warchol-o-kontradyktoryjnosci-przed-pis

warchol-o-kontradyktoryjnosci-za-pisźródło: https://twitter.com/Karolin_M01/status/784384103059689473

 

Kolejny dowód jak nam polityka się wtarabaniła do prawa.

I jeszcze nurtem szaleńczo pędzącym do „dobrej zmiany”, miodu, mleka i stolców w spółkach z udziałem Skarbu Państwa wzięła i porwała nam dr Warchoła. Popłynąąął… hen daleko.

Mawiają, że tylko krowa nie zmienia poglądów.

Prawnik, ba – dr nauk prawnych – który wbrew wcześniejszym odmiennym poglądom nagle optuje za stalinowskim modelem postępowania karnego – krową nie jest i nie robi tego z krowich powodów. Tylko raczej z bardziej wyrafinowanych, by nie rzec – wyrachowanych.

Który pogląd faktycznie więc jest bliższy prawniczemu sercu wiceministra?

Ten jedyny, który zdobył serce jego szefa Z. Ziobry i który dr Warchoł nagle głosi, czy ten sprzed PiS-epoki?

Zastanawia kiedy dr wiceminister Warchoł wypowiada własne poglądy – a kiedy cudze?

Ewentualnie powód zmiany poglądów własnych o 180 stopni i to dotyczących fundamentalnej kwestii praw człowieka w procedurze karnej ograniczonych modelem stalinowskim, który tak pan dr niedawno krytykował, a teraz tak gloryfikuje.

Od czego zależy, od jakich czynników tak radykalna zmiana poglądów własnych, albo – co musi się stać, żeby klepać poglądy cudze z pełną świadomością przecież – że te odmienne i nie tak dawne ciągle sobie krążą po sieci, prędzej czy później ktoś się o nie potknie, wstawi na portale społecznościowe a jakaś „loża szyderców” zaraz to wytknie i zrobi sobie „bekę” z pana doktora.

A może pan dr boi się teraz głosić własnych poglądów? W końcu kredyty z czegoś spłacać trzeba, a goła pensja uniwersytecka to tak średnio się do tego nadaje. Takie „ekonomiczne bodźce seksualne” zgadzamy się, że mogą zrewolucjonizować system wartości i światopoglądu. Tylko dlaczego wasze ekonomiczne bodźce seksualne mają się przełożyć na niesprawiedliwość i inkwizycyjność procesu oraz – w konsekwencji – baty dla zwykłych ludzi?

Może lojalność i potrzeby kredytowe wywierają taką presję, że jako własne trzeba wygłaszać poglądy szefostwa i legitymizować je swoim stopniem doktora nauk prawnych? Zawszeć to lepiej nawet najgłupszy pogląd brzmi w ustach dr, niż średnio udanego studenta i aplikanta prokuratorskiego, który w życiu samodzielnie ani jednego dnia nie pracował w zawodzie prawnika.

Jaką jednak można mieć gwarancję, że przyszłe poglądy wiceministra będą jego poglądami? Albo wręcz przeciwnie – cudzymi?

Taka niepewność kiedy wiceminister mówi szczerze i od siebie, a kiedy nieszczerze, bo gra rolę propagandowej tuby rodzi poważne towarzyskie niebezpieczeństwa. Bo przecież chlapnie coś wiceminister na jakiejś konferencji, ludzie zaczną grzecznie klaskać, no bo kulturalni są, to nie wygwiżdżą, a ten się weźmie i obrazi, bo klepał cudze, które uważa za głupie. I taki afront nagle wyjdzie. Albo na odwrót. Powie chłopina coś od siebie, z serca, szczerze, aż do szpiku. A ludzie tak popatrzą po sobie…nie wiedząc jak zareagować… co robić. Zapadnie krępująca cisza. Konsternacja. I też się obrazi. Bo on tu od siebie, jak do ludzi – a ci jak jakiś element animalny.

To może jakiś znak opracować w szczerość których deklaracji i poglądów mamy wierzyć? Które można szczerze oklaskiwać? I po których oklaskach nie musieć myć rąk?

Żeby odróżnić, kiedy dr Warchoł jest aktorem własnej roli – a kiedy suflerem i nie skrytykować niesłusznie za cudze jakieś kacapoły rodem ze słusznie minionej epoki.

Bo na przykład ten propagandowy wywiadzik panie dr Warchoł:

http://wpolityce.pl/polityka/309687-nasz-news-wiceminister-sprawiedliwosci-ujawnia-skale-bezkarnosci-sedziow-w-ciagu-5-lat-tylko-11-stracilo-urzad

To był żeś Pan tam sobą, tak od siebie tam żeś Pan, z serca, ale że serio? Czy to rola ust korali jedynie słusznej partii i legitymizowanie dumnym „dr” tych wynurzeń z ponurych i burczących głębin Martwych Bagien?

Bo teraz kurcze nie wiadomo…

ziobro-to-z-czego-sie-smiejesz-w-nocy-moze-byc-ustawa