PP kredaKochamy i uwielbiamy ❤

czyli…

Gdzie lekarz nie może tam sędziego pośle, czyli sędziego Ignaczaka orzeczenia bezcenne – vol. 4

(wybrane fragmenty uzasadnień orzeczeń Sędziego Sądu Okręgowego w Piotrkowie Trybunalskim Tomasza Ignaczaka)

Wyrok z dnia 20 października 2015 r., sygn. akt IV Ka 490/15

http://orzeczenia.piotrkow-tryb.so.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000490_2015_Uz_2015-10-20_002

Orzeczenie Sądu Rejonowego nie jest nadmiernie dolegliwe dla oskarżonego. Przecież oskarżony ma możliwość dojeżdżania do pracy środkami komunikacji miejskiej ( apelant tego nie kwestionuje ) i pracy tej jak dotąd nie stracił, a nawet więcej, nic nie wskazuje na to, aby w związku z zakazem prowadzenia pojazdów mechanicznych mógł ją stracić ( pismo od pracodawcy k. 69). Natomiast utrudnienia związane z koniecznością dzielenia przestrzeni życiowej z innymi niezmotoryzowanymi obywatelami tego kraju w pojazdach komunikacji miejskiej, ograniczenie swobody dysponowania swoim czasem związane z koniecznością dopasowania się do rozkładu jazdy pojazdów komunikacji masowej oraz utrata części zleceń w pracy ( i w związku z tym być może ograniczenie dochodów) są naturalną konsekwencją popełnionego przez oskarżonego czynu i oskarżony powinien konsekwencje te przewidzieć, zanim wsiadł w stanie nietrzeźwości do samochodu i rozpoczął podróż do pracy.

Ponadto niewiarygodne jest, że przywrócenie oskarżonemu uprawnień do prowadzenia pojazdów kategorii A polepszyłoby możliwości jego pracy, skoro polegała ona na transporcie i montażu multimedialnych wystaw fotograficznych i filmowych na terenie kraju i zagranicy w miejscach takich jak B., O.. K., K., B., H., B. ( vide złożone na rozprawie apelacyjnej pismo od pracodawcy k. 69). Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim ma wyrobioną wyobraźnię ( w końcu oglądał i pozostaje pod wrażeniem filmu „Prosta historia” w reżyserii D. L.), ale mimo wszystko nie jest w stanie uwierzyć w wizję, w której oskarżony doczepia do swojego motocykla przyczepkę i udaje się w długą podróż do K., K., H., czy też chociażby B. ( niczego B. nie ujmując ) ciągnąc za sobą materiały na wystawę multimedialną. Dlatego wywody apelanta, jak to niezbędne dla pracy oskarżonego jest zachowanie mu uprawnień do prowadzenia pojazdów kategorii A, Sąd Okręgowy traktuje bardziej jako licentia poetica autora niż jako rzeczywistą potrzebę oskarżonego. Owszem, brak uprawnień do prowadzenia pojazdów kategorii A powoduje dla oskarżonego pewien dyskomfort ( zawsze to lepiej poczuć wiatr we włosach i udać się do pracy motocyklem zamiast autobusem), ale nie jest on nadmierny i nie powoduje, że zaskarżony wyrok jest niewspółmiernie surowy.

Wyrok z dnia 27 listopada 2015 r., sygn. akt IV Ka 604/15

http://orzeczenia.piotrkow-tryb.so.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000604_2015_Uz_2015-11-27_002

