raped child

/opowiadanie, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

ŻÓŁTY NIEBIESKI POKÓJ

Czy naprawdę Duduś chcesz usłyszeć tę piosenkę

Za którą trzeba oddać mózg do pralni, za którą urżnąć trzeba sobie rękę

Duduś Duduś ty wiesz wiesz

Jak naprawdę rzeczy się mają

Duduś ty kumasz ty jarzysz, że nieładnie wyglądają

Jest noc, nie wieje wiatr, gołębie dusz przez judasze (kropel rosy na pajęczyny nitkach) zaglądają

Duduś ty wiesz, jakie one są, że się nigdy, że nigdy się, nigdy nie nieobcyndalają

Nie pada deszcz, świecą, te, no wiesz, przez okno w źrenicę, jak we studnię bez dna

Wlokąc ogony swoje pawie spadają, tam gdzie swoje skromne neurony na krzyż trzy masz

I widzisz Dudusiu to światło dalekie gwiazd, i czujesz że one w dupie cię nie mają

Że świat, Duduś, że świat o świcie znika, że jest jak mgła, jak ćma

Jak ulubiony film, na dnie, zakurzony, w przepastnej filmotece na mocnych prochach schizofrenika

Duduś, jeżeli chcesz, jeżeli Duduś chcesz to masz

To co wiesz, to czego chcesz, co dawno już na ciebie du du Duduś cierpliwie jak faraona trup

Jak plotący eonami żywe ściegi Bóg, jak pannna nastnia na miesiączkę czeka

Że kurde Duduś wreszcie stanie się cud, który musisz zrobić sobie sam

I tam odnajdziesz Duduś, ten kurwa piratów w skrzyni okutej pod palmą w złotym piasku skarb

W sobie człowieka, klapę dźwigniesz, otworzysz ten właz, zobaczysz czas

Jak siecią żył po cyklu cykl nurtuje wsiąka i przecieka

Więc teraz wiesz, jusz słowa znasz

I te obrazy co za nimi krajobrazem stoją

Te wszystkie na oścież bramy, traumy, nie gojące się rany i

Ta sfer w kłębie dymów smugami płynnymi się gnąc płynąca nie wiadomo skąd muzyka

Co jak panienka przenajświętsza delikatnie neuronów twych skromnych Duduś trzech na krzyż

Swoimi delikatnymi jak płatki białych róż dłońmi dotyka jak matka

Pieszczotliwie, czule i uważnie, powtarzaj Duduś żeby nie zapomnieć

Piosenka po to właśnie jest, żeby jej nie zapomnieć kiedy uleciała

Po to melodia rytm i drajw, żeby wołana zawracała znowu głowę, ten refren-

Nikt nie przychodzi na świat z siebie sam, przyszliśmy z daleka i czeka droga nas daleka

Razem idziemy nią ale każdy sam

Uczy się tego jak i gdzie go szukać, żeby nie oszukać, bo ile chcesz tego nabrać się da

Żeby go spotkać, tam gdzie się kiedyś kiedyś umówiliście, on czeka

W czaszce wrze rozpalony mózg, ogień w nim tętni jak krystaliczny nurt, wibruje jak strun druty

Dudusiu drogi, w sobie samym spotkać człowieka

Jak kwili i drży, jak zdyszany, goni to przed czym ucieka

Wielka jest jak ocean noc, i jak ocean wilgotna jest noc

Jest jak sen świat, pod którym płynie w sieci lśniących rur pod ciśnieniem wysokim

Napędzając naszego parowozu tłoki para

Powtarzaj- teraz i na wieki zaraz

Teraz i na wieki zaraz

Chcesz Duduś to masz, koszmar i jego bohater pan Maszkara

Zaraz wyciągnie z kapulesza szpulę i nawinie szpagat

Zrobi twoją jej ulubioną minę kiedy nakłada makijaż

Zada ci zdawkowe pytanie, żeby usłyszeć jak nawijasz

I kiedy pomyślisz że to znowu skucha i kicha, i poczujesz że już dłużej tak nie chcesz jeszcze

