mem Jurka 2 adw grób

Kolejny adwokat/radca prawny wstępuje do sprawy – zjawisko „kopidoła”

W postępowaniu cywilnym strona może mieć nielimitowaną liczbę pełnomocników, w postępowaniu karnym maksymalnie 3 obrońców.

Klienci niezbyt często decydują się na takie rozwiązanie, które wiąże się z wyższymi kosztami reprezentacji, tym bardziej, że w razie wygrania sprawy sąd zasądza zwrot kosztów reprezentacji tylko jednego pełnomocnika/obrońcy.

Czasami jednak stopień zawiłości sprawy, czy jej waga gatunkowa – najczęściej dotycząca złożonych spraw karnych z zarzutami o popełnienie zbrodni – skłania ludzi do zlecenia prowadzenia sprawy dwóm lub nawet trzem adwokatom.

Wydawać by się mogło, że ten temat nie jest w ogóle żadnym tematem do jakichkolwiek rozważań i nie powinien rodzić w praktyce najmniejszych nawet problemów.

Przecież jak mówi przysłowie „co dwie głowy to nie jedna” – a co dopiero mówić w przypadku 3 głów, czy np. 5 i więcej (tylko w postępowaniu cywilnym).

Człowiek z kolei powinien mieć prawo wyboru adwokata i móc sobie powybierać kogo tam mu się podoba, a pozostali adwokaci – w końcu zleceniobiorcy coraz częściej traktowani jako „uniżeni słudzy” klienta – nie powinni mieć prawa do sprzeciwu.

Niespodzianka.

Nie tylko dla klientów, ale i dla nielicznych (na szczęście) kolegów i koleżanek adwokatów wstępujących jako kolejny pełnomocnik/obrońca do sprawy:

Kodeks etyki adwokackiej

(…)

§ 34 Przed udzieleniem pomocy prawnej adwokat powinien upewnić się, czy w tej sprawie klient nie korzysta już z pomocy prawnej innego adwokata, a jeśli tak, to bez wiedzy i zgody tegoż adwokata nie może udzielić pomocy prawnej ani też brać udziału w sprawie łącznie z nim.

Adwokat prowadzący dotychczas sprawę może odmówić wyrażenia zgody tylko z ważnych przyczyn. Jeśli zwłoka związana z koniecznością porozumienia się adwokatów mogłaby spowodować istotny uszczerbek dla interesów klienta, adwokat wstępujący do sprawy powinien udzielić klientowi niezbędnej pomocy prawnej, zawiadomić o tym niezwłocznie dotychczasowego adwokata i w razie istnienia przeszkód, odstąpić od dalszego udzielania pomocy.

(…)

Lubimy pracować wspólnie z innymi adwokatami, organizować „burze mózgów”, dyskutować i ujednolicać taktykę aby nie zaszkodzić klientowi pozostającymi w sprzeczności i wykluczającymi się nawzajem działaniami procesowymi. Ustalać kto będzie „złym policjantem” i przyjmie na siebie odium niechęci prowadzącego sprawę, a kto „dobrym” i dzięki niechęci do drugiego adwokata będzie w stanie wynegocjować lepsze warunki orzeczenia/karę itp.

Jest tylko jeden warunek takiej współpracy – adwokaci muszą być względem siebie uczciwi i grać fair play.

A klient nie może stawiać swojego obrońcy/pełnomocnika przed faktem dokonanym i zapoznać go na rozprawie z dopiero co wynajętym kolejnym adwokatem.

Wizualizując sytuację – instalując w domu system grzewczy nie wynajmujecie państwo 2 czy 3 obcych sobie firm nie uprzedzając ich o tym, nie kontaktując ze sobą, nie pytając, czy firma instalująca kotły grzewcze będzie zgodnie współpracowała z firmą od paneli słonecznych oraz czy to się nie wykluczy wzajemnie i nie definiując oczekiwań ani tego, jaki system zainstalować chcecie. Można sobie wyobrazić chaos jaki zapanuje i szkody jakie 3 niewspółpracujące ze sobą firmy wyrządzą prowadząc prace bez względu na pozostałych. Nie będąc specjalistami od systemów grzewczych i będąc zmuszonym zagrożeniem własnych interesów do zdecydowania się na 1 system i 1 firmę w tym chaosie – kogo wybierzecie, gdy nagli czas i decyzję należy podjąć natychmiast?

