naciągnęłam bank demotywatory

 

Maciej P.

 

A wiecie co jest zabawne? Że technicznie nie było to oszustwo 🙂

W państwie prawa bank miałby zadanie dla swoich prawników, którzy próbowaliby znaleźć sprzeczności pomiędzy nowym a innymi punktami umowy i podstawy do jej unieważnienia – a jakby nie znaleźli… to trudno. Wtopa.

U nas pewnie po prostu skorzysta ze swojej bezkarności i pleców i/lub łapówki gdzie trzeba na zasadzie „idź się sądzić, i tak się nie doczekasz, a my mamy tytuł wykonawczy więc i tak ci kasę z konta ściągniemy”.

Jak będzie? Zobaczymy 🙂

http://natemat.pl/131253,bankowcy-nie-przeczytali-umowy-teraz-maja-problem-klient-dopisal-do-umowy-bardzo-wazne-zdanie

 

 

Maciek M. M.

A co sądzicie o zakończeniu sprawy? Bank się wywinie?

 

Janusz O.

§ 1. Kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 5

 

Grzegorz K.

Klauzula rebus sic stantibus

 

Michał M.

Ludzie… a czy z takim zapisem jest to nadal umowa kredytu???

 

Maciek M. M.

A nie? Tylko zawiera 2 sprzeczne ze sobą postanowienia 🙂

 

Jan L.

Pewno się wywinie, chociaż nie powinien (i nie ma to nic wspólnego z jakąś niechęcią wobec banków). Jeśli od „zwykłego” obywatela wymagamy tyle staranności, żeby ze zrozumieniem przeczytał umowę, którą podpisuje, to tym bardziej należy tego wymagać od banku.

 

Barbara U.

Janusz O. – a gdzie tu jest wprowadzenie w błąd lub wyzyskanie błędu? Wszak umowa polega na tym, że umawiają się dwie strony, a nie jedna daje druk, a druga albo bierze, co dają, albo może spadać. Trzeba było przeczytać, czy klient czegoś nie był uprzejmy dopisać. Banki notorycznie stosują drobny druczek. Ktoś tu chyba wpadł we własne sidła…

 

Janusz O.

Wprowadzenie w błąd to np. zmiana umowy bez wiedzy drugiej strony, wyzyskanie błędu to np. wykorzystanie tego, że pracownicy się pomylili. To nie jest kwestia pomylenia bo ten dopisek niweczy umowę i wprowadza darowiznę od banku.

 

Barbara U.

Co to znaczy, że „bez wiedzy drugiej strony”? On nie dostał podpisanej umowy, którą sam zmienił, tylko blankiet, który zmodyfikował. Pracownicy się pomylili? No to niech za to odpowiedzą przed pracodawcą, np. finansowo. 286 odpada.

 

Zmiana charakteru umowy to zupełnie inna sprawa, do rozstrzygnięcia w sądzie cywilnym.

 

mały druczek na umowie

 

Jan L.

Umowa nie została zmieniona, bo jej jeszcze nie było – bank co najwyżej sam się wprowadził w błąd, bo nie przeczytał tekstu umowy, którą miał zamiar zawrzeć. Jak dostajesz formularz z banku to też nie dostajesz informacji o wszystkich potencjalnie niekorzystnych zapisach – sam je sobie musisz wyczytać. Zaproponowanie kontroferty to nie wprowadzenie w błąd – gdyby tak było, KC nie przewidywałby takiej możliwości. Co do błędu – to o czym piszesz to nie jest błąd w rozumieniu KC. I nie, od tego zapisku to się nie robi darowizną. Zobowiązanie banku do umorzenia nie jest tym samym co umorzenie.

 

Wojciech S.

Bank jako profesjonalista powinien umowy, które podpisuje dokładnie badać. Skoro tutaj nie było zmiany umowy już podpisanej to nie widzę problemu. Moim zdaniem o żadnym błędzie mowy tutaj nie ma.

 

Bartłomiej S.