Pan Maszkara odchrząknie, powie- za dużo słów, zanućmy Duduś zanućmy naszą pioo seeen keeeę

Nie śpij, aaalbowiem dla nas jeeest taaa noooc

Szuu szuu szuuuu jeea, szu szuu szuuuu jeea, bo właśnie nam została dana, oj dana, bo właśnie dla nas jeeest szu szuu szuu jeea, dla nas jeeast ta noc

autor:

Kazimierz Malinowski

***

– Ale ty wiesz Natalio, że jesteś dla mnie i dla pani sędzi całkowicie niezrozumiała, skoro od razu po gwałcie nie powiedziałaś o tym mamie ? – zwróciła się do przesłuchiwanej, kilkuletniej dziewczynki biegła sądowa psycholog – teoretyk wykładająca na wydziale psychologii, nie mająca nigdy niczego wspólnego z praktyczną pracą i bez przygotowania do pracy z dorosłymi lub dziećmi molestowanymi seksualnie.

Dziecko siedziało sztywne, z pochyloną głową i wygiętymi ku górze stopami. Drżało. Sankja stała za weneckim lustrem zamknięta w małym, ciemnym pokoju z informatykiem i prokuratorką wyraźnie mającą jak to się mówi „głęboko w tyle” całą sprawę i odwalającą wokandowy dyżur intensywnie uprawiając SMS-ową korespondencję oraz z gazetami, wafelkami i soczkami, jakie sobie zapobiegliwie nabyła celem uniknięcia śmierci głodowej i równie jak głód śmiertelnych nudów. Zuza mogła jedynie biernie obserwować przesłuchanie małoletniej klientki.

Sędzia w ogóle nie reagowała na nieprofesjonalne zachowanie psycholożki. Dla niektórych sędziów biegły – choćby był ostatnim kretynem bez specjalizacji wymaganej do udziału w konkretnej czynności – to był Bóg i car. Tak też i było w tej sprawie. Sędzia nie wykazywała żadnej wrażliwości i empatii i aż nazbyt wyraźnie nie grzeszyła inteligencją. Przesłuchanie małej dziewczynki było najbrutalniejszym przesłuchaniem ofiary zgwałcenia, w jakim Zuza brała udział. Pękało jej serce z rozpaczy wywołanej bezradnością i wściekłością na okrucieństwo, jakiego była świadkiem. Obie bohaterki dnia, przekonane o swojej wybitności panie zachowywały się jak wrogowie i oskarżycielki dziecka, oczekującego na 3 operacje rekonstrukcji rozerwanego w trakcie brutalnego, zbiorowego gwałtu odbytu i porozrywanej pochwy. Dziewczynka nie trzymała moczu i kału, wlewającego się przez rozerwania z jelit do pochwy. Cierpiała na zapalenie dróg moczowych i narządów płciowych nieustannie zalewanych ekskrementami. Znosiła nieustanny ból. Przesłuchanie trwało od 4 godzin. Przez ten czas mimo próśb Zuzy – ani sędzia, ani psycholog nie dały dziecku niczego do picia, nie pozwoliły jej zjeść przygotowanej kanapki i batonika. Na prośbę dziecka zrobiono 1 przerwę – Natalia musiała skorzystać z toalety. Asystowała jej nawet tam biegła psycholog. Mała, przysadzista, brzydka, agresywnie usiłująca cały świat przekonać o własnej nad nim wyższości.

– Dlaczego nie powiedziałaś od razu mamie Natalia ? – bezmyślnie powtórzyła pytanie swojego guru pani sędzia.

Dziewczynka nadal się nie odzywała.

