499-niedzwiedz-zegar-czas

Dyskusja zaczęła się od wyroku Sądu Najwyższego opisywanego tu:

http://prawo.rp.pl/artykul/757738,1170324-SN—adwokat-nie-powinien-czekac-ze-zlozeniem-odwolania-do-ostatniego-momentu.html

Cytat:

Sąd Apelacyjny w Krakowie a następnie Sąd Najwyższy nie uwzględnił usprawiedliwienia adwokata, który dotarł na pocztę na 40 minut przed północą i z powodu długiej kolejki i powolności obsługi nie zdążył nadać skargi kasacyjnej w terminie. (…)

  • Profesjonalny pełnomocnik planując wniesienie skargi kasacyjnej, czy dokonanie innej czynności procesowej, kierując się doświadczeniem życiowym musi uwzględniać, że w końcowym okresie na złożenie pisma mogą zajść przeszkody wynikające choćby ze zwykłych zdarzeń losowych, które utrudnią czy wręcz uniemożliwią dokonanie jej w terminie.”

I dyskusja:

Aneta O.

To jaki jest teraz „właściwy” termin do wniesienia apelacji? 10 czy 11 dni?…

Michał S.

Rozumiem, że gdyby był atak terrorystyczny i adwokat zostałby zakładnikiem ostatniego dnia terminu i z tego powodu nie nadał środka zaskarżenia, to też powinien był to przewidzieć i nie byłoby podstaw do przywrócenia terminu. Niestety w chwili obecnej pełnomocnik powinien przewidywać wszystko i za wszystko ponosi odpowiedzialność, a sądy nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za nic, również za oczywiście błędne orzeczenia.

Adrian M.

Może pomoże automatyczna uchyłka wyroku, gdy uzasadnienie nie zostanie wysłane do strony w terminie?

Rafał S.

Znajomy mecenas zawsze mi powtarzał, że jeżeli sąd ma „szansę” odrzucenia pisma z przyczyn formalnych, zawsze to zrobi…

Joanna O.

Super orzeczenie! A sędziowie powinni się „przełamać” i jeździć na rozprawy komunikacją miejską, bo powinni przewidzieć, że Ustawodawca może nie „urealnić” ryczałtu na paliwo, o co niektórzy z nich zabiegali w ostatnich miesiącach 🙂

…adwokat jako profesjonalista powinien przewidzieć, że może się rozchorować i wszelkie środki odwoławcze wnosić z co najmniej tygodniowym wyprzedzeniem. A zażalenie powinien wnosić jeszcze przed wydaniem postanowienia 😀

Sławomir Z.

Joanna O. – w niektórych przypadkach byłoby to całkiem zasadne.

W dniu 23 grudnia Sąd w K. wyznaczył posiedzenie w przedmiocie przedłużenia stosowania środka ulubionego przez prokuratora.

Rodzina miała nadzieję, ze dzień przed Wigilią, itd….

W każdym razie stawili się wszyscy krewni mojego klienta.

Przygotowałem się, wygłosiłem płomienną mowę, po czym Sąd udał się na naradę, czyli wyprosił wszystkich z sali.

Następnie, po DWÓCH MINUTACH zaproszono nas celem ogłoszenia postanowienia.

Sąd przychylił się do wniosku prokuratora i odczytał uzasadnienie postanowienia. 6 stron druku wraz z cytatami z orzeczeń S.A w W-wie, SN, oraz innymi, wraz z podaniem sygnatur.

Po opuszczeniu sali moi klienci, ludzie bez wyższego wykształcenia, zapytali: Panie mecenasie – jak Sąd to uzasadnienie tak szybko napisał??? – przecież czytał znacznie dłużej, niż trwała przerwa na naradę…

Joanna O.

Sławomir Z. – A widział pan kiedyś taki film „Raport mniejszości”? Sędzia miał to uzasadnienie napisane jeszcze zanim został zastosowany ten ulubiony środek

Karol P.

Świetny komentarz J. Naumanna (w tekście).

Gdyby było można wysyłać apelację elektronicznie skończyłby się stres (zdążę/ nie zdążę, znajdę pocztę czynną w sobotę, bo to nie dzień wolny od pracy/ nie znajdę?).

Ewa S.

Coś Wam opowiem, moją historię. Chyba najbardziej idiotyczną historię z przywracaniem terminu do wniesienia apelacji, z tych, które mi się zdarzyły…

Chyba 2000 r. – przed epoką „lekarzy sądowych” – byli biegli sądowi tylko. Nie trzeba było potwierdzać u nich zwolnień, ale np. do przywracania terminów warto było w razie wypadku/odniesionych obrażeń mieć od nich opinię.

