bednarski

Dla wszystkich fanów i sympatyków – zebraliśmy kolejne fragmenty uzasadnień orzeczeń SSO w Piotrkowie Trybunalskim Tomasza Ignaczaka. To jest chyba najlepsze lekarstwo na jesienne kłopoty ze zdrowiem, wynikające z nie najlepszych warunków pogodowych. Szczególnie skuteczne jeśli chodzi o poprawę humoru.

https://orzeczenia.ms.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000290_2016_Uz_2016-06-28_002

Po pierwsze, ślady w postaci uszkodzeń obu pojazdów wskazują, że motocykl uderzył przednim kołem w lewe przednie drzwi samochodu i lewy przedni błotnik na wysokości lewego słupka ( obrazuje to rysunek na s. 9 opinii i zdjęcie uszkodzeń samochodu na s. 5 opinii). Oznacza to, że gdyby samochód w chwili zderzenia stał tak, jak w chwili przyjazdu na miejsce zdarzenia policji, motocyklista musiałby zjechać z drogi i wjechać na podjazd do posesji oskarżonej, aby uderzyć jej samochód w to miejsce ( vide szkic sytuacyjny s. 5 opinii, szkic miejsca wypadku s. 8 opinii, zdjęcia z miejsca zdarzenia s. 2 opinii). Zatem musiałby być to wariat, który w stylu japońskiego kamikadze postanowił dokonać spektakularnej samozagłady, upatrzył sobie samochód oskarżonej, nie wiedzieć czemu wycelował dokładnie w miejsce, w którym błotnik przechodzi w drzwi i po namierzeniu celu utrzymywał kurs zderzeniowy, zjeżdżając z drogi na asfaltowy podjazd do posesji. W sposób wręcz modelowy widać to na zdjęciach z miejsca zdarzenia wykonanych z perspektywy kierunku jazdy motocyklisty. Tymczasem – pomijając absurdalność tej wersji – nic takiego nie wynika ani z zeznań pokrzywdzonego, ani z wyjaśnień oskarżonej. Twierdziła ona, że motocykl nadjechał z jej lewej strony i uderzył w jej pojazd. A przecież gdyby jej samochód stał tak, jak ujawniono to na szkicu, to motocyklista przejechałby drogą przed jego przodem.

A skoro tak, to nie mogła ona obserwować uważnie drogi ( kręcić głową w lewo, prawo, znów lewo), bo przecież prędkość poruszania się motocykla (obliczona na podstawie energii kinetycznej pochłoniętej przez odkształcane konstrukcje pojazdów) nie była duża ( 35 – 50 km/h). Jak już ustaliliśmy pokrzywdzony nie był pilotem kamikadze wyłaniającym się zza chmur, więc powinien być dla oskarżonej widoczny, gdyby faktycznie obserwowała drogę w opisany przez siebie sposób ( czyli spojrzała w lewo, potem w prawo, potem znów w lewo). Oskarżona twierdzi, że gdy spojrzała po raz pierwszy w lewo niczego nie widziała, potem rzuciła spojrzenie w prawo, a gdy spojrzała po raz drugi w lewo widziała już motocyklistę w momencie uderzania przez niego w jej samochód ( do tego stwierdzenia Sąd jeszcze powróci w dalszej części uzasadnienia). Jest to fizycznie niemożliwe, oznaczałoby to bowiem, że motocykl ten musiałby się poruszać z jakąś nieprawdopodobnie dużą prędkością i w marginalnie krótkim czasie, w którym oskarżona przekręciła głowę najpierw w prawo, a potem w lewo, nadjechał spoza granicy widzialności ( a wiemy, że to niemożliwe, bo motocykl poruszał się z prędkością nie większą niż 50 km/h).

https://orzeczenia.ms.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000749_2015_Uz_2016-02-02_002

Sąd Okręgowy zupełnie nie podziela argumentu apelanta, jakoby wobec konfliktu stron nie można było opierać się w ocenie dowodów o zasady logiki – a niby dlaczego Sąd Rejonowy miałby rezygnować z zasad logicznej analizy materiału dowodowego i to w sprawie, w której wobec sprzeczności osobowego materiału dowodowego i braku rzeczowego materiału dowodowego był to niemal jedyny ( poza zeznaniami policjantów, o czym za chwilę) skuteczny instrument pozwalający na odsianie prawdy od kłamstw.

