Chyba nie ma osoby nieznającej opowiadania Charlesa Dickensa zatytułowanego „Opowieść wigilijna”, którego głównym bohaterem jest Ebenezer Scrooge. Ta XIX-wieczna opowieść doczekała się wielu adaptacji filmowych, mniej lub bardziej wiernych wizji Dickensa. Przedstawiamy Państwu dzisiaj adwokacką wersję „Opowieści wigilijnej” z adwokat Zuzanną Sankją w roli głównej oraz życzymy Wesołych i Radosnych Świąt Bożego Narodzenia.

Sowa swieta 1(autor: Cyra R. Cancel)

SANKJA – OPOWIEŚĆ WIGILIJNA

/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

Grudzień, koniec roku zbliżał się wielkimi krokami. A wraz z grudniem – jak co roku – sądy, prokuratury i urzędy dostawały statystycznej sraczki. Kończyły i wypychały orzeczenia i decyzje we wszystkich możliwych sprawach. Sankja tonęła w apelacjach, zażaleniach, odwołaniach, uwagach do opinii biegłych. O rozprawach i innych czynnościach nie wspominając. Późnym popołudniem w kancelarii słowa klientki jednym uchem jej wpadały i wypadały, gdyż w myślach formułowała zarzuty do apelacji w wieloosobowej sprawie karnej.

– I pamiętam, bo to było dokładnie 37 lat temu. W Święta… mój Zenuś, jaki on był wtedy kochany. Na rękach mnie nosił… a teraz??? Znalazł sobie tę zołzę! Tę lafiryndę! Jak ja nienawidzę Świąt!!! – huknęła klientka.

– Co? – ocknęła się Sankja. – Aaa, Święta… proszę kontynuować. – fakt, Boże Narodzenie niewątpliwie się zbliżało. Od listopada w całym mieście, zwłaszcza w sklepach, połyskiwały świąteczne ozdoby, a w radio leciało nieśmiertelne „Last Christmas”. I ten nawał urzędowej korespondencji. Tak, był grudzień…

***

Sankja skończyła pracę późno wieczorem. Udało jej się wysłać pisma na Poczcie Głównej tuż przed północą. Wróciła do domu, wszyscy spali. Nawet pies, obrażony, nie podniósł głowy, kiedy nareszcie przyszła do domu. Miała tylko jedno pragnienie – spać! Rano od 8:30 rozprawa zamiejscowa. Jak ona nienawidziła krótkich nocy, zawsze wtedy źle spała. Funkcjonowała jak robot, co prawda nie zasilany prądem, tylko kawą. Długo wierciła się w łóżku, nim zasnęła…

***

– Zuzanno, pobudka! – powiedział znajomy głos, a Sankja zerwała się z łóżka, niemalże przyprawiona o zawał serca.

– Zuzanno, już czas. Ubieraj się i chodź! – znowu powiedział autorytarnie znajomy głos. Ale to przecież niemożliwe.

– Yyyyyyyy… Tato, przecież Ciebie nie może tu być! Ty nie żyjesz!

– To kwestia wtórna. A teraz wstawaj, czas do pracy!

– Do jakiej pracy? Jest środek nocy! Zobacz! Jest ciemno! Nigdzie nie idę, przewracam się na drugi bok i śpię dalej! A tak w ogóle to tylko zły sen!

– Zuzanno, nie kapryś i ubieraj się. Idziemy!

Pojechali daleko poza miasto. Sankji widok wydawał się znajomy. W końcu zatrzymali się pośrodku drogi, przy wzniesieniu.

– Tato, zaparkuj chociaż na poboczu, bo za chwilę ktoś Ci skasuje samochód! – powiedziała Sankja.

– Spokojnie. W tym czasie o tej porze ruch w tym miejscu jest niewielki. A poza tym, nikt w nas nie uderzy.

Na wzniesieniu krzątali się ludzie. Nie zauważyli, jak Sankja z ojcem przyjechali, ani jak podeszli do nich. W ogóle nie zwracali na nich uwagi. W końcu Zuza zdała sobie sprawę z tego, że ci ludzie jej nie widzą. Usłyszała inny znajomy głos i natychmiast go poznała. To była jej matka, tylko znacznie młodsza i mówiła… do małej Sankji!

