tajna taktyka 2

/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

Sankja i tajna taktyka

Sankja przyzwyczaiła się już do tego, że coraz częściej śni jej się bycie małą uroczą sówką. Nawet polubiła to wcielenie. Zastanawiała się tylko, czy te wszystkie sny mają jakieś głębsze, ukryte znaczenie. Być może mała sówka chciała pokazać coś jej podświadomości.

Jedynym minusem sowich snów była ta straszna Sępia Rada. O tak, Sankja zdecydowanie wolałaby, żeby Rada nie pojawiała się w jej podświadomości.

Niestety, znowu przyśnił jej się las, bycie sówką i kolejne spotkanie Sępiej Rady. Kiedy doleciała do polany, sępy już tam były i obradowały. Nagle Sankja usłyszała świst i sapanie. Przytuliła się do pnia drzewa, żeby cokolwiek, co nadlatywało, jej nie zauważyło. Na polanę wleciały dwa sępy, jeden lekko posiwiały, a drugi to był Sęp Kancelista, który ledwo dyszał:

– Wielki… Sępie… Wielki… Sępie… – Sęp Kancelista próbował coś z siebie wydusić. – Ja … Sęp Kancelista… przepraszam … za mnie i nas dwóch… Ale spieszyliśmy co sił w skrzydłach aby Ci donieść… Gdyż mamy najświeższe wieści o sowach. Uwielbiamy Ci donosić!

– O sowach? – powiedział jak zawsze władczym głosem Wielki Sęp. – A o co im znowu chodzi? Przecież mamy same sukcesy.

– One, o Wielki Sępie, śmieją się z nas!!! – Z teatralną rozpaczą zapłakał Kancelista. – Ze mnie, z Sępiej Rady, z Sępa Kancelisty i Wielkiego Sępa.

– O co chodzi? – zainteresował się Wielki Sęp.

– Ministerstwo Zwierząt konsultuje ze mną, to znaczy z Sępią Radą, którą reprezentuję ja Sęp Kancelista, projekt prawa dziuplowego. To ten projekt, w którym trzeba będzie sowy przykuć łańcuchem do mrocznej dziupli spróchniałego pnia i od czasu do czasu rzucić im jakiś ochłap.

– I ja do tego projektu napisałem opinię – powiedział lekko siwy sęp. – Napociłem się i naskrobałem na jednym płatku kory brzozowej całe trzy zdania. Zgodnie z naszą ściśle tajną polityczną taktyką, którą rozumiesz tylko Ty Wielki Sępie, i Ty Sępie Kancelisto, który ją zaplanowałeś i jako jedyny ogarniasz. Minister Zwierząt był zadowolony, że nasza opinia była tak przychylna.

– No właśnie! A te sowy wszystko psują. – Wtrącił się Sęp Kancelista – Krytykują projekt prawa dziuplowego, ale jeszcze bardziej śmieją się z naszej opinii. W dodatku tajnej opinii!!!

– O tak – podchwycił lekko posiwiały sęp. – To wszystko ta wścibska Płomykówka! W grupie „Ptactwo Polskie” rozpowszechniła naszą tajną opinię, żeby wszystkie ptaki ją przeczytały! A przecież ptaki jak zawsze miały nic nie wiedzieć, bo to popsułoby nasz tajny plan! Trzeba z tą Płomykówką coś zrobić! Jakoś ją ukarać, napiętnować! Ona nie może ot tak ujawniać tego, co my robimy!

– Tym bardziej – powiedział Sęp Kancelista – że co taka przeciętna sowa może wiedzieć o genialności mojego planu i taktyki? Ja, Sęp Kancelista, ja siedziałem nad tą taktyką dzień i noc! I wiem, że ona po prostu jest dobra, genialna i najsamlepsza!

„Najsamplebsza?” – przemknęło przez głowę Sankji, bo jakoś siedzenie w dziuplach kojarzyło się jej z sowim plebsem.

– Dokładnie tak! Politycznie genialna! – przytaknął posiwiały sęp. – A przecież taktyka negocjacyjna przy tworzeniu ptasiego prawa powinna być robiona przez tych, co zęby zjedli, a może stracili na takich rozgrywkach. – tu siwy sęp odruchowo sprawdził czy proteza nie obluzowała się. Na szczęście protefix solidnie trzymał.

memlanie na smiercPo czym lekko posiwiały sęp dodał:

– Po owocach to poznamy, choć tam wielu ogrodników różnych proweniencji biega za własnym plonem. Co nie znaczy, że da się wszystkie oczekiwania zaspokoić, bo przecież ptactwo nie jest jednomyślne jak idzie o kształt ‚dziuplowszczyzny’. Ja co prawda sam do końca nie wiem, na czym ta nasza taktyka ma polegać, bo jest tak tajna, ale zapewnienie Sępa Kancelisty, że ona jest, jest dobra, bo jest tajna, mi wystarczy.

– To co zrobimy Płomykówce? – ponaglał Sęp Kancelista. Wielki Sęp odpowiedział:

– Wiem! Oprócz łańcucha, damy ją do metalowej klatki i umieścimy w mrocznej dziupli, żeby na pewno nie uciekła. Łańcuch pewnie by zerwała.

– Czy my też będziemy musieli siedzieć za ochłapy w mrocznej dziupli spróchniałego pnia? – spytał posiwiały sęp.

– My? Ha, ha, ha – zaśmiał się Wielki Sęp. – My będziemy z tego zwyczajowo zwolnieni. Mamy ważniejsze rzeczy na głowie w tym czasie, będziemy mieli polowanie na smaczne kąski. Ochłapy to może są dobre dla sowiego plebsu.

– Najważniejsze, że jest plan na Płomykówkę – powiedział Sęp Kancelista.

– Zaraz, zaraz… – zamyślił się Wielki Sęp. – Ale czy kora brzozowa z tekstem opinii nie była przybita do drzwi Zwierzęcej Rady Prawodawczej? Każdy ptak chyba mógł go tam znaleźć i go przeczytać.

– Aaaaaaaaaaaaaaaa… – posmutnieli i schylili głowy Sęp Kancelista i posiwiały sęp. – To nic nie da się tej Płomykówce zrobić? Najmniejszego kuku?

– Ależ nie! Zamkniemy ją w tej dziupli dla przykładu. A że nie ma za co? – Wielki Sęp uśmiechnął się złowieszczo. – Dajcie mi sowę, a dziupla na nią się znajdzie!