Sowy 70Nasza Koleżanka Anna Zabieg, chociaż już poza granicami, nadal dzielnie wspiera nas swoimi tekstami. Poza Adwokaturą jest ona również silnie związana ze Śląskiem, którego los leży jej na sumieniu. Rozprawiamy się tutaj z różnymi mitami dotyczącymi adwokatów. Anna Zabieg chciałaby odmitologizować informacje medialne dotyczące regionu, z którego pochodzi, gdzie się urodziła, wychowywała i, być może, kiedyś wróci. Przedstawiamy list od niej:

„Odpoczywam sobie na tym moim przymusowo dobrowolnym wygnaniu, ale wciąż docierają do mnie wieści i wiadomości z Polski, a przede wszystkim ostatnie dwa topowe tematy, czyli frank (kredyt w złotówkach i do tego niewiele pozostało do spłaty) i strajk na Śląsku (podejście już bardziej emocjonalne, z szeregu względów). Wysłuchuję opinii dziesiątek ekspertów, tych w telewizji i tych na forach internetowych (ich poziom zasadniczo się nie różni). I w pewnym momencie uderzyło mnie jak bardzo sytuacja górnictwa jest w tym momencie podobna do sytuacji Adwokatury. Oczywiście, zaraz nawet wśród moich kolegów z Loży Szyderców rozlegną się głosy oburzenia, ale pozwólcie Państwo, że wyjaśnię jak NAPRAWDĘ wygląda życie nad tymi tonami ,,czarnego złota”.

Śląsk i Zagłębie Dąbrowskie (po 70 latach od połączenia tych ziem pod jedną flagą tutaj to nadal dwie różne krainy, mimo że gospodarczo bardzo podobne) w okresie PRL były polską dumą. Gospodarka centralnie sterowana kochała wielkie molochy na kształt mrowisk, w których mogła pokazywać jak wspaniale działa wolność, równość i komunizm i jak wiele warty jest robotnik w przeciwieństwie do pasożyta, jakim jest inteligencja. Klasa górniczo powiązana dostawała więc pełną opiekę państwa, pełne poparcie i pełne półki (czasami trzeba było pokombinować, czasami postać, ale generalnie żyło się spokojnie, a w każde wakacje w ramach odtruwania jeździło nad morze i / lub w góry). Wbrew pozorom jednak część klasy pracującej chciała się dokształcać, część pasożytów, zwabiona ogromnymi funduszami na badania (wbrew pozorom rywalizowano tutaj nie tylko z zachodnim imperializmem, ale i naszymi przyjaciółmi ze Wschodu) ściągała z całej Polski, dlatego rozwijała się polska technologia, nauka i medycyna. Rozpieszczone kopalnie sponsorowały swoje drużyny sportowe – od piłki nożnej po hokej i rywalizowały właściwie tylko między sobą. Czasami zgrzyty pojawiały się i w wielkich molochach, gdzie oczywiście zawsze musiał znajdować się jakiś ,,z zawodu dyrektor”, ale na ogół sprawę rozwiązywano w ten sposób, że przydzielano mu kompetentnego zastępcę i wszystko toczyło się normalnym, prawidłowym torem. Nie było o co walczyć, nie było o co się kłócić, jednym słowem sielanka, więc ludzie się rozleniwili.

Dlatego też nikt spoza Śląska i Zagłębia nie zrozumie jak trudne decyzje podejmowano tu w latach 80-tych. To tak jakby ukochane dziecko nagle postanowiło sprzeciwić się rodzicowi i sprzymierzyć z rodzeństwem. ,,Za wolność naszą i waszą”. Wtedy zapłaciliśmy za to krwią, dziś płacimy łzami. Łzami rozgoryczenia i złości.