We dwie wlepiały w nią w milczeniu oczy. Mała bała się podnieść głowy. Była NIEZROZUMIAŁA dla swoich autorytetów. Sędzia i biegła to dla niej autorytety – po serialu o sędzi Annie Marii Wesołowskiej, którego dziewczynka była fanką. Chciała zostać sędzią. Przed przesłuchaniem. Żeby bronić takie dzieci jak ona przed tym, co ją spotkało i karać za to sprawców. Zuza nie miała wątpliwości, że koszmar, jaki urządziła sędzia dzisiaj temu dziecku – diametralnie zmieni marzenia dziewczynki o zawodzie. I pociągnie za sobą konieczność zaczynania specjalistycznej terapii psychologicznej od początku. Gołym okiem widać było, jak dzięki dwóm idiotkom szlag trafia ciężką, kilkumiesięczną pracę nad dzieckiem najlepszych psychologów.

– No dobrze – zrezygnowała z oczekiwania na odpowiedź sędzia – to opowiedz Natalia jak to było.

– Co za … – zaczęła Zuza przez zaciśnięte zęby. Prokuratorka ocknęła się i podniosła głowę znad gazety. Chrupała wafelka.

– Cjest ? – spytała z pełnymi ustami.

– Przecież to dziecko opowiadało już o tym dzisiaj z 10 razy ! – wybuchła Zuzanna – i na poprzednim przesłuchaniu tak samo ! Ile można ? Dorosły by tego nie zniósł, a ta Mała ?

– Oj tam, niech jeszcze raz opowie, nic jej się nie stanie – wafelek najwyraźniej przeszedł przez prokuratorskie gardło. Prokuratorska głowa znowu zatopiła się w gazecie. Na wsparcie oskarżyciela publicznego nie było co liczyć.

Informatyk pochylił się na krześle prawie dotykając głową kolan. Splatał i rozplatał palce dłoni.

– No to ten Rumcajs … – zaczęła Mała – złapał mnie od tyłu za włosy i przewrócił na podłogę.

– Jak ? – wnikała po raz 11 w tym dniu sędzia.

Milczenie. Dziewczynka nie była już w stanie spontanicznie kolejny raz relacjonować traumy i nie rozumiała o co konkretnie jest pytana.

– No jak cię przewrócił ? – psycholożka postanowiła dopomóc sędzi.

– Yyyy, no tak mnie popchnął do przodu i …

– Ale nie o to pytamy, gdzie miałaś buzię ? – przerwała jej sędzia.

Milczenie.

– Ale kiedy ? – odważyła się w końcu zapytać Natalka.

– No jak już cię przewrócił – łaskawie doprecyzowała.

– Przy podłodze.

– Ale jaką częścią przy podłodze ?

Milczenie.

– No, tyłem głowy, policzkiem, nosem, czym dotykałaś podłogi ? – sędzia zajarzyła wreszcie, że należałoby skonkretyzować pytanie, o ile rzeczywiście chce się otrzymać jakąkolwiek odpowiedź.

– Nosem do podłogi. A potem przekręciłam na policzek.

– I co było dalej ?

Cisza.

– Rozebrał cię ? – pomogła biegła Małej.

– Tak.

– Jak cię rozebrał ?

– Zdjął mi spodnie i majtki.

– Ale tak całkiem zdjął ?

Milczenie.

– Czy zsunął ?

– Zdjął całkiem.

– I co potem ? Nie broniłaś się ?

– Ale ja już to mówiłam.

– Nie krzyczałaś ?

– Ale ja to już pani mówiłam – dziewczynka była bliska płaczu. Trzęsła jej się broda. Małe rączki na udach rozpaczliwie skręcały dół swetra.

– Ja bardzo przepraszam – odezwał się informatyk przełykając ślinę – ale ja tego dłużej nie wytrzymam, idę po kolegę.

Wybiegł z pokoju.

– To broniłaś się, czy nie ? – kontynuowała sędzia za weneckim lustrem.

– Tak – krawędź dziecięcego sweterka zmieniła się w ciasny warkoczyk.

– Co „tak” ? Bo nie wiemy.

– Broniłam się.

– Jak się broniłaś ?

– Tak jak mówiłam dzisiaj i wcześniej.

– To jeszcze raz powiedz.

– Krzyczałam i kopałam nogami i biłam rękami i się wyrywałam.

– A co oni wtedy robili ?

