lost person areaElliott Erwitt

Z pamiętnika neurastenika

Piątek w Areszcie Śledczym

·

Aniu kotku słodki!

Nie gniewaj się na mnie, że nie przyszłam….

Dopiero wróciłam z pierdla w P.

Rozładował mi się telefon zostawiony w skrytce w aucie, żeby na bramie nie zostawiać bo przeca „podsłuch zainstalujo!”.

Znaczy i tak na pewno podsłuchują.

Ale gdybym im zostawiła to by było już takie podwójne capslockiem NA PEWNO.

Rozumiesz.

Po drodze do P. puszczałam podsłuchującym „Say you love me” Sean Paula. W kółko. Cały czas.

No i padł był.

Musiałam mieć GPS podpięty i nie mogłam go podładować.

Wybacz Ty mi po raz milion pińcetny proszę.

Bo to było tak.

Pojechałam. A, wiesz już, że pojechałam. No tak. Dobra. Zacznę od innego punktu…

Spotkałam krajana w areszcie. Na roku razem byliśmy. Na drugim końcu Polski wylądował. „Wychowkiem” jest wyobraź sobie…. Pogadaliśmy o profesorach. Wyłącznie źle.

Czemu źle?

Bo zauważ. Dobrze o kimś mówić jest śmiertelnie nudno. Nie da się. No nie ma o czym.

Weź pociągnij dyskusję:

– A pamiętasz prof. Elę K. z procedury karnej? Fajna była! I taka w porządku.

– No pamiętam. Fajna. W porządku.

I koniec…. co tu dalej powiedzieć? Oprócz „no to cześć”.

A o tych szujach i chamach to można godzinami! ❤

O miłych się nie da.

Sztuczne to takie, nieszczere.

Kurde niedobrą mamy robotę to i sami niedobrzy jesteśmy. Taka prawda.

Nie męczę Cię tym czatem?

Nie?

To dobrze.

Opowiadać dalej? OK.

Norma. Bramki, rewizja.

Te rewizje teczek to bardzo dobra sprawa. Znaleźliśmy z panem moją lecytynę, klej biurowy, okulary, które myślałam, że zgubiłam, 100 zł zawieruszone, kupon z Orlenu, zdrapaliśmy, wygrany jest! Nie wiem co wygrałam, ale 3 znaczki takie same.

Jakie znaczki?

3 stempelki. Nie wiesz, co wygrywają 3 stempelki?

Aaaa, nie wiesz. Szkoda. Myślałam, że może wiesz.

Nie, Twój pilniczek się nie znalazł. No trudno. Nie, wyobraź sobie. Ani jednej szminki. Nie, tej z Iv Rochera nowej też nie.

Weź.

Przestań.

Nie wiem co z nimi robię. Przecież ich nie zjadam!!!

Może zostały gdzieś na jakimś depozycie. Może na Kurkowej są. Trzeba zapytać. Zrób spis co nam w aresztach zginęło.

No co dalej, też standard.

Klawisz mnie prowadzi na jakiś łącznik, stamtąd mnie mają pokierować do jedynie właściwego na dzisiaj pokoju widzeń.

Dzisiaj jedyny właściwy pokój był tak najpierw prosto, potem w prawo, w lewo, na górę po wąskich schodkach, w lewo i w prawo.

No.

Wchodzę tam.

A tam cały jeden stół w paczkach świątecznych! 😀

I funkcjonariusz przy tych paczkach, taki wiesz 🙂

Taki aresztowy śnięty Mikołaj.

No to ja do niego:

– „Dzię dobry, hohoho, to dla mnie te prezęta? Wszystkie?

😉

Tak wiesz, tak dowcipnie tak.

A ten że „hahaha, hohoho, niestety nie, hihihi”.

Rozsiadłam się na końcu sali, wyciągnęłam akta, sortuję tam co do pokazania, co do wydania, terminy czynności, co mam mu powiedzieć ważnego, żeby się ogolił, umył, nie śmierdział i czyste jakieś gacie przyoblekł na 29 bo do prokuratora będzie jechał, wiesz. Standard.

No tak trzeba.

No jak nie powiesz to ci doprowadzą w zimie gościa w bokserkach z papierem toaletowym ugrzęzłym w tyłku i wlokącym się za nim na długości listy zarzutów w postanowieniu, śmierdzącego i z brodą i paluchy mu trzeba znowu zdejmować i porównywać, czy to ten Kowalski co go pamiętasz sprzed miesiąca, czy podstawili, bo niepodobny z pyska i ze wszystkiego do siebie.