W szczególności Sąd słusznie zrobił, odmawiając wiary zeznaniom oskarżycielki posiłkowej M. C. oraz zeznaniom jej męża B. C. i córki R. Ł.. Znamienne jest, że oskarżycielka posiłkowa składając pierwsze zeznania w sprawie zapewniała, że oprócz jej samej i jej męża nie było żadnych innych świadków zdarzenia, a dopiero potem, gdy proces zaczął się układać nie po jej myśli, „dokładała” kolejnych świadków ( sąsiada W. B., córkę R. Ł.), aby wspomóc swoją wersję. W dodatku tak umieszczała tych świadków w swoich zeznaniach, aby wytłumaczyć, czemu nie byli widziani przez inne osoby ( W. B. miał siedzieć, w ubikacji, córka miała być na podwórzu ukryta za betonowym płotem). Jest to po prostu niewiarygodne. Niewiarygodne jest również tłumaczenie oskarżycielki posiłkowej, że nie zgłaszała córki jako świadka, bo ta nie chciała się angażować w sprawy sądowe ( podobnie ujął to w swojej apelacji pełnomocnik twierdząc, że to oskarżycielka posiłkowa nie chciała mieszać w sprawę córki ) – jest to sprzeczne z postawą tego świadka ( i z postawą samej oskarżycielki posiłkowej), gdyż na późniejszych etapach postępowania nic nie wskazywało na wstrzemięźliwość świadka w chęci uczestniczenia w procesie, a oskarżycielka posiłkowa powołuje się na zeznania córki bez żadnych zahamowań. Poza tym niewiarygodne jest, że córka oskarżonej przebywając za betonowym płotem na podwórzu, zajęta pracami domowymi i skupiona na opiece nad dzieckiem mogłaby słyszeć, co ktoś krzyczy na polu (znamienne jest, że oskarżycielka posiłkowa jest tu nieobiektywna, bo gdy chodzi o zeznania W. G., dostrzega, że świadek miał utrudnione możliwości usłyszenia głosów na polu, a gdy chodzi o własną córkę stojącą za płotem i W. B. siedzącego w ubikacji, to już zakłada, że słyszeli oni każde słowo). Niewiarygodne jest również, że gdyby córka oskarżycielki posiłkowej naprawdę za tym płotem stała ( bo zdaniem Sądu Okręgowego nie jest to prawdą) i gdyby słyszała wypowiadane słowa ( co zdaniem Sądu nie byłoby możliwe, nawet, gdyby tam stała), to nie zareagowałaby na nie od razu ruszając matce na ratunek albo chociaż wzywając policję ( wszak według – niewiarygodnych zdaniem Sądu Okręgowego – słów oskarżycielki posiłkowej oskarżony miał werbalizować żądzę mordu na jej osobie, nie sposób więc uwierzyć, że słysząca to córka potencjalnej ofiary nie przerywała sobie zbierania prania ze sznurka). Dlatego zeznania M. C. i R. Ł. oraz zeznania (…) sa nielogiczne i niewiarygodne.

Zaś co do inkryminowanego zdarzenia, jego zeznania są nielogiczne, wręcz niedorzeczne. Otóż świadek powtórzył słowo w słowo wersję oskarżycielki posiłkowej – opisał, co i gdzie robił jej mąż, jakie słowa padały z ust oskarżonego, jak uczestnicy zdarzenia się zachowywali, jak i gdzie się przemieszczali – a jednocześnie świadek twierdził, że w czasie tego zdarzenia siedział sobie w ubikacji na podwórku. Jest to po prostu niedorzeczne – jeżeli odrzucimy absurdalną wersję, że w sławojce w której świadek oddawał się potrzebie fizjologicznej założony był monitor z głośnikami przekazujący obraz i dźwięk z pola, to świadek nie mógłby widzieć i słyszeć opisywanych przez siebie zdarzeń. Dlatego jest to świadek niewiarygodny, tendencyjny, a „umieszczenie” go w ubikacji miało jedynie wytłumaczyć, czemu nikt go nie widział w czasie i na miejscu zdarzenia.

Wyrok z dnia 21 sierpnia 2015 r., sygn. akt IV Ka 349/15

http://orzeczenia.piotrkow-tryb.so.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000349_2015_Uz_2015-08-21_002

Opinia ta wcale nie opiera się na „hipotetycznych założeniach”, tylko na konkretnych wyliczeniach, na dowodach obiektywnych – bo w postaci śladów rzeczowych i na nieubłaganych prawach fizyki. Wersja oskarżonego zaprezentowana w jego wyjaśnieniach złożonych przed Sądem jest wręcz niedorzeczna, kłóci się bowiem z bezwpływowymi dowodami w postaci śladów hamowania i innych śladów rzeczowych w sposób tak ewidentny, że dostrzegalny na pierwszy rzut oka nawet dla laika. Jak można odpowiedzialnie twierdzić, że wykonywało się manewry omijania, że uderzenie w krowę spowodowało odbicie samochodu i wtórne uderzenie w rowerzystę – skoro na miejscu zdarzenia zabezpieczono dwa wyraźnie, wręcz modelowe, prostolinijne ślady hamowana, na których to śladach znajdowały się pozostałe ślady rzeczowe świadczące, że doszło do uderzeń w krowę i rowerzystę już podczas tego hamowania ( vide zdjęcia k. 123 – 124).

