nie puszczamy uzasowJedną z tych rzeczy, która tak nam się podoba i którą uwielbiamy w tym naszym prawniczym zawodzie, są uzasadnienia Sędziego Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim Tomasza Ignaczaka. Zestawienie najlepszych, naszym zdaniem, fragmentów, zrobiliśmy tutaj:

https://palestrapolska.wordpress.com/2015/09/18/kwiat-polskiego-sadownictwa-czyli-jak-laczyc-proze-zycia-z-poezja-slowa/

Powyższy wpis cieszył się bardzo dużym powodzeniem i miał wielu czytelników, również wśród sędziów. I co się stało? W Portalu Orzeczeń Sądów Powszechnych zaprzestano publikacji uzasadnień autorstwa Sędziego Ignaczaka!!! Dla dobra polskiego wymiaru sprawiedliwości jest to, przynajmniej naszym zdaniem, duża szkoda. Orzeczenia były logiczne i celne do bólu (najwidoczniej chyba kogoś zabolały za bardzo), inteligentne, dowcipne i nienapuszone. Przede wszystkim: zrozumiałe dla przeciętnego Kowalskiego, a nie tylko dla prawników.

Poniżej publikujemy ostatnie fragmenty, których wcześniej nie wypatrzyliśmy i które były już w Portalu Orzeczeń w momencie umieszczania przez nas wpisu.

http://orzeczenia.piotrkow-tryb.so.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000049_2015_Uz_2015-05-08_001

 

W szczególności prawidłowo dano wiarę pokrzywdzonemu. Sąd Rejonowy słusznie również uznał, że osoby obserwujące szamotaninę między oskarżonym, a oskarżycielem prywatnym mogły nie zauważyć wyprowadzonego przez oskarżonego kopnięcia, a to z dwóch powodów. Po pierwsze, walczących mężczyzn zasłaniał przynajmniej od pasa w dół stół produkcyjny, kopnięcie do trafiło w kolano, a więc na tyle nisko, że mogło być nie zauważone ( i to nawet, gdyby tej partii ciał nie zasłaniał stół ). Po drugie, był to cios wyprowadzony dynamicznie ( bo – zakładając, że oskarżony nie był czynnym tancerzem szkoły baletowej – nie stał z uniesiona nogą demonstrując swoje umiejętności, tylko zadał to uderzenie szybko). W tych okolicznościach zupełnie wiarygodne jest, że pozostali pracownicy nie zauważyli akurat tego jednego ciosu.

Co do zeznań T. C., to faktycznie, okoliczność, czy oskarżyciel prywatny był negatywnie nastawiony do innych pracowników i czy nadużywał zwolnień nie była przedmiotem ustaleń i badania przez Sąd Rejonowy – bo nie musiała. Jest to okoliczność całkowicie pozbawiona znaczenia dla przedmiotowego postępowania, albowiem nawet gdyby negatywna ocena oskarżyciela prywatnego przedstawiona przez świadka T. C. opierała się na prawdziwych przesłankach, to w żadnym razie nie usprawiedliwia to czynu oskarżonego i nie może być traktowane w kategoriach przyczynienia się lub sprowokowania oskarżonego ( nawet gdyby oskarżyciel prywatny był malkontentem rozbijającym zespół pracy i przebywającym notorycznie na zwolnieniach, to żaden z jego przełożonych, w tym oskarżony, nie byłby w związku z tym uprawniony do kopania go w jakąkolwiek część ciała, nawet mniej bolesną i newralgiczną niż kolano – jest to tak oczywiste, że nie wymaga dalszego komentarza). Dlatego ten zarzut apelacyjny jest wręcz bezprzedmiotowy w niniejszym postępowaniu.

Na tym polega urok każdego ryczałtu, że uśrednia od kwotę wydatków, stwarza pewne domniemanie, że tyle właśnie postępowanie będzie kosztowało – i jeżeli będzie kosztowało mniej, różnica będzie stanowiła przychód Skarbu Państwa, zaś jeżeli będzie kosztowało więcej ( tak jak w przedmiotowej sprawie), Skarb Państwa będzie musiał ten wydatek wziąć na swoje barki ( precyzyjniej mówiąc na barki podatników ).