– Jeden mi zatykał buzię a ten Łukasz trzymał mnie za ręce

– Kto ci zatykał buzię ?

– Ten trzeci.

– Jak on się nazywa ?

– Nie wiem.

– Dlaczego nie wiesz ?

– Bo go nie znam.

– Ale mówiłaś, że Łukasza i Rumcajsa też nie znasz, a wiesz jak się nazywają.

– Bo oni tak do siebie mówili, a do tego trzeciego nie.

– A co robił Rumcajs ?

– Położył się na mnie.

– I co robił ?

Cisza. Łzy bezgłośnie lały się po bladej buzi.

– No co, tak leżał i nic ?

– Ale ja to już dzisiaj mówiłam …

– Ale powiedz jeszcze raz.

Dziewczynka zaczęła rozkręcać ściśnięty w mokry od potu dłoni warkocz swetra i zakręcać materiał w odwrotną stronę.

– Wstydzisz się ?

Kiwnięcie głową.

– Ale nie masz się czego wstydzić ! – entuzjastycznie zakomunikowała dziecku sędzia.

– No właśnie, że nie ma się czego wstydzić – podchwyciła biegła – to co robił ?

– Włożył mi … – dobiegł szept z zaciśniętych usteczek

 – Co ci włożył ? – zapragnęła usłyszeć sędzia po raz 6 tego dnia.

 – To, co mają chłopaki.

– Jak się nazywa to, co mają chłopaki ?

Brak odpowiedzi. Nerwowe, małe, chudziutkie rączki ciągnęły i ściskały warkocz swetra rozciągając jego dekolt do pach.

– Siusiaczek ! – radośnie wykrzyknęła sędzia – to, co mają chłopaki nazywa się siusiaczek !

Ten „siusiaczek” rozerwał dziecku odbyt, pochwę i ciało między tymi dwoma otworami. Siusiaczek. Wyjątkowo ciepłe określenie na kutasa gwałciciela. W głowie Zuzy tłukły się wściekłe i bezsilne „kurwy mać”.

Dziecko nie odzywało się.

– Wstydzisz się to powiedzieć ? – zapytała biegła.

– Nie trzeba się wstydzić, zobacz, ja mówię: S I U – S I A – C Z E K, no powtórz: S I U – S I A – C Z E K – sędzia wspomagała biegłą jak umiała.

Dziewczynka wyraźnie drżała. Zaczęła rozglądać się po pokoju, wyraźnie poszukując pomocy.

Dwa tytany intelektu, sędzia z biegłą popatrzyły na siebie porozumiewawczo. Poszeptały ze sobą.

– A gdzie ci to wsadził ?

– Najpierw do przodu.

– A co to jest przód ?

Kolejne pytanie, na które dziewczynka kilkakrotnie odpowiadała już w trakcie dwóch poprzednich przesłuchań – nie doczekało się tym razem odpowiedzi.

– Pokaż gdzie jest przód – poleciła biegła.

Dziecko siedziało nieruchomo.

Do pokoju komputerowego cicho wszedł kolejny informatyk i usiadł na krześle.

– Dlaczego nie chcesz Natalio nam pokazać gdzie jest przód ? – zaciekawiła się sędzia.

– Sama nam to pokaż – warknęła Zuza.

Prokuratorka podniosła głowę i popatrzyła na nią spod zmarszczonych groźnie brwi. Wyraźnie nie na rękę było jej wysłuchiwanie złośliwej krytyki przebiegu czynności. Po co sobie bezmyślne życie komplikować i dodawać roboty, skoro krzyżówki były tak fascynujące ? Wafelki tak przepyszne i życie takie piękne i nieskomplikowane ? Za pięć trzecia weź kapotę, pierdol szefa i robotę ?

– No, Natalio, jak się nazywa ten przód ? Na pewno ma jakąś nazwę – słodko wykląkała biegła.

Cisza. Maltretowany drżącymi rączkami małej sweter tak już powyciągany, że nadający się tylko na śmietnik.

