sowa i kot/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

SANKJA I IDY MARCOWE

Nawał pracy i nerwówka dawały się Sankji coraz bardziej we znaki. Zwłaszcza wieczorami, kiedy przewracała się z boku na bok i nie mogła zasnąć. Jej ukochane psiaki smacznie już chrapały w jej nogach. Za to za oknem trwał marzec pełną gębą. Koty darły się wniebogłosy. Sankja nie miała nic przeciwko zwyczajom godowym zwierzaków, ale dochodziła 2:00 i ona chętnie by już spała.

„Mrrrraaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaau… mrrrrrrrrrrrrrrreeeeeeeeeeeeeee” – Sankja już prawie dostawała od tego szału.

„Mrrrrrrrrrrrrrrrrraaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaauu!!!” – odwróciła głowę i zobaczyła, że znajduje się niemalże w samym sercu Wielkiej Puszczy. A miauczenie dochodziło z samego środka.

– Co to jest? – spytał władczym głosem Wielki Sęp.

– To – odpowiedział spokojnie lekko posiwiały sęp – jest kot w worku. Nasza nowa taktyka na sowy.

W worku coś się nerwowo poruszyło.

– Kot??? – wybałuszył oczy Wielki Sęp. – A po co mi kot? Tego nawet zeżreć się nie da, sama skóra i kości…

– Hi, hi, w tym wypadku akurat się nie zgodzę – zachichotał lekko posiwiały sęp i dodał:

– Na ten pomysł wpadły nasze kochane kicie – powiedział rozmarzonym głosem i z rozmaślonymi oczami – Kicie są zawsze gotowe i chętne… – mrugnął porozumiewawczo do Wielkiego Sępa – nam pomagać. One wiedzą, jak bardzo sowy działają nam na nerwy, zwłaszcza Puchacz i Płomykówka. Ptaki i inne zwierzęta zaczynają się przeciwko nam buntować, co kicie bardzo martwi.

– Niech nasze kicie dadzą sobie spokój z sowami. Tylko stępią sobie pazurki! – powiedział Wielki Sęp.

– O, Wielki Sępie – skłonił się nisko lekko posiwiały sęp, dziobem niemalże dotykał leśnej ściółki – nie kwestionując Twojej genialności i trafnego osądu, kicie mają bardzo chytry plan.

– Jaki? – zaciekawił się Wielki Sęp – Zamieniam się w słuch…

– Sowy wszędzie wpychają te swoje okropne dzioby. Trzeba więc ptakom i innym zwierzętom wmówić, że one wcale nie chcą tych sów ani oglądać, ani słuchać, ani czytać. Generalnie, że sowy są passé.

– A co ma do tego kot?

– No jak to co? Wytworzymy w ptakach i innych zwierzętach potrzebę identyfikowania się z kotem. Powiemy, że kot jest cool, jest dostojny i elegancki, a do tego, że jest bardzo mądry, a sowy są głupie. Wszędzie będziemy szponami rysować wizerunek kota, a sowy pójdą w zapomnienie.

– Brzmi ciekawie… – zamyślił się Wielki Sęp. – A cóż to za kot jest w tym worku?

– A to… – powiedział lekko posiwiały sęp – To jest nasz protokot! Czyli pierwszy kot. No, kiciulek, wychodź, przedstaw się swojemu Panu… Kici, kici…

Lekko posiwiały sęp rozwiązał worek, a z niego wygramoliło się mega wypasione ciało Sępa Kancelisty… w kociej masce na głowie!

– Mrrrraaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaau! – Sęp Kancelista padł na kolana i zaczął się prężyć i ocierać swe mega wypasione ciało o Wielkiego Sępa.

– No dobrze, już dobrze… chyba za bardzo wczułeś się w rolę!!! Starczy!!! Choć to smyranie jest całkiem miłe… niemalże nie ustępuje drapania po pleckach i pod skrzydełkami w wykonaniu naszych kochanych kici…

– Otóż to, Wielki Sępie, otóż to! – z zadowoleniem powiedział lekko posiwiały sęp. – To jest właśnie nasz Protokot! To jest kot na miarę naszych możliwości! My tym kotem otwieramy oczy niedowiarkom! Mówimy: to jest nasz kot, przez nas zrobiony, i to nie jest nasze ostatnie słowo!

Kot na miare naszych mozliwosci– I co dalej?

– Jak to co? Sęp Kancelista będzie się pojawiał w każdej audycji w Ptasim Radiu, wszystkie ptasie czasopisma wydawane na brzozowej korze będą pokazywały jego wizerunek i pisały o nim…

– Ale przecież on już prawie wyskakuje mi tu zza każdego drzewa! Aż mnie korci, żeby go dobrze zawiązać w tym worze z powrotem!

– Ale on będzie występował jako protokot! Nowa, wykreowana przez nas potrzeba oraz podmiot identyfikacji każdego zwierzęcia w Wielkiej Puszczy! Stare sępice już podchwyciły pomysł i poleciały po centkowane legginsy, żeby paradować w nich codziennie po Wielkiej Puszczy z dumom i godnościom osobistom.

Wszyscy członkowie Sępiej Rady ochoczo przebrali się za koty, gdy ktoś nagle zapytał:

– Ale skoro nie sowy lecz koty, to my nie będziemy już Sępią Radą tylko…

– Hienią – bąknęła pod nosem Sankja – będziecie Hienią Radą…

Sęp Kancelista, zajęty wbijaniem się w kombinezon tygrysa bengalskiego i przekonany, że powyższe padło z ust jednej z sępic dodał:

– Wszystko jedno hieny czy sępy, metody mamy opracowane.

Rozległo się głośne „Mrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrraaau”. Sankja otworzyła prawe oko i przykryła poduszką głowę marząc o tym, aby marcowe kocie gody wreszcie się skończyły.

Koty sa cool 2