Ale jak bez wiedzy drugiej strony? bank jest podmiotem, który zajmuje się profesjonalnie obrotem pieniężnym. Ponadto mogli się bez problemu zapoznać z umowa mając ją chociażby w ręku przy składaniu podpisów. skoro nie zgłaszali żadnych zastrzeżeń to znaczy, ze zaakceptowali warunki umowy, w tym dopisek klienta. Cautela abundans non nocet. Trzymam kciuki za tego pana.

 

Janusz O.

Wojciech S., Jan L., Barbara U. – Nie ma błędu tak bank chciał dać komuś kwotę kredytu. A jeśli chodzi o odpowiedzialność finansową pracowników to pomyślcie co piszecie bo to też ludzie. Błąd jest ewidentny nie wiedzieli o zapisie (on wyzyskał błąd) tyle. W takich przypadkach przydaje się elementarna uczciwość i proste pytanie: CZY uczciwe jest wykorzystać pomyłkę pracowników banku (bo oni dostrzegając zmianę umowy by nie zawarli.)?

 

Wojciech S.

Zgodziłbym się, gdyby tutaj widniał podpis jednego pracownika banku. Jednakże są aż 3. Także nie można mówić o braku jakiejkolwiek odpowiedzialności. Gdy to bank zawiera niekorzystne postanowienia kredytowe wykorzystując sytuację drugiej strony to jest ok? Moim zdaniem nie. Sąd powinien także, więc i to rozpatrzeć.

 

Jan L.

Idąc Twoim tokiem rozumowania Januszu należałoby dojść do wniosku, że każdy przypadek w którym zainteresowany nie doczytał albo nie zrozumiał niekorzystnego zapisu umowy, to przypadek wprowadzenia w błąd. Stąd nie uważam tej sytuacji za błąd w cywilistycznym znaczeniu.

 

Filip B.

Nie jest to ani podstęp ani błąd. Bank przy dołożeniu należytej staranności mógł się dowiedzieć o dodanym zapisku czytając umowę. Umowa podpisana, a nie przeczytana jest wiążąca.

 

Janusz O.

Jeśli dla was to uczciwe zachowanie i nie jest to wyzyskanie błędu podstęp w celu wprowadzenia w błąd to żyjemy w innym świecie. Ja uważam, że to zwykłe oszustwo. Człowiek chciał wprowadzić w błąd pracowników banku i to zrobił. Oni popełnili błąd nie dochowali należytej staranności to prawda. Dla mnie to zwykłe oszustwo nic poza tym.

 

Filip B.

Co nie znaczy, ze nie muszą czytać umów, które podpisują jak każdy inny człowiek To działa w dwie strony.

 

Janusz O.

Czytać trzeba i to jest ich niedopatrzenie, zgadzam się w 100%. Ale działanie polegające na wyłudzeniu (bo na to liczy ta osoba) nie korzysta z ochrony. Wiem, że banki są na cenzurowanym ostatnio ale za tą pomyłkę odpowiedzą te 3 osoby ze swojej kieszeni. Powiem więcej nawet jeśli bank wysłał by mu umowę w której wpisał by, że musi spłacić 1/10 kwoty kredytu to nadal było by to wyzyskanie błędu. Tu sytuacja jest prosta dopisał postanowienie umowy i chciał aby się pomylili. Wysyłając podpisaną i przerobioną umowę zrealizował znamiona czynu zabronionego.

 

Wojciech S.

Jakie znamiona czynu zabronionego? Nie rozumiesz, że umowa miał przed oczami każdy z tych pracowników? Gdyby kazał im pod groźbą czy czymkolwiek to podpisać to rozumiem taki tok myślenia. Istnieje swoboda stron co do umów a tutaj ten zakres swobody umów nie został przekroczony.

 

Filip B.

Nie ma tutaj żadnego czynu zabronionego. A pracownicy płacą za swoją głupotę. Co z tego, że chciał doprowadzić do takiego stanu. Nie ma w tym nic zabronionego: przedstawił on im umowę w swojej wersji, a oni się na nią zgodzili.

 

Janusz O.