🙂

Tego, który Was przekona do wyboru jego osoby nie rzeczywistym poziomem pracy – ale lansem i PR – że jest skuteczniejszy i lepszy od innych. Czyli „kopidoła”.

No, fajerwerków w związku z takim wyborem się nie spodziewajcie 😀

Dobra rada – przemyślcie decyzję o wyborze pełnomocnika lub obrońcy i uprzedźcie swojego pierwszego pełnomocnika czy obrońcę o zamiarze dobrania kolejnego adwokata/radcy prawnego do sprawy ZANIM udzielicie pełnomocnictwa i zapłacicie.

Bo możecie stracić tego pierwszego i zostać z lansiarzem-kopidołem stawiającym się na czynności w sprawie tylko wtedy, gdy na miejscu są media, a na pozostałe terminy wysyłających aplikanta – za każdym razem innego, z tzw. „łapanki”, który otrzymał akta na 5 minut przed sprawą.

Dlaczego?

Z uwagi na większą podaż od popytu na rynku usług prawnych i przekładanie przez niektórych prawników ponad elementarne zasady uczciwości i koleżeństwa (już nawet nie wspominając o KEA) – żądzy zysku czy uwagi (czyt. reklamy) medialnej – niektórzy prawnicy narzucają swoje usługi klientom, posuwając się nawet do poszukiwania kontaktu do nich przez media.

Wstępując do sprawy – nie mają nawet zamiaru ani pouczyć klienta o stosowności poinformowania dotychczasowego pełnomocnika/obrońcy o zamiarze wynajęcia kolejnego obrońcy/pełnomocnika, uzyskania jego zgody na występowanie z tym konkretnym kolejnym prawnikiem, ani samemu pierwszego obrońcę/pełnomocnika o tym fakcie zgodnie z Kodeksem Etyki Adwokackiej uprzedzić i samemu uzyskać jego zgodę. Chętnie za to korzystają z już napisanych przez pierwszego adwokata/radcę prawnego wzorów pism/opracowanej taktyki czy uzgodnionych z prokuratorem i sądem warunków tzw. „poddania się karze” – sobie przypisując zasługi i efekty cudzej pracy i cudzych ustaleń i taktyki.

Są koledzy, którzy wstępują do sprawy już perfekcyjnie „ogarniętej”, gdzie nie trzeba robić nic, oprócz zaczekania na ogłoszenie orzeczenia, bo wszystko zrobił pierwszy adwokat/r.pr. I efekty cudzej pracy lansują jako sukces własny oraz „zrobienie wrażenia nazwiskiem”. Prostackie, żenujące sztuczki dla prymitywnej gawiedzi, ale łapiecie się na to kochani klienci 🙂

Są koledzy, którzy w celu spicia śmietanki z cudzej pracy w pojedynkę – wstępując jako kolejny prawnik do sprawy posuwają się do gróźb wobec kolegów, czy mających na celu nakłonienie do wypowiedzenia pełnomocnictwa zachowań dyskredytujących i upokarzających dotychczas występujących w sprawie prawników.

Ciężko uwierzyć, ale są osoby, które aby zdobyć rynek określonej specjalizacji, w której od lat tyrają ciężko te same nazwiska – posuwają się do zdobywania cudzych klientów argumentami, że „więcej załatwią” od tamtych ponieważ…. Pani prokurator to ich kochanka 🙂 Dzięki czemu mają wyrobione „nazwisko” (w sumie to i tak ten rzekomo na pani prokurator „wyrobiony” organ można określać).

I też się klienci na to łapiecie 😀

Mało tego, rzekomemu ogierowi pani prokurator za rzekome „załatwienie” pozytywne sprawy płacicie kilkakrotnie więcej niż innym.

