dualizm

 

Adwokat idealny według klienta

Wysoki. Ale nie za bardzo. Szczupły. Ale nie szkielet, tylko taki szczupły z brzuchem, żeby było widać, że się dorobił i ma za co jeść i w kompleksy własnych klientów nie wpędzał. Nie odbiera klientom należnego im czasu na spożywanie posiłków. Czy nie daj Boże ich sporządzanie. Żeby dużo miejsca zajmował samym sobą, bo to wzbudza respekt.

Ładne zęby. Ale nie gwiazdorskie śnieżnobiałe. Takie zwykłe. Jak każdy. Swoim uzębieniem nie może wpędzać w kompleksy. Nie chodzi do dentysty, gdyż w czasie wizyty miałby trudności w odbieraniu telefonów od klientów. Ma masę plomb, 2 wolne miejsca po wyrwanych zębach i 3 mostki, nie jest genetycznie lepszy od swoich klientów. Tylko gorszy. Bo klient ma się lepiej, a nie gorzej czuć w obecności swojego adwokata i to pod każdym względem.

Młody, taki żeby mu się jeszcze chciało. Ale stary, bo ważne, żeby miał doświadczenie.

Ma mieć wąsy. Lepiej, żeby miał. Przystojny, brzydki na tyle, żeby kochance się nie podobał, ani żadnej kobiecie. Jeśli kobieta to wyglądająca na taką z wąsami. Nie za ładna. Żeby w kompleksy nie wpędzała. Ale taka ładna, żeby urodą zdobywała sympatię mężczyzn prokuratorów i sędziów i prawie ex żonie żeby gul skakał na rozprawie rozwodowej. Zadbana. Ale nie za bardzo, żeby zawsze miała coś nie tak, oko rozmazane, oczko w rajstopie, kołtun we włosach, psie gówno na obcasie, paznokcie połamane, zadbana tak po ludzku, żeby było widać to skupienie na kliencie, a nie na sobie. Idealna z wadami do wytknięcia, żeby klient mógł poczuć się lepszy. Bez wad, żeby przeciwnicy nie mogli ich wytykać, czy się z nich śmiać.

Uległy, łagodny, pozbawiony agresji, cierpliwy, rozumiejący i wybaczający, gotów do spotkania nawet w Wigilię o 21 żeby wysłuchać 4-godzinnych dylematów związanych z odziedziczeniem przez prawie byłą żonę najgorszych cech przyrodniego brata stryja ze strony ciotecznej siostry babci od strony matki, który był alkoholikiem oraz opisać to wszystko na 78 stronach pisma procesowego obracającego w proch i pył przeciwników i przekupioną, stronniczą sędzię.

I żeby był twardy, zdystansowany, zachowywał zimną krew i był opanowany i nie dawał się wyprowadzić z równowagi, stabilny emocjonalnie, trzeźwo myślący. Wzór do naśladowania, ideał, dojrzały emocjonalnie. Żeby było widać, że przeżywa z klientem jego życie, sukcesy i porażki, żeby z klientem się wzruszał, płakał, cierpiał, nie spał po nocach, współodczuwał, solidaryzował się i atakował. Żeby był z klientem takim bratem, jak na wojnie.

Samodzielny i działający w granicach przepisów prawa, nie powoli klientowi popełnić najmniejszego błędu. Odważnie i bezkompromisowo podejmuje samodzielne decyzje. Tak, żeby robił wszystko, czego chce klient i w sposób, jaki klient sobie wymarzy, bo w odmiennym przypadku wiadomo, że klient go nie będzie lubił. Słuchać się klienta musi zawsze.

Niezależny. Na każde zawołanie i gwizdek klienta. Zdyscyplinowany jak wytresowany pies, zawsze usłużny i do dyspozycji. Aby swoją stanowczością i pewnością siebie wzbudzał respekt w przeciwnikach.

Głośny i agresywny, wojownik, bezczelny, odważny, żeby poświęcał swoją reputację i relacje z przyjaciółmi i rodziną dla klienta. Ujmujący łagodnością i bardzo kulturalny.