To chyba mylisz czyny Oszustwo wygląda zwykle właśnie tak, dam Ci przykład. Przychodzi pan X do staruszki Y daje jej super ofertę umowy xxx ona czyta umowę i mówi, że się zgadza. Pan X następnego dnia przynosi tą samą umowę tylko z małą zmianą ona podpisuje i de facto darowuje mu coś bez wynagrodzenia. CZY TO OSZUSTWO? Przecież nie groził jej? Mogła świadomie podjąć decyzje.

 

Jan L.

Janusz, ale co jest w nieuczciwego w kontrofercie? I dlaczego KC zawiera przepisy ją regulujące, skoro to jest nielegalne? A co do tego chciał, żeby się pomylili – to już nie jest prawnicze rozumowanie, tylko wróżenie z fusów. Szczególnie, że logika i zasady doświadczenia życiowego podpowiadają, że banki nie podpisują umów bez ich czytania.

 

Piotr B.

Janusz O. – dlaczego zakładasz złą wolę tego człowieka?? Przecież otrzymał ten egzemplarz umowy, aby zapoznać się z propozycją banku i podjąć decyzję, czy i w jakim kształcie chce ją podpisać. Może hipotecznie argumentować, że dopisał, bo chciał zawrzeć umowę na innych warunkach niż proponował bank, a był w fazie negocjacji zmienił propozycję umowy i bank się zgodził.

 

Wojciech S.

Porównanie staruszki do profesjonalisty jest raczej słabe Wobec profesjonalistów są surowsze wymogi.

 

Janusz O.

Uczciwość to uczciwość wobec banku i staruszki Dlaczego zła wola bo przeciętnie rozgarnięty osobnik wie, że nie można dostać kredytu od komercyjnego banku, który będzie podlegał umorzeniu. Pomyślcie sensownie co chciał zrobić ten człowiek? OSZUKAĆ BANK i to zrobił.

 

Jan L.

Sensownie, to on chciał sobie żarty z banku zrobić, bo poważnie mówiąc: kto by się spodziewał, że w banku podpisuje się umowy bez ich czytania?

 

Paweł B.

Osobiście popieram jednak stanowisko kolegi Janusz O., nie doszło do zawarcia umowy (brak consensu), nasz delikwent otrzymał dokument, nie podjął oficjalnej negocjacji, lecz podstępnie (to znaczy, ze jego zamiarem było to by bank nie dowiedział się o tym czynie) dopisał sobie coś co jest oczywiście sprzeczne z naturą umowy bankowej tego rodzaju. Bezdyskusyjnie delikwent ten „w celu osiągnięcia korzyści majątkowej doprowadził bankiera do niekorzystnego rozporządzenia mieniem banku za pomocą wprowadzenia w błąd”, albowiem tak pokierował swoim zachowaniem, by dać wyraz temu, że podpisuje umowę, której nie zmienił. Zdawał sobie doskonale sprawę z przedsiębranego czynu…. Do zawarcia umowy przecież nie doszło…

 

graffitti przed bankiem

 

Wojciech S.

Myślisz, że gdyby bank sporządził dla klienta niekorzystną umowę to by ktoś się tym przejął? Nazwałby to oszustwem? On nie dopisał tego po kryjomu, do sporządzonej już umowy. Wtedy bym się zgodził, ale tak? Nie sądzę.

 

Maciek Ż.

Aż spojrzałem czy to nie AsDziennik…

Zdecydowanie tutaj, moim zdaniem, możemy tutaj mówić o złej woli i braku konsensusu. Tym bardziej, że strona nie wystąpiła z informacją, że zmieniła coś w umowie a jedynie przesłała swój podpisany egzemplarz.

Wg. mnie nie do wygrania. Na pewno nie z bankiem.

Wojciech chyba żartujesz. Wiesz co by się działo, gdyby klient podpisał umowę, która potem, jak się okaże, jest inna niż formularz umowy który zaakceptował?

 

Wojciech S.

Nie chodzi mi o inną umowę tylko niekorzystne warunki na, które klient musi się zgodzić inaczej nie będzie mowy o kredycie. Tutaj też mamy do czynienia ze zgodnym oświadczeniem stron? Co do zasady tak, ale w rzeczywistości już tak nie jest.

 

Maciek Ż.