Generalnie od ponad 10 lat żaden rząd nie ma pomysłu (oczywiście poza likwidacją, momentami myślę, że chcieliby nas spalić niczym Kartaginę) na nasz region. Ośrodki technologiczne i naukowe zmniejszają kadry, kluby sportowe znikają. Oczywiście, wielokrotnie słyszałam stwierdzenia, że przecież reszta Polski tyle dopłaca do Śląska i Zagłębia, że przecież jest kapitalizm i każdy musi sobie radzić sam, a nie oczekiwać wsparcia ze strony Państwa, że górnicy dostają tyle, bo potrafią tylko protestować i niszczyć Warszawę. Proszę więc wszystkich Państwa, aby uważnie przeczytali poniższe akapity, może nawet dwa razy, aby później zastanowili się co mówią.

Rzeczypospolita Polska nie posiada planu zabezpieczenia energetycznego dłuższego niż 2 lata. Przykładowo Republika Federalna Niemiec posiada taki plan na lat 40. Większość naszego zapotrzebowania na energię oparliśmy na węglu, resztę na gazie, ekologiczne sposoby pozyskiwania energii to u nas bardziej ciekawostka niż realne wsparcie. Nie muszę chyba Państwu przypominać, skąd czerpiemy ten drugi. Dodatkowo Mateczka Rossija regularnie dumpinguje ceny swojego węgla, a nasi rządzący nabierają się na to jak dziecko na cukierka. Sytuację pogarsza także pakiet klimatyczny, który praktycznie odcina nam zasoby w taki sposób, że w chwili obecnej wedle wytycznych to poza Warszawą i okolicami reszta kraju powinna zaopatrzyć się w świeczki. Duuuużo świeczek.

Czy kopalnie są nierentowne? Oczywiście, że są! Ale najmniejsza wina w tym kadry niższego i średniego stopnia oraz cen węgla. Od ponad dekady zarządy i kadra menadżerska są ,,zasiedlane” przez ludzi o zerowych kwalifikacjach, zerowej chęci do pracy i ego wielkości Pałacu Kultury. Każdy zysk jest przejadany, koszty amortyzacji sprzętu górniczego rosną nieustannie wobec braku wymian sprzętu i nieregularnej konserwacji, w zakładach panuje przestarzały system pracy, a koszty pracowników także wzrastają, pomimo CIĘĆ przywilejów.

Kopalnie może i są jednymi z najbardziej dotowanych instytucji państwowych w Polsce, ale jednocześnie odprowadzają do budżetu OGROMNĄ kwotę podatków – ponad 7 miliardów złotych. Dotychczas praca w kopalni gwarantowała przynajmniej zabezpieczenie socjalne i umowę o pracę (a co ta tym idzie ogromne składki ZUS-owskie, NFZ-owskie i wszelkiego rodzaju inną daninę). Wbrew pozorom to nie jest opiewane w mediach 6 tysięcy złotych. Średnia pracownika niższego stopnia wynosi netto 2300 złotych, podczas gdy członka zarządu ponad 50 – krotnie więcej! Przy czym zarząd samej tylko Kompanii (kompanii Panie Ministrze Piechociński, kampania to może być wojenna), zmieniał się pięć razy w ciągu ostatnich siedmiu lat i za każdym razem odchodzący dostawali horrendalnie wysokie odprawy. Co do dodatków, 13-stki i 14-stki są likwidowane, a węgiel na zimę otrzymuje już tylko 60 % emerytów i ich rodzin. Media bardzo chętnie podają średnią zamiast dominanty, a proszę pamiętać, że jak człowiek idzie z psem na spacerze to obaj mają średnio po trzy nogi.

Ale tak jak wspomniałam, jeśli chodzi o sytuację dotyczącą zatrudnienia istotne jest słowo ,,dotychczas”. Od paru lat zwiększa się sytuacja, w której prace w kopalni wykonują ludzie zatrudnieni przez zewnętrzne firmy. Zatrudnieni na podstawie, UWAGA, umów cywilnoprawnych! Ja rozumiem, że niektórzy cenią sobie tę formę zatrudnienia ze względu na uniknięcie części opodatkowania, co oznacza mniejsze koszty dla pracodawcy i większe wynagrodzenie dla pracownika, ale jest to opcja korzystna jedynie w przypadku jeśli praca przebiega prawidłowo, a postawie pracodawcy w stosunku do pracownika nie można by nic zarzucić. Niestety, uczciwość cenniejsza od złota, a rzadsza od platyny, a w takich warunkach raczej nie przeżywa rozkwitu.