Sankja bardzo dobrze pamiętała tamten wieczór. To była Wigilia. I pamięta, dlaczego nie spędzała go w domu, jak inne dzieci. Jej matka była prokuratorem i bardzo podpadła przełożonym. Nie chciała umorzyć sprawy przeciwko członkowi partii, w sumie płotce, którego przyłapano na jeździe pod wpływem. W partii niewiele znaczył, ale dobrze polewał i był dobrym kumplem. Pomimo nacisków, matka Sankji się nie ugięła i kontynuowała postępowanie. Koniec końców, sprawę jej odebrano i kto inny ją umorzył, jej samej przydzielano najgorsze sprawy, w najgorszych godzinach i warunkach. Nawet ojciec Sankji nagle zaczął dostawać nakaz odbywania niewygodnych delegacji. W jedną został wysłany właśnie na Święta Bożego Narodzenia. Jako że mieszkali daleko od całej rodziny, Sankja miała spędzić Święta sama z matką, ale i to nie wyszło. Nawet nie skończyły jeść barszczu z uszkami, gdy matkę Sankji wezwano do wypadku. Samochód rozjechał motocyklistę i pani prokurator musiała zabrać ze sobą 4-letnią córkę na czynności. Wszędzie było ciemno i leżał śnieg. Było zimno, ale mała Zuza nie czuła zimna. Stała i patrzyła jak urzeczona w miejsce wypadku. Biały śnieg lśnił w blasku latarek, a po zboczu spływała struga czerwonej krwi, która ciekła z tego, co zostało z motocyklisty. Widok był piękny, straszny, ale piękny. Krwista czerwień na tle bielusieńkiego śniegu. Mała Sankja ściskała w rękach lalkę, którą dostała pod Choinkę…

Drrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrryń!

Zadzwonił budzik. Sankja otworzyła oczy. Była w swoim łóżku, a to był tylko sen…

Sowa swieta 2(autor: Cyra R. Cancel)

***

Zuza siedziała nad kolejną apelacją. Nagle do kancelarii wpadła zdyszana Gabrysia:

– Kochanieńka, wstawaj, musisz natychmiast biec ze mną!

– Gabi, mam dużo pracy, może nie dzisiaj?

– Ale to nie może czekać!!! No już! – Gabrysia ubrała koleżankę i zawiozła… do centrum handlowego. Tam zaprowadziła ją do sklepu z bielizną.

– To jest ta pilna sprawa?

– Oczywiście, że tak!!! Dzisiaj jest Wigilia, a ja mam zamiar dać mojemu Dziubdziusiowi najlepszy prezent pod Choinkę, znaczy się… MNIE! Tylko nie wiem, który zestaw lepszy…

Zuza myślała, że zaraz wybuchnie. Praca w rozsypce, nieskończone zażalenie, a jeszcze mają przyjść klienci na umówione spotkanie.

– Zobacz, ten czerwony koronkowy zestaw pasuje do mojej blond fryzury i wyglądałabym jak pomocnica Świętego Mikołaja. Ale te figi… trochę jak barchany mojej babci, choć koronkowe. Natomiast ten czarny… o! Widzisz! Ten jest ze stringami. To nawet nie musiałabym ich ściągać, żeby mój Dziubdziuś!

– GABI!!! Po to mnie wyciągałaś z pracy??? – wrzasnęła Zuza.

– Nie, nie po to – Gabrysia mrugnęła i świat zawirował. W mgnieniu oka przeniosły się z centrum handlowego do domu Sankji.

– Nie mów, że chcesz się do mnie wbić na Wigilię! Chyba miałaś ją spędzić z … Misiem? Pysiem?

– DZIUBDZIUSIEM!!! I tak, spędzę z nim Wigilię. Ale Ty najpierw zobacz to.

Sankja zajrzała do domu przez okno. Przy stole siedział jej mąż, córka i jej matka. Przez okno było słychać śmiechy, w tle grały kolędy.

– Tato, tato, gdzie jest mamusia?

– Kochanie, mama jest w pracy, ale na pewno o nas myśli. Wiesz, jaką ma pracę…

Sankji zakręciła się łza w oku…

– Przystojny ten Twój mąż – stwierdziła Gabi. – Musi być dobry w te klocki. Kiedy się ostatnio kochaliście?

– Eeeeeeeeeeeeeeeee… co?

– Ech, nic. Tak myślałam. No dobra, to ja lecę – zatrajkotała Gabrysia – jeszcze zdążę kupić ten czarny zestaw ze stringami.

– A co ze mną?

– Z Tobą? Na Tobie leżałby dobrze ten czerwony – Gabi mrugnęła porozumiewawczo okiem. A potem zagwizdała.