Umowy konsumenckie mają swoją specyfikę, podkreślają to również Sądy konsumenckie. Tej specyfiki zmienić się nie da.

Nie ma tutaj zgodności oświadczeń woli, weź także pod uwagę chociażby art 56 KC. Klient nie wybroniłby swojego stanowiska przy byle jakiej umowie, a gdzie tu przed prawniczym sztabem Banku….

 

Eva M. D.

Moim zdaniem facet wygra sprawę. Się czyta to co się podpisuje. Szczególnie podmiot profesjonalny jak bank nie może się zasłaniać tym ze nie zapoznał się z dokumentem przed jego podpisaniem.

W USA zdaje sie, ktoś juz wygrał taka sprawę z bankiem. Identyczny stan faktyczny.

 

Maciek Ż.

W USA to facet sprawę z Bogiem wygrał, bo pozwany nie stawił się na rozprawie. Przegrał dopiero po wniesieniu odwołania. Nie porównujmy...

 

Jan L.

Ale skąd wiemy, że nie ma zgodności oświadczeń woli, skoro bank podpisując umowę wyraził wolę zgodną z tą wyrażoną przez klienta? Powtarzam, jeśli każdy przypadek niedoczytania, niezrozumienia to brak zgodności albo błąd, czy nawet przestępstwo to wskaźnik faktycznie zawartych umów kredytowych w Polsce dąży do zera.

 

napad na bank styl cypryjski

 

Nikodem R.

Strony złożyły zgodne oświadczenia woli. Jest konsens, jest umowa. Argument banku, że jego pracownicy nie czytają umów przed podpisaniem nie wymaga komentarza.

 

Maciek Ż.

Nie no jasne. Bank wyszedł z założenia, że klient przyszedł po darowiznę, a umową kredytu nazwał papier, żeby się księgowej podobał, w związku z czym na życzenie klienta udzielił mu darowizny. Święto w Narodzie.

Mógł to klient zrobić mądrzej – ot chociażby dopisać klauzulę o umorzeniu części należności w przypadku spłaty w jakimś tam okresie. To by było w/g mnie do obrony.

Ten zapis jest tak rażąco niezgodny z naturą stosunku prawnego, że aż bije po oczach. Dodajmy do art 56 KC obowiązek kierowania się doświadczeniem życiowym przez Sędziów, przepisy dot. złej woli… Czym chcesz bronić takiego klienta?

 

Filip B.

To akurat racja, że mógł to lepiej skonstruować. Dodać jakiś warunek chociażby

 

Eva M. D.

Tak ? A dlaczego sąd ma wierzyć w to, że tego nie przeczytały aż 3 osoby podpisujące ?

 

Maciek Ż.

A dlaczego ma uwierzyć w to, że Bank wspaniałomyślnie postanowił podarować określoną kwotę i, co więcej, zrobić to w ramach umowy kredytu z klauzulą odstąpienia od kredytu? Niedopatrzenie pracowników jest oczywiste, tutaj niech się pracodawca nimi zajmie, ale nijak nie można powiedzieć, że była tutaj zgodność woli stron. W sposób oczywisty wynika to charakteru stosunku prawnego, z przedmiotu działalności banku i ogółu stosunków społecznych. Jakoś nie czuję tego, żeby klient miał tutaj wygrać. To nie Stany, stety bądź niestety.

 

Jan L.

Gdyby umorzenie było niezgodne z naturą stosunku prawnego to banki nie mogłyby umarzać, a robią to.

 

Maciek Ż.

Więc umowa kredytowa z klauzulą umorzenia kredytu jest Twoim zdaniem całkiem normalna?

 

Piotr B.

Maciek Ż. zapewne stanie się tak jak piszesz niemniej uważam, że znajomość umowy powinna obowiązywać też bank! Cała ta sytuacja to jakaś groteska.

 

Maciek Ż.

Piotr Byczyński groteska jak najbardziej. Oraz swego rodzaju lekcja, z której wielu powinno czerpać, bo rzadkością są osoby, które czytają to, co podpisują.

 

Jan L.

