ŚOT statystykiŚlepym Okiem Temidy

Sankja, Zdred i mecenas Misjonarz

w przedświątecznym Reisefieber

/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/ 

Mecenas Sankja właśnie parkowała pod Sądem Okręgowym. Jadąc w kierunku wolnego miejsca odruchowo poszukiwała w torebce kilkunastu złotych w monetach na opłatę za parkomat, gdy z prędkością światła z drugiej strony ulicy nadjechało krwistoczerwone Ferrari California zajmując upatrzone przez nią miejsce.

Znalezienie wolnego miejsca parkingowego pod sądem albo przynajmniej w okręgu 500 m od niego, dzień przed ogłoszoną przez Prezesa jako WOLNA Wigilią graniczyło z cudem.

Zauważyła usiłujący wycofać samochód i mignęła mu światłami, żeby wyjeżdżał, miała miejsce!

Targając 2 teczki, jedną z laptopem i kablami, drugą z aktami, kalendarzem, dokumentami, latarką, paralizatorem, zapasem bezpieczników, myśliwskim scyzorykiem, GPS-em, aparatem fotograficznym, dyktafonem, zapasem bateryjek, miarką budowlaną itp. drobiazgami niezbędnymi każdej kobiecie zagapiła się na piękne Ferrari…

Z samochodu marzeń wysiadł Zbigniew Cwaniak – oskarżony w sprawie, gdzie reprezentowała z urzędu pokrzywdzoną, która straciła wszystkie oszczędności życia ulokowane w należącym do Cwaniaka parabanku.

Przyspieszyła kroku udając, że go nie widzi.

Jak to w okresie sprawozdawczym, dzień przed Wigilią sprawa miała opóźnienie.

Mimo wyznaczenia na drugą zmianę na 15.30.

Cwaniak oprócz zarzutu oszustwa miał postawione jeszcze inne zarzuty – udzielenia pomocy do handlu żywym towarem, miał bowiem jako kierowca pomagać w przetransportowywaniu nieprzytomnych, polskich dziewcząt za granicę, gdzie były odbierane i dalej wiezione do domów publicznych. Bronił się tym, że nie wiedział co za dziewczyny, gdzie i po co wiezie, nie dostawał za to pieniędzy, bo woził je „przy okazji” jadąc po samochody do komisu, nie miał pojęcia, że odbywało się to wbrew ich woli. I faktycznie dowodów na jego winę jeśli chodzi o ten akurat zarzut – nie było. Nie obciążał go nikt, włącznie z wyciągniętymi przez La Stradę z burdeli kobietami. Tylko dlatego po 3 miesiącach aresztowania zastosowanego na początku postępowania przygotowawczego wyszedł na wolność.

Weszła na salę wraz z klientką. Stawili się wszyscy, no… prawie wszyscy. Nie było obrońcy oskarżonego. Zastanawiała się, czy szarpać się z nabitą teczką i wyrywać z niej akta, czy wystarczy wyjąć kalendarz na 2015 r. Marzyła o drugiej opcji. Od 8 rano nie miała czasu nawet skorzystać z toalety, a 3 machy cienkiego mentolowego ściągała goniąc z jednego budynku sądu do kolejnego. Była głodna. W domu czekał mąż, córka i psy. Nie miała kiedy zrobić zakupów świątecznych i kupić prezentów pod choinkę, weekend zajęła jej galopująca za statystykami Policja zatrzymująca wszystkich za wszystko, a najchętniej posiadaczy marihuany, bo to najbezpieczniej, ani w ryja taki nie przywali, ani nie zwyzywa, a plusik w statsach jest!

ŚOT statystyki włamania do kurnikówŚlepym Okiem Temidy

Sędzia Zdred rozejrzał się po sali pełnej rozpakowujących teczki ludzi. Postanowił zaczekać ze sprawdzeniem obecności aż ustanie hałas i gwar. Sądził od 7.40. Prezesi i przewodniczący nie mieli litości – trzeba statystyki nadgonić, kończyć, kończyć kończyć! Nieważne jak, głupio, mądrze, kończyć! Wszyscy zostaną ROZ-LI-CZE-NI z kończenia. Z całą surowością. Spojrzał na zegar na monitorze przed nim. Wyświetlał godzinę 00:29:58, 1 stycznia 1900 rok. Spojrzał na swój zegarek. Była 16:40. 24 grudnia 2014 r. Podrapał się po niegolonej z braku czasu od trzech dni brodzie. Pisanie uzasadnień całymi nocami – bo statystyki! – powodowało, że nienawidził każdego grudnia i czerwca. Za rozpisanie wokandy na 2 zmiany miał ochotę kogoś zamordować. Ledwo żył ze zmęczenia.

