DR1DR2

W życiu każdego adwokata trafiają się chwile triumfu, czasem trafiają się chwile ciężkich porażek. Każda porażka czegoś uczy i jeśli umiemy wyciągać wnioski, porażek będzie coraz mniej. Ale czasem trafiają się i chwile, kiedy nie wiadomo czy odniosło się spektakularny sukces, czy zostaje się zmasakrowany porażką.

Ja mam takie odczucie, kiedy czytam uzasadnienie postanowienia zamieszczonego powyżej. Bo niby wynagrodzenie otrzymałem, ale mam kaca moralnego bo śmiałem wstąpić o więcej, a to więcej to raptem 60 zł. Tak głupie 60 zł, które pewnie po opodatkowaniu będzie o 20 % niższe. Dla sądu to i tak za dużo zarobiłbym. Trzech sędziów zawodowych pochyliło się nad wnioskiem i w swej najjaśniejszej i nieomylnej mądrości uznało, że 150 % stawki podstawowej to za dużo.

Zasadzając 120 zł. tak jak stanowi rozporządzenie uznało, że tyle kosztuje napisanie 10 stron opinii, przejrzenia 5 tomów akt, zapoznaniu się z 20 stronicami pozwu pisanego odręcznie w którym powód przytoczył co najmniej tuzin orzeczeń SN i TK, które trzeba było przeanalizować, czy czasem nie maja zastosowanie w sprawie i przejrzeniu stosownych orzeczeń.

Doprawdy jak trzeba nienawidzić pełnomocnika, aby mu wytykać ile stron napisał i ile w tych stronach zamieścił treści odnoszącej się do stanu faktycznego, a także treści odnoszącej się do samych rozważań prawych w tej konkretnej sprawie. Czymś niezrozumiałym jest pisanie, że wystarczyło kilka zdań, aby uzasadnić opinię bowiem, oczywistym jest, że skarga kasacyjna była oczywiście niezasadna.

Będę złośliwy i przytoczę brzmienie przepisu art. 118 § 6 K. p. c. „jeżeli opinia, o której mowa w § 5, nie została sporządzona z zachowaniem zasad należytej staranności, sąd zawiadamia o tym właściwy organ samorządu zawodowego, do którego należy adwokat lub radca prawny. W takim przypadku właściwa okręgowa rada adwokacka lub rada okręgowej izby radców prawnych wyznaczy innego adwokata lub radcę prawnego. Przepis art. 117(3) § 2 stosuje się odpowiednio”. Jestem gotów nawet założyć się, że gdybym napisał te kilka zdań to nie tylko nie dostałbym wynagrodzenia, ale również tłumaczyłbym się ORA czemu to pisząc jako profesjonalista, śmiałem obrazić sąd kilkoma zdaniami?

Nie bardzo pojmuję tok rozumowania sądu, który antycypuje to jak SN potraktowałby ewentualną skargę kasacyjną, tym bardziej, że wbrew twierdzeniu sądu orzekającego w tym orzeczeniu nie jest do końca oczywiste, czy powód nie miał racji, a argumentacja nie znalazłby uznania w SN. Przecież większość precedensowych wyroków dokładnie opiera się na założeniu, że idziemy wbrew utartej linii orzeczniczej. Dlaczego otrzymujemy w zamian za wzmocnienie orzeczenia sądu własną argumentacją po głowie od tego samego sądu, tym bardziej, że staje właśnie między tym sądem, a klientem?

W tym przypadku powód w liście po zapoznaniu się z opinią nie przebierał w słowach i wylał swoją żółć na pełnomocnika. Oczywiście szacowny sąd już o tym nie wie, no bo do niego list nie trafił. Tyle się ostatnio mówi o urealnieniu stawek z rozporządzenia, gdyż kwota 120 zł wygląda jak jakiś żart. Ostatnio podnosi się fakt braku jedności prawników (sędziów, prokuratorów i adwokatów) w fundamentalnych dla nas sprawach. Tylko jak można przejść do porządku nad takim uzasadnieniem orzeczenia??? Z tej sprawy płynie jeden wniosek: bierz ochłap i s…