Normalna nie, ale dopuszczalna już tak. Przecież nie zapisał automatu, tylko korzystne dla siebie zobowiązanie banku, zapewne nie obwarowując go nawet karą umowną.

 

Barbara U.

W umowach dotyczących kredytu studenckiego są punkty dotyczące umorzenia kredytu w całości (śmierć, niepełnosprawność) lub w części (wybitne wyniki w nauce) i jakoś dalej jest to kredyt. Jak więc widać, można.

 

Maciek Ż.

Barbara raczysz żartować chyba? Czym innym jest zawarte w umowie warunkowe umorzenie, a czym innym umorzenie bezwarunkowe.

 

Barbara U.

Niemniej dalej jest to „klauzula umorzenia kredytu”.

 

Maciek Ż.

No nieee, proszę Cię. Przede wszystkim jest to WARUNEK. Umowa kredytu z bezwarunkową klauzulą umorzenia kredytu jest po prostu wadliwa, de facto jest umową darowizny. Art 56 KC polecam. Umowa kredytu z warunkową klauzulą już wadliwa nie jest. To chyba oczywiste? Czy naprawdę muszę tłumaczyć tak elementarne rzeczy?

 

Jan L.

A gdzie się zrealizuje darowizna jeśli bank postanowi nie zrealizować swojego zobowiązania? Jaka to darowizna, skoro w takiej sytuacji klient nadal będzie zobowiązany do zwrotu kwoty kredytu z odsetkami?

 

Maciek Ż.

A jaki to kredyt, kiedy klient nie musi go spłacać?

 

Jan L.

A nie musi? Do momentu w którym bank zdecyduje się zrealizować swoje zobowiązanie, jak najbardziej musi go spłacać. No chyba, że uważasz inaczej. Jeśli tak, wykaż dlaczego.

 

Paul M. W.

„Pacta sunt servanda”. Kazus, który pojawi się na każdym szkoleniu dla bankowców.

 

Maciek Ż.

W umowie jest data, do której Bank ma obowiązek umorzyć kredyt z odsetkami. Mija data – nie płacę i tyle. Bank może próbować egzekwować swoje roszczenie (wg mnie mu się to uda). W jaki sposób, Twoim zdaniem, Bank miałby „niezrealizować” świadczenia jako wierzyciel? Przecież w takiej sytuacji umorzenie nie wymaga żadnej specjalnej formy, oświadczenia czy czegokolwiek.

 

Jan L.

W umowie jest data do której Bank ma zrealizować pewne zobowiązanie. Dlaczego umorzenie w takiej sytuacji miałoby nie wymagać dodatkowego oświadczenia? Umorzenie jest oświadczeniem woli – na jakiej zasadzie chcesz przyjąć, że zostało dokonane „z automatu”, skoro nic w umowie na to nie wskazuje? Umowa przedwstępna też się sama nie realizuje.

 

Joanna S.

Najbardziej śmieszy mnie argument, że gościowi nie powinno się upiec, bo trzeba być uczciwym. No kurde, kto jak kto, ale banki do najuczciwszych partnerów w interesach nie należą i zawsze mają nadzieje, że akurat klient czegoś nie doczyta i się pod tym podpisze.

Jeżeli mielibyśmy przyjąć, że osoba podpisująca umowę BEZ jej uprzedniego przeczytania jest w błędzie w cywilistycznym tego słowa rozumieniu, to 90% umów byłaby nieważna. No przyznajcie się, kto z was przeczytał całe OWU przy podpisywaniu OC posiadacza pojazdu? A bank to podmiot profesjonalny, wymagamy od niego szczególnej staranności, nie przeciętnej.

 

Jan L.

Ja akurat czytam. No ale właśnie o tym mówię – przy takim podejściu liczba umów skutecznie zawartych (szczególnie kredytowych) dążyłaby do zera.

 

Joanna S.

Właśnie. A do tego – kto tak naprawdę rozumie co jest napisane w umowie kredytu? Albo w umowie ubezpieczenia, jak ludzie się łapią na ubezpieczeniu ‚all risks’, bo myślą że to serio obejmuje ubezpieczenie od wszystkiego? Wielu ludzi nawet jak przeczyta umowę, to albo jej w ogóle nie rozumie, albo rozumie ją inaczej niż prawnicy i też można by powiedzieć, że taka osoba jest w błędzie. No nie można na to tak patrzeć, bo to prowadzi do absurdów. Jak powiedział Bartoszewski, niczego nie podpisywać najlepiej.