Wzbudzający zaufanie, przewidywalny, zwykły, żeby klient czuł się z nim bezpiecznie, lepszy, a nie nieswojo, czy gorszy od niego pod jakimkolwiek względem. Zaskakujący, nowatorski, niestandardowy, geniusz.

Szczery, żeby nie wprowadzał w błąd i nie pakował klienta w niepotrzebny, kosztowny i z góry skazany na przegraną proces. Jak klient chce sprawy i pyta z nadzieją w głosie, czy jest ona do wygrania – zawsze musi odpowiadać: „TAK”, bo nie ma przecież spraw nie do wygrania, są tylko źli adwokaci, którzy nie potrafią ich wygrać albo pozwolą, aby sędziego przekupili przeciwnicy – zamiast sami ich przekupić.

Bogaty. Ale nie za bardzo, bo jeśli za bardzo – to oszust, który się dorobił na robieniu w bambuko klientów i zamiast z wynagrodzenia przekupywać sędziów, to do kieszeni złodziej jeden chował. Taki przeciętny. Ale to też źle, bo jak przeciętnie uposażony majątkowo to znaczy, że nieudacznik i nie potrafi zarabiać. Biedny – wykluczone.

Żeby miał dużo klientów, ważnych, z pierwszych stron gazet. I zajmował się tylko naszą sprawą. Bo nasza jest najważniejsza.

Prawdziwy katolik. Katolicy są godni zaufania w odróżnieniu od ateistów. Niewierzący, bo musi być do dyspozycji klientów w każde święta w związku z czym nie powinien ich obchodzić, ani stawiać jakiegoś świętowania ponad potrzebę konwersacji z klientami o ich sprawach.

Tolerancyjny i otwarty. Przeciwnik imigrantów, gejów, lesbijek i mniejszości narodowych, ma reprezentować wyłącznie prawdziwych Polaków, solidaryzować się z nimi w poglądach politycznych i światopoglądzie, wspólnie wyrażać nienawiść i chęć zniszczenia wszystkiego, co inne i jako to inne to wiadomo, że zagraża. Koniecznie ksenofob.

Żeby ten, czy ta adwokat miał/a rodzinę i dzieci. Praca nie stanowi jego całego życia, bo to by świadczyło o tym, że jest jakimś psychopatą nienormalnym. Ale żeby nie miał prywatnego życia i był tylko dla klientów. Ale żeby miał, bo to świadczy o zdrowiu psychicznym i tylko wtedy wie jak jest. Tylko żeby się dla niego nie liczyli.

Matka bądź ojciec, najlepiej dziadek albo babcia, ma mieć dzieci, wnuki i je kochać. Wiedzieć wszystko o opiece nad dziećmi i wnukami oraz o kosztach z tym związanymi. Nie może opiekować się potomstwem, gdyż odbiera to czas należny na poświęcenie uwagi i energii klientom.

Ma rozumieć ludzkie potrzeby emocjonalne, fizjologiczne, pomóc klientowi w ich realizacji. Bardzo ludzki, taki „chłopak albo dziewczyna z sąsiedztwa”. Sam nie ma takich potrzeb, bo zabierają czas należny klientom, ale je rozumie i zna. Z książek. Bo dużo czyta. Nie może poświęcać czasu na jakiekolwiek inne czynności niż sprawa klienta i klient. Czas wolny spędza na lekturze akt klienta i sporządzaniu pism procesowych oraz na rozmowach z klientem. Nie śpi. Ludzkich potrzeb nie miał/a i zawsze był/a pod telefonem 24 h na dobę. Zajmuje się tylko pracą.

Ma wszechstronne zainteresowania i bogatą wiedzę z różnych dziedzin. Można z nim porozmawiać na każdy temat. Nie zajmuje się niczym innym, niż sprawa klienta, aby nie marnować czasu na jakieś nieistotne duperele.

