sluzba-zdrowia-demotywatory

Historie realne:

1/. infekcja wirusowa z ostrym zapaleniem górnych dróg oddechowych, oskrzeli i wymiotami oraz wysoką gorączką – teraz, w te upały. Oczywiście taka sytuacja zmiata człowieka z powierzchni ziemi.

SOR – nie przyjmie „bo nie z wypadku”.

Do rodzinnego – brak miejsc. Peregrynacje po mieście celem uzyskania płatnej wizyty prywatnej – z tym samym efektem – brak numerków.

Rodzinny przyjmuje pacjenta na drugi dzień tylko dlatego, że jak ten dopełzł do kolejnej prywatnej przychodni i rejestracji, to zaczął wymiotować i już się z ziemi nie podniósł, więc nie mieli wyjścia.

Antybiotyki, zastrzyki, furmanka leków, zwolnienie „L4” z zaleceniem „pacjent ma leżeć”.

Kilka dni pacjent dochodzi do siebie, nie będąc w stanie chodzić. W końcu wstaje i lekko się zataczając oraz nie bardzo kontaktując się z rzeczywistością… idzie do sądu, bo jest adwokatem, obrońcą, ma rozprawę a nie posiada zaświadczenia od lekarza sądowego i w okresie urlopowym nie ma żadnego substytuta. 5000 zł na karę za nieusprawiedliwione niestawiennictwo też nie ma a za całą sprawę dostanie 10 razy mniej…

W sądzie wita go brak klimatyzacji i prawie 40 stopni. Świetnie się komponuje z temperaturą ciała 38,2. Obrońca po pół godziny rozprawy nie wie co się dzieje i nie rozumie co mówi do niego sędzia. Nie może wstać z ławki. Sąd odracza rozprawę. Adwokat trzymając się ścian, poręczy i ogrodzeń wychodzi z sądu i rusza taksówką w miasto w poszukiwaniu lekarza sądowego, łykając na zmianę lokomotiv z torecanem usiłuje nie wymiotować przez szybę…

Lekarze są na urlopach… nikt ich nie zastępuje.

Happy endu nie będzie.

2/. Obrońca objuczony aktami jak muł – przewraca się pod sądem, uszkadzając kostkę i nadgarstek ręki, którą usiłował się podeprzeć i ratować.

Błyskawicznie staje się posiadaczem 2 nadprogramowych wielkich, sinych kolan – jednego w nadgarstku i drugiego w kostce. Z rozciętej na cudnym bruku skóry tryska krew.

Nie może się podnieść, ani iść z torbiszczami akt. W innym sądzie zaczyna mu się rozprawa… Przybiega zaalarmowany kolega z kancelarii i pomaga dostać się do samochodu i przenieść akta. Nie może zastąpić, bo ma swoje sprawy, wiezie na SOR, zostawia i pruje na własne sprawy.

SOR – nie z wypadku, nie przyjmiemy, do rodzinnego. Taksówka i znowu po całym mieście. Rodzinny z NFZ – brak numerków. Mogą zapisać za tydzień na czwartek. Kolejnych 6 rodzinnych już prywatnie – brak numerków, mogą za tydzień. Ortopedzi prywatnie – brak miejsc, mogą na październik zapisać. RTG, USG – nie zrobią bez skierowania. Lekarz sądowy – bez zaświadczenia od ortopedy nie wypisze zaświadczenia bo no tak, no coś się stało, widać, że się stało, może nawet staw w tym nadgarstku złamany, no noga też nie teges, ale nie, nie, nie, on się boi, sam nie wypisze.

Znowu ortopeda – obrońca w przychodni ortopedycznej uzyskuje numerek …. 91. Po 6 godzinach czekania, kiedy ortopeda nie skończył jeszcze przyjmować dzieci z 1 zmiany obrońca wzywa taksówkę, na 1 nodze się do niej przetaszcza i wyjąc z bólu w domu łyka 2 przeterminowane od 5 lat ketonale, które nawet nie pamięta skąd ma…

Zwolnienia, ani zaświadczenia nie ma – obrońcę czeka z powodu nieudzielenia pomocy lekarskiej operacja stawów.