Gdyby pokrzywdzony nie jechał rowerem, tylko szedł prowadząc po swojej prawej stronie krowy, to znajdowałby się dokładnie w tym samym miejscu ( tylko, że zamiast na rowerze stałby na nogach). Tymczasem samochód oskarżonego po prostu sunął na zablokowanych kołach niczym pociąg po szynach i uderzał we wszystko co spotkał na swojej drodze hamowania. Na tej drodze byłby pokrzywdzony niezależnie od tego, czy siedziałby na siodełku roweru, czy też go prowadził, lub szedł bez roweru. Paradoksalnie, obecność roweru zwiększała szanse oskarżonego na uniknięcie wypadku, a to dlatego, że mógł i powinien dostrzec światło odblaskowe, jakie niewątpliwie było na tym rowerze zamocowane.

Z tych samych powodów nie zmieniła niczego w przebiegu wypadu obecność krowy po lewej stronie pokrzywdzonego – bo samochód oskarżonego uderzyłby w pokrzywdzonego niezależnie od tego, czy ta krowa byłaby na jezdni po prawej czy na poboczu po lewej stronie pokrzywdzonego ( gdyż jak wczesnej zauważono, oskarżony jedynie hamował i uderzyłby we wszystko, co na jego drodze hamowania znalazłoby się w tamtej chwili). Jedyna różnica sprowadzałaby się do kwestii potrącenia krowy – istotnie, to zwierzę uniknęłoby cierpień, gdyby było prowadzone po prawej stronie pokrzywdzonego. Natomiast co do samego pokrzywdzonego – to zostałby on uderzony przez samochód niezależnie od tego, czy wszystkie pędzone krowy byłyby po jego prawej stronie czy nie.

Wyrok z dnia 29 września 2015 r., sygn. akt IV Ka 448/15

http://orzeczenia.piotrkow-tryb.so.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000448_2015_Uz_2015-09-29_002

Oczywiście w procesie cywilnym można dochodzić, jaka była rzeczywista wola stron, które wytworzyły dokument – ale po to, aby wiarygodnie i rzetelnie tą rzeczywistą wolę stron odczytać, musimy w procesie dochodzenia do prawdy dysponować jego pierwotną i nieskalaną treścią ( nazwijmy ją dziewiczą), bo dopiero na tym zdrowym fundamencie można budować konstrukcję myślową pozwalającą odczytać rzeczywiste intencje stron. Dokument ma być jak przejrzysta i nienaruszona tafla wody – wpatrując się w nią można dociekać, co kryje się na dnie. Jednak nie będzie to możliwe, gdy ktoś już na wstępie tą wodę zmąci, wzburzy jej toń, a już tym bardziej, gdy celowo umyje w niej swoje brudne ręce zmieniając jej barwę i przejrzystość.

Dlatego wyjaśnienia oskarżonego, że użyte przez niego oświadczenie zostało sporządzone w takiej treści (jaką miało w dniu 16 października 2012 roku) w obecności M. U. i przez niego podpisane, jego pozbawione sensu opowieści, jak to kontaktował się z M. U. mimo, że miał już jego oświadczenie o takiej treści, oraz kabaretowe wręcz banialuki, jak to sporządzał oświadczenie dwoma różnymi długopisami, są niewiarygodną i szytą grubymi nićmi linią obrony, którą dodatkowo dosyć nieudolnie wspierała jego żona ( w swoich zeznaniach wykazująca bardzo tendencyjne podejście do zapamiętywanych okoliczności, co doskonale wykazał Sąd Rejonowy w uzasadnieniu zaskarżonego wyroku). Słusznie więc Sąd Rejonowy nie dał im wiary, a oparł się na wiarygodnych i logicznych zeznaniach M. U..