Jest może godz. 14, ponapisywałam wszystko, apelację, w której termin upływał w tym dniu, ze 2 apelacje których termin jeszcze nie upływał, jakieś tam inne rzeczy mniej ważne nieterminowe. Idę z kopertami, zwrotkami na Pocztę Główną wzdłuż Okopowej, przy kamienicach KP i Prokuratury. Dołącza do mnie koleżanka (rzuciła adwokaturę, jest szefem urzędu skarbowego w Australii gdzie wyemigrowała z tej miłości do ojczyzny) też z pismami do wysłania, Idziemy, gadamy, macham prawą ręką, w której trzymam koperty, lato, słońce.

I nagle…

Nagle z parapetu wysokiego parteru prokuratury na rękę, w której trzymam koperty skacze KOT!

Na mnie skacze! I atakuje!

Wgryza mi się zębami w nadgarstek, koperty poleciały, nie mogę oderwać kota od ręki, krew tryska, walczymy, kot jak wściekły, cała jestem podrapana i pogryziona, koleżanka piszczy, ktoś wzywa jakieś służby, jakiś przechodzień natomiast oblewa kota czymś do picia co niósł, sokiem jakimś, kot dzięki temu ze mnie zeskakuje i zwiewa… Zbieram koperty uświnione, podjeżdża jakaś służba weterynaryjna, kot zwiał, lecą szukać, bo pewnie wściekły, podjeżdża karetka pogotowia, zwijają mnie i ląduję w Medycynie Wsi – Z TYMI LISTAMI!!! jako podejrzana o zarażenie wścieklizną…
No oczywiście cała procedura, zastrzyki, jakieś cuda, ja przerażona tak mnie nastraszyli, że zapomniałam o tych listach, utknęłam w tym szpitalu…

Wypuścili mnie na drugi dzień z jakąś tasiemcową listą boskich przykazań pod rygorem i nakazem stawiania się na kontrole i jeszcze jakieś zastrzyki. Oraz – bo ustalili, że kot nie złapany – nakazem szukania go i obserwacji go oraz karmienia i pojenia, zapisywania, czy żre, czy pije – jeśli chcę obserwacji szpitalnej uniknąć przez 10 dni i kolejnych zastrzoli.

I idąc na postój taksówek uświadomiłam sobie, że TA APELACJA! Wczoraj termin minął!

Co robić?

Dzwonię po biegłych, jest, jest jeden w MSW na Majdanku, walę tam!

Lekarz stały biegły sądowy posadził mnie, odwinął bandaże, obejrzał rany, pomierzył je linijeczką i spisał najcudniejszy protokół badania sądowo lekarskiego ever!

Opisując obrażenia napisał na podstawie przekazanej mu relacji tak:

„Pacjentka lat… w dniu… w Lublinie, na ul. Okopowej 2A, została zaatakowana przez NIEZNANEGO JEJ OSOBIŚCIE ANI Z WIDZENIA OSOBNIKA – kota, maści srebrnej, płeć nieznana, wiek nieznany, stan zdrowia nieznany, który z nieznanych pacjentce przyczyn skoczył na nią z parapetu okna prokuratury i dotkliwie pogryzł oraz podrapał, a przed przyjazdem służb pośpiesznie uciekł uniemożliwiając zatrzymanie” tu nastepował opis obrażeń i konkluzja, że mogły powstać w opisywanych okolicznościach o czym świadczą rany gryzione nie zadane ludzkimi zębami.

Dobra!
Mam, co mam, piszę wniosek o przywrócenie terminu do wniesienia apelacji. Dokserowałam kwity z Medycyny Wsi, dołączyłam „obdukcję”, składam! I czekam przerażona na decyzję co będzie….

Jakiś czas później.

Relacja znajomego pracownika sądu:

„Ty, składałaś w Kowalskich wniosek o przywrócenie terminu, nie? I jestem w gabinecie u sędzi, ona pocztę robi i mówi: „ej, patrzcie, S……….kówna złożyła wniosek o przywrócenie terminu do wniesienia apelacji, a g.. jej przywrócę!” Po czym zapadła cisza i nagle jak kawą nie parsknie na biurko, jak nie zacznie się śmiać, ryczeć i płakać, no, krótko mówiąc, przywróciła Ci ten termin”.

