ŚOT sprawiedliwość jest jak kiełbasaŚlepym Okiem Temidy

 

 

Piotr B.

Jako adwokat z ponad dwudziestopięcioletnim stażem czytając wypowiedzi niektórych Kolegów mam wrażenie, że więcej w nich kwiecistej erudycji niż próby zdefiniowana problemów współczesnej adwokatury i znalezienia rozwiązań.

Dla mnie od lat samorząd adwokacki przypomina teratr w RPA, w którym grupa fanatyków tradycji stale obsadza białego wymalowanego na czarno w roli Otella, bo tak było za ich dziadów i ojców. Kiedy ktoś próbuje cokolwiek zmienić dostaje po łapkach, tyle że za drzwiami teatru istnieje realne życie, kompletnie różne od tego, które spetryfikowało się na zmurszałych deskach tego prowincjonalnego już teatrzyku.

Samorząd adwokacki, kiedy doń przystępowałem w latach jeszcze osiemdziesiątych ubiegłego wieku to zamierzchła historia, od tego czasu zaszły w Polsce ogromne zmiany, tym samym ogromne zmiany zaszły w sposobie wykonywania naszego zawodu, a także w pozycji zawodowej i materialnej adwokatów.

Adwokatura współczesna to nie kwieciste filipiki obrońców praw człowieka, to działalność gospodarcza obarczona takim samym ryzykiem, jak produkcja kiełbasy.

Tylko uczyć się trzeba dłużej.

Jeśli nie potrafisz przebić się ze swoją kiełbasą na rynku, albo robisz produkt podły, musisz zwinąć interes.

Tyle, że piekarz, masarz czy szewc nie podlega tylu restrykcyjnym przepisom co adwokat, nie ma też obowiązku zrzeszania się i płacenia wysokich składek na samorząd.

Jeśli więc mamy te wszystkie obowiązki, to nie od rzeczy jest stałe zadawanie pytania, co w zamian?

Czy skromny masarz z miasteczka X byłby naprawdę zadowolony, gdyby za przynależność do Rady Masarzy musiał płacic kilka tysięcy złotych rocznie, a do tego dyżurować od czasu do czasu i w niedzielę pod pustą masarnią, bo tak trzeba?

A i tak gdy wytruje ludzi swoją kiełbasą to żaden samorząd go od odpowiedzialności nie uwolni. Obecne wydarzenia w samorządzie są wg mnie wynikiem tego, że ostatnie dwadzieścia pięć lat organy samorządu zawodowego adwokatów przespały. Przespały wszystkie przemiany zachodzące wokół nas i sami jesteśmy sobie też tego winni, bo wybieraliśmy tak jak wybieraliśmy, bez koncepcji, kiedyś wedle zasług politycznych i szlachetności czoła, potem wedle chęci samych zainteresowanych.

Wreszcie czas odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie, do czego służyć ma nam samorząd. Dla mnie samorząd adwokacki, jakby nie był zorganizowany (ale to temat odrębny), ma spełnić dwa podstawowe cele:

1/. Lobbować wszędzie i stale za tym, by znak towarowy „adwokatura” był rozpoznawalny i pozytywnie kojarzony w społeczeństwie, jednocześnie walcząc o moje prawa.

2/. Drugim celem jest eliminacja z zawodu tych, którzy znak ten psują.

Administrowanie składką, wydawanie anachronicznej, papierowej „Palestry”, remonty w budynku, którego nie odwiedziłem przez ostatnie dwadzieścia lat, wydawanie legitymacji z chipem do niczego nie służącym i wiele innych zajęć to dla mnie jest stałe przemalowywanie białego Otella na czarno.

W/g mnie formuła samorządu zawodowego adwokatów w aktualnie istniejącym kształcie zaczęła wypalać się ćwierć wieku temu, by przejść obecnie do fazy konania. W fazie konania przestają już robić wrażenie kwieciste wypowiedzi o ciastkach Marii Antoniny. Jeśli tak ma wyglądać dyskusja programowa nad kształtem współczesnego samorządu, to obie strony zarabiają u mnie, szeregowego adwokata czerwoną kartkę. Ja zaś kolejne lata wolę przesiedzieć w szatni, tak jak dotychczas.

ŚOT spowiednik niekorporacyjnyŚlepym Okiem Temidy

Wojciech W.

Środowisko adwokackie, jako samorządne i elitarne kadrowo zawsze było solą w oku władzy, która za pomocą opresji sądowej (nie ma co kryć, że sądy także są elementem sprawowania władzy politycznej), trzymała „motłoch” za twarz.

Adwokaci, jak jeszcze pozostawali zawodem elitarnym – wzbudzali szacunek bo jako jedyni mogli na sali sądowej zadać władzy niewygodne pytanie lub obnażyć jej śmieszność ewentualnie, co miało miejsce zdecydowanie częściej, perfidię jej działań.