W chwili obecnej Śląsk i Zagłębie stanęły pod ścianą. Ponad dekadę temu premier Buzek podjął próbę restrukturyzacji, wobec czego zostało zlikwidowanych lub upadło w przeciągu kolejnych lat ponad 50% kopalń, zakładów pracy i firm związanych z górnictwem. Wysokie odprawy w przeważającej części zostały roztrwonione na krótkookresowe, konsumpcyjne potrzeby, bo ludzie byli przekonani, że nawet jeśli kiedyś się skończą pieniądze to po prostu wrócą do pracy, może nie w kopalni, ale po prostu do pracy. Tylko, że nie było już do czego wracać.

Nie było do czego wracać, bo tak naprawdę nie zrestrukturyzowano nic, zlikwidowano po prostu największe dziury, pozwalając reszcie swobodnie przeciekać, co doprowadziło do obecnego kryzysu. Nie przygotowano pracowników do życia bez kopalni – nie przedstawiono im perspektyw, nie wytłumaczono, jak najlepiej zainwestować w siebie, nie przeprowadzono żadnej REALNEJ rozmowy. Pozbyto się ich z pamięci niczym zbędny bagaż. Część liberałów oczywiście zaprotestuje, że to jest kapitalizm i państwo nie ma być opiekunem. Problem w tym, że w ten sposób zmarnotrawiono ogromny potencjał osób, które może nie posiadały wielkich kwalifikacji, ale chciały pracować i były gotowe do zmian, tylko nie potrafiły ich przeprowadzić. Skąd mam ten pewność? Ponieważ wiele z tych osób wyemigrowało i w sąsiednich krajach radzą sobie doskonale, prowadząc własne firmy lub pracując za godziwą stawkę i w normalnym wymiarze pracy. Pomyślmy, ile więcej mogłoby to zrobić w naszym kraju, przecież nie wszyscy mieli tyle odwagi lub desperacji by wyjechać i zostawić.

Ale to nie przeszłość zaprząta teraz głowę młodym Ślązakom i Zagłębiakom, my patrzymy na przyszłość, naszą przyszłość. Nie chcemy być już tanią siłą roboczą, mamy wiedzę i umiejętności, znamy języki obce (często nawet więcej niż dwa) i jesteśmy zdeterminowani. Ale jednocześnie zbyt cyniczni i zbyt zniesmaczeni tym, co działo się przez ostatnie ćwierćwiecze by walczyć w naszym kraju.
PRL -owska Solidarność zastąpiona wyścigiem szczurów, równość w dostępie do nauki zastąpiona drogimi, prywatnymi szkołami, gorące serca zastąpione twardą kalkulacją. Rządzący ciągle używają frazesów o dobrobycie, honorze i sprawiedliwości. Problemem największym nie jest to, że oni w nie sami nie wierzą – problemem jest to, że mają nas za takich głupców, że my uwierzymy im.

Nie jesteśmy głupcami. Jesteśmy młodzi, jeszcze niedoświadczeni, czasami za bardzo pewni siebie, czasami zbyt niepewni. Ale takie było każde pokolenie, tylko, że każde z tych pokoleń miało swoich polskich przewodników, na których się wzorowało i którzy pomagali im wybrać drogę. Dziś nie ma już autorytetów. Niczym Szopenowski fortepian, także i idole sprzed lat sięgnęli bruku. Zgubiła ich chciwość, pycha, źli doradcy, przekupił pieniądz lub obietnica chwały. Dziś nieważna jest współpraca, ale zwycięstwo, a tego nie oddaje się zbyt łatwo. Divide et impera – w takim duchu zostaliśmy wychowani. Nie oburzajcie się na nasze impertynenckie zachowanie, nie oskarżajcie o brak zasad moralnych i etycznych, nie sądźcie. Tak zostaliśmy wychowani.

A Polska, Śląsk i Zagłębie czy Adwokatura? To już tylko puste słowa i pojęcia”.