Lepszy profil 2/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

SANKJA – KAWIOREK, DORSZYK I NIEZNOŚNA MUCHA – część 2

https://palestrapolska.wordpress.com/2015/07/28/sankja-kawiorek-dorszyk-i-nieznosna-mucha-cz-1/

Wielki Sęp jeszcze nie skończył przełykać kawiorku, kiedy okazało się, że z jednym miał rację. Po pobycie w kuwecie Siwy Sęp powinien przedsięwziąć stosowne środki higieniczne. Niestety, tak się nie stało i polanę, na której obradowała Sępia Rada, zaatakowały rozentuzjazmowane muchy.

– A co mie tu lata? – zdenerwował się Wielki Sęp.

„Bzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz…”

„Pac!”

– Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaauuuuuaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!

– Ciszej, Kancelisto! – powiedział Wielki Sęp – Ty mi tu nie auaj, tylko wachluj dalej…

– Ale uderzyłeś mnie w dziób!

– A co miałem zrobić? Ta mucha mi tu lata, bzyczy i przeszkadza w moim dolce farniente! Nie mogę się o niej opędzić, nawet packą… co za namolne nieboskie stworzenie…

„Pac!!!”

– Zupełnie jak te wssszyssstkie sssowy, o Wielki Sssępie! – Sankja usłyszała nowy, nieznany jej dotąd, syczący głos. Wytężyła wzrok, aby widzieć dokładniej.

– Wężu, mój drogi doradco – powiedział Wielki Sęp, który leżał na czymś przypominającym hamak, a obok stał Sęp Kancelista i wachlował go gałęzią sosnową – cóż począć? Sowy coraz bardziej się buntują.

Wąż zasyczał:

– Panie! Nieprawda! To tylko kilkunassstosssowowa grupa sssów ocenia negatywnie działania Sssępiej Rady. Przykładem niech będzie ossstatnia akcja pomocy zwierzętom przez sssowy ku nassszej chwale – nasssza kampania była widoczna w zwierzęcych mediach, cześśść działań medialnych udało się przeprowadzić bezkosssztowo, a i tak zostało to ssskrytykowane przez tę grupę sssów. W kontaktach ze śśśrodowissskiem ssspotykam sssię z zadowolonymi ptakami.

Odezwał się Kancelista:

– Niektóre wypowiedzi sów są agresywne, czy wręcz wulgarne. Co bym nie zrobił, to jest źle! A przecież sowy i inne ptactwo tyle mi zawdzięczają. Tyle robię dla sów i Sępiej Rady. Niczego by nie było, gdyby nie ja!

– Panie Mój – odezwał się Wąż. – Może zrobić im zwierzęce possstępowanie dyssscyplinarne przed Ptasssim Trybunałem? Ssserdecznie to zalecam. Tym bardziej, że sssowy zaczynają pyssszczyć, że z ich trybutów przekazywanych Sssępiej Radzie w postaci gryzoni, owadów i orzechów za dużo jest przekazywane na Wężowych Doradców…

– O tak – przytaknął mu Kancelista. – I jeszcze cały czas rozpuszczają plotki, że pomimo tych trybutów Wężowi Doradcy nic nie robią. Nam też cały czas zarzucają lenistwo.

– A jak mnie potraktowali? – odezwał się nowy głos. Sankja rozpoznała Zimorodka. – Wysłałem tym sowom koncyliacyjne życzenia świąteczne, żeby się opamiętały w swojej destrukcji. Nawet zacytowałem im Paulo Sovelho, a one co?

„Pac!” – w powietrzu znowu świsnęło skrzydło Wielkiego Sępa, trzymające packę na muchy. Kancelista kontynuował:

– Czy my nie możemy tych sów potraktować tą packą… jak tę muchę?

– Już nad tym ciężko pracujemy, Wielki Sssępie. Ssspoko, zapracujemy na ssswoje faktury. Już opracowaliśmy ssstrategię jak zwalczyć te głupie sssowy. Wydaliśmy kiciom tajne inssstrukcje. Kicie mają atakować, drapać i gryźć, a jak sssowy się oddziobią, to kicie mają miauczeć, że sssą bezpodssstawnie i bezpardonowo atakowane i obrażane. Zwierzęta to kupią, każdy lituje sssię nad sssłabszym i ofiarą.

– A nie będzie to zbyt oczywiste, że kicie działają na nasze polecenie?

– Ssspokojnie, Wielki Sssępie. W ramach zmylenia przeciwnika Kicia Naczelna wielokrotnie temu zaprzeczy, napisze kilka tekssstów, które dla pozoru ssskrytykują Sssępią Radę, ale nie za bardzo sssrytykują, oczywiśśście.

– Tylko pamiętajcie, Wężowe Plemię, macie poskromić apetyty i nie połknąć mi kiciuś na razie. Do wyborów są nam jeszcze bardzo potrzebne. Potem możecie zrobić z nimi co chcecie.

– Tak jessst, Wielki Sssępie – powiedział Wąż, po czym się oddalił z polany. Pech chciał, że postanowił pełznąć koło miejsca, w którym stała Sankja. Mała urocza sówka przytuliła się do pnia drzewa i zamknęła oczy. Niemalże czuła, jak długie wężowe cielsko sunie obok niej… Sss, sss, cyk, cyk…

***

Stuk, stuk, stuk, stuk. Sankja otworzyła oczy, za oknami pociągu świtało. Niedługo przybędzie na miejsce. Powoli budzili się pozostali pasażerowie przedziału, a „telefonistka” przywitała nowy dzień niezbyt cichym ziewnięciem.

Kiedy pociąg podjechał do stacji, przedział jako pierwsza opuściła „telefonistka”. Rzuciła Sankji oraz siedzącemu naprzeciwko Sankji mężczyźnie nienawistne spojrzenie i rzuciła na odchodne:

– Wy adwokaci to nie dość, że pazerni, to jeszcze bezczelni jesteście. A wy lekarze nie lepsi – pokaż lekarzu, co masz w garażu!