https://orzeczenia.ms.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000149_2016_Uz_2016-04-22_002

Argumenty związane z pojedynczym zdaniem biegłego lekarza wygłoszonym w trakcie składania ustnej opinii uzupełniającej ( z którego zdaniem obrony ma wynikać, że wersja oskarżonego jest bardziej prawdopodobna) są wręcz makiaweliczne, świadczą niewątpliwie o wyrafinowanym sposobie prowadzenia przesłuchania biegłego przez obrońcę ( w razie wątpliwości czytelnika Sąd zapewnia, że jest to zawoalowany zawodowy komplement), ale nie mogły przekonać Sądu odwoławczego, który obiektywnie przeanalizował zarówno opinię pisemną, jak i całą ustną opinię uzupełniającą tego biegłego i w wyniku tej analizy doszedł do przekonania, że zdanie, na które powołuje się apelant, jest w sposób cyniczny wyrwane z kontekstu całej wypowiedzi. Przecież biegły lekarz od początku potwierdzał swą opinię pisemną, wielokrotnie podkreślał, że wersja pokrzywdzonego jest bardziej prawdopodobna, w sposób logiczny to uzasadniał.

https://orzeczenia.ms.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000190_2016_Uz_2016-04-22_002

Po pierwsze, przeczy temu zachowanie oskarżonego tuż po ujawnieniu przez jego przełożonych tego niedoboru. Przecież – skoro oskarżony w tym momencie i tak wiedział, że będzie miał wypowiedzianą umowę o pracę, to po cóż miałby brać na siebie te kwoty, dlaczego nie miałby powiedzieć byłym już pracodawcom, że niedobór pieniędzy w rzeczywistości jest fikcyjny i wynika z praktyki wpisywania takich nierzetelnych klientów jako aktywnie spłacających raty. Oskarżony w tym momencie nie miał już żadnego interesu, aby to ukrywać. Tymczasem nie tylko nie powiedział o tym przełożonym, ale wręcz przeciwnie, wydawał z siebie niezbyt inteligentne komunały świadczące o przywłaszczeniu tych pieniędzy ( „umówmy się, że jej nie ma”, „powiedzmy, że zgubiłem”). Wreszcie dobrowolnie ( co sam podkreślił w swoich wyjaśnieniach – vide k. 198 v) napisał oświadczenie, w którym przyznał się do przywłaszczenia tych pieniędzy i zobowiązał się do ich spłaty. Świadczy to o przywłaszczeniu przez niego tych pieniędzy. Konkluzji tej nie mogą zmienić późniejsze oświadczenia o cofnięciu tego oświadczenia woli i listy do pracodawcy – były to bowiem już czynności taktyczne związane zarówno z przyjętą w niniejszym procesie karnym linią obrony, jak i z obroną przed rozwiązaniem umowy o pracę w trybie dyscyplinarnym ( bo po ujawnieniu „manka” pracodawca oskarżonego zrezygnował z trybu wypowiedzenia mu umowy o pracę i rozwiązał ją ze skutkiem natychmiastowym, ta sprawa również zawisła przed Sądem Pracy).

Zresztą nawet gdyby oskarżony wpłacał tę gotówkę regulując raty za klientów – to i tak byłoby to rozporządzenie pieniędzmi niezgodne z wolą ich właściciela ( pokrzywdzonej firmy), bo przecież nie temu miały one służyć. Jednak tę uwagę Sąd podnosi na marginesie, bo przecież oskarżony nawet nie twierdził, że wpłacał za kogoś raty pieniędzmi firmowymi – on w swej niedorzecznej linii obrony opowiadał, jakoby rat tych nikt nie wpłacił, tylko zostały one wpisane jako uregulowane w sposób czysto fikcyjny. To jednak nie tłumaczy, co się stało z gotówką, którą oskarżony zaledwie kilka dni wcześniej posiadał.