Jedyne co dobre to to, że sąd nie wymierzył kary za niestawiennictwo uznając jako usprawiedliwienie – zdjęcia uszkodzonych, spuchniętych, czarnych adwokackich odnóży.

Instytucję lekarza sądowego wprowadziła ustawa z dnia 15 czerwca 2007 r.

KLIK: ustawa o lekarzu sądowym

Jeśli chodzi o profesjonalnych uczestników procesu to obowiązek poświadczania niemożności stawiennictwa w tym trybie ma tylko adwokat i radca prawny.

Prokurator i sędzia – najwyraźniej chorują, łamią nogi, rodzą dzieci, mają zawały itp. – „naprawdę” a nie „na niby” jak adwokaci i radcowie prawni.

Uzasadnienie nałożenia obowiązku poświadczania niezdolności do stawienia się w sądzie dla profesjonalnych obrońców i pełnomocników:

http://bip.kprm.gov.pl/ftp/kprm/dokumenty/070327u2uz.pdf

„Kontradyktoryjność” procesu polega na tym, że adwokat i radca prawny są zobowiązani usprawiedliwiać nieobecność i poświadczać swoją chorobę w sposób, który nie jest przewidziany dla prokuratorów i sędziów. Czym jest to uzasadnione? Ano dyskryminacją tych grup zawodowych i chęcią zasugerowania społeczeństwu, że jesteśmy nieuczciwi.

Nasza praca polega na reprezentowaniu/obronie klienta m.in. w sądzie na rozprawie.

Z jakich więc racjonalnych, niemotywowanych nienawiścią i chęcią dyskryminacji i spauperyzowania tej grupy zawodowej powodów urzędnicy uznają, że nasze zaświadczenie o niemożności wykonywania pracy – polegającej przecież do ciężkiej Anieli na uczestnictwie w rozprawie – jest „gorsze” od zaświadczenia lekarza sądowego, np. ginekologa wypisującego, że złamanie nogi kolegi uniemożliwia mu… stawienie się na rozprawie.

Przecież nie ma wymogu uzyskania zaświadczenia od lekarza sądowego ze specjalizacją w schorzeniu, na które akurat zapadliśmy. Spokojnie sobie pediatra przepisuje zaświadczenie o ostrym ataku reumatoidalnego zapalenia stawów i zespole Sorgena, nie wiedząc nawet co to takiego.

A chorujemy na choroby autoagresywne, latami z nimi chodzimy, nawet o tym nie wiedząc – bo to konsekwencja pracowania z grypą, zapaleniem dróg oddechowych, życiem w ciągłym stresie, deprywacją snu z powodu pisania nocami.

To nam – przedsiębiorcom – nie opłaca się chorować, to dla naszych jednoosobowych firm każda choroba i każdy przestój to finansowy dramat. Nie dla sędziów, czy prokuratorów.

To my – nie oni – pracujemy chorzy i wędrujemy o kulach, połamani po salach rozpraw.

To my nie zarabiamy grosza na zwolnieniu.

Nie dostajemy przecież wynagrodzeń, honoraria są uzależnione od naszej obecności i aktywności i płacą je – o ile w ogóle płacą – klienci, nie otrzymujemy zasiłków za czas zwolnienia krótszy od 30 dni, a za dłuższy okres zasiłek jest w wysokości nie pozwalającej na opłacenie czynszu….

I co, Minister Sprawiedliwości, czy sędziowie uważają, że nasi klienci nawet mający interes w przedłużeniu jakiejś sprawy- są w stanie finansowo zrekompensować nam zwolnienie, zapłacić czynsz za kancelarię, za mieszkanie, rachunki za energię elektryczną, telefon, internet, utratę klientów, pokryją koszty substytucji, jakie uda nam się na czas choroby udzielić? 😀 Serio? Pokażcie nam takich klientów. Skoro kwota 400 zł za apelację to dla nich: „skandal! Dlaczego tak drogo!”.

Załóżmy teraz, że mamy pecha wykonywać zawód adwokata albo radcy prawnego w Płocku.