ŚOT stos statystyk

Ślepym Okiem Temidy

W tym momencie usłyszał otwieranie drzwi i zadyszany głos przepraszający za spóźnienie.

– Wysoki Sądzie stawił się obrońca z urzędu Artur Kiszot…

Zdred podniósł głowę i zobaczył obrońcę. Był przed 30-tką, wysoki i tak wychudzony, że toga (jakaś dziwna) wisiała na nim jak na wieszaku. Przezroczysta skóra opinała kości policzkowe.

– „Mógłby robić za statystę w filmach o obozach koncentracyjnych” – pomyślał Zdred.

Zuzanna Sankja westchnęła ciężko, odsunęła już otwarty na kwietniu 2015 r. kalendarz i zaczęła wyrywać wbite w teczkę akta sprawy spoglądając spode łba na Kiszota. „Jeeeesuuuu, chudszy ode mnie i Anji Rubik. Może jest chory?” – pomyślała.

– Bardzo przepraszam jeszcze raz za spóźnienie, Wysoki Sądzie, ale dopiero wczoraj zostałem zawiadomiony o wyznaczeniu obrońcą i o terminie w tej sprawie. Odkąd ukradli mi rower spod Sądu jeżdżę do sądu autostopem, zabiera mnie z trasy pracownik pobliskiego dyskontu, który jedzie do pracy na 10.00. Dzisiaj wziął wolne, bo jutro Wigilia. Z uwagi na późny termin zawiadomienia nie miałem szansy znaleźć kogoś, kto by mnie w tych korkach największych przed Wigilią akurat na 15.30 tutaj podrzucił. Miałem chwilowo nawet oszczędności tyle, że starczyłoby na bilet na PKS, ale ostatnio sąd nie zwrócił mi kosztów biletu, bo uznał, że skoro zamieszkuję 10 km pod miastem, to mogłem ustanowić darmowego substytuta, a nie próbować obciążyć Skarb Państwa kosztami, które nie są niezbędne. Łapałem autostopy, ale długo to trwało, wie Sąd, przed świętami wszyscy się spieszą… a darmowych substytutów nie ma.

ŚOT połączenie do sąduŚlepym Okiem Temidy

Zdred spojrzał na obrońcę i na oskarżonego. Zdzisław Cwaniak miał na sobie garnitur za kilkanaście tysięcy. Kiszot dziwną togę. Przypominała … habit.

– Więc został Pan wczoraj powiadomiony o dzisiejszym terminie i wyznaczeniu obrońcą z urzędu… – zaczął Zdred. W zmęczonej czaszce dudnił mu artykuł… taki jeden no… że można by to odroczyć i w dodatku winę na kogoś zwalić…

Zuzanna przestała walczyć z zaklinowanymi w teczce aktami. Skupiła się. Zauważyła szansę na powrót z pracy do domu gruuubo przed północą, co było zjawiskiem rzadkim w grudniu.

– Tak Wysoki Sądzie – kontynuował mec. Kiszot – Nowy Lepszy Doręczyciel powiedział, że to sądu wina, że tak późno mi doręczyli bo to sąd powinien policzyć 37 dni wstecz i tak wysyłać, żeby wcześniej doszło. A z postanowienia o wyznaczeniu mnie obrońcą wyczytałem, że mój Klient nie ma środków na pokrycie honorarium obrońcy z wyboru.

Ponadto według przedłożonych mi wcześniej zaświadczeń cierpi na chwilowy zanik płuc, który uniemożliwia mu pracę.

– A skąd Pan to wie, skoro dopiero wczoraj wyznaczono Pana obrońcą? – zapytał Zdred podchwytliwie.

– Wysoki Sądzie, byłem, a właściwie nie byłem obrońcą w sprawie o sygnaturze XL K 666/13.