Po raz pierwszy elitarność adwokatury próbowano rozbić tworząc zawód radcy prawnego i odbierając obsługę j.g.u. – by podciąć korzenie ekonomiczne adwokata (głodny adwokat = adwokat posłuszny).

Gdy przedwojenni adwokaci wykształcili godnych następców i okazało się, że elitarność zawodu nie została stłamszona, komuna dała sobie spokój z dalszą walką z adwokaturą na szczeblu strategicznym – pozostała walka na szczeblu taktycznym, tłamszenie jednostek a nie ogółu. Demokracja – inaczej rządy chciwych cwaniaków po zmanipulowaniu biernego „motłochu” (vide taśmy Wprost) – przeniosła walkę na inny poziom. Politycy, by nikt nie „wpieprzał się” im w imperium zdecydowali się na rozwalenie adwokatury na poziomie strategicznym. I teraz mamy do czynienia z kolejnym etapem tej szeroko zakrojonej, realizowanej w sposób ciągły – niezależnie od rządzącej opcji politycznej – operacji.

Ma ona następujące płaszczyzny:

1/. PR – karmimy społeczeństwo „mitem” pazernych na pieniądze, bogatych adwokatów. Czyli jesteśmy, jak w każdej rewolucji wrogiem nr 1 ‚głodnego motłochu”, – jesteśmy burżuazją francuską XVIII wieku, jesteśmy kapitalistami z 1917 roku, kułakami w Rosji Radzieckiej lat 20 tych XX w. Zazdrość o pieniądze to wielka siła! A tą zazdrość państwo w sposób zorganizowany kieruje przeciw nam.

2/. Rozbicie elitarności – zwiększenie liczby adwokatów i zmiana sposobu naboru sprowadzi w sposób oczywisty napływ ludzi, którzy nigdy nie powinni byli zostać adwokatami – zwykła statystyka. Np. ów złodziej z szatni na siłowni czy dealer marychy.

3/. Połączenie PR, że jesteśmy pazerni z nagłaśnianiem faktów ignorancji, błędów lub też zwykłych przestępstw kryminalnych w środowisku – powoduje lawinowe obniżenie autorytetu

4/. Utrzymanie linii na postępującą pauperyzację środowiska – dopuszczenie do występowania przed sądem wszelkiej maści ‚doradców prawnych” i skierowanie uwagi środowiska na walkę z tymi, nierzadko szkodliwymi ignorantami, miast na kontrolowanie poczynań władzy.

5/. znów PR – adwokaci „zazdrośni o pieniądze”, chcą odebrać młodym ludziom świadczącym pomoc prawną w formie doradztwa tym ubogim obywatelom, których nie stać na adwokata. Znów nagłośnienie „pazerności” adwokatów i wywleczenie kilku przypadków grzechów środowiska

6/. a teraz wprowadzenie cichaczem przez dobrych władców – DARMOWEJ POMOCY PRAWNEJ DLA UBOGICH – o tym, że to z podatków łupionych przez Państwo Polskie od tych samych „ubogich” nie ma już słowa – i skontrastowanie DOBREGO WŁADCY z pazernym adwokatem. Brakuje tylko plakatów z doby rozkułaczania !

 

ŚOT adwokat taksówkarzŚlepym Okiem Temidy

 

Ewa S.

Masz rację Wojtuś w każdym przecinku nawet… Tylko ludzie tego nie zobaczą. Nie uwierzą. Przecież my kasę z drzew zrywamy, co im będziemy za przeproszeniem pier… że pieniędzy nie mamy. Oni to dopiero pieniędzy NIE mają!

Ale jak któryś polityk ma problem – to do „doradcy” ani agencji bezpłatnych porad nie leci jakoś. Tylko do adwokata. Że tak pozwolę sobie zauważyć. Większośc pędzi do tego samego 😉

 

ŚOT adwokat chamŚlepym Okiem Temidy

 

 

Wojciech W.

PAŃSTWO PRAWA ! DEMOKRACJA ! dyktatura cwaniaków nad trzymanym w stanie wegetatywnym, skonfliktowanym wewnętrznie, karmionym tematami zastępczymi społeczeństwem.

Nie mam już siły by dalej o tym myśleć…

Bartosz K.

Pozwolę sobie zauważyć, że jedna sprawa z urzędu – obrona w sprawie o zabójstwo, pozwala na zjedzenie połowy obiadu w „Sowa i przyjaciele”.

Ujmuje mnie, że ten sam rząd, który daje adwokatowi 60 zł za sprawę jednocześnie nie ma problemu z rozdaniem pracownikom kart w ramach „funduszu reprezentacyjnego” (którego adwokatowi mieć nie wolno).