– A do czego służy ten przód ? – sędzia zajrzała w akta do poprzedniego protokołu przesłuchania z bólem i największym wysiłkiem mózgowych glei kojarząc, że coś o tym parę dni temu już było przez dziecko mówione. I miesiąc wcześniej także.

– Do siku – odblokowała się chudziutka dziesięciolatka.

– No właśnie, do siku ! To jak się to nazywa ? – radość i entuzjazm głosu sędzi była co najmniej nie na miejscu i wyraźnie paraliżowała dziewczynkę.

Zuza walczyła z ogarniającą ją ochotą wparowania do „niebieskiego” pokoju, który był cały żółty, ale jednak „niebieski” i przywalenia sędzi i biegłej po ryjach.

– No jak się na to mówi ? – za echo robiła biegła.

– Musimy wiedzieć Natalio – pouczyła dziecko sędzia.

– Ale ja nie przeklinam – wyszeptała mała.

– To ja ci pomogę, czy wsadził ci coś w cipkę ? – sędzia była odważniejsza od biegłej i bardziej radykalna w paraliżowaniu dziewczynki.

– Na pewno wiesz, że ta część ciała nazywa się CIPKA, prawda ? – wyskoczyła biegła.

– No właśnie, wszyscy to wiedzą, to powiedz, wsadził ci siusiaczka w cipkę ?

Milczenie. Całe małe, chude ciałko trzęsło się na sofie.

Informatyk na zastępstwie siedział nieruchomy i całkiem sztywny na krześle. Prawie nie mrugał. Wytrzeszczał zdumione, przerażone oczy w szkło, za którym widniały sylwetki oprawców i małej ofiary. Wyraźnie napinały mu się mięśnie szczęki. Jabłko Adama na szyi chodziło w górę i w dół. Młodziutki chłopak najwyraźniej po raz pierwszy w życiu uczestniczył w takiej makabrze.

„Pozbądź się złudzeń i podziwu dla sędziów i biegłych młody” złośliwie pomyślała Sankja kątem oka obserwując reakcje zszokowanego mężczyzny.

– Mówi się na przód „cipka” ? – zapytała biegła.

Żadnej reakcji.

– Jeżeli wsadził ci siusiaczka w cipkę a wstydzisz się powiedzieć, to kiwnij głową – zleciła sędzia.

Dziecko kiwnęło głową.

 – No dobrze, to jakie to było to, co ci wsadził ? – rozpoczęła znowu sędzia.

 – Nie rozumiem – dziewczynka zdumiona podniosła głowę.

 – No jakie, ciepłe, zimne ? – pomogła sędzi biegła.

 – Ciekawe czy pani biegła ma termometr w dupie – warknęła Sankja przez zaciśnięte zęby.

 – Co, co ? – zareagowała prokurator.

Sankja nie odezwała się.

No jakie, twarde, miękkie ? – biegła dalej drążyła.

 – A jakiego to było koloru ? – zainteresowała się sędzia.

Zuzę trafił szlag.

– Oczy w dupie to może pani sędzia ma – warknęła.

– Muszę iść po wodę – informatyk, z błyszczącą od potu twarzą i oczami pełnymi łez wyleciał z pokoju jak strzała.

Dziewczynka za lustrem weneckim zdziwiona patrzyła raz na sędzię, raz na biegłą.

 – Ja nie wiem … bo przecież … leżałam buzią do ziemi i … – zaczęła i przerwała.

Zuza wyszła z komputerowej nory i weszła do pokoju przesłuchań.

 – Przepraszam, ale muszę interweniować. Po to przesłuchanie dzieci odbywa się w specjalnym i specjalnie wyposażonym pokoju, żeby dziecko, które nie może, albo wstydzi się mówić, albo nie zna jeszcze słów określających narządy płciowe – mogło skorzystać z kredek i papieru i narysować to, co widziało. A po to są lalki i misie, żeby na nich pokazywać układ ciał względem siebie, prawda ? I nie ja powinnam o tym pouczać specjalistów – wpiła się nienawistnymi, płonącymi oczami w zwykłe, nijakie oczy sędzi i małe, świńskie szparki biegłej.