Sygnatura brzmiała Zdredowi jakoś znajomo. W tej sprawie sądził Sędzia Zenon Staszek. Zdred widział wyrok, ale zdawało mu się że w części, w jakiej orzeczono o kosztach było nazwisko innego obrońcy.

– To Pan Mecenas występował w sprawie XL K 666/13, czy nie?- zapytał Zdred.

– Wysoki Sądzie zostałem wyznaczony obrońcą w tej sprawie z uwagi na wątpliwości co do poczytalności oskarżonego, przeczytałem i sfotografowałem całe akta, pojechałem kilka razy do aresztu, w którym został umieszczony pan Cwaniak, uzgodniłem z oskarżonym linię obrony, wyjaśnienia i Sąd jeszcze przed pierwszą rozprawą, ze 2 dni przed, zwolnił mnie z dalszej obrony. Właściwie to nie była obrona i właściwie to nic w tej sprawie nie zrobiłem, dlatego Sąd słusznie nie zasądził mi żadnych kosztów pomocy prawnej, co potem potwierdził sąd odwoławczy, bo zaskarżyłem to orzeczenie chcąc przynajmniej odzyskać pieniądze na bilety do aresztu, to ponad 100 km w jedną stronę było przecież, kilkaset złotych wydałem, no ale. Stało się – odparł Kiszot.

Zdred wertował „kapek”. Nie mógł znaleźć artykułu… no tego no…

– Się pan mi kurwa nie spaźniaj drugi raz, NO! – odezwał się Cwaniak do adwokata zajmującego miejsce w ławie.

Sala rozpraw zamarła.

– Panie oskarżony!!! – huknął Zdred.

– No co jest? – zapytał Cwaniak odwracając krótką rurę kanalizacyjną na której osadzona była łysa czaszka w stronę sędziego, nawet nie wstając z ławy, wyciągnięty na ławce, z daleko wysuniętymi do przodu krótkimi, grubymi nogami i z założonymi pod pachy baleronami służącymi mu za ręce.

Zdred się zagotował. Postanowił załatwić młotka.

– Tak poza protokołem sąd chciał zapytać pana, jak pan tak jeździł z tymi dziewczynami, prawda?

– Nooo? Jeździłem. I co? – Cwaniak najwyraźniej był zadowolony pozaprotokołowym zainteresowaniem sędziego i „pogaduszką”, która najwyraźniej go dowartościowywała. Uśmiechnięty toczył dumnym wzrokiem po sali. Poprawił się w ławce. Poczochrał plecami o oparcie.

ŚOT mówić szczerzeŚlepym Okiem Temidy

– To tak poza protokołem, to sąd jest ciekawy, ale tak całkiem prywatnie, między nami, to co pan z tego miał?

– 1000 euraków od dupy – pochwalił się uśmiechnięty Cwaniak – nieźle, nie? W sądzie tyle nie zarabiacie.

– Zaprotokołujemy to – zwrócił się Zdred do Sekretarz Joanny.

– Eee! – wrzasnął Cwaniak zrywając się z miejsca.

– Zaraz, ale przecież jeszcze nieotwarty przewód… – zainterweniował Kiszot.

– Przewód przewodem – odpowiedział mu Zdred – dzisiaj i tak go nie zaczniemy, pani Joanno, zapisze pani co się działo na sali? – zaczął znowu wertować kodeks. Znalazł!

– Pan Mecenas oczywiście w tym miejscu składa wniosek z art. 353 § 2 k.p.k. gdyż z uwagi na niezachowanie 7-dniowego terminu nie miał możliwości zapoznania się z aktami sprawy i ustalenia linii obrony z klientem? – zwrócił się szczęśliwy Zdred do Kiszota.

– To znaczy… skoro już przyjechałem… – zaczął mecenas Kiszot.

– Ekh, ekh, ehkm!!!! – zakaszlała się znacząco Zuzanna Sankja.

– Tooo… – wcielone przypomnienie historii Auschwitz-Birkenau z zapadłych, wielkich oczodołów rzuciło na Sankję karcącym wzrokiem – to chciałbym prosić Sąd, żeby mi może odpis aktu oskarżenia doręczył? Bo oprócz postanowienia o wyznaczeniu mnie obrońcą i zawiadomienia o terminie rozprawy nic nie dostałem.

