GoT/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

SANKJA: GRA O TRON

SEZON 1 PIEŚŃ SOKOŁA

Co jak co, ale styku z pewnymi obrazami Sankja miała w pracy dużo. Sprawy karne o brutalne zabójstwa, pobicia i zgwałcenia. Sprawy rozwodowe z załączonym materiałem od detektywów, ukazujących niewierność mężów i żon. Ten serial z mężem oglądała dlatego, że lubiła z nim siedzieć wieczorem i pogadać o wszystkim i o niczym. Mąż z kolei, jak większość widzów, uwielbiał serial za ten realizm, pokazanie niepolukrowanej przemocy oraz nagości.

Wieczór spędzony wspólnie z mężem, przy dobrym białym lub czerwonym winie, pikantnych krewetkach na maśle i oliwie, serach pleśniowych, różnych wędlinach, pieczywie, tapenadzie z oliwek lub karczochów zawsze relaksował Zuzę i dobrze jej się po nim zasypiało…

– *** –

Był piękny dzień. Słońce rozświetlało polanę Wielkiego Lasu. Błogą ciszę zakłócało tylko pochrapywanie Sępa Kancelisty, który postanowił zdrzemnąć się w cieniu wielkiego drzewa.

Sęp Kancelista śnił o przyszłości. Tej, która niechybnie nadchodzi. Od dawna wiedział, że jego genialność kroczy dwa kroki przed nim. Nie był do końca zadowolony. Niby został Kancelistą i dobrze się czuł wachlując Wielkiego Sępa i informując go o wszystkim, kochał go i uwielbiał, niczym Mort swojego Króla Juliana, ale było jasne, że ambicje ma dużo większe. Teraz we śnie widział wolny fotel opuszczony przez Wielkiego Sępa. Zbliżał się aby na nim usiąść. Szedł, biegł, leciał, był już tuż, tuż…

– Pobudka!!! – rozniosło się naglę po lesie. To Wielki Sęp stał nad rozespanym Sępem Kancelistą.

– Wstawaj mówię! – powtórzył.

– Wiesz kim Ja je… – wydał z siebie Sęp Kancelista po czym otwierając oczy stanął natychmiast na baczność i dokończył:

– Jestem tu na rozkaz!

– Napisałeś dzisiejszą propagandę? Chcę mieć kolejny sukces.

– Ale my nie mamy s… – zaczął rozespany jeszcze Sęp Kancelista po czym zacisnął dziób tak mocno jak umiał, wziął głęboki oddech i dokończył – szczęścia do propagandy. Sowy się z nas ciągle śmieją, a teraz to i z naszych kotów. Nasza, Twoja Wielkość jest niebywała, ale to są złe sowy. To heretycy. A ja Ciebie zawsze popierałem.

Wielki Sęp milczał przez dłuższą chwilę i jasne było, że zastanawia się nad całą sytuacją. Sęp Kancelista też zamilkł i zaczął coś notować na korze brzozowej.

– Czy wszystko z tobą w porządku? Jesteś czerwony jak indyk jakiś i gadasz nieskładnie jak ptactwo zagrodowe. Chcę mieć sukces i tyle. Napisz, że jestem przywódcą ptasiej rewolucji. Rewolucjonista to brzmi dumnie. Tylko wcześniej daj znać Ministerstwu Zwierząt, żeby wiedzieli, że to fejk.

– Przebiegłe to, o Wielki Sępie – powiedział kancelista i znów zapisał coś na korze brzozowej.

– Pokaż, co napisałeś – wycedził Wielki Sęp zabierając korę brzozową Kanceliście.

– Nie wierzę! Czy ty się zielonych jagód na tej polanie najadłeś? Co to ma być? To jest propaganda?! – wielki sęp pohukiwał na całą polanę.

– „My, Sęp Kancelista ogłaszamy…”? Komu ty służysz, czyje imię masz chwalić? – wzburzenie Wielkiego Sępa było bezgraniczne.

– Wielki Sępie, pozwól wyjaśnić. Jesteś sępem największym i najwspanialszym. Groźnym jak jastrząb, pięknym jak orzeł i dumnym jak paw. Ale… Niedługo odlecisz z naszej polany do wielkiej puszczy. Tam też będziesz świecił najjaśniej. Ale… My tu zostaniemy… Sępy już ostrzą sobie dzioby… Sam rozumiesz… A Ja się czuję taki potrzebny. Nie chcę, żeby jakiś sęp wysłał mnie do spróchniałego pnia dębu. Mnie, Sępa Kancelistę, bystrego i przenikliwego. Dlatego wszystkie sowy i całe ptactwo musi się dowiedzieć jaki jestem ważny i potrzebny.

Wielki Sęp chciał odpowiedzieć, już był gotów do pouczenia Kancelisty, kiedy na polanie pojawił się wielki cień, ale nad polaną zawisła wielka czarna chmura. Pociemniało, jakby właśnie było zaćmienie słońca, a kilka nisko lecących jaskółek przeleciało tuż obok dużego drzewa. Nagle zobaczyli wielkiego sokoła, który krążył nad polaną wyraźnie czegoś wypatrując.

– To nie może być przypadek. Ktoś go tu po coś przysłał. – wykrztusił Sęp Kancelista.

– Padlina została rzucona – pomyślał Wielki Sęp zbierając się do odlotu. – Tylko pamiętaj, Kancelisto, w grze o tron zwycięża się albo umiera. Nie ma ziemi niczyjej.

– *** –

Sankja się obudziła. Jednak chyba naoglądała się zbyt wiele intryg i walki o władzę przed zaśnięciem. Ale co z tym sokołem? Pojawił się we śnie tylko jednorazowo, czy powróci i namiesza w ptasim świecie, ku niezadowoleniu Sępiej Rady?

kim jest sokol