I znajdujecie jakoś pieniądze, nie „cykacie” ratami płacząc, że nie macie.

Jest tak?

No jest, jest. Doskonale o tym wiemy.

To scheda ustrojowa ten brak wiary w sprawiedliwość, siłę przebicia wiedzy merytorycznej i skuteczność przemyślanej i mądrej taktyki procesowej – w Polsce wierzy się, że wygrywają „załatwiacze”. Z drugiej strony faktycznie część decyzji prokuratorskich i sądowych wobec swojej rażącej niesprawiedliwości i stopnia absurdu – wzmacnia tą wiarę.

Kontynuując – są „koledzy”, którzy w nasze sprawy wchodzą notorycznie.

Nie uprzedzając nas o tym fakcie i uciekając się do powyżej opisanych sztuczek.

Rozumiemy oczywiście determinację jaka ich do takiego zachowania skłania i bolejemy nad nieudaną karierą oraz nad metodami, do jakich zmuszeni są się uciekać.

Ale nie współpracujemy z nimi.

Tym bardziej, że się po prostu nie da.

Rywalizować w konkursie potencji wśród personelu prokuratur, ani w konkursie na to czyje nazwisko jest bardziej i gdzie znane oraz przyczyn jego „wyrobienia” – nie mamy zamiaru.

Żenujące i tak naprawdę rozpaczliwe ferowanie pochwał pod własnym adresem przez kolegów przypisujących sobie efekty naszej pracy budzą politowanie i złość na taką nieuczciwość. Ale zameldować właściwej ORA o notorycznym naruszaniu przez te osoby § 34 Kodeksu Etyki Adwokackiej nie zamierzamy 🙂 Co to da? Kolega nadal będzie zdobywać klientów w jedyny sposób, w jaki zdobywać ich potrafi.

Największą wściekłość wzbudza jednak zawsze narażanie nas na niepotrzebne koszty i odraczanie spraw. Szczególnie telefon o godz. 21 od rodziny pozbawionego wolności klienta, gdy samochód już zatankowany bo sprawa 300 km dalej, a substytucje opłacone kwotą kilkuset złotych – że… „wzięliśmy drugiego adwokata bo się sam zgłosił i powiedział, że może pomóc jego nazwisko/bo ma kochankę w tym sądzie/prokuraturze/pił z prezesem sądu wczoraj wódkę i załatwi* to co przyjedzie pan?” (*niepotrzebne skreślić).

I okazuje się, że to wasz dyżurny, tak, ten co zwykle „zimny łokieć” kopidół. Nie, nie jedziecie, próbujecie ratować dzień i usiłujecie nie stracić klientów ze swojej siedziby. Po czym otrzymujecie od zachwyconego klienta wieść, że „nazwisko”/wódka z prezesem/seks z prokuratorką* mecenasa odniosło „wielki sukces” wynegocjowując w trybie art. 335 k.p.k. karę surowszą za zarzuty lżejsze – od kar jakie zwykle sami uzyskujecie w cięższych gatunkowo sprawach.

Z jednej strony – szkoda klienta i sprawy.

Z drugiej – nie chcecie już mieć niczego do czynienia ani z człowiekiem, ani z ludźmi wierzącymi w „nazwiska” czy te czary-mary wywołane przez potencję mecenasa, ani w „sukcesy”, które sukcesami, nie oszukujmy się – żadnymi nie są.

I każdego adwokata, czy radcę prawnego najprawdopodobniej taka historia spotka.

Jasne, bywa, że nie odpowiada klientowi linia obrony/reprezentacji, czy taktyka stosowana przez adwokata. Wtedy po prostu wypowiedzcie pełnomocnictwo i wynajmijcie innego – bo dobierając kolejnego, różniącego się diametralnie w podejściu i widzeniu waszej sprawy – kopiecie sobie grób. Będziecie mieć szczęście, jeśli okaże się płytki i zdołacie się z niego wykopać. Panele słoneczne z piecem węglowym podłączone do jednej rury działać dobrze nie będą.

hannibal lecter wie że kazdy człowiek jest wewnątrz dobry