PakamerowozPakamery to źródło nieustającej uciechy, radości i kreatywności adwokatów. Dzisiaj przedstawiamy opowiadanie naszego Kolegi z grupy Polska Palestra, adwokata Łukasza Brydaka, który twórczo rozwinął wątek pakamerowozu (https://palestrapolska.wordpress.com/2016/01/06/pakamerowoz/).

Statystyka jest bogiem, a Minister jej najwyższym prorokiem.

Zza zakrętu górskiej serpentyny wyłoniła się dolina, w której od 1000 lat, a może od 10, pysznił się dumny gród Ryczywół Górny. Trudno powiedzieć, ile dokładnie, bo architektura nie podpowiadała kompletnie nic.

Znaczy, był październik, więc osada raczej szarzała smętnie, ale to i tak nie miało znaczenia. Mecenas Xawery Krzyżtopór Żulicki nie przyjechał tu na narty.

Niestety dawne dobre czasy ciasnej ale własnej pakamery skończyły się. Obecnie brał udział w Objazdowym Punkcie Informacji i Porad Prawnych, znanym szerzej jako Cyrk Przyjechał do Miasta.

Żulicki przypomniał sobie, że Minister Sprawiedliwości Zbigniew Katon Młodszy ustalił, że prawo musi dosięgnąć sprawiedliwie każde nawet najmniejsze zadu… znaczy każdy przysiółek. To samo dotyczyło porad. Statystki opisały dokładnie zakres tego dosięgnięcia.

W ten sposób Mecenas wraz z pakamerowozem i zespołem pakamery zwiedzał najodleglejsze zakątki mapy.

Po dotarciu na rynek Ryczywołu rozstawili mobilną pakamerę. W okolicy rozszedł się zapach grochówki na boczku. Pakamerzyści liczyli, że zapach darmowej zupy ściągnie chętnych na poradę.

Dodatkowym atutem był boczek. Co prawda budżet pakamery nie pozwalał na takie perwersje kulinarne jak mięso… ale świnia sama wpadła pod pakamerowóz, to co się miała zmarnować? A że Czesiek Menel ją trochę pchnął… no bywa.

Los świni nie zawsze jest sprawiedliwy. W sumie to żyła od poczęcia do naturalnej śmierci w kotle…

Niestety wspomniana grochówka była jedynym atutem jaki mieli.

Koniec roku oznaczał wyczerpanie najciekawszych tematów porad, a chętnych na poradę na temat nurkowania głębinowego w tej górzystej okolicy było jak na lekarstwo.

Ponure rozmyślania Mecenasa Żulickiego na temat tego czy uda się jakiego górala namówić na nurkowanie w studni i wciśnięcie mu porady przerwało głośne chrząknięcie i nerwowy głos:

  – Ja po poradę…

Zaprosił rozdygotanego chłopinę do kanciapy.

Żulicki, zanim zdążył zapytać, o co chodzi, został zalany potokiem słów…

 – Moczynosie! Pan musi mi pomóc, ja nie jestem żadnym suterenem, ja jestem porządnych chłop, mieszkam w chałupie, a nie w jakieś piwnicy, zresztą ja i Jontek to temu ceprowi tylko po ryju…”

Mecenas Żulicki przerwał ten rwący górski potok słów stanowczym gestem.

Niestety porady z zakresu tak budownictwa, jak meldunku czy też prawa karnego były dawno wyczerpane. Jego nadzieja na wyrobienie statystyk do kontraktu zbladła i stała się jeszcze bardziej odległa.

 – Nie ma Pan jakiegoś problemu z zakresu rybołówstwa dalekomorskiego, albo może prawo kosmiczne? W studni nie chce Pan zanurkować może?

Na to ostatnie petent się ożywił.

 – Jak Mecenas nie pomoże to chyba tylko to mi zostanie, w studnię się rzucę…

Powiedział petent i nerwowo wyciągnął papier z orłem na nagłówku.

Mecenas przyjrzał się wymiętemu papierowi i nerwusowi.

Zbaraniał…

 – Ale chwila jak żeście temu ceprowi dali po ryju to jak tu jest art. 204 KK? Czerpanie korzyści z nierządu? Cudzego?

