Sep twych snow/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

Sankja i polityka miłości

Sankja kładąc się do łóżka ze strachem przypomniała sobie, że ostatnio ciągle jej się śni Wielka Puszcza i Sępia Rada. – że też nie może mi się przyśnić coś miłego! – westchnęła. Niestety, ledwo zamknęła oczy, poczuła silne wstrząsy.

– Co to?! Trzęsienie ziemi?! – krzyknęła zrywając się z łóżka.

Zobaczyła mega wypasionego Sępa Kancelistę, który ze słuchawkami na uszach przytupywał w takt muzyki, a te tupnięcia powodowały wstrząsy wykraczające poza skalę Richtera. Sankja znów była sówką i ze zdumienia otworzyła dzióbek. Po chwili usłyszała, że Sęp Kancelista śpiewa i w przerwach między jego przytupami była nawet w stanie rozróżnić słowa:

– Wstań, powiedz nie jestem sam

I nigdy więcej już nikt nie powie

Sępie miłości, nie kochasz

La la la la….

Nagle przyfrunął inny sęp, sądząc z piskliwego głosu niemłoda samica, odziana w drogie piórka od Prady. Miała lekki kłopot z precyzyjnym wylądowaniem. Może dlatego, że Sankja wyczuła od niej jakiś charakterystyczny zapach, którego nie mogła zidentyfikować, ale który kojarzył się jej nieodparcie z fermentacją padliny roślinnej. Samicy obsunęła się noga z gałęzi i już miała polecieć na dziób w dół, gdy Sęp Kancelista mocnych chwytem szpona chwycił ją za kark i pewnie usadził na gałęzi u swego boku.

– Sępie yyyyp Kancelisto! Sępie Kancelisto! – zaskrzeczała samica męczona przez czkawkę – Natychmiast yyyyp fruń do Wielkiego Sępa albowiem gdyż wzywa on ciebie przed swe boskie oblicze! Nie każ czekać yyyp Majestatowi.

– Oczywiście, już pędzę – krzyknął Kancelista zdzierając z uszu słuchawki.

– A co ty yyyp śpiewałeś? – zainteresowała się samica.

– Nic nie wiesz?! Wielki Sęp zarządził politykę miłości wobec sowiego plebsu. Mamy im nie pokazywać, jak bardzo nimi gardzimy, mamy udawać, że je bardzo kochamy i że troska o nie spędza nam sen z powiek. Więc kiedy zatańczę i zaśpiewam im o sępie miłości, który je kocha, przestaną nas krytykować. Nie każdy ma tak wyrafinowany gust jak ja, Sęp Kancelista. Ale muszę lecieć, później pogadamy.

-***-

Sankja przeniosła się do innego miejsca Wielkiej Puszczy, gdzie na tronie w aureoli i koronie jednocześnie siedział Wielki Sęp.

– Jestem, Wielki Sępie! – powiedział zdyszany Sęp Kancelista. – Tak jak mnie wzywałeś.

– A gdzie posiwiały sęp? – spytał Wielki Sęp.

– Tak mu się spodobało pisanie opinii do projektów prawa zwierzęcego, że siedzi i trzaska jedną za drugą.

Wielki Sęp spojrzał na Sępa Kancelistę zdumiony:

– Aaaaaaaaaa… to stąd te obdarte z kory brzozy w całym lesie? Biedaczysko, nie dość, że stracił zęby na procesie legislacyjnym, to teraz jeszcze stępi sobie pazurki na obrywaniu kory…

– No co? Sowy się nas czepiają, że nie opiniujemy projektów prawodawczych, to posiwiały sęp siedzi i nadrabia zaległości z ostatnich lat. 3 zdania i git! Gotowe! Już ze dwieście projektów zaopiniował.

– Ech… pracuś! – zaśmiał się Wielki Sęp. – Kto by pomyślał?

– Ministerstwo Zwierząt jest zadowolone. W każdej opinii posiwiały sęp krótko i zwięźle chwali projekt. I nie zapomina dopomnieć się o podwyższenie stawek ochłapowych.

– To sowy powinny być zadowolone. Non stop na te stawki narzekają.

– Ale to nie pomaga!!! Teraz sowy czepiają się, że pisze nie na temat!

– Tym to nie dogodzisz. Sowy potrafią tylko marudzić!

– Tak, te okropne sowy nie doceniają moich zasług, taktyki i geniuszu – zasępił się Kancelista.

– To leć! Pomóż posiwiałemu sępowi ulepszyć opinie! – Zachęcił Kancelistę Wielki Sęp. – Hopsasa! do przodu!

– Jest jeszcze jedna rzecz o boski! – rzekł Sęp Kancelista.

– Jaka? – zaciekawił się Wielki Sęp.

– Otóż o Wielki Sępie, do Sępiej Rady wpłynęło ongiś sporządzone przez samego Lwa prawo o sądach uchylających…

– Dlaczego mi to tym mówisz, Sępie Kancelisto?

– Gdyż, o boski, nie sporządziliśmy żadnej opinii co do prawa przedstawionego przez Lwa, bo w swojej genialności uznaliśmy, że nie wpływa ono w ogóle na łakome kąski, lecz nie dostrzegliśmy, że Lew w swojej przebiegłości wprowadził możliwość obniżenia minimalnej ilości ochłapów, które otrzymują sowy. Myśleliśmy, że sprawą nowego prawa o sądach uchylających nikt się nie zainteresuje, lecz te okropne sowy domagają się opinii. Ale jest już za późno i nic nie da się zrobić. Jednak zapewniam cię, że nie ma żadnego zagrożenia dla łakomych kąsków! Zwłaszcza takich, które trafiają w Twoje szpony, o najjaśniejszy!

– Mój Sępie Kancelisto – rzekł Wielki Sęp, od którego bił wręcz boski majestat.- Zapamiętaj sobie, milczenie jest złotem! Dlatego też sprawę prawa o sądach uchylających przemilczymy, a potem złożymy wniosek do Trybunału Ptasiego i obwołają nas wybawcami!

– O Wielki Sępie, podziwiam twój doskonały umysł! Ale te okropne sowy drą dzioby pytając jakim prawem Wielki Sęp to tak zostawił?

– Boskim, prawem boskim Kancelisto drogi.

– O Sępia przebiegłości! Wzywam dzięcioły by to obwieściły, od siebie. – powiedział wzruszony Kancelista i padł na kolana. – Przy okazji chciałbym Cię poinformować, że zrobiliśmy Ci prezent. Otóż z haraczy pobranych od sowiego plebsu opłaciliśmy Ci udział w zlocie w pewnej górskiej miejscowości, gdzie co roku najwięksi padlinożercy dzielą łupy. Sowom powie się, że to dla ich dobra, bo będziesz tam promował ich plebejskie dziuple, he he he – rzekł Sęp Kancelista i skłoniwszy się do ziemi pośpieszenie oddalił się z Sali, śpiewając:

– i niiiigdy więceeeej już nikt nieeeee powieeeee Sępieeeee miłoooooości…