Kobiety milczały. Sankja podeszła do biurka, przy którym siedziała sędzia i wzięła z niego blok rysunkowy i kredki.

– Po coś to tu leży, prawda ? – wysyczała do sędzi w wieku własnej matki. Widać było, że kipi i najmniejszy pretekst spowoduje niekontrolowany wybuch w obronie dziecka.

– Narysuj Natalio – Zuza podała papier i kredki małej.

Dziewczynka grzecznie przystąpiła do rysowania.

Sankja obserwowała proces rysowania męskiego członka w wzwodzie.

– Czy rysujesz taką wielkość, jak widziałaś ? – zapytała małą.

– Tak, to takie było duże – penis był długości A 4. To tłumaczyło głębokie obrażenia wewnętrzne porozrywanej dziewczynki opisane w opinii biegłego lekarza sądowego.

– Ułóż jeszcze misie tak, jak leżeliście na podłodze.

Natalia sięgnęła po zabawki i zaczęła je układać je na sofie.

Zuza stała przy niej spięta i gotowa w każdej chwili do ataku.

– Proszę wyjść, nie powinno pani być w tym pokoju – zwróciła się do niej sędzia – wnioski i pytania proszę przekazać na kartce.

Zuza popatrzyła na nią z nienawiścią i wróciła do kanciapy za lustro. Nie mogła ryzykować skargi do Rady Adwokackiej i ryzyka utraty prawa wykonywania zawodu.

Wyjęła kartkę i zaczęła pisać wniosek o wyłączenie biegłej.

– Nie bała się tak pani ? – spytał ją informatyk dusząc w rękach butelkę mineralki.

– Kogo ? – zdziwiła się.

– No sędzi i biegłej, stare wygi, starsze są od pani.

– No, to, że starsze to nie ich zasługa, tylko skutek zamierzchłej chuci ich rodziców, prawda ? Więc tylko z powodu starszeństwa szacunek nikomu się moim zdaniem nie należy. A godności ich zawodu niczym nie uchybiłam.

– Ale ja bym tak nie mógł – przyznał chłopak.

Natalia układała misie. Skończyła.

– Natalio, powiedz, dlaczego tak długo zwlekałaś, żeby o tym powiedzieć ? – zapytała znowu biegła.

Sankja czujnie podniosła głowę.

Milczenie. Dziecko nie potrafiło jeszcze słowami oddać uczuć, poczucia winy, zeszmacenia, tego, że to ona zrobiła coś złego. Psycholog powinien o tym wiedzieć. I biegła o tym doskonale wiedziała. Mimo braku wiedzy i doświadczenia – była naukowcem bez terapeutycznych uprawnień – dysponowała poprzednimi opiniami innych biegłych i protokołami poprzednich przesłuchań. Dlatego o to pytała. Dlatego pytała w taki sposób. Piekła własną pieczeń kosztem ofiary. Robiła sobie materiał pod wnioski opinii, która musiała według założeń biegłej stwierdzać niewiarygodność dziewczynki. A póki co, mimo wysiłków obu pań – nic nie wskazywało na to, aby dziecko kłamało. Tym bardziej, że wersję zdarzenia dziewczynki potwierdzały opinie biegłych lekarzy. Psycholog musiała znać któregoś ze sprawców. Albo rodziców sprawcy. Zuza znowu się spięła do ataku. Podpisała niedokończony wniosek i wstała z krzesła.

– Kochasz mamę Natalio ?

– Kocham.

– Ufasz mamie ?

– Tak.

– Jak myślisz, czy gdybyś wcześniej powiedziała mamie co się stało, to mama zrobiłaby ci jakąś krzywdę ? Nakrzyczałaby na ciebie, albo cię zbiła ?

– Nie, nic by mi nie zrobiła.

– A jak zareagowała, kiedy usłyszała od ciebie co się stało ?

– Najpierw płakała, a potem zabrała mnie do szpitala bo mi ciągle bardzo krew leciała i mnie bolało.

