Co ja pacze lopiniaSą! Udało się je odnaleźć, tylko teraz trzeba ich szukać okrężną drogą. Dzięki aktywności i spostrzegawczości naszego Czytelnika o nicku „Czytelnik” (https://palestrapolska.wordpress.com/2016/01/23/gdzie-sa-uzasadnienia-sedziego-ignaczaka) mamy nową cudowną ❤ lekturę. Czytelnika gorąco pozdrawiamy i dziękujemy! A Sędziego Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim Tomasza Ignaczaka kochamy, uwielbiamy i czytać będziemy!

http://orzeczenia.piotrkow-tryb.so.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000015_2016_Uz_2016-02-02_001

Jednak na tym problem się nie kończy – otóż zdaniem Sądu Okręgowego w/w opinia biegłego lekarza ( którą Sąd Rejonowy przyjął bezkrytycznie, choć w zastosowanej kwalifikacji prawnej się do wniosków z niej płynących nie zastosował) jest niejasna, sprzeczna z zasadami doświadczenia życiowego, lakoniczna, nielogiczna i powierzchowna. Oto bowiem biegły stwierdza, że zgodnie z jego doświadczeniem życiowym inkryminowane zdarzenie nie wiązało się z narażeniem pokrzywdzonego na powstanie skutków nawet z art. 157 § 1 kk. Sąd Okręgowy nie wie, gdzie i w jakich okolicznościach biegły lekarz wydający tę opinię zdobywał doświadczenie życiowe ( i bynajmniej mu takich doświadczeń nie zazdrości), bo z doświadczenia życiowego i zawodowego ( wynikającego z analizy dziesiątek jeśli nie setek już spraw tego rodzaju) Sądu Okręgowego wynika, że jeżeli dwóch pijanych mężczyzn dając upust samczej agresji wali głową ( z tzw. „byka”) oraz pięścią w twarz trzeciego, a ten trzeci zalewa się krwią i jego stan jest na tyle poważny, że zostaje przyjęty na oddziale ratunkowym szpitala, to niestety ale ten trzeci zazwyczaj zostaje narażony co najmniej na skutki z art. 157 § 1 kk. Wystarczy bowiem, aby na skutek ciosu w nos ( czy to głową, czy pięścią) doszłoby do złamania kości nosa ( o co nietrudno) i do jej nieznacznego przemieszczenia, a już takie obrażenie kwalifikowane byłoby z art. 157 § 1 kk. W przypadku takich ciosów naraża się również człowieka na wstrząśnienia mózgu, złamania kości twarzoczaszki, urazy oczu, itp. Dlatego opinia biegłego lekarza w tej sprawie budzi konsternację Sądu Okręgowego i nakazuje dopatrywać się w niej cech opinii co najmniej niejasnej ( nie jest bowiem jasne na jakich przesłankach biegły oparł swoje przekonanie, że dwóch pijanych mężczyzn okładających po twarzy trzeciego nie naraża go nawet na stosunkowo nieznaczne skutki z art. 157 § 1 kk).

http://orzeczenia.piotrkow-tryb.so.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000277_2015_Uz_2015-06-17_002

Dlatego wersja, pojawiająca się dopiero w apelacji, że psy wydostały się z posesji obwinionego przez otwartą bramę i potem przez nią wbiegły z powrotem, jest w tych okolicznościach nielogiczna, zakłada bowiem obecność na terenie tej posesji jakiegoś człowieka, który najpierw psy wypuścił, potem zamknął za nimi bramę (bo psy same przecież tego nie zrobiły), a następnie ukrywał się na terenie posesji przed policjantami ( musiałby to chyba robić w kojcach psów, skoro posesja nie była zamieszkała). Tymczasem brak jest jakiegokolwiek dowodu na obecność takiej osoby na terenie posesji obwinionego w chwili czynu. Dlatego należało tą wersję odrzucić. Oczywiście odrzucić należy również lansowaną w postępowaniu pierwszoinstancyjnym wersję wydostania się psów przez wąską szczelinę w ogrodzeniu – Sąd Rejonowy dokonał oględzin tego miejsca i wykluczył, aby mógł tamtędy wydostać się pies rasy owczarek niemiecki ( przerwa w ogrodzeniu była znacznie węższa niż szerokość czaszki tego zwierzęcia).