Ciekawość przeważyła… człowieku opowiadaj…

Chłopina nabrał powietrza, jednak Krzyżtopór Żulicki powstrzymał go.

W Pakamerowozie był system nagrywający, oczywiście tylko do celów statystycznych ale nigdy nie wiadomo, kto i kiedy dorobił klucze i wpadnie nocą posłuchać.

Mecenas wychylił się przez okno i krzyknął:

 – Czesiek rób zakłócenia!

Czesiek rzucił chochlę i zaczął łomotać w budę.

 – No dobrze teraz może Pan mówić…

 – To było 3 miesiące temu –  zaczął pakapetent…

3 miesiące wcześniej.

MAS 00950 – Mobilny Autonomiczny Sąd Nr 00950 zwanym pieszczotliwie MASHem zmierzał do Doliny Ryczywołu aby czynić sprawiedliwość.

Sędziego Oprawickiego to samowolne H w potocznej nazwie niepokoiło… zawsze mogło sprowadzać nieprawomyślne pomysły.

Sąd był w pełni obsadzony Sędziami z certyfikatami tak z zakresu badań psychiatrycznych, jak i aktualnymi badaniami moczu. Także sprzęt biurowy i bojowy MASHa nie budził najmniejszych obaw. Nawet obsada personelu pomocniczego nie była problemem.

Jednak twarz sędziego znaczył smutek i niepokój. Okolica bardzo konserwatywna i bogobojna. Ludność od stuleci trudniła się tymi samymi zajęciami. Więc przewidziany normatyw na rozboje skończył się szybko, za to tak egzotyczne rzeczy jak stalking nie chciały się nawet zacząć.

Zresztą kto miejscowy złożył by donos na sąsiadkę, że się podejrzanie gapi? Mogła przecież urok rzucić.

Sąd został sprawnie rozstawiony na rynku i rozpoczęło się sądzenie wszystkiego jak leci.

Na początek zużyli ostatnią pyskówkę w miesiącu.

Później zaczął się dramat na sali. Policjanci wtaszczyli dwa podejrzane indywidua Jontka K i jego kaprawego kolegę.

Jontek zaczął przenikliwie acz godnie mówić, tak jest wysoka sprawiedliwości, ja jebłem tego cepra, a kolega zabrał mu zegarek…

Sędzia Justycjusz Oprawicki stanowczo przerwał mu tą wypowiedź… obrócił się do Policjantów i spojrzał się oskarżycielsko. Funkcjonariusze skulili się w sobie. Wszyscy przecież wiedzieli, że rozboje to zużyli już awansem, za 4 kwartał…

Prokurator Żądło przerwał wypełnianie sudoku (po ostatnich zmianach procedury musiał być na sali ciałem, reszta nikogo nie interesowała) i rubasznie stwierdził

 – Jak było jebanie i jest awantura to może ich rozwieść? Okolica tradycyjna Wydział Cywilny ma jeszcze spore braki.

Sędzia Oprawicki zgromił prokuratora wzrokiem i zaczął „Panie prokuratorze, no naprawdę…” Chciał go jeszcze zgromić za sudoku ale raptem go olśniło… Wyszczerzył się radośnie, co Jontek i kolega wzięli za dobry znak. Sędzia ich lubił. Tymczasem Justycjusz myślał szybko… w okolicy sutenerów było jak na lekarstwo, to była szansa na uratowanie statystyk.

 – Pani Jadziu pani pisze do protokołu „Ja Jontek dopuściłem się jebnięcia z turystą, czyli nierządu, a kolega przyjął za to zegarek”.

Oskarżeni nerwowo przytaknęli…

3 miesiące później…

Mecenas opanował mimowolny grymas twarzy…

Nerwowy klient podciągnął nogawkę i krzyknął:

– I jeszcze mi taką opaskę na nogę założyli!

Mecenas westchnął i udzielił porady:

– Panie, nie idź się Pan topić w tej studni bo to nie po Bożemu (jednak da się to zakwalifikować jako poradę z prawa dotyczącego eksploatacji wraków podwodnych) i powiedz Pan kolegom, że w mieście taka moda na bransoletki dla chłopów… przyzwyczają się…

Po chwili Żulicki szedł już w kierunku kotła… grochówka z boczkiem nie będzie czekała wiecznie. Czekał go jeszcze Ryczywół Dolny…