– No właśnie, to dlaczego nie powiedziałaś mamie od razu po gwałcie co się stało ?

– Nie bolało cię wtedy ?

– Bolało strasznie …

– A krew ci leciała od razu ?

– Tak …

– No, to dlaczego natychmiast nie powiedziałaś co się stało ?

Znów zapadła cisza. Ponownie małe rączki znęcały się nad swetrem.

– Potrafisz to wytłumaczyć ?

– Nie – wyszeptała mała dziewczynka.

– Dobrze, to powiedz kochanie dlaczego to wszystko wymyśliłaś – słodkim głosem zwróciła się do zmasakrowanego dziecka biegła.

Zuza wpadła do pokoju przesłuchań jak torpeda.

– Wnoszę o natychmiastowe przerwanie przesłuchania i wyłączenie pani biegłej od udziału w sprawie – powiedziała stanowczo – składam kartkę z wypisanymi powodami wyłączenia sprowadzającymi się do stwierdzenia braku uprawnień, kompetencji, wiedzy, specjalizacji do prowadzenia przez biegłą jakichkolwiek czynności z dziećmi po traumie lub pracy z takimi dziećmi oraz faktu braku jakiegokolwiek doświadczenia biegłej, która jest jedynie teoretykiem i nie prowadzi praktyki, do której uprawnień nie posiada, koniec. – Nie czekając na reakcję wyraźnie przestraszonej sędzi wzięła małą za rękę i wyprowadziła z gabinetu.

Dziecko trzęsąc się przytuliło się z całej siły do Zuzy.

– Proszę pani – drżąc wypłakała mała – a dlaczego one mi to zrobiły ? Co ja złego zrobiłam ? Ja więcej nie chcę.

– Wiesz dlaczego ? Bo dorośli też bywają głupi. Nie każdy sędzia jest Anną Marią Wesołowską. Jesteś głodna ?

– Nie, nie chcę jeść.

– To choć na lody i odwiozę cię do mamy.

– Oooo – blada twarzyczka uśmiechnęła się przez łzy, choć dziewczynka nadal cała drżała – Bardzo bym chciała, ale mnie nie wolno przed obiadem jeść lodów, mama nie pozwala.

– To najpierw zjesz obiad. Potem lody.

– No dooobrzeee – przytuliła się do niej mocniej – uratowała mnie pani ! Nie bałam się tak bardzo, bo wiedziałam, że jest pani za lustrem i że mnie pani obroni ! Ale nie widziałam pani, a pani mnie widziała ?

– Pani mecenas ! – korytarzem biegła sędzia.

– Słucham – stanęła i położyła rękę na głowie Natalki demonstrując, że jej nie odda.

– A kiedy dziewczynka będzie mogła pójść do pani biegłej na badania ?

– Już była badana i wystarczy, testy dla jej wieku są takie same.

– Ale tamto badanie było w postępowaniu przygotowawczym, a teraz jest przed sądem – pouczyła ją biegła.

Zuza wlepiła wzrok w małe, kaprawe oczy biegłej.

– I co z tego ?

– A to ma odpowiadać innym wymogom – wymądrzyła się biegła.

– Ach tak, no coś podobnego. Proszę to ustalić z matką dziewczynki. Osobiście jej poradzę, aby się nie zgadzała na badanie u pani i jakikolwiek jeszcze kontakt z panią.

– Ale pani jest pełnomocnikiem ! I ja chcę z panią dziecko na badania umówić !- oburzyła się biegła.

– I co, mam władzę rodzicielską nad dzieckiem z tego powodu ?

– To proszę o telefon komórkowy do matki dziewczynki – odezwała się sędzia.

– Jak sąd powinien wiedzieć obowiązuje ustawa o ochronie danych osobowych. A ja upoważniona do administrowania i ujawniania tych danych nie jestem. Ma sąd adres. Proszę pisać. Poza tym złożyłam wniosek o wyłączenie biegłej i oczekuję jego rozpoznania.

Odwróciła się i wyszła z przyklejonym do swojej nogi dzieckiem.