Po trzecie, linia obrony oskarżonego jest po prostu nielogiczna. Jej przyjęcie oznaczałoby bowiem, że oskarżony co tydzień ryzykował własnym majątkiem, że w kolejnym tygodniu ci „wirtualni” klienci wezmą następną pożyczkę na spłatę fikcyjnie wpisanych rat, pokrywając niedobór. Biorąc pod uwagę skalę tego procederu byłoby to po prostu dziecinnie naiwne, o ile bowiem mogłoby się tak zdarzyć z pojedynczym ( znanym osobiście i obdarzanym zaufaniem ) klientem na niewielką kwotę, to przecież nie z wieloma, notorycznie, na kwoty wynoszące łącznie około 10 tysięcy złotych. Taka spirala nie mogłaby trwać niezauważona w żadnej kontroli, poza tym skrajną łatwowiernością ze strony oskarżonego byłoby zakładanie, że tydzień w tydzień niewypłacalni klienci będą brali kolejne pożyczki ( i będą je dostawali) na spłatę kolejnych rat tylko dlatego, że oskarżony miał gest i wpisywał tych nierzetelnych dłużników jako solidnie regulujących należności. Każdy, kto ma choć trochę do czynienia z nielojalnymi dłużnikami, powinien zakładać, że przynajmniej niektórzy z nich po uzyskaniu potwierdzenia spłaty prędzej roześmieliby się takiemu „dobrodziejowi” w twarz niż brali na siebie kolejną pożyczkę na pokrycie długu, który wziął na siebie ich dobroduszny, acz naiwny nadzorca finansowy.

Po czwarte, oskarżony w niepoważny wręcz sposób próbuje przekonać, że działał w jakiejś próżni, że spisywał sobie takich „wirtualnych” klientów, zapisywał ich dane i kwoty na jakiś karteczkach ( których nomen omen nie udało się jakoś oskarżonemu znaleźć i przedstawić w Sądzie) i nikt poza tymi klientami i samym oskarżonym o tym nie wiedział, nigdzie nie został ślad tej działalności.

https://orzeczenia.ms.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000033_2016_Uz_2016-02-16_002

W szczególności zarzuty apelanta zdają się sprowadzać do tego, że oskarżony dokonał wpłat kwot widniejących na fikcyjnych przelewach, a zatem –zdaniem skarżącego – działał jedynie w celu „chwilowego uspokojenia sytuacji” i nie miał zamiaru oszukania pokrzywdzonych i nawet nie dokonał zarzuconego mu przestępstwa. Czytając apelację ma się nieodparte wrażenie, że jej autor albo nie przeanalizował, albo nie zrozumiał wyroku, z którym raczył się nie zgodzić, a w szczególności umknęły mu zmiany w opisie czynów dokonane przez Sąd Rejonowy. Należy zatem uświadomić apelantowi, że w świetle opisu czynów ( słusznie) przypisanych oskarżonemu, a także w świetle prawidłowo poczynionych w tej sprawie ustaleń faktycznych, zachowania na których skupia się apelant w postaci preparowania fikcyjnych przelewów dotyczących kilku zaledwie z co najmniej kilkudziesięciu jeśli nie kilkuset transakcji były jedynie nielicznymi z wielu oszukańczych zabiegów, jakie podejmował oskarżony w celu wprowadzenia pokrzywdzonych w błąd. Ponadto to wprowadzenie w błąd wcale nie dotyczyło tylko tych kilku przelewów – oskarżony wprowadził w błąd pokrzywdzonych co do możliwości i zamiaru bieżącego i terminowego regulowania należności za usługi transportowe. Zaś wynikiem tych oszukańczych zabiegów wcale nie było nie zapłacenie w terminie jedynie tych kilku kwot, na które opiewały podrabiane dowody przelewów ( i na których koncentruje się apelant), tylko niekorzystne rozporządzenie mieniem przez pokrzywdzonych polegające na ciągłym ponoszeniu kosztów usług transportowych, za które oskarżony albo prawie wcale nie płacił ( jak w przypadku czynu przypisanego mu w pkt 1 b zaskarżonego wyroku), albo za które płacił mniej więcej w połowie ( jak w przypadku czynu przypisanego mu w pkt 1 a wyroku). Można by rzec, że oskarżony urządził sobie kosztem pokrzywdzonych czynem przypisanym mu w pkt 1 a zaskarżonego wyroku swoistą „promocję”, polegającą na ograniczeniu się do płacenia połowy ceny – bo skoro łączna wartość usług wykonanych na rzecz oskarżonego przez firmę pokrzywdzonego P. S. wynosiła około 350 tysięcy złotych, a oskarżony do dnia dzisiejszego nie uregulował kwoty około 168 tysięcy złotych, to poprzez swoje oszukańcze zabiegi uzyskał dwukrotnie tańsze usługi transportowe ( a różnica stanowi stratę pokrzywdzonych, będąc niekorzystnym rozporządzeniem mieniem w rozumieniu art. 286 § 1 kk). Jeszcze większa skala procederu oskarżonego widoczna jest co do czynu przypisanego mu w pkt 1 b zaskarżonego wyroku – firmę pokrzywdzonej B. K. oskarżony potraktował bez żadnych skrupułów wyłudzając usługi niemal za darmo.

