia czołowego zderzenia, a po drugie badania krwi sprawcy nie potwierdzają, aby był w stanie po użyciu alkoholu, czy nietrzeźwości – Sankja przy każdej rozmowie z Misiową czuła, że odwala donkiszoterię. – Bynajmniej. Co nie znaczy przynajmniej.

– A może by tak grzeczniej, co?!!! – zaryczała Misiowa – bo to wszystko ma wpływ na wysokość odszkodowania!!!

– Nie, nie ma proszę pani i proszę się uspokoić – Sankja po 10 godzinach pracy była tak zmęczona, że chamstwo Misiowej nie robiło na niej najmniejszego wrażenia.

– Ale on był pijany!

– Była tam pani? Badała go?

– Nie, ale on był pijany! A badania sfałszowali!

– To niech pani zamówi i opłaci na tę okoliczność opinię balistyczną, bo sąd tego na pewno nie zrobi, przepraszam, ale mam jeszcze klientów i nie poświęcę pani więcej czasu, do widzenia – Sankja zakończyła rozmowę. Na szczęście to Piotr był jej klientem a nie jego matka. Zdołał nieszczęśnik w trakcie mediacji jakoś wypełznąć spod matczynej tyranii i zająć samodzielne stanowisko we własnej sprawie. No, nie oszukujmy się. Tylko dlatego, że mediator wywalił mądrzącą się, roszczeniową i w pretensjach do całego świata Misiową ze swojego gabinetu na zbity pysk. Kończyła scenariusz, pan Bolesław czekał smętnie wpatrując się w nadal miętoloną kaszkietówkę.

Drukarka wypluwała kartki scenariusza dla pana Bolesława.

Do gabinetu wkroczył aplikant.

– Pani mecenas dzwoniłem do swojej mamy – zaraportował stojąc na baczność Łukasz.

– Proszę, proszę i jakież są tego oszałamiające efekty? – zapytała ironicznie podając klientowi zszyty dokument.

– Yyyy ….. ma ciągle zajęte …..

zuza31