razem czy osobno 2

Dzisiejszy wpis ma być prowokacyjny – nie konfrontacyjny. Okręgowa Rada Adwokacka w Warszawie podjęła decyzję o proteście Adwokatury (informacje znajdziecie Państwo pod tym linkiem: Protest Adwokatury blog). My idziemy. Często czytamy w komentarzach na blogu, że środowiska adwokackie i radcowskie są niepotrzebnie dzielone i skłócone, niektórzy nasi radcowscy czytelnicy piszą, że chętnie dołączą się do wspólnego protestu. Stąd nasze pytanie: czy Państwo podtrzymują te deklaracje? Chętnych zapraszamy do ankiety:

A teraz kilka słów odnośnie odpowiedzi numer dwa – jak zaznaczyliśmy na wstępie, wpis miał być prowokacyjny. Rozmawiając z wieloma adwokatami często słyszymy, że boją się protestu właśnie z tej przyczyny, że to my adwokaci wystawimy się na tzw. „strzał”, a samorząd radcowski powie „Patrzcie, my jesteśmy fajni, a oni są pazerni” i ugra na tym coś dla siebie, zwłaszcza wizerunkowo – tyle w skrócie.

Nasze pytanie trochę spłaszcza i upraszcza tezy zawarte w dwóch sprzecznych sygnałach, jakie docierają do nas medialnie z samorządu radcowskiego.

Prezes Dariusz Sałajewski dał wyraźnie do zrozumienia, że nie mamy co liczyć na poparcie (D. Sałajewski przeciwko protestowi). Z kolei z radością przyjmujemy słowa poparcia i chęci współpracy Dziekana Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie Włodzimierza Chróścika, który – podobnie jak my – cieszy się, że nareszcie samorząd się budzi i zaczyna walczyć (W. Chróścik poparcie).

Sprawa, o którą walczymy, jest naszym wspólnym interesem. Niskie stawki z ministerialnych rozporządzeń (adwokackiego i radcowskiego), godzą w interes naszych klientów, którzy nie otrzymują realnie poniesionych przez nich kosztów zastępstwa procesowego. Prowadzimy sprawy zusowskie, sprawy pracownicze – również z wyboru i każdy z nas spotkał się z tym szokiem, kiedy klient dowiaduje się, że za prowadzenie sprawy musi nam zapłacić X, ale w przypadku wygranej ZUS/pracodawca zwróci mu ułamek X (czyli 60 zł, bez VATu do tego). Czyli nasz wygrywający klient tak naprawdę jest traktowany jak osoba przegrywająca proces, gdyż ponosi koszty z własnej kieszeni, w miejsce otrzymania realnego zwrotu od przeciwnika.

Stawki godzą również w nas samych – i to w dwójnasób. W sposób oczywisty tracimy, kiedy musimy dokładać się finansowo do prowadzenia spraw z urzędu – w miejsce otrzymywania wynagrodzenia za wykonaną usługę. Takie modern slavery.

Ale często zdarza się również sytuacja, że klient poinformowany o zasadach zwrotu poniesionych kosztów w przypadku wygranej decyduje się tylko na poradę lub sporządzenie pisma – w miejsce zlecenia nam prowadzenia całej sprawy. Gdyż nie chce dokładać – i my tego klienta jak najbardziej rozumiemy! My z kolei, prowadząc działalność zawodową również i po to, żeby zdobyć środki na utrzymanie siebie i rodziny, nie możemy godzić się prowadzić spraw po stawkach poniżej realnych kosztów, niezapewniających dochodu (nie zwrócą się koszty paliwa na dojazdy do sądu, o innych nie wspominając, oczywiście w MS zdają się nie rozróżniać przychodu od dochodu…).

Dlatego ponawiamy pytanie: przyłączycie się do nas? Czy jednak musimy mieć oczy dookoła głowy? WALCZMY RAZEM!!! Tylko Ministerstwo Sprawiedliwości zyskuje na tym, że nie walczymy wspólnie – nasi klienci i my na tym tracimy!