https://orzeczenia.ms.gov.pl/content/$N/152515000002006_IV_Ka_000115_2016_Uz_2016-03-22_002

Po drugie, rozmawiając z dyspozytorką pogotowia ratunkowego świadek nie miała na celu przekazania dokładnej informacji o tym, w jakich okolicznościach i dlaczego pokrzywdzony doznał obrażeń – jej celem było wezwanie pomocy lekarskiej ( a nie interwencji policji lub uzyskania pomocy prawnej) do rannego człowieka. W tej sytuacji naturalnym jest, że W. W. nie skupiała się na przebiegu zdarzenia, tylko na jego efekcie, a efektem były obrażenia powstałe u pokrzywdzonego na skutek zlecenia ze schodów. Zaś sama okoliczność, iż obrażenia te powstały w związku z upadkiem ze schodów miała znaczenie dla uzyskania pomocy medycznej, bo dawała dyspozytorowi pogotowia wyobrażenie, do jakich obrażeń mogło dojść u pacjenta – dlatego została przekazana w komunikacie kierowanym przez świadka do tego dyspozytora. Natomiast fakt, czy do omawianego upadku ze schodów doszło na skutek zepchnięcia, popchnięcia, uderzenia, potknięcia, poślizgnięcia się, podstawienia nogi, nadepnięcia na sznurówkę, kichnięcia, zagapienia się, oderwania się płytki pokrywającej stopień, podmuchu wiatru, wstrząsów tektonicznych, próby samobójczej, interwencji sił nadprzyrodzonych, czy też na skutek jakiejkolwiek innej przyczyny – to w momencie pilnego wzywania pomocy medycznej do ciężko rannego człowieka nie miało żadnego znaczenia i zrozumiałe jest, że W. W. wzywając tę pomoc i chcąc jak najbardziej zwięźle przekazać co się stało ( bo nie było czasu na rozbudowane opowieści) podała jedynie podstawowe, niezbędne informacje. Przecież świadek nie powiedziała dyspozytorce, że pokrzywdzony się potknął, sam się przewrócił, itp. – powiedziała zgodnie z prawdą, że spadł ze schodów, co nie stoi w sprzeczności z późniejszym podawaniem przez nią przyczyny tego upadku, a więc że spadł z tych schodów na skutek popchnięcia przez oskarżonego.

Co więcej, stan trzeźwości świadka wynika również z wyjaśnień oskarżonego, który wprost stwierdził, że w jego ocenie W. W. w momencie, w którym przyszła do niego wraz z pokrzywdzonym ( a więc w dniu 15 grudnia 2014 roku około godziny 15.00) była całkowicie trzeźwa ( vide wyjaśnienia oskarżonego k. 32). Tym bardziej więc uprawnione jest dosyć ostre stwierdzenie Sądu Okręgowego o nadużywaniu przez apelanta omawianego argumentu, okazuje się bowiem, że obrońca dla potrzeb apelacji snuje wizje nietrzeźwości