– Eeeee… – Tomasz Zdred zajrzał w ostatni tom akt – ale wysłany akt oskarżenia! 3 tygodnie temu!

– A, to gdzieś w połowie stycznia dojdzie, to dobrze, ja zaczekam.

– Ale składa pan Mecenas TAKI wniosek, czy jak ma to sąd rozumieć? – upewniał się Zdred.

– Oczywiście, że składam!

– Ja wychodzę – wściekły Cwaniak wygramolił się zza ławy i trzasnął drzwiami na pożegnanie.

Drzwi zaraz uchyliły się i umieszczone na krótkiej rurze kanalizacyjnej łyse pustogłowie wrzasnęło w głąb sali:

– Mafia!!!

– Wesołych Świąt – odpowiedział mu obojętnie Zdred.

  życzenia świąteczne z wiochy.pl

Było po 2 nad ranem. Sankja ciężko klapnęła na fotel przy biurku z nowym-starym stacjonarnym komputerem, przysiadając ogon psu.

Włączyła skype.

Zamigała wiadomość na czacie.

Niekuś, 02.34

Hejku, jesteś, jak dzień? Skończyłaś tą sprawę na 15.30?

Zuzanna, 02. 49

Sprawę zakończyliśmy owszem, odroczeniem, ale zanim odwiesił się system i można było sprawdzić wolne sale i terminy to była 17.30. Do domu w tych korkach wracałam półtorej godziny, miałam ochotę pozagryzać!!!

Pojechałam do domu, córka i mąż ścięci grypą, ból głowy, gorączka 40 stopni, mała rzyga w ręczniki papierowe w łóżku bo nie jest w stanie się podnieść, wezwałam lekarza, pojechałam do apteki po leki i po cytryny do osiedlowego sklepu, w którym jeszcze był makaron, a reszta wykupiona i ani jednej bułki więc zakupów nie dało się zrobić, wróciłam, ratowałam, awantura że leki nie pomogą, że nie chce herbaty, a z cytryną to syf, wypiła, połknęli oboje tabletki, wzięli krople od rzygania (awantura), wyszłam z psami, namachałam 12 stron apelacji, 3 razy tą apelacje komp mi w kosmos wypieprzył, po czym zgasł, umarł po prostu, koniec, kaput, pisałam jeszcze raz na stacjonarnym kompie i zepsuła się drukarka, na penika apelę, do kanceli, godzina w korkach, wydrukowałam, za 6 sekund 24 udało mi się wysłać z poczty głównej, z poczty pojechałam po zakupy, pod Leclerckiem brak miejsc do parkowania, samochodów milion, trąbią, warczą, krążą, cofają, kurwami sobie przez otwarte okna rzucają, dziki szał, obłęd, to do Tesco, zakupy, nie ma pierogów z grzybami ani kapustą, to będzie bez, to będzie jutro zupa grzybowa, zapas chusteczek do nosa, masło pieczywo, pieczarki, warzywa, owoce, wracam, jestem na parkingu, wiatr szaleje, obładowana siatami i na moich oczach… na moich oczach wiatr wypycha spod wiaty wózki metalowe i PIZD!!!! mi te wózki w samochód i w zaparkowaną obok nowiusieńką spod igły białą hondę accord. Boki całe porysowane. Mój od strony pasażera zjechany wózkami, tej hondy accord od kierowcy. To do ochrony Tesco. To nie ich problem, tylko ludzi, nic ich to nie obchodzi, nie, nie mają obowiązku zabezpieczać niczego, to pani problem, w skrócie: „goń się babo”. Zadzwoniłam po Policję. Interwencja. Dopiero do domu wróciłam… posprzątałam wymioty, wsadziłam w paszcze córce i mężowi tablety kolejne, śpią nieprzytomni, mają straszną gorączkę, wyszłam z psami, rozpakowałam zakupy, właśnie usiadłam i muszę w końcu coś zjeść, a co u Ciebie Niekusiu?

 ŚOT statystyki forma naciskuŚlepym Okiem Temidy

Niekuś, 02.34

Dopiero wróciłem…. ale nie do domu, do apartamentu w Gdyni. Bo dzisiaj miałem Gdańsk, wiesz.

Z przygodami ;/

Wiesz co dziś jest debilny dzień

od rana….

