Na początek przypominamy Państwu wpis Ministra Sprawiedliwości na jego profilu na FB, który … mówi sam za siebie i za jego autora:

BB wypocinyAdwokaci odpowiedzieli Panu Ministrowi na ten wpis. Według nas świetną odpowiedź napisał Pan Mecenas Bartosz Kwiatkowski. Prezentujemy ją poniżej:

***

Szanowny Panie Ministrze.

Kompletnie nie rozumiem, dlaczego rozpoczyna Pan swoją wypowiedź od ataku ad personam skierowanego do wszystkich, którzy z Panem próbują tutaj rozmawiać.

Podchodząc do Pana wypowiedzi merytorycznie pragnę zauważyć, że mnie osobiście nie są znane jakiekolwiek badania odnośnie zaufania do adwokatów (nie wiem też jak zdefiniować zaufanie na potrzeby takich badań, co jest równie interesującą kwestią). Zauważę jednak, iż po pierwsze, z „informacji medialnych” których nie jestem w stanie sprecyzować ani odnaleźć pamiętam, że zaufanie to plasuje się wyżej niż poparcie dla Pańskiej Partii, a zwłaszcza poparcie dla Pańskiego kandydata na urząd Prezydenta RP. Pozwolę sobie również zauważyć, iż gdyby kierować się badaniami, to wybory winien był wygrać w pierwszej turze Pan Komorowski, Pan Duda powinien mieć trochę ponad 25%, zaś Pan Kukiz nie powinien przekroczyć 13%. To tak w przedmiocie zaufania do tzw. badań statystycznych poparcia dla (tu wstawić).

Kompletnie nietrafiony (i rzucony pod bliżej nieokreśloną publikę) jest zarzut, że chcemy garstki osób wykonujących zawód. Czy może Pan jednak wskazać jakie osoby wygłosiły takie wypowiedzi? Stosuje tutaj Pan dość podłą taktykę dyskusyjną, znaną powszechnie jako sofizmat rozszerzenia, potocznie „atakowanie chochoła” (ang. strawman fallacy). Zupełnie nie rozumiem jaki jest tego cel, bo a) zamiast wypowiedzieć się merytorycznie, idzie Pan w propagandę oraz b) przecież nikt się na to nie złapie – jesteśmy prawnikami, wszyscy to mieliśmy na studiach. Więc po co?

Aby szybko oczyścić pole do dalszej dyskusji zauważę tylko, że np. ja jestem „dzieckiem otwarcia zawodu”, co wprost wynika z mojej daty urodzenia i ukończenia aplikacji. Podobnie sytuacja wygląda w wypadku przytłaczającej większości osób, które się tutaj wypowiadają.

Rozmawiamy z Panem, ponieważ obecnie Skarb Państwa zatrudnia nas za darmo. Obecnie od półtora roku prowadzę trudną sprawę rozwodową. Nie dostałem za to ani grosza i nie dostanę, dopóki sprawa się nie skończy, co potrwa co najmniej kolejne dwa lata. Wtedy, za te cztery lata prowadzenia sprawy, sąd zapłaci mi 360 złotych brutto. Oznacza to, że do sprawy dopłacę. Niestety, z uwagi na kolizję terminów nie mogłem osobiście stawić się na dwóch terminach, zaś za substytuta zapłaciłem już 400 zł netto (po cenach mocno koleżeńskich). Miałem także wątpliwą przyjemność dwukrotnie przebijać się przez kilka tysięcy stron akt sprawy rentowej po to, aby otrzymać 120 zł brutto za sporządzenie opinii o braku podstaw do wniesienia skargi kasacyjnej. Na czytaniu akt w sekretariacie spędzałem tyle czasu, że przez osoby postronne byłem brany za nowego pracownika. Za 240 zł prowadziłem sprawy przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym, przy czym zdarzyło się, że nie dostałem w ogóle wynagrodzenia, bo sąd doszedł do wniosku, że czytanie akt i wystawienie opinii to nie praca. Zaskarżyłem, NSA to utrzymał, a ja dostałem dodatkowo po kieszeni opłatą. To jedyna sytuacja w Polsce, w której to pracownik musi dopłacać do pracodawcy (jeżeli Pan nie wierzy, służę odsyłaczem do bazy NSA, orzeczenie w mojej sprawie jest tam zamieszczone). Mam rozumieć, że jak Pan prowadził kancelarię, to za te sprawy gospodarcze, o których Pan pisze, brał Pan po 200 zł za instancję, tak?

Na koniec prosiłbym nie stawiać mnie (i zapewne koleżanek i kolegów) w opozycji do obywateli i ich prawa do pomocy prawnej. My jesteśmy obywatelami, ale problemem nie są inni obywatele. Problemem jest, że Pan i Pana rząd zmusza nas do pracy za darmo, w ramach swoistego czynu społecznego. Ja nie mam problemu z moimi klientami, mam problem w tym, że mi Pan i pana rząd nie płaci. To nie obywatele zawinili, że Wy nie chcecie regulować rachunków za usługi, które zamawiacie. Zachowuje się Pan jak osoba, która przyszła do restauracji, zamówiła posiłek, dała go znajomemu, a potem powiedziała restauratorowi, że nie dostanie pieniędzy, bo Pana znajomy ma prawo do jedzenia. Budowlańców też Pan będzie zmuszał, żeby za darmo robili autostrady? A może zmusicie kina i teatry, żeby grały za darmo, bo każdy ma prawo do dostępu do kultury?

Prosiłbym również o precyzyjne wskazanie gdzie w ustawie pakamerowej mogę znaleźć informację, że w pakamerze będę zatrudniony na pół etatu (a więc jak rozumiem w ramach stosunku pracy, bo tylko stosunek pracy działa w oparciu o etaty i czas pracy) z pensją 5000 netto.

I jeszcze jedna uwaga: mam niejasne wrażenie, że nie rozumie Pan sytuacji. Ma Pan pretensje (mam wrażenie), że się z Panem komunikujemy. Nie dostrzega Pan, że my chcemy rozmawiać i mamy dobrą wolę. Oczywiście jeżeli Pan nie chce, możemy przestać rozmawiać. Jeżeli Pan woli rozmawiać z naszymi „władzami”, proszę się nie krępować. Zastanawia mnie jednak tylko jak długo nasze władze dadzą radę chodzić na te wszystkie urzędówki, jak my przestaniemy to robić. Wydaje mi się, że te kilkadziesiąt osób w skali kraju może Panu jednak nie wystarczyć. Co więcej, Pańskie snucie planów odnośnie drugiej kadencji może nie być trafione. Skoro nawiązuje Pan do otwarcia zawodów to chciałbym przypomnieć, że zrobił to PiS, nie PO. Osiem lat mieliście na uregulowanie tej kwestii, a teraz, w przeddzień wyborów Pan się wścieka tylko dlatego, że w ogóle poruszyliśmy temat. Nie wiem czy lepiej jest być zapamiętany jako minister, który merytorycznie podchodzi do problemu, czy jako minister, który jako pierwszy w historii doprowadzi do strajku adwokatów i zwycięstwa Pana Dudy w wyborach. Różnicy między kandydatami jest na paręset tysięcy głosów, naprawdę możemy zrobić różnicę.

***

A my jednak dodamy od siebie wyniki badania zaufania do poszczególnych zawodów:

zaufanie(źródło: https://www.gfk.com/pl/news-and-events/press-room/press-releases/strony/miedzynarodowe-badanie-zaufania-do-zawodow.aspx)