Wyrok z dnia 28 sierpnia 2015 r., sygn. akt IV Ka 377/15

http://orzeczenia.piotrkow-tryb.so.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000377_2015_Uz_2015-08-28_002

W świetle powyższego legło w gruzach podstawowe założenie, jakie w tym procesie poszlakowym (co do czynu z pkt III aktu oskarżenia) przyjął Sąd Rejonowy. W łańcuchu poszlak przyjęto bowiem, że po pierwsze, „nasi” trzej oskarżeni ( niczym muszkieterowie Atos, Portos i Aramis) trzymali się zawsze razem, wiec skoro razem około drugiej w nocy wyżebrali na melinie po papierosie, to pewnie razem tej samej nocy włamali się do położonego nieopodal mieszkania pokrzywdzonego. Po drugie, Sąd Rejonowy przyjął ( z niezrozumiałych powodów), iż podczas tej pięknej lipcowej nocy całe miasto opustoszało, wszyscy mieszkańcy zaszyli się w swych domach, a jedynie „nasi” trzej oskarżeni buszowali po wyludnionej okolicy – dlatego, skoro już około drugiej w nocy byli widziani w pobliżu mieszkania pokrzywdzonego, to nikt inny jak oni nie mógł do tego mieszkania dokonać włamania. Już ten wywód jest śmiały i łańcuch poszlak, w ten sposób stworzony, określić można jako wątły. Ale to jeszcze nic – Sąd Okręgowy nie zaaprobował koncepcji Sądu Rejonowego nawet nie z powodu słabości poszlak, tylko dlatego, że ów łańcuch poszlak nie zamyka się w logiczną całość. Oto bowiem okazuje się, że wariantowo:

albo oskarżeni wcale nie trzymali się razem, jeden z nich chodził „samopas”, dopiero w pewnym momencie zeszli się razem i już we trójkę byli poczęstowani przez świadka papierosami;

– albo oprócz „naszej” trójki oskarżonych w tej samej okolicy ( a więc w bezpośrednim otoczeniu mieszkania pokrzywdzonego ) w porównywalnym czasie ( w okresie, w którym doszło do włamania) kręciło się jeszcze dwóch innych, nieustalonych mężczyzn ( i raczej nie byli to kaznodzieje, skoro około drugiej w nocy dobijali się do drzwi znanej w okolicy meliny).

Zatem nawet przy przyjęciu pierwszej wersji należałoby uniewinnić wszystkich trzech oskarżonych, bo nie wiadomo, jak wybrać sobie tego do skazania ( rzucić monetą ?). Już w starożytnym Rzymie hołdowano zasadzie, zgodnie z którą „ lepiej uniewinnić 100 winnych niż skazać jednego niewinnego” ( zasadę favor rei wprowadzał edykt cesarza Teodozjusza już prawie dwa tysiące lat temu). Oczywiście były okresy w historii, w których uznawano dokładnie odwrotnie – np. w faszystowskiej III Rzeszy przyjęto zasadę, że lepiej skazać kogoś niewinnego niż go uniewinnić, jako że kara miała działać odstraszająco. Sądowi w rozpoznającym sprawę składzie ( jak i każdemu chyba światłemu obywatelowi demokratycznego państwa prawa) bliżej jest jednak do tej pierwszej koncepcji, tym bardziej, że wyraźnie wskazał na nią polski ustawodawca w nowym ( obowiązującym od 1 lipca 2015 roku ) brzmieniu art. 2 § 1 pkt 1 kpk, zgodnie z którym celem postępowania karnego jest, aby „ sprawca przestępstwa został wykryty i pociągnięty do odpowiedzialności karnej, a osoba, której nie udowodniono winy, nie poniosła tej odpowiedzialności ”.

