/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

SANKJA I KANCELISTA

Takich tygodni Sankja miała serdecznie dość. Codziennie musiała spędzać wiele godzin w samochodzie stojąc w korkach, a rozprawy miała wyznaczane w różnych, oddalonych od siebie miastach. I jeszcze te doręczenia wykonywane lub nie przez Nowego Lepszego Operatora. Tylko tego jednego Sankja odkryła z przerażeniem, że ma ledwie 2 dni na odbiór listów sądowych, gdyż w skrytce pocztowej jej kancelarii w sposób cudowny znalazły się nagle awiza datowane na kilkanaście dni wcześniej. Następnego dnia musiała wstać bardzo wcześnie, żeby zdążyć do sądu. A Sankja, jak typowy nocny Marek, nienawidziła rano wstawać i zawsze miała problemy ze spaniem w takiej sytuacji. Dopiła melisę („bleeee…”), łyknęła tabletki nasenne, które i tak już prawie na nią nie działały i poszła spać.

-***-

 Rano Sankję obudziły przeraźliwe trzaski i wrzaski oraz słońce świecące jej jasno prosto w oczy… Cooo? Jakie słońce??? Przecież był środek zimy, godzina mordercza, znaczy się mocno poranna i wszystkiego można się było spodziewać, tylko nie słońca. Nie była w łóżku, nawet nie była w domu. Znajdowała się … pośrodku wielkiej polany i słyszała wokoło hałas budzącej się do życia przyrody. I… znów była małą uroczą sówką!

Nagle zobaczyła w oddali przepięknego motyla, istne cudo! Koniecznie chciała go zobaczyć z bliska i poleciała za nim. Wleciała za motylem do lasu, śmigała pomiędzy drzewami. Nawet nie zauważyła, jak gęstwina stawała się coraz gęstsza i przenikało przez nią coraz mniej światła. Nagle usłyszała dziwnie znajome, ale przerażające głosy. Poleciała w ich kierunku i cichutko przycupnęła na gałęzi, wysoko, w koronie drzewa. Doskonale widziała „starych znajomych”, ale oni byli zajęci i nie widzieli jej. Sówka-Sankja była właśnie świadkiem kolejnego posiedzenia Sępiej Rady. Wcześniej też już słyszała ten sam władczy głos:

– Witam Państwa na posiedzeniu plenarnym Sępiej Rady. Witam zarówno członków Rady, jak i zaproszonych gości.

Dalej miał miejsce cały szereg podziękowań, życzeń oraz oklasków.

– A teraz oddaję głos Sępowi-Kanceliście, żeby przedstawił sprawozdanie z ostatnich działań zarówno Sępiej Rady, jak i swoich.

– Khy, khy… – zakaszlał mega-wypasiony sęp, którego Sankja kojarzyła ze swojego poprzedniego „pobytu” na obradach Sępiej Rady – Dziękuję Tobie, Wielki Sępie, za udzielenie głosu mnie i mojej osobie Sępa-Kancelisty.

Tutaj nastąpiła cała litania zasług własnych i tylko własnych Sępa-Kancelisty, które to osiągnął działając w imieniu i na rzecz Sępiej Rady, jako on sam – Sęp-Kancelista.

– Napisał do Sępiej Rady również pewien puchacz, któremu ptasi trybunał pierwszej instancji zasądził wynagrodzenie poniżej stawki ochłapowej, zaś ptasi trybunał drugiej instancji to orzeczenie utrzymał w mocy. W mojej skromnej osobie Sępa-Kancelisty pozwoliłem sobie odpowiedzieć temu puchaczowi w imieniu Sępiej Rady. Przedstawiam Państwu treść owego pisma:

„Szanowny Panie Puchaczu,

Dziękuję Panu Puchaczowi za nadesłanie do Sępiej Rady informacji o działaniach ptasiego trybunału I i II instancji w sprawie zasądzania wynagrodzenia według stawki ochłapowej.