 

http://orzeczenia.piotrkow-tryb.so.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000149_2015_Uz_2015-05-08_001

 

W kolejnych procesowych okazaniach i zeznaniach pokrzywdzony Ł. P. rozpoznawał P. C. (1) jako tego, z którym rozmawiał nazajutrz po rozboju i co do którego był już przekonany, że to sprawca. Co do późniejszych zeznań pokrzywdzonego Ł. P., jakoby głos sprawcy rozboju był podobny go głosu P. C. (1), bo oba były chrapliwe, to nie można się na nich opierać, bo po pierwsze, w „chrapliwości” głosu nie ma nic charakterystycznego pozwalającego na pewną identyfikację, a po drugie, przecież w pierwszych zeznaniach pokrzywdzony nie wskazywał, że głos sprawcy rozboju był chrapliwy, tylko stłumiony, a zatem nie pozwalający na rozpoznanie.

Sąd Rejonowy prawidłowo zakwalifikował czyn przypisany obu oskarżonym w pkt 1 zaskarżonego wyroku jako występek chuligański. Nawet gdyby prawdziwa była wersja lansowana w apelacji, jakoby powodem zniszczenia samochodu miała być kłótnia o podwiezienie, to przecież nie wyklucza to chuligańskiego charakteru czynu – byłby to oczywiście błahy powód w rozumieniu definicji czynu chuligańskiego z art. 115 § 21 kk. Tak naprawdę nie jest to jednak jakikolwiek „powód”, który mógłby być uznany za okoliczność wyłączającą chuligański charakter czynu – fakt, że zupełnie obce osoby odmawiają podwiezienia dwóch pijanych nieznanych ludzi, którzy ordynarnie wpychają się do cudzego samochodu i każą się podwozić, nie jest żadnym powodem usprawiedliwiającym, a nawet tłumaczącym zachowanie polegające na zniszczeniu tego samochodu.

 

http://orzeczenia.piotrkow-tryb.so.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000088_2015_Uz_2015-03-10_001

 

Porzucając te akademickie dywagacje stwierdzić należy, że w tej konkretnej sprawie pokrzywdzony W. W. w żadnym stopniu nie wyczerpał znamion z art. 86 § 1 kw, gdyż nie spowodował stanu zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Stan ten wywołała wyłącznie obwiniona, gdyż to ona zajechała drogę pokrzywdzonemu. Gdyby nie jej zachowanie, pokrzywdzony bezpiecznie przejechałby nieszczęsne skrzyżowanie, na którym doszło do kolizji. Owszem, przejechałby je jadąc z prędkością wyższą niż administracyjnie dozwolona – ale nie jest to równoznaczne z wywoływaniem stanu realnego, konkretnego zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym. I gdyby obwiniona nie zajechała mu drogi, pokrzywdzony przejechałby ( nomen omen szybko) przez to skrzyżowanie, pozostawiając za sobą jedynie zapach spalin. Niestety, ale to obwiniona ( której samochody najwyraźniej mnożyły się w oczach, bo wyjaśniała o wyprzedzaniu przez pokrzywdzonego pojazdów, których nie było) nie oceniła właściwie sytuacji na drodze i nie udzieliła pokrzywdzonemu pierwszeństwa przejazdu zajeżdżając mu drogę.

 

http://orzeczenia.piotrkow-tryb.so.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000032_2015_Uz_2015-02-10_001

Przecież nie jest logiczne, aby M. P., z której to inicjatywy doszło do zatrzymania samochodu pokrzywdzonego, zostawiła sam na sam męża z jego interlokutorem i poszła sobie do sklepu. Doświadczenie życiowe nakazuje poddać w wątpliwość, aby kobieta, mająca do pokrzywdzonego pretensje ( to w końcu jej samochód miał być źle naprawiony w zakładzie pokrzywdzonego), zwracająca mężowi uwagę, że pokrzywdzony akurat przejeżdża drogą i nakazująca mężowi zatrzymanie tego pojazdu i wyjaśnienie sprawy jej samochodu, poszłaby sobie potem skromnie i posłusznie do sklepu, pokornie i w ciszy czekając, aż jej Pan Mąż sam załatwi sprawę. Takie zachowanie może i mogłoby mieć miejsce jeszcze na przełomie XIX i XX wieku, ale po drodze mieliśmy dwie wojny światowe, emancypację kobiet i zmiany obyczajowo – społeczne związane z dążeniem do równości płci. Dlatego obecnie takie zachowanie, jak chce przedstawić je obrońca – w tej konkretnej sytuacji – uznać należy za nieprawdopodobne w realiach współczesnego społeczeństwa. Dlatego wiarygodne jest, że M. P. została przy mężu, aby uczestniczyć w zainicjowanej przez nią dyskusji dotyczącej jej samochodu.

Prośba do Administratorów Portalu Orzeczeń.

PUBLIKUJCIE UZASADNIENIA SĘDZIEGO IGNACZAKA!!!

Po ich lekturze człowiek odzyskuje jako taką wiarę w wymiar sprawiedliwości.