Niefart zyciowy/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

SANKJA, ZABIEG I NIEFART ŻYCIOWY

Sankja nerwowo tupała w miejscu. Razem z Maćkiem stali pod wejściem do szpitala miejskiego nr 1 w Piekielcu. Czekali jeszcze na Gabrysię, aby razem odwiedzić przebywającą na jednym z oddziałów Ankę Zabieg. Dotychczasowe informacje nie brzmiały zbyt dobrze, a resztę miała dopowiedzieć właśnie obeznana ze sprawą Gabrysia.

– Ale powiem ci, że jako facet czuję wstyd – odezwał się wreszcie Maciek, który podczas całej drogi do szpitala nie odezwał się ani słowem, pozwalając wylewać wszystkie żale Zuzce, którą oprócz standardowej złości, szarpały też wyrzuty sumienia.

– A co, ty też zrobiłeś obcej kobiecie dzieciaka?! Oszukiwałeś żonę dwa lata?! Zostawiłeś ją z niczym?!

– Co do tego czy z niczym to jeszcze nie wiadomo, są dopiero po pierwszej sprawie, a Gabryśka jest niezła.

– Ciągle się zastanawiam dlaczego nie zwróciła się z tym do mnie – westchnęła Sankja – Nawet jeśli nie jestem ekspertem w sprawach rozwodowych, to wiesz, porozmawiałybyśmy trochę, może udało by mi się ją pocieszyć. Na pewno nie musiałoby by dojść do tego – lekkim ruchem głowy wskazała na szpital.

– Pewnie jej było głupio, że przez tyle czasu się nie zorientowała – domyślał się Maciek –  Albo po prostu uważała, że lepiej jest wziąć kogoś z kim nie jest tak zżyta, wiesz, coś w rodzaju, że lekarze nie leczą rodziny.

– Lekarze, psiarze – cicho zaklęła Sankja – Tam chodzi o to, by nie szkodzić, ale to nie dotyczy tej samej sytuacji. Ja bym palanta tak przekręciła przez maszynkę, że by go ta jego blond wywłoka nie poznała!

– I to nie byłoby dobre wyjście z sytuacji – za plecami odezwała się Gabrysia. Kobieta szybko przywitała się z przyjaciółmi, całując każde w policzek – Ania chce szybko to zakończyć, zwłaszcza po sytuacji z ojcem. I tu z tego, co zdołałam teraz usłyszeć, chyba będziesz zadowolona, bo jednak po moich namowach zdecydowała się ciebie w to włączyć.

– W co dokładnie? – Sankja jednocześnie zadała pytanie i wyrzuciła papierosa.

– Dom jest raczej nie do wygrania, Ania też nie chce już w nim mieszkać, więc jej ojciec pojechał pozabierać przynajmniej część jej rzeczy, ale na miejscu puściły mu nerwy i teraz sam ma problemy.

– A co, mąż Anki, ta nędzna kreatura mężczyzny nie chciał mu czegoś wydać? – Maciek wyraźnie nie wyznawał męskiej solidarności.

– Nie, po prostu pan Salacz zaczął wyrywać kafelki ze ścian łazienki, twierdząc, że sam je kładł, to je też może zabrać. Zabieg próbował mu przeszkodzić, to dostał jedną z płytek i teraz ojciec Ani został oskarżony o pobicie. Ale wiesz, to było w dzień po tym jak Ania trafiła o szpitala, to może można jakoś podpiąć jego zachowanie, ze wciąż był w szoku.

– Ale powiem ci, ze ja tak samo i to do tej pory. Rozumiem, że zarówno utrata pracy, jak i zdrada męża nią wstrząsnęła, ale żeby aż tak? Przecież to młoda, mądra, piękna dziewczyna, całe życie przed nią. Owszem, może teraz wydaje się, że wszystko się zawaliło, ale żeby próbować odebrać sobie życie?! – Sankja to ostatnie zdanie powiedziała chyba za głośno, bo mijający ją ludzie zerknęli na nią zaciekawieni.

Przyjaciele zdecydowali się wejść wreszcie do szpitala. Bez problemu odnaleźli właściwy oddział, a zaskakująco miła pielęgniarka wskazała im właściwy pokój. Na łóżku pod oknem, z nogą w szynie leżała Anna Zabieg, nieco wychudzona i blada, wpatrywała się apatycznie w okno.  Adwokaci trochę niepewnie najpierw kilka chwil stali w progu, potem nerwowo porozsiadali się w pokoju. Dla Maćka zabrakło już krzesła, więc przycupnął na wolnym łóżku obok.

Rozmowa wyraźnie się nie kleiła, po kilku minutach wyczerpali temat pogody, drobne uprzejmości, gorące zapewnienia o wygranej, bądź co bądź beznadziejnych, spraw i zaległa niezręczna cisza. Wreszcie Sankja nie wytrzymała.

– To jest po prostu nie do pojęcia! – wykrzyczała – Co ty sobie myślisz, że ty jedna przeżywasz tragedie? Że tobie jednej życie dało w dupę i co teraz tak łatwo chcesz z niego zrezygnować? Ojej, ojej, przewróciłam się, już mi się nie chce wstać. Poddać się jest tak prosto! A dlaczego nie pomyślisz o tych, którym na tobie zależy? Bo jesteś cholerną egoistką, ot co!

Zabieg wpatrywała się w nią oszołomiona, ale w pewnym momencie jej oczy zabłysły gniewem, a twarz się cała ożywiła.

– Nie masz pojęcia o tym, co mówisz – wysyczała.

– Nie, to w takim razie wyjaśnij nam to wszystko Panno Mam Już Dość Życia.

Zabieg jeszcze raz spojrzała w okno, ale zaczęła opowiadać cichym, choć już spokojnym głosem.

– Tak, byłam podłamana, szczególnie, że to wszystko zwaliło się na mnie tak nagle i razem. Ale tamtego dnia, postanowiłam, że wreszcie muszę się jakoś zebrać, rozerwać trochę.

– Rzucając pod samochód?!

Anka westchnęła raz, potem drugi, wreszcie odważyła się spojrzeć na przyjaciół

-Ja … ja nie zauważyłam tego samochodu, bo ja … ja byłam zajęta, ja… ja… zbierałam Pokemony.

Cisza, która teraz zapadła była inna od wcześniejszej. Była przepełniona zdumieniem, zaskoczeniem i niedowierzaniem. Pierwszy nie wytrzymał Maciek, zaczął nerwowo chichotać, po nim zaczęła śmiać się Gabrysia i już po chwili z sali dobiegał tylko śmiech, także z gardła dotychczas załamanej Zabieg.