A jeszcze jak wpadnie na pomysł, żeby wykorzystując ten przymusowy urlop za kratami zacząć pakować, albo wręcz przeciwnie – przestać pakować i zacząć się odchudzać, to całkiem chłop jest nie do poznania.

Najgorsi tacy, co pierwszy raz siedzą. Zawsze coś durnego im do łba strzeli, żeby ze sobą zrobić i nie poznajesz człowieka. I te gadki, wprowadzają ci australopiteka z paszczy 148 k.k., a ty czekasz na malwersanta biznesmena…

Siada taki ponury, zarośnięty, sczerniały jakiś, patrzy się spode łba. Nic nie mówi. Musisz jakoś zacząć.

– Ekhm. Dzień dobry. Yyyyy… pan Nowak, tak? To pan?..

– A KTO?!

– No nie wiem… pytam…

Znasz to. No straszne. Głupio tak się robi człowiekowi. A ten dumny z nowego „imidżu”. Sfochowany od razu, że pytasz, czy on, to on, zamiast podziwiać nowy look.

A, że co się stało.

No już, już. Siedzę tam. Czytam, notuję. Śnięty Mikołaj sortuje gifty.

Mija pół godziny.

Wpada 2 funkcjonariuszy.

Że nie, nie, nie. Mówią do tego śniętego od paczek. Że uświadom to sobie sobie. Adwokat ma widzenie na osobności i ktoś musi wyjść.

Chyba bali się mnie zostawić samą z tymi paczkami, bo to ja musiałam wyjść… jesu. Znowu. Pakuję teczkę. Zapinam. Cholera. Zacina się zamek.

Świeczką mówisz?

Ten zamek, tak? I nie będzie się zacinał? Ojej, no popatrz. To nie widziałam.

Aaa, że co dalej?

Przeprowadzili mnie jakimiś labiryntami do innego pokoju widzeń i tam miałam czekać.

Zamknęli. Dla bezpieczeństwa. No to czekam na pacjenta aż doprowadzą.

Mija godzina – nie ma go. Wyglądam przez okno jak se spacerują i grypsy przerzucają.

Mija druga godzina – nie ma go, czytam swój kalendarz z 2015 r.

Mija kolejna godzina…. czytam swój kalendarz za 2016 r.

Kurde 14.50.

Nie mam już czego czytać.

Nikt nie spaceruje.

Chce mi się siku i papierosa.

Pokój zamknięty. W oknie kraty. Pukam od środka w te drzwi – dzwonka brak….

Nic. Żadnej reakcji.

Bosze… co tu robić?

Nagle słyszę na korytarzu daleko skądś ryki:

– Pani mecenas!!! Pani mecenas!!!

Zbawienie nadciąga!!!

Odwrzaskuję zza drzwi:

– TUUU!!!! Kto woła!!!! TUUU!!!! HALOOOO!!!!

Bosze… no… nie do wiary, nie?

Pomylili się – mieli mnie na 2 piętro do pokoju widzeń zaprowadzić na inny oddział….

Klawisz z moim pacjentem prawie 2 godz latali po pierdlu i mnie szukali…

W końcu stanęli w łączniku i zaczęli wrzeszczeć razem.

🙂

I dzięki temu się znaleźliśmy.

Potem jeszcze się okazało przy wyjściu, że gdzieś w tym pudle zgubiłam legitymację.

Nie wiem jak – miałam ją jeszcze w 1 pokoju, tym z prezentami.

Tak, szukaliśmy. Nie ma…

Jutro tak, jutro, jutro.

Na pewno!

Nie zaśpię! Ani żaden Antoni w nocy w drzwi nie załomoce, nie no coś ty 😀 Ja się pilnuję.

No. Pa.

Pa, pa.

Całuję!

Twoja Gabrysia ❤

*****

Historia fikcyjna za wyjątkiem prawdziwego elementu – zamknięcia obrońcy w pokoju widzeń w A.Ś. – omyłkowo nie w tym, w którym miało odbyć się widzenie, skończenie zmiany przez odpowiedzialnego za to funkcjonariusza, który jako jedyny wiedział gdzie nieszczęśnika umieścił,  a potem – poszukiwania adwokata w licznych budynkach kompleksu aresztowo-więziennego przez funkcjonariusza doprowadzającego aresztowanego 🙂