Poznał świat, zwiedził wszystkie istotne turystycznie i historycznie miejsca, chodzi po górach, pływa, nurkuje, biega, prowadzi zdrowy tryb życia. Ciągle siedzi nad aktami, nie marnuje czasu na urlopy i nie wydaje pieniędzy na własne potrzeby, których nie ma. Praca dla niego jest najważniejsza. Doskonale rozumie, że „nie samym chlebem człowiek żyje”.

Jeździ dobrym samochodem, samochód to prestiż i przesądza o tym, czy adwokat jest dobry, czy zły. Renault Megane z 2009 r. Nie ma poprzewracane w głowie na punkcie aut, bo taki to tylko wydrze ostatni grosz z klienta, żeby mieć dobrą brykę i tylko to się dla niego liczy.

W samochodzie ma mieć czysto, jak w pudełeczku. Ma wyglądać jego auto jak hyclowóz, jak jest czyste, to znaczy, że jest patologicznym perfekcjonistą skupiającym się na nieistotnych szczegółach.

Ma poczucie własnej wartości, nie jest jakąś zakompleksioną szmatą-wazeliną , szanuje sam siebie. Okazuje należny szacunek klientowi i zawsze odbiera od niego telefon, niezależnie od pory dnia i nocy i tego gdzie i w jakim stanie się znajduje, czy akurat siedzi na klopie, gdyż nie ma dla niego absolutnie niczego ważniejszego ponad potrzeby klienta, które mogą przecież ujawnić się w dowolnej dacie i porze. Zawsze oddzwoni kiedy otrzyma raport, że numer taki a taki próbował się połączyć, ale nie ma środków na koncie i prosi o rozmowę na jego koszt – nie licząc ile to go będzie kosztować.

Na żądanie spotkania przyjedzie do domu klienta bez zbędnej zwłoki z drugiego końca Polski zostawiając umierającego ojca i pogrzeb własnej matki, im już i tak nic nie pomoże.

Proponuje pomoc i wsparcie klientowi, który go nie uprzedził, że nie przyjdzie na spotkanie, gdyż jego kot dostał nagłej biegunki. Sam zawiezie kota klienta do najlepszego weterynarza i zapłaci za leczenie oraz przeprosi, za telefon z pytaniem „dlaczego pana nie ma na spotkaniu czekam już 3 godziny”, bo przecież wiadomo, że niedyspozycje jelitowe czworonogów klientów zawsze są ważniejsze od adwokata i doskonale to rozumie, podzielając uzasadniony niepokój i troskę o dobrostan zwierzęcia.

Sprytny cwaniak, wszystkich przeciwników klienta zrobi w konia i wciągnie jedną dziurką od nosa, ma motto: „po trupach do celu” dla dobra klienta. Uczciwy do szpiku kości, godny zaufania, nie żadna szuja czy hochsztapler, wygrywa sprawy dzięki wiedzy i inteligencji.

Stały w uczuciach, sympatiach i antypatiach, lojalny, nie jakaś chorągiewka na wietrze, czy mentalna dziwa. Aby spełnić oczekiwania klienta rozjedzie najlepszego przyjaciela na przejściu dla pieszych pod sądem, byle ten nie dotarł na rozprawę i nie stresował mu klienteli na rozprawie.

Szczery, prawdomówny, uczciwy. Doskonale rozumie, że lepsze są słodkie kłamstwa od gorzkiej prawdy i nigdy nie zmartwi żadną przykrą informacją swojego klienta, rozumiejąc, że wzbudziłoby to uzasadnione oburzenie oraz antypatię wobec jego osoby.

Cecha najważniejsza:

Ma rozumieć, że zlecenie mu prowadzenia sprawy przez klienta stanowi dla niego zaszczyt, w związku z czym szczytem bezczelności jest domaganie się wynagrodzenia. Musi być dobrym biznesmenem i umieć zarabiać, gdyż w odmiennym przypadku nie zasługuje na szacunek nieudacznik szmata jedna.

adw idealny wg pana Lucjana

weź się zdecyduj