nadrzeczny zagajnik/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

SANKJA – W NADRZECZNYM ZAGAJNIKU

To nie był najlepszy dzień Sankji. Właściwie to był jeden z najgorszych, tego dnia nic się nie udawało. Po pierwsze skończył się sezon wakacyjny, co spowodowało zwiększony ruch na drogach. Oczywiście, jeśli ruchem można nazwać kilkukilometrowe korki i zabójczą prędkość 10 km/h. Po drugie zaczął się sezon chorobowy, a co z tym idzie zwolnień. Oczywiście dotyczyło to wyłącznie kadry sędziowskiej, prokuratorskiej i pracowników administracyjnych sądu, co spowodowało, że niemalże pustymi korytarzami plątały się zasmarkane, kaszlące, zdezorientowane postacie w togach z zielonymi lamówkami, raz po raz dowiadujące się, że ich rozprawa jest odwołana. Sankja tez nie czuła się najlepiej, rano ledwie zwlekła się z łóżka, a przy temperaturze 39 stopni, stwierdziła, że dalej nie ma sensu mierzyć. Okropnie bolała ją głowa, ale dzielnie zmierzała na rozprawę. Niestety, w połowie schodów zakręciło jej się w głowie i ostatnie co przemknęło jej przed oczami to przepiękne sklepienie odnowionego sądu.

– *** –

Ocknęła się na łonie natury. Tym razem nie była to Mroczna Puszcza. Sankja słyszała szum płynącej wartko rzeki. Usłyszała jednak znajome głosy.

– I jak ci się podoba w Nadrzecznym Zagajniku, mój drogi Siwy Sępie? – zapytał Wielki Sęp. – Ładnie nas tu ugościli, nieprawdaż?

– Nie będzie ci za tym tęskno, o Wielki Sępie?

– Trochę może tak. Ale cieszę się, że mnie godnie zastąpisz.

– Jesteś pewien? Podobno na niebie widziano znowu Sokoła. Cały czas krąży i sowy patrzą na niego z nadzieją.

– Patrzeć to sobie mogą, ale znaczenie będzie miało liczenie piór na Ptasim Zlocie w przyszłym roku. Rozmawiałem już z przedstawicielami Zielonego Gaju, Górskiego Ostępu, Wschodniej Kniei, Sosnowego Młodnika, Milczącego Boru, Nadmorskiej Gęstwiny i wielu, wielu innych. Zgodzili oddać swe pióra na ciebie.

– Ale wiesz, że aby mogli to zrobić, to sami najpierw muszą uzyskać wystarczającą ilość piór u siebie. A nikt nie wie, jak zachowają się młode ptaki, zwłaszcza sówki. Mogą wykręcić jakiś numer.

– Spokojnie, pracujemy nad tym od dawna. Może nie dotrą na Miejscowe Zloty?

– Jak to? Planujesz ich uwięzić?

– Mój drogi Siwy Sępie, musisz się jeszcze wiele nauczyć. Otóż – tak, chociaż nie w dosłownym tego słowa znaczeniu. Młode ptactwo już ledwo co wyrabia z pracą po stawkach ochłapowych. W przyszłym roku zagoni ich się jeszcze do roboty w tygodniu po stawkach ochłapowych ku chwale Ministerstwa Zwierząt w mrocznych dziuplach spróchniałych pni. Na ochłapach długo nie pociągną, więc żeby zdobyć jakiś smaczny kąsek, będą musiały polować w weekendy, a wtedy… – Wielki Sęp spojrzał się porozumiewawczo na Siwego Sępa.

– A wtedy co, Wielki Sępie? – Siwy Sęp patrzył się na swojego kompana jak cielę na malowane wrota.

– Ech, czy ja czasem nie powinienem wybrać na moje miejsce Kancelisty? – westchnął Wielki Sęp.

– Znaczy się Sęp Kancelista da przykład i jako pierwszy zasiądzie w mrocznej dziupli spróchniałego pnia dla przykładu? – dopytywał się Siwy Sęp.

Wielki Sęp podszedł do najbliższej sosny i walnął w nią głową, raz, drugi i trzeci.

– Nie, mój drogi Siwy Sępie. Pozwól, że ci narysuję. Otóż jak sowy będą musiały polować na smaczne kąski w weekendy, to odpuszczą sobie Miejscowe Zloty. Jak sówki odpuszczą sobie Miejscowe Zloty, to przybędzie na nie stara gwardia, a tej pióra masz już zapewnione. Czy teraz już rozumiesz?

– Wielki Sępie, jesteś genialny!

Siwy Sęp się zasępił.

– Ale… Wielki Sępie, co się stanie, jeśli ptactwo nie będzie chciało, żebyśmy nadal nim kierowali? Wtedy mogą sobie zażyczyć, żebyśmy to jednak my polowali na ochłapy w dziuplach spróchniałych pni.

– A o to już dbają nasi Wężowi Doradcy, mój Dziubdziusiu.

– Ale oni przecież nie mogą na nas głosować, nie są ptactwem.

– Mają inne zadania. Otóż nic tak nie zapewnia trwania przy władzy, jak odpowiednia p… polityka informacyjna – Wielki Sęp puścił oko.

– Propaganda, miałeś na myśli chyba?

– Ciiiiiiiiiiii! Polityka informacyjna. Na każdym drzewie będzie wisiała informacja, na najlepszym gatunku brzozowej kory, ile my dla ptactwa robimy, ile rozmawiamy, uczestniczymy w konferencjach, pokaz filmów też się zorganizuje.

– I myślisz, że to podziała? Przecież gadamy, gadamy i nic z tego nie wynika. A z Ministerstwem Zwierząt to nawet nie gadamy, bo strzeliliśmy focha. I patrz, z tego ptactwo akurat się ucieszyło. W dodatku niedługo w Ministerstwie również nadejdą zmiany, a Ty swoim przemówieniem w Nadrzecznym Zagajniku zdenerwowałeś stronnika przyszłego Ministra, że ten wyszedł, zanim skończyłeś przemawiać.

– Z krytykantów zrobimy publicznie maruderów i narzekaczy, z wiadomości będzie wynikać, że jesteśmy zarobieni po czubek głowy. Jak mawiał klasyk, ciemny lud wszystko kupi, hehehe – zarechotał Wielki Sęp.

„Ptactwo nie jest ciemnym ludem” – pomyślała Sankja. – „A już na pewno nie sowy!”