Ale był ciąg dalszy.

Z KOTEM!

Nieznany mi osobiście osobnik maści srebrnej okazał się być kotką, miała ona tuż przed zdarzeniem kotki w piwnicy w kamienicy przed KP, tam gdzie zakład futrzarski. Siedziała ze swoimi podrośniętymi już trochę kocimi dziećmi na parapecie tego okienka i szedł ktoś z psem, który zaatakował jej kociaki i je zamordował. Kotka po tym zwariowała i zaczęła atakować wszystkich przechodzących.

1 dzień obserwacji – wyposażona w saszetki przysmaków dla kotów i specjalnej śmietanki dla kotów, z miseczkami specjalnie na tą okazję nabytymi, z zabandażowaną ręką pod KP spotkałam obcych mi ludzi – z saszetkami z kocimi przysmakami, miseczkami i w bandażach na rękach jak ja…
Przez 10 dni dość dobrze się poznaliśmy Oswoiliśmy kotkę tylko trochę ją przekarmiliśmy. Wyglądała jak bania. Bałam się, że wybuchnie albo zdechnie z przeżarcia i wtedy wszyscy w Medycynie Wsi wylądujemy… ale wyżyła!

Jedna z ofiar ataku, taki Pan z ul. Orlej ją zabrał do domu i była kotem niewychodzącym. Nie wiem, czy jeszcze żyje.

Tomasz W.

Znajomemu poczta zgubiła wniosek o przywrócenie terminu i musiał składać wniosek o przywrócenie terminu do złożenia wniosku o przywrócenie terminu 🙂

Joanna O.

Sąd X, w którym byłam na praktykach – prowadził postępowanie odtworzeniowe, ponieważ zjadł je pies aplikanta, który coś w tej sprawie pisał.

Praca na rencie

Ostatnio zostałam poproszona o napisanie skargi kasacyjnej na kilka dni przed upływem terminu*.
Co – zdaniem szanownego Sędziego Sprawozdawcy powinnam była zrobić? Odmówić pomocy prawnej i pozostawić potrzebującego samemu sobie? Napisać co bądź, byle jak, byle poszło, co tam, że pod tekstem będzie widniał mój podpis?
Sędzia nie ma określonego ustawą terminu na sporządzenie uzasadnienia do swojego orzeczenia. Tu tymczasem zakwestionowano rzetelność pełnomocnika, bo stempel pocztowy został przybity z opóźnieniem kilkuminutowym, czy godzinnym nawet i w istocie było to spóźnienie od pełnomocnika niezależne?
Analiza sprawy to często kilka dni, poszukiwanie punktów zaczepienia, by sformułować podstawę zaskarżenia i wnioski – to czasem kolejne, dni. Często też nie dysponujemy od razu pełnym materiałem dowodowym – strona dosyła nam pisma przez kilka dni, a czasem trzeba po prostu pojechać do sądu, by zapoznać się z aktami (uwaga – nie zawsze dostaniemy je od razu tego samego dnia, gdy dowiemy się o potrzebie zapoznania się z nimi, albo jeżeli nawet jest zgoda na wgląd w akta, to możemy sobie poczekać na nie czasem kilka godzin. I gdzie wtedy mamy pisać pismo, którego termin właśnie biegnie galopując? Na kolanie, na korytarzu sądowym, wśród pogwarek innych uczestników toczącego się w salach obok „wymiaru sprawiedliwości”?).
Formułowanie podstawy zaskarżenia, znalezienie i przytoczenie odpowiednich orzeczeń i komentarzy popierających nasze stanowisko, przelanie tego wszystkiego w słowa, przy zachowaniu kultury języka, i odpowiedniej składni, wydrukowanie wreszcie i pozbieranie wszystkich załączników.. To wszystko naprawdę zajmuje trochę czasu. I – jak już ktoś zauważył – czasem oprócz tej właśnie sprawy, mamy kilka innych, o zgrozo – bywa, że równie ważnych spraw..
Proszę się nie dziwić i nie krytykować faktu, ze czasem pisma idą w ostatniej chwili. To że dbamy o ich jakość i poświęcamy czas na ich pisanie także w ostatnim dniu terminu, to także z szacunku dla Sądu, który to pismo będzie czytał.
* na zażalenie ustawa daje 7 dni, na apelację – 14, na sporządzenie skargi kasacyjnej – mamy 30 dni. Ja miałam tylko kilka…

sowa apelacja wysłana