Po drugie, oskarżony P. Z. (1) zaczepiony przez pokrzywdzonego K. Z. (2) i wezwany do zwrotu zabranych przedmiotów ani jednym słowem, ba, nawet żadnym gestem nie przyznał się do udziału we włamaniu. Owszem, nie zaprzeczał – ale to nie jest dowód na jego sprawstwo, albowiem brak zaprzeczania mógł być spowodowany wieloma czynnikami. Oskarżony P. Z. (1) mógł być zaskoczony zarzutami i „zaniemówić”, mógł postanowić zachować się dumnie wobec oszczerstw i utrzymać kamienną twarz, mógł mieć niejedno na sumieniu i dlatego zarzuty przemilczeć, mógł chcieć uniknąć scysji na ulicy, mógł chcieć chronić jakiegoś swojego kompana, o którym przypuszczał, że być może się do pokrzywdzonego włamał i dlatego zachował milczenie. Pamiętajmy, że P. Z. (1) to niestety zatwardziały recydywista, dlatego nie można przystawiać do jego zachowania takiej samej miary jak do zachowania przeciętnego człowieka. Przeciętny człowiek zareagowałby na taki zarzut zaprzeczeniem – ale nie trafiło na przeciętnego człowieka, tylko na wytrawnego twardego kryminalistę, który z niejednego pieca ( prawdopodobnie w niejednym Zakładzie Karnym) jadł chleb. Dlatego nie można z faktu, iż nie zaprzeczył on zarzutowi pokrzywdzonego wywodzić, że był sprawcą włamania.

Wyrok z dnia 6 listopada 2015 r., sygn. akt IV Ka 577/15

http://orzeczenia.piotrkow-tryb.so.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000577_2015_Uz_2015-11-06_002

Z taką sytuacją będziemy mieli do czynienia, gdy jakiś zawodowy diler narkotyków z góry założy, że mając dostęp do narkotyku przynajmniej przez jakiś czas będzie gotowy udzielać go odpłatnie i nieodpłatnie przychodzącym do niego osobom ( klientom, znajomym). Analiza materiału zgromadzonego w sprawie ( na szczęście dla oskarżonego, o czym jeszcze Sąd będzie mówił) nie wskazuje na taką jego postawę. Nie był to zawodowy handlarz śmiercią, gotowy w ramach swej działalności przeprowadzić transakcję z każdym klientem, chcącym nabyć narkotyk. Nie był to również „wyluzowany hipis”, gotów poczęstować skrętem każdego, kto wpadnie do niego na imprezę. Oskarżony udzielał narkotyku kilkunastu osobom, ale za każdym razem z każdym z nich przy pierwszym ( odpłatnym bądź nieodpłatnym) udzieleniu narkotyku połączyło go dyskretne, intymne wręcz porozumienie. Łączył go z nimi pewnego rodzaju „kumpelski” układ polegający na tym, że jeżeli będzie miał przy sobie narkotyk i jeżeli taki „kumpel” go poprosi, to jemu konkretnie będzie gotów odsprzedać działkę narkotyku, a niekiedy za darmo poczęstować go narkotykiem. Dlatego za każdym razem co do każdej z tych osób zamiar oskarżonego powstawał odrębnie. Oskarżony nie zakładał z góry ( nawet w ogólnych zarysach), że poczęstuje każdego znajomego ( tym bardziej obcego) narkotykiem, albo że mu go odsprzeda. Dopiero gdy doszło do takiego pierwszego indywidualnego kontaktu, gdy doszło miedzy oskarżonym, a taką osobą ( z kręgu jego znajomych) do „przełamania pierwszych lodów” i nawiązania nici porozumienia, oskarżony nabywał co do tej konkretnej osoby ogólnego zamiaru, że w przyszłości być może ponownie udzieli jej w ramach dyskretnych wzajemnych kontaktów narkotyku. Oskarżony nie prowadził jednak „sklepiku” z narkotykami, nie stał na rogu gotów świadczyć usługi dilera, nie deklarował zawodowej działalności w tym przedmiocie i nie był od razu gotowy na udzielanie narkotyku każdemu ( nawet znajomemu), który go o to w przyszłości poprosi.