 

kredyt łączy

 

Mariusz P.

Wątpię by gościu coś ugrał. Ktoś na wykopie pisze tak:

„Nasz dowcipniś zostanie oczywiście zmasakrowany przez bank, a następnie sąd (jeśli okaże jeszcze większym durniem niż teraz i postanowi tam walczyć). Będzie miał przy tym dużo szczęścia, jeśli sprawa nie otrze się o prokuraturę. Umowa kredytu jest tzw. umową adhezyjną, opartą na wzorcu umownym (szablonie), kredytobiorca może ją przyjąć albo odrzucić w całości, nie ma tam miejsca na negocjacje. A już na pewno nie na podstępne przemycanie swoich dopisków na etapie wysłania umowy do akceptacji i podpisu.

 

Tym, którzy piszą o rzekomych negocjacjach z bankiem – abstrahując od faktu, że umowa kredytu jest zasadniczo zawierana w trybie oferty, a nie negocjacji – polecam art. 72 Kodeksu Cywilnego:

§ 2.Strona, która rozpoczęła lub prowadziła negocjacje z naruszeniem dobrych obyczajów, w szczególności bez zamiaru zawarcia umowy, jest obowiązana do naprawienia szkody, jaką druga strona poniosła przez to, że liczyła na zawarcie umowy.

 

Podsumowując, koleś złamał wszelkie zasady współżycia społecznego, zawierania umów i dobre obyczaje, gdyby to samo zrobił handlarz Mirek sprzedając wykopkowi golfa w gazie, na wypokie byłby rwetes i święte oburzenie. No ale przecież chodzi o zły bank, zły bank można ruchać. A raczej próbować, bo wyobrażam sobie jaką bekę mają jego pracownicy i dział prawny teraz. ”

 

Oryginalny link do tej sprawy: http://samcik.blox.pl/2015/01/Klient-wpisal-poprawke-do-umowy-kredytowej-W.html

 

Mam nadzieję, że koleś wyjdzie przynajmniej na zero

 

Maciej P.

Umowa przestała być umową szablonową w momencie, w którym znalazł się w niej dodatkowy punkt. Wewnętrzne procedury i szablony banku to ich wewnętrzna sprawa. Tak jak nieznajomość prawa nie zwalnia od jego przestrzegania, tak nie czytanie umowy nie zwalnia od konsekwencji jej podpisania. Nieważne będą tylko klauzle i punkty sprzeczne z prawem – tak jak te z listy klauzul niedozwolonych.

 

„Wszelkie zasady współżycia społecznego” w podobnym stopniu łamie w tym kraju niejedna umowa konsumenta z wielkim podmiotem gospodarczym, na czele własnie z bankami, firmami lichwiarskimi, operatorami rozwiązań ratalnych i operatorami telefonii komórkowej. Nie wspominam już o takich drobiazgach jak to jak bardzo „zasady współżycia społecznego” łamie „umowa społeczna” związana z abonamentem RTV czy ZUS’em ;P

 

Ale ponieważ prawo jest dla „bydła” a nie dla „Panów”, autor tej zabawnej sytuacji może odpowiedzieć nie tylko z wyżej wymienionego art 72 k.k. ale też np ze słynnego Art. 286. § 1. „Kto (…) doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu (…), podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.” tak! Tego samego artykułu, na podstawie którego moglibyśmy posadzić teoretycznie 9/10 posłów. Teoretycznie bo to oni i ich kumple decydują kto z tego artykułu beknie, a kto nie.

 

Paweł Z.

Troszkę nie do końca się zgodzę z tak jednostronną oceną tej sytuacji jak przedstawiona powyżej. Po pierwsze albo mamy ofertę albo umowę z przystąpienia (adhezyjną) i nie ma co mieszać obu instytucji. Nawet jednak zakładając błędnie, że umowa kredytu zawierana jest w trybie ofertowym to wówczas mamy piękny art. 68 i 69 Kc, który reguluje kwestię przyjęcia oferty z modyfikacjami i jakoś nic tam nie ma na temat niezgodności takiego zachowania z zasadami współżycia społecznego.