W ocenie Sępiej Rady, którą przesyłam Panu w mojej osobie ja Sęp-Kancelista praktyka zasądzania wynagrodzenia poniżej stawki ochłapowej jest niewątpliwie praktyką niezgodną z treścią obowiązujących przepisów. W obecnej sytuacji procesowej, w której orzeczenie o wynagrodzeniu ma charakter prawomocny, Sępia Rada stoi na stanowisku, że nadawanie rozgłosu temu orzeczeniu mogłoby odnieść negatywne skutki dla środowiska (gdyby inne ptasie trybunały poszły tą linią procesową). Tym niemniej Sępia Rada w mojej osobie Sępa-Kancelisty zwraca się z uprzejmą prośbą, aby informacja o tego typu rozstrzygnięciu była nam przekazywana przed jej uprawomocnieniem, tak aby Sępia Rada mogła przystąpić do sprawy i poprzeć stanowisko.

Jednocześnie mocą mojego autorytetu Sępa-Kancelisty chciałbym Panu Puchaczowi zwrócić uwagę na formę pism kierowanych do Sępiej Rady. Wszyscy bowiem znają moje zasługi Sępa-Kancelisty i wiedzą, że Rada to ja. Dlatego przypominam Panu, że Sępia Rada to ja, w związku z czym mając na względzie art. 61 Ptasiego Kodeksu Etyki, przypominam o okazywaniu mojej osobie Sępa-Kancelisty należytego szacunku i adresowanie korespondencji przy używaniu stosownych zwrotów grzecznościowych i wiernopoddańczych”.

Nawet inne sępy zauważyły, że Sęp-Kancelista zna zaimki tylko w pierwszej osobie liczby pojedynczej, ale to dlatego, że gdy był w 1. klasie szkoły podstawowej i przerabiali zaimki, nauczycielka poszła na długie zwolnienie, jak wyjaśnił jeden z sępów. Dlatego też wszyscy tylko potaknęli z uznaniem na treść pisma Sępa-Kancelisty i słuchali dalej.

– Sępia Rada powierzyła też mnie i mojej osobie Sępa-Kancelisty zadanie zbierania informacji o funkcjonowaniu ptasich doręczeń po przejęciu tego rynku od Poczty Gołębiej przez Pocztę Sójek. Sowy i Puchacze przysłały wiele informacji o tym, że sójki chyba za często myślą o wyprawach za morze, gdyż poczta dociera ze znacznym opóźnieniem, albo nie dociera, choć do trybunałów ptasich przekazywana jest informacja, że dotarła. Sowy narzekają na zbyt małą ilość dziupli odbiorczych oraz na ich otwarcie w niedogodnych godzinach, o ile w ogóle są otwarte. Było też wiele informacji o nieprawidłowościach w datach, antydatowaniu, braku powtórnych powiadomień. Tych informacji od sów było tak wiele, że nie chcę nimi zaprzątać umysłów członków Sępiej Rady i liczę na to, że Sępia Rada pozwoli mojej osobie Sępa-Kancelisty na napisanie podsumowania sowich uwag i wysłanie mojego opracowania do Zwierzęcej Izby Kontroli oraz do prasy, a konkretnie do „Rzeczy Ptasiej”.

– ***-

 I tak to trwało, i trwało. W końcu Sępia Rada skończyła i sępy się rozleciały. Został tylko Sęp-Kancelista, który złapał za korę brzozową oraz pióro i zaczął skrobać jakieś pismo. Sankja podleciała bliżej, aby zerknąć mu przez ramię…

„Szanowna Redakcjo „Rzeczy Ptasiej”,

W imieniu Sępiej Rady moja osoba Sępa-Kancelisty chciała poinformować Państwa o wynikach zbierania opinii sów w sprawie funkcjonowania ptasich doręczeń. Z zebranych przez nas opinii od sowiego plebsu wynika, że sytuacja się poprawiła, między innymi w zakresie szybkości doręczeń i standardu dziupli odbiorczych. Sowy dobrze odebrały też inne zmiany – praktykę wyznaczania sójek mających obsługiwać wyłącznie sowy oraz telefoniczne informowanie o przesyłce i możliwych godzinach odbioru korespondencji.

Reasumując: było dobrze, a od kiedy ja Sęp-Kancelista pogroziłem sójkom swoją lotką, jest cudownie”.

DRRRRRYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYŃ!!!!!

Sankja się obudziła, była we własnym łóżku i dzwonił budzik. To był znowu tylko sen…

list kancelisty 2