Gdzie obowiązują takie kryteria oceny zaświadczenia od lekarza sądowego, że ….to co jest teraz, to jeszcze za mało:

Zacząć należy jednak od tego, że nieprawidłowa jest sama koncepcja zaświadczenia potwierdzającego, przyjęta w art. 2141 k.p.c. i w art. 117 § 2a k.p.k. Z logicznego punktu widzenia, potwierdzenie niemożności stawienia się na wezwanie lub zawiadomienie organu prowadzącego postępowanie może bowiem nastąpić w sytuacji, gdy ktoś już stwierdził ten fakt. Tymczasem faktu takiego nikt nie stwierdza. Uczestnik postępowania chcący usprawiedliwić swoje niestawiennictwo w sądzie udaje się do lekarza po zwolnienie od pracy, które nie jest równoznaczne z niezdolnością do wypełnienia obowiązku czy też zrealizowania uprawnienia procesowego. Z takim zwolnieniem uczestnik postępowania udaje się następnie do lekarza sądowego w celu wydania zaświadczenia „potwierdzającego niemożność stawienia się”. Prawodawca uprawnia tym samym lekarza sądowego do potwierdzenia, że niezdolność do pracy odpowiada niemożności sprostania obowiązkowi czy skorzystania z uprawnienia procesowego, co oczywiście prawdą nie jest. Nie chodzi więc o zwykły jedynie przerost formy nad treścią, przejaw skłonności do zbiurokratyzowania życia publicznego. Rozwiązanie, w myśl którego zwolnienie od pracy skutecznie chroni przed prawem i procedurami prawnymi, jest po prostu absurdalne.

Możliwe wszakże, że prawodawca założył, iż lekarz sądowy w wydanym zaświadczeniu potwierdza jedynie twierdzenie uczestnika postępowania o niezdolności do stawiennictwa. W takim wypadku byłaby to jednak konstrukcja zupełnie niezrozumiała. Należałoby bowiem przyjmować, że najpierw oświadczenie o niemożności stawienia się uczestnik postępowania musi złożyć sam, ze skutkiem procesowym.

Lekarz sądowy nie powinien niczego potwierdzać, tylko kompetentnie stwierdzać, czy uczestnik postępowania, pomimo wady wrodzonej, choroby lub uszkodzenia organizmu (niepełnosprawności), jest w stanie wypełnić przynależny obowiązek lub zrealizować określone uprawnienie procesowe – w jaki sposób, w jakim zakresie, stopniu lub na jakich warunkach. Zaświadczenie lekarza sądowego ma dawać miarodajne świadectwo tego, czy dana osoba jest w stanie przybyć na wezwanie (zawiadomienie) organu prowadzącego postępowanie sama, ewentualnie przy zapewnieniu jej odpowiedniej opieki lub pomocy, czy jest w stanie zrealizować przynależny obowiązek lub uprawnienie procesowe bezwarunkowo, czy też po zapewnieniu określonych warunków, starań lub środków. Zaświadczenie takie powinno też zawierać umotywowanie stanowiska. Realizacja tego postulatu wymaga zatem zmiany art. 2141 k.p.c. i art. 117 § 2a k.p.k., przez zastąpienie w ich treści słowa: „potwierdzającego”, słowem „stwierdzającego”.”

http://nawokandzie.ms.gov.pl/numer-22/opinie-numer-22/zwolnienie-gorsze-od-choroby.html

Autorem artykułu jest Dariusz Wysocki, sędzia Sądu Okręgowego w Płocku.

Tymczasem w okręgu Sądu Okręgowego w Płocku lekarzy sądowych jest oszałamiająca liczba… 1. Słownie: JEDEN. Na cały okręg SO Płock….

http://www.plock.so.gov.pl/container/inne//lekarze//2015//03062015.pdf

lekarz sądowy Płock

Ten jeden jedyny lekarz sądowy chorych pragnących potwierdzić niemożność stawiennictwa przyjmuje raptem 3 dni w tygodniu przez… 2,5 godziny. Obowiązuje rejestracja – jeśli miejsc już nie ma, to się nie dostaniemy.

Pozostałych dwóch lekarzy sądowych na okręg SO Płock przyjmuje chorych wyłącznie z rejonów SR w Mławie, Płońsku, Sochaczewie i Ciechanowie.