Jeśli rozpatrywać zaś umowę jako adhezyjną to przede wszystkim należałoby ustalić jak wyglądało procedowanie jej treści. Możemy jedynie domyślać się, że najpierw bank przesłał wzorzec klientowi, następnie klient zmodyfikował jego treść, i tak zmodyfikowany wzorzec odesłał. Jeśli tak rzeczywiście było to w chwili gdy ktoś z banku taki projekt umowy (dla jasności pochodzący od klienta a nie od banku) wydrukował to w mojej ocenie można bronić poglądu, że w tym momencie odebrał mu jego adhezyjny charakter.

Zgodnie bowiem z treścią art. 384 Kc wzorzec umowny to taki dokument, który ustalony został przez jedną stronę a tu ewidentnie treść zawartej umowy kształtowały obie strony. Nic nie stało bowiem na przeszkodzie, żeby po odpowiedzi mailowej wydrukować wzorzec, którym bank rzeczywiście się posługuje a nie plik odesłany przez klienta i przy zachowaniu normalnej staranności tak właśnie należało zrobić już choćby dlatego, że załącznik mógł być nośnikiem złośliwego oprogramowania, którego w systemie bankowym nikt nie chce.

Niezależnie więc od innych aspektów bank bezsprzecznie wykazał się tu skandalicznym niedbalstwem a wobec lekkomyślnych pracowników na pewno zostaną wyciągnięte konsekwencje. Dla precyzyjnej oceny zachowania kontrahenta banku zaś nie bez znaczenia jest jednak również treść maila, którego odesłał sprytny klient. Jeśli bowiem napisał coś co sugerowało pracownikom, że akceptuje przedstawione mu warunki to przyznać trzeba, że zachowanie jego można rozważać jako oszustwo a co najmniej jako sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.

Jednak już neutralne sformułowanie np. „akceptuję umowę na warunkach przedstawionych w załączniku” rzuca na całą sytuację całkowicie nowe światło. Skoro klient powołuje się na przedstawione przez siebie warunki to profesjonalista świadczący usługi bankowe powinien je jednak przejrzeć, nie trzeba zaglądać do prawa bankowego aby się z tym zgodzić.

Bez względu na wszystko pozostańmy jednak realistami.

W naturze umowy kredytu bankowego jest jej odpłatny charakter. Gdyby bank chciał przekazać jakieś środki tytułem darmym to dokonałby notarialnej darowizny, co do tego musi być pełna zgoda.

Podług naszego Kodeksu cywilnego w umowach należy badać również jaki był zgodny zamiar stron i cel umowy, a nie opierać się li tylko na jej dosłownym brzmieniu (art. 65).

Chyba nikt nie ma wątpliwości, że celem umowy kredytowej jest odpłatne udostępnienie kredytobiorcy określonej puli środków na umówiony cel.

O ile więc daleki jestem od wsadzania gościa za kratki za to co zrobił to jednak przyznać należy, że zaproponowana przez niego klauzula umowna najpewniej zostanie uznaną za nieważną i jedyne o co ewentualnie może walczyć to o ustalenie czy nieważność tej klauzuli skutkuje nieważnością całej umowy, zgodnie bowiem z prawem jeżeli nieważność dotyczy tylko części umowy, umowa jest ważna w pozostałym zakresie o ile z okoliczności wynika, iż bez postanowień dotkniętych nieważnością umowa nie zostałaby zawarta (art. 58 par. 1 Kc). Tutaj śmiem twierdzić, że tak czy inaczej zostałaby zawarta.

Nie ma co więc kłaść na ołtarz państwa prawa gdyż jak słusznie piszą na kwejku państwo prawa musi chronić wszystkich uczestników obrotu a nie powiesz chyba, że względu słuszności nakazywałyby żeby kolo faktycznie kasy tej miał nie zwracać.

mózgi banku