Nie, nie Gabi. To czajnik w kuchni kancelaryjnej. Zuza znowu zasnęła w pracy z przemęczenia… Nienawidziła grudnia!

Sowa swieta 3(autor: Cyra R. Cancel)

***

– Dobry wieczór, Pani Szlachciańska, co Pani robi o tej porze w mojej kancelarii? Syn znowu nabroił? – Sankja cały czas miała w pamięci tort i oświadczyny, jakie w imieniu syna Juliana Szlachciańkiego poczyniła jego matka jakiś czas temu (KLIK!).

– Pani Mecenas, bardzo proszę, żeby Pani ze mną natychmiast poszła!!!

– Proszę Pani, co się stało? Czy syn znowu został zatrzymany?

– Wszystko opowiem na miejscu, a teraz proszę ze mną. Ja Panią Mecenas zawiozę!

Sankja była zdziwiona, w sumie oniemiała i dała się kobiecie prowadzić za rękę. Pojechały… na cmentarz!

– Czy Pani syn nie żyje?

– Juleczek? Juleczek, jak na niego, ma się całkiem nieźle. Czego nie mogę powiedzieć o pani mecenas.

Mijały kolejne alejki grobów. W końcu Sankja zobaczyła znajomą sylwetkę Juliana Szlachciańskiego. Strasznie się postarzał, o co najmniej dwadzieścia lat.

– Czy to grób jego ojca?

– Ojca? Nie, ja i tatuś Juleczka leżymy w innej części cmentarza…

– Leżymy? To Pani nie żyje? – Zuza czuła, że świruje.

– Nie tylko ja. Pani mecenas również… – skinęła głową w kierunku głowy.

I faktycznie. Na nagrobku było napisane: Zuzanna Sankja. Zmarła 24.12.2025 r.

– Zmarłam tak młodo? W Wigilię?

– Nie tylko to, Pani Mecenas. Pech chciał, że Wigilia przypadała w środę. Pani Mecenas jak zawsze pisała pisma, które musiały wyjść przed Świętami na już. Zawał, koniec i kropka! Znaleźli Panią Mecenas dopiero w poniedziałek, 29.12.2025 r. klienci po południu.

– Nikt się zainteresował, że mnie nie ma?

– Wspólnicy byli w domu z rodzinami, a Pani Mecenas była już dawno po rozwodzie. Córka wolała mieszkać z mężem. Powiedziała, że nawet nie pamięta dokładnie, jak Pani Mecenas wygląda…

– Smutne to wszystko…

– Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaa… zapomniałabym. 29.12.2025 r. od rana miała Pani Mecenas rozprawę karną przed Sądem Rejonowym w Garwolinie. Sędzia uznał nieobecność obrońcy za nieusprawiedliwioną i nałożył na Panią Mecenas grzywnę. Dobrze, że córka odrzuciła spadek.

W porównaniu z innymi, grób Sankji był pusty. Nie było na nim kwiatów i stał na nim tylko jeden znicz. Nagle zaszlochał Julian Szlachciański. Był ewidentnie wstawiony:

– Widzisz? Trzeba było wtedy przyjąć oświadczyny moje i mamusi! Bo ja Cię kochałem naprawdę! Byłoby nam jak w raju!!! Kradlibyśmy razem takie fajne samochody!!! Uuuuu….. – zapłakał. – Tylko ja o Tobie pamiętam!!! Gdzie ten Twój mąż? Dziecko? Gdzie ci adwokaci, aplikanci, klienci? NIGDZIE! Nikt tu nie przychodzi, nikt o Tobie nie pamięta! Tylko ja jeden!

Sankja była w głębokim szoku i nie wiedziała, co powiedzieć.

– Zuza, obudź się!!! – usłyszała nagle gdzieś w oddali. Potrząsnęła głową i rozejrzała się dookoła… Była z powrotem u siebie w kancelarii, zasnęła nad papierami.

– Chryste, Niekuś!

– Wystarczy Niekuś, Kochana! Dobrze, że przyszedłem. Jak dobrze pójdzie, zdążysz jeszcze z tymi papierami na Pocztę Główną…

***

Sankja popruła na pocztę, a potem zajrzała jeszcze szybko do centrum handlowego. Na wieszaku wisiał ostatni zestaw czerwonej koronkowej bielizny. W sam raz w jej rozmiarze… Po raz pierwszy od wielu lat postanowiła w Wigilię wyłączyć komórkę i nie włączać jej aż do 28 grudnia!

Sowa swieta 4(autor: Cyra R. Cancel)