Dlatego orzeczone wobec oskarżonego kary jednostkowe i kary łączne nie nosiły cech rażącej niewspółmierności ( surowości). W szczególności nie ma niczego nadzwyczajnego w tym, że oskarżony – młody i zdrowy mężczyzna – podejmuje naukę i systematycznie uczęszcza na zajęcia i że podejmuje pracę. W społeczeństwie polskim w XXI wieku to ciągle standard zachowania, właśnie takiej postawy należy oczekiwać od młodego i zdrowego człowieka wkraczającego w dorosłość. Przecież w naszym społeczeństwie ciągle jeszcze nie uznajemy za normę przebywania przez dorosłych mężczyzn w domu mamusi i pozostawanie do późnej czterdziestki na jej wikcie i opierunku, ani życia jedynie na zasiłku świadczonym przez państwo i poświęcanie się głównie dbaniu o zastępowalność pokoleń. Normą jest właśnie to, że młody człowiek stara się, w miarę swych możliwości fizycznych i intelektualnych, zrobić coś sensownego ze swoim życiem. Oskarżony tą normę spełnia w zaledwie dostatecznym stopniu, jego osiągnięcia bynajmniej nie zachwycają, zatem wskazywane przez apelanta okoliczności nie mogą mieć istotnego wpływu na wymiar orzeczonej kary i na warunkowe zawieszenie jej wykonania. Kolejna „okoliczność łagodząca”, wskazywana przez apelanta, wręcz zaskakuje – otóż cóż to jest za zasługa oskarżonego, że przebywając w Tymczasowym Areszcie w związku ze stosowaniem środka zapobiegawczego w tej sprawie wykazywał bardzo dobrą postawę i był nagradzany. To, że oskarżony – po tym jak już został poddany reżimowi tymczasowego aresztowania, był nieustannie kontrolowany, otoczony przez strażników, poddany regulaminowi, którego łamanie mogło spowodować przykre konsekwencje i dolegliwości – raczył się do tych warunków dostosować i zasłużyć na jakąś nagrodę, to naprawdę nic nadzwyczajnego, a już na pewno nie jest to osiągnięcie, którym można by pochwalić się w dobrym towarzystwie. Ten argument przypomina przechwalanie się szkolnego urwisa, który wysłany przez nauczycielkę do konta powołuje się, że jak już w tym kącie stał, to był bardzo grzeczny. W dodatku oskarżony był tymczasowo aresztowany przez dziewięć miesięcy – wytrzymanie presji regulaminu tymczasowego aresztowania przez ten stosunkowo niedługi okres jeszcze nie świadczy o tym, że oskarżony na trwale zmienił swoją postawę i stał się wzorowym obywatelem. Nie jest to zatem okoliczność, która mogłaby wpłynąć łagodząco na wymiar kary orzeczonej wobec oskarżonego. Ostatni z tej serii argumentów ma polegać na tym, że oskarżony podjął przestępcze działania jedynie w zakresie marihuany, a więc tzw. narkotyku „miękkiego”. Ten argument jest najbardziej sensowny, ale nie może wpłynąć na zmianę zaskarżonego wyroku, bo został już dostatecznie wzięty pod uwagę przy wyrokowaniu przez Sąd Rejonowy, co spowodowało wymierzenie oskarżonemu kar w dolnych granicach ustawowego zagrożenia. Sąd Okręgowy zapewnia apelanta, że gdyby oskarżony posiadał taką samą ilość narkotyków „twardych”, takie same ilości narkotyków „twardych” sprzedawane były przez niego takiej samej ilości osób, jak oskarżony czynił to z marihuaną, to orzeczona kara byłaby wielokroć surowsza.

A tutaj inne uzasadnienia orzeczeń Sędziego Ignaczaka:

https://palestrapolska.wordpress.com/2016/04/01/jak-polaczyc-madrosc-zyciowa-ze-swada-jezykowa-uzasadnienia-sedziego-ignaczaka-cz-3/

https://palestrapolska.wordpress.com/2016/01/23/gdzie-sa-uzasadnienia-sedziego-ignaczaka/

https://palestrapolska.wordpress.com/2015/09/18/kwiat-polskiego-sadownictwa-czyli-jak-laczyc-proze-zycia-z-poezja-slowa/