Lekarz z Nidzicy przyjmuje codziennie, od poniedziałku do piątku od godz. 9 do 15, obowiązuje rejestracja. Z Płocka do Nidzicy jest… 119 km.

lekarz sądowy Płock Niedzica

Nietrudno skonstatować, że jeśli chory jest w stanie przebyć 240 km (w obie strony), zaliczając po drodze korki i „wahadła” w związku z remontem dróg i spędzając w środku transportu ok. 5-6 godzin, to zdrowie musi mieć końskie. I tym bardziej może stawić się na rozprawie w Płocku, prawda?

Poza tym lekarz sądowy zastrzega swoje usługi wyłącznie do osób podlegających właściwości Sądu Rejonowego w Mławie. Znajdującego się… 30 km od Nidzicy. Nie wiadomo więc, czy osobie z Płocka uda się do niego dostać.

Trzeci lekarz jest bliżej Płocka – w Płońsku, niecałe 51 km w jedną stronę, w dwie strony – stówka. Ale przyjmuje tylko 2 dni w tygodniu, w poniedziałki i środy po… 1 godzinie.

lekarz sądowy Nidzica i Płońsk

lekarz sądowy Płock Płońsk

Absurdem jest założenie, że każdy człowiek posiada pomoc bezrobotnych znajomych/członków rodziny, czy współczesnych „matek Teresek”, które go do tego lekarza zawiozą, posiedzą w poczekalni, odwiozą.

Absurdem jest założenie, że każdy ma pieniądze, aby opłacić transport taksówką w obie strony.

Absurdem jest założenie, że chory człowiek jest w stanie pojechać sam, jako kierowca, bądź autobusem.

Lekarz sądowy miewa zwolnienia lekarskie i urlopy 🙂

I co wtedy?

Ano kara do 5000 zł.

Nie, nie dla lekarza – dla chorego, któremu nie udało się potwierdzić „zwykłego” zwolnienia i nie stawił się w sądzie.

Sądu ciśniętego statystykami i wytykami za sprawy „stare” nic nie obchodzi fakt, że spełnienie wymogów przepisów dotyczących usprawiedliwiania nieobecności na rozprawie jest po prostu fizycznie niemożliwe.

Mimo, że dostanie się najpierw do lekarza rodzinnego, potem do – ewentualnie – specjalisty, a w końcu do lekarza sądowego wymaga więcej siły i zdrowia od stawienia się w stanie choćby agonii – na rozprawie. Tyle tylko, że stawienie się na rozprawie z głuchotą, kaszlem gruźlika i zdolnością artykułowania słów przypominającą drapanie gwoździem po szybie  oraz nieprzytomnością umysłu, brakiem refleksu i zaniku zdolności do analitycznego myślenia przez mózg zabity gorączką i zapalonymi zatokami czołowymi  jest po pierwsze – szkodliwe dla klienta, a po drugie – zdarza się, że wywołuje agresję sądu… który czasami sobie nie życzy, żeby „przychodzić i zarażać” i nie przebiera w słowach…

Koło się zamyka.

Słusznie więc NRA domaga się zniesienia obowiązku poświadczania zwolnień lekarskich.

http://www.adwokatura.pl/admin/wgrane_pliki/file-memo-ms-11799.pdf

lekarz sądowy stanowisko NRA

I będziemy popierać ten postulat!!!

A kolejne akcje protestacyjne – przed nami.

I przed Wami politycy.

Rzecznik Praw Obywatelskich 26 czerwca 2013 r. zwrócił się do Ministerstwa Sprawiedliwości z prośbą o podjęcie działań, które doprowadzą do realnego, a nie tylko deklarowanego i obowiązkowego dostępu do lekarza sądowego:

http://www.sprawy-generalne.brpo.gov.pl/pdf/2012/06/706424/1731258.pdf

Jaka była odpowiedź Ministerstwa Sprawiedliwości?

Jak zwykle żadna.

lekarz sądowy wyst RPO,odp MS

http://www.sprawy-generalne.brpo.gov.pl/szczegoly.php?pismo=1731258

Polecamy lekturę:

– praktyczne aspekty pobytu na zwolnieniu obrońcy:

https://palestrapolska.wordpress.com/2014/05/03/zakaz-chorowania-czyli-cyborg-obronca-i-wzor-zazalenia-na-nalozenie-kary-pienieznej/

– temperatury w sądach w okresie letnim:

https://palestrapolska.wordpress.com/2015/07/06/letnie-upaly-w-sadach/