adwokat kobieta Rospars Francja 1920/źródło: http://vergue.com/post/38/Mademoiselle-Rospars-avocate-1920/

·

Wykonujemy swój zawód z różnych przyczyn.

Dla idei, aby stać na straży praw i wolności obywatelskich oraz bronić niesłusznie oskarżanych, mimo, że taka motywacja po 1991 r. nieco się zdewaluowała, chociaż PiS robił w latach 2005-2007 co tylko mógł, a i teraz daje nadzieję na powtórkę z rozrywki 😉

Część – dla kasy i prestiżu – być może wśród nich znajdą się tacy, którym uda się odziedziczyć po prawniczej rodzinie, bądź odgryźć swojej korporacji lub patronowi taki kawał tortu, który im to zapewni.

Często z powodów prozaicznych, po prostu niektórzy byli słabi z matmy, chemii i fizyki 😉

Czasami dlatego, że tąpnął nabór na wybrany, humanistyczny kierunek studiów.

Także z uwagi na zainteresowania i pasję związaną z konkretną dziedziną prawa.

Zdarza się też powód „bo rodzice kazali”.

Albo nie ma się pomysłu, pasji, ani zainteresowań i jak koń pociągowy tnie się kopyto za kopytem drogą zawodową swoich przodków z nadzieją, że „jakoś to będzie”.

Ale mało kto dojrzałą, przemyślaną decyzję podjął wskutek tak traumatycznych przeżyć i takiej niesprawiedliwości.

Wielki szacunek Pani mecenas i samych sukcesów w wykonywaniu zawodu!

Poniżej wklejamy przekopiowaną z grupy Polska Palestra na facebooku historię Pani mecenas:

·

Hoa D.-Ś.

Dlaczego zostałam adwokatem?

Panie i Panowie Mecenasi,

To brzmi jak historia z jednej z książek Johna Grishama lub Agathy Christie, lecz to prawdziwa historia mojej drogi do zawodu.

W 2004 r. byłam już po studiach prawniczych, ale nie zamierzałam odbywać aplikacji. W tamtym czasie marzyła mi się inna kariera – chciałam pracować w public relations lub marketingu, a studnia prawnicze miały być tylko wsparciem w innych dziedzinach.

Niestety pewnego wrześniowego poranka, o g. 6 nad ranem zostałam zatrzymana przez funkcjonariuszy ABW we własnym domu. Po dokładnym przeszukaniu mojego domu zabrano mnie do Łodzi, moje troje dzieci w tym czasie musiały zostać z przerażoną opiekunką.

W prokuratorze okręgowej w Łodzi usłyszałam zarzuty jakie miały mi być postawione. Oczywiście zaprzeczałam ale prokurator stwierdził że każdy podejrzany/oskarżony tak mówi! Miałam łzy w oczach ale nic nie można było zrobić. Następnych kilka dni musiałam spędzić w areszcie…

Po postawieniu mi zarzutów Sąd z automatu wydał postanowienie o zatrzymaniu mnie na 3 miesiące. Trafiłam do aresztu śledczego. Kilkukrotnie byłam przesłuchiwana, ale nikt nie zechciał mi wyjaśnić szczegółów. Dowiedziałam się jedynie, że obciąża mnie świadek koronny, który obecnie przebywał po za granicami kraju. Musiałam poczekać na jego powrót i konfrontację.

Przez 4 dni w areszcie widziałam jak naprawdę wygląda pozbawianie wolności. Chciałabym zapomnieć o tym, ale nie jest łatwo wyprzeć te obrazy ze świadomości …

Po przyjeździe świadka zostałam z nim skonfrontowana. Na szczęście, po spotkaniu ze mną twarzą w twarz, świadek zrozumiał że się pomylił. Nie byłam osobą, o której zeznawał w prokuraturze. Najwyraźniej drobne podobieństwo wynikające „z uwagi na cechy charakterystyczne wyglądu obywateli z Dalekiego Wschodu” wystarcza w naszym kraju do pozbawienia niewinnej osoby wolności. Szkoda, że ABW nie przyłożyło się lepiej do swojej pracy i nie zebrało więcej dowodów, żeby nie wyciągało takich pochopnych wniosków! Przecież mają środki do tego aby dokładnie sprawdzić podejrzanych. Czy rzeczywiście potrzebne były tak radykalne działania? Przyczynę mojego zatrzymania zdradził mi prokurator już po wydaniu postanowienia o zwolnieniu z aresztu (poniżej zdjęcie fragmentu tego postanowienia). Zapytałam go, czy rzeczywiście widział podstawy do mojego aresztowania. Odpowiedział mi tylko, że tak postępują „gwiazdy z ABW”. Drążyłam dalej: „Przecież to Pan wydał postanowienie o zatrzymaniu, a nie jakieś „gwiazdy z ABW”. Nie odpowiedział już nic, wzruszył jedynie ramionami…
Tak działają organy ścigania w naszym kraju.

Po opuszczeniu aresztu zdecydowałam się na odbycie aplikacji prawniczej i pracę w tym trudnym zawodzie. Wcześniej miałam jeszcze inny pomysł na siebie, jednak doszłam do wniosku, że moim przeznaczeniem jest jednak adwokatura. W tym miejscu przypomina mi się rozmowę z profesorem George L. Dawson (University of Florida), który krótko podsumował moją „historię”: „May God bless you with anger at injustice, oppression and exploitation of people so that you will work for justice, equality and peace.”

Myślę, że lubię swój zawód. Ponadto moje doświadczenia nie dają mi wyboru. Jestem „skazana” na bycie adwokatem.
Do tej pory jestem wdzięczna adw. Janowi Woźniakowi i Marcinowi Smolarkowi, którzy mi wtedy bardzo pomogli. Dziękuję za pomoc i zaufanie.

/źródło: https://www.facebook.com/groups/Polska.Palestra/permalink/1039017989475168//