Zuzanna, 02. 39

Jakimi przygodami???

Niekuś, 02.39

Ojesu, od rana….

Zuzanna, 02. 40

Gadaj!

Niekuś, 02.41

Wpadam o 7 na peron, chcę być w sądzie o 9

a tu tory rozkręcajoooo!!!

normalnie na oczach!!!

pociągi nie jado

jak chco

jestem w sądzie 10.30

znaczków sądowych nie ma proszę wyjść”

aaa to lecę do tego drugiego obok

za chwile dzwoni klientka, że w sądzie bomba

Na szczęście w tym, z którego wygonili

krs on-line

nagle przerwa techniczna

Dobra, dało jakoś radę ogarnąć, cały dzień harówa

wracam z roboty tramwajem

nie mów tego nikomu plis

NIKOMU !!!!!

Zuzanna, 02. 45

OK. Ale że tramwajem?

To wstyd trajtkiem?

Niekuś, 02.45

wysiadam z tramwaju

schodzę do tunelu

kurwa…. PLECAK!!!

czaisz?!

odjechał z tym plecakiem!

Zuzanna, 02. 46

czaję… i co???!!!!

Niekuś, 02.46

tam komp dokumenty akta….

Zuzanna, 02. 47

lecisz za nim!

Niekuś, 02.47

23:50

wpadam do taxy

mówię: jedziesz!

a ten: gdzieeee – nie jadeeee

niech ten „styłu” jeeeedzieeee

… !@#$*!!!

kamieni kupa z nimi to byli hotelowi

im się nie chciało za 15 zł gonić tramwaju

na szczęście jechał autobus za chwilę

z nim tam dobiłem do zajezdni

i ostatni tramwaj co zjeżdżał już na kanał to był mój!

eechhh tam labirynt…

jakaś para wzięła, zostawiła kierowcy wizytówkę

ŚOT wujek Staszek optymistaŚlepym Okiem Temidy

Zuzanna, 02. 50

Uuffff

Niekuś, 02.51

Złapałem się z nimi, komp prywatny niezabezpieczony….

po nocy łaziłem po przymorzu

Uniwerek cały obszedłem nocą, bo akurat tamtędy na skm

nie mów NIKOMU

jacyś studenci z akademików

uczciwi na szczęście….

Zuzanna, 02. 52

Całe szczęście, że tak polecę truizmem.

Niekuś, 02.52

haha

no jeszcze nie wierzę…

Muszę coś wreszcie zjeść, jadłaś dzisiaj?

 ŚOT statystyki włamania do kurnikówŚlepym Okiem Temidy

Zuzanna, 02. 53

Zjadłam teraz jak gadamy 4 pączki, które o 7.30 pod sądem na śniadanie sobie kupiłam 🙂

Ale ich nie zjadłam wcześniej, bo przerwy nie zrobiły, a w czasie gonitwy z budynku do budynku na styk nie było jak tego zjeść i nie pamiętałam, że jestem głodna, zresztą wiesz, albo jem, albo palę, no to palę, wiadomo.

A potem rodzina, lekarz, apteka, apelacja, kawa i wiesz, po kawie nie chce się jeść, potem zakupy w Tesco, koszyki, nerwówa, policja…

I dopiero jak mnie puściło to już dobrze takie rozgniecione w tym woreczku z teczki wyciągłam 😉

takie wiesz 🙂

tak dobrze przeżarte tym lukrem i dżemem z róży

pyyyyychaaa!!!!!

Niekuś, 02.55

Ej, już Wigilia od ponad 2 godzin, Wesołych Świąt!

Zuzanna, 02. 56

Tia… no wiesz, u mnie zawsze wesoło, a teraz w szczególności, mała wymiotuje znowu, pa! Spokojnych i zdrowych!

*********

(Wypowiedź sędziego na ten sam temat sprawozdawczo-statystyczny: http://sub-iudice.blogspot.com/2014/12/mam-powoli-dosc.html,

artykuł na temat sądowej statystycznej histerii w RP: http://prawo.rp.pl/artykul/757643,859190-Problemy-sedziow-ze-zle-zarzadzanymi-sadami.html?referer=redpol)

ŚOT egipskie statystyki komiksŚlepym Okiem Temidy