http://orzeczenia.piotrkow-tryb.so.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000715_2015_Uz_2016-01-19_002

Co do naprawiania szkody, to Sąd Okręgowy ujawnił na rozprawie apelacyjnej informację, z której wynika, iż ze świadczeń należnych skazanemu potrącane są kwoty na poczet zadłużeń ( k. 133), ale przecież jest to naturalna konsekwencja popełnionych przez skazanego przestępstw. Ponadto z w/w informacji wynika, że doszło do zajęcia przez komornika sądowego ( KM 582671/14) i skazany naprawdę nikomu łaski nie robi, że w drodze przymusowych potrąceń realizowany jest obowiązek naprawienia szkód.

http://orzeczenia.piotrkow-tryb.so.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000289_2015_Uz_2015-07-09_001

Chybiony jest zarzut naruszenia prawa do Sądu oraz rażącej niewspółmierności kary poprzez orzeczenie przez Sąd Rejonowy grzywny w wyższej wysokości od tej, jaką proponował obwinionemu policjant w ramach postępowania mandatowego. Sąd absolutnie nie jest związany tym, co na drodze ma do powiedzenia kierującemu policjant i jaką propozycję mu składa – zwłaszcza, że policjant ograniczony jest tzw „taryfikatorem”, którym z kolei Sąd związany nie jest. Teza, jakoby ograniczono obwinionemu prawo do Sądu razi absurdalnością i jest wręcz śmieszna – było dokładnie odwrotnie. Obwinionemu proponowano albo mandat, albo drogę sądową – i będąc odpowiednio pouczony sam sobie wybrał postępowanie przed Sądem. To właśnie przyjęcie mandatu ogranicza drogę do Sądu ( z uwagi na bardzo rygorystyczne warunki, jakie trzeba spełnić, aby uchylić przyjęty, a tym samym prawomocny mandat karny). Obwiniony, właśnie rezygnując z przyjęcia mandatu, zapewnił sobie niczym nie skrępowaną drogę do Sądu. Odmowa przyjęcia mandatu powoduje, że nie dochodzi w istocie do postępowania mandatowego i do czasu wydania wyroku nie powstaje żadne orzeczenie, które mogłoby kształtować sytuację prawną obwinionego – zatem nie może być również mowy o istnieniu w takiej sytuacji jakiegokolwiek zakazu reformationis in peius.

http://orzeczenia.piotrkow-tryb.so.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000591_2015_Uz_2015-11-13_002

Dlatego wiarygodne jest, że kontakt rodziców L. S. z A. M. nastąpił wcześniej i tym bardziej wiarygodne jest, że udzielili oni A. M. ustnego upoważnienia do uzyskania wszelkich możliwych informacji medycznych, w tym wyników badań laboratoryjnych, ich córki. Przecież w przeciwnym razie A. M. nie fatygowałaby się w niedzielę do szpitala, aby obejrzeć nic nie mówiącą laikowi kartkę z wynikami badań, a już tym bardziej nie robiłaby zdjęcia tej kartki ( przecież nie czyniła tego, aby wrzucić to mało ekscytujące zdjęcie na fejsbuka). Niewiarygodne jest, aby A. M. wykonywała zdjęcie wyników badań dziecka a następnie wysyłała je ojcu tego dziecka i lekarzowi bez wiedzy i woli rodziców – wszak narażałaby się na zarzuty, że ingeruje w czyjeś prywatne sprawy. Niewyobrażalne jest wręcz, że osoba o jej pozycji zawodowej i społecznej zrobiłaby coś takiego (narażając się na konsekwencje) nie mając do tego upoważnienia przedstawicieli ustawowych pacjenta. Jedynym logicznym wytłumaczeniem jej akcji jest działanie z upoważnienia rodziców w celu ratowania życia umierającego dziecka.

 

Po drugie – co istotniejsze – trudno stawiać obiektywny zarzut laborantce, że nie skorzystała z faksu, szpitalnego komputera czy telefonu, aby przekazać dane do administracji innego szpitala, skoro wiedziała ( od A. M. ), że dane te znalazły się bezpośrednio na skrzynce mailowej lekarza właśnie zajmującego się pacjentem ( i że lekarz ten o tym wie, uzyskania danych tą drogą chce i dzięki temu jest wstanie zapoznać się z tymi wynikami zanim jakaś sekretarka odnajdzie faks, zrozumie jego wagę, połączy lekarza z pacjentem i doniesie mu ten archaiczny w XXI wieku nośnik informacji). Zatem doszukiwanie się w tej sytuacji w nieskorzystaniu ze sprzętu szpitalnego powodu do rozwiązania umowę o pracę świadczy o pozorności tego powodu, skoro informacja i tak dotarła na czas i miejsce i to nawet szybciej, niż stałoby się to przy wykorzystaniu formalnych procedur. Zaiste, dążenie do zwolnienia A. K. (1) było tak wielkie, że gdyby regulamin szpitala przewidywał wysłanie takiej informacji przez konnego gońca, to zapewne nieskorzystanie z takiej „procedury” i wysłanie informacji mailem za pomocą osoby trzeciej też uznano by za rażące naruszenie obowiązków pracowniczych.

http://orzeczenia.piotrkow-tryb.so.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000304_2015_Uz_2015-07-10_001

Nie jest trafny argument, jakoby z tego, że żaden świadek na klatce, na której doszło do pożaru, nie widział przed pożarem szmaty, można było wywieść, że słowa oskarżonego o podpaleniu szmaty nie były prawdziwe. Przecież oczywiste jest, że oskarżony mógł znaleźć kawałek materiału ( w jego ocenie będący szmatą), który podpalił, a który mieszkańcom klatki ze „szmatą” się nie kojarzył. Zresztą doświadczenie życiowe uczy, że tego typu przedmioty mogą znaleźć się na klatce schodowej, a przy tym nie rzucają się w oczy i mogą nie być zapamiętane przez mieszkańców. Ponadto to samo doświadczenie życiowe podpowiada, że żaden mieszkaniec takiej klatki schodowej nie przyzna, iż był na niej nieporządek, bo przecież nie najlepiej świadczy to o lokatorach.

http://orzeczenia.piotrkow-tryb.so.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000204_2015_Uz_2015-07-10_001

Aprobowanie argumentacji oskarżonego i jego obrońcy prowadziłoby do absurdów. Równie dobrze można by twierdzić, że złodziej samochodu, który dokonuje kradzieży luksusowego auta i sprzedaje go na skup złomu, powinien odpowiadać jak za kradzież złomu. To, że dla oskarżonego skradzione rurki były warte tyle co złom i tak je potraktował nie oznacza, że taką wartość miały w rzeczywistości. W rzeczywistości miały one wartość materiałów budowlanych, która po odliczeniu stopnia ich zużycia wynosiła 1309 zł.

http://orzeczenia.piotrkow-tryb.so.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000699_2015_Uz_2016-01-19_002

Na zakończenie nasuwa się refleksja, iż co prawda statystyka jest przez niektórych uznawana za królową nauk ( zdaniem Sądu Okręgowego w składzie rozpoznającym niniejszą sprawę niesłusznie, gdyż bliższe prawdy są słowa, które sformułował Marka Twaina mówiąc: „ są trzy rodzaje kłamstwa – zwykłe kłamstwo, bezczelne kłamstwo i statystyka” ), ale jednak nie powinno to rzutować na podejmowanie kluczowych decyzji procesowych. Rozprawa odbywana zaocznie nie oznacza całkowitej rezygnacji z zasady bezpośredniości, a jedynie rezygnację z obecności oskarżonego. Zatem nie można – po rozpoczęciu rozprawy zaocznej – zamieniać jej w sąd kapturowy i poprzestać jedynie na odczytaniu wyjaśnień oskarżonego i zeznań wszystkich świadków, lecz w pozostałym ( poza wyjaśnieniami oskarżonego) zakresie należy procedować zgodnie z określonymi w Kodeksie Postępowania Karnego zasadami ( choć niewątpliwie odczytanie wszystkich protokołów „jak leci” i wydanie tego samego dnia wyroku z punktu widzenia statystyki byłoby działaniem niezwykle skutecznym – ale niezgodnym z gwarancjami procesowymi póki co obowiązującymi w tym kraju).

Inne uzasadnienia SSO Tomasza Ignaczaka:

https://palestrapolska.wordpress.com/2015/09/18/kwiat-polskiego-sadownictwa-czyli-jak-laczyc-proze-zycia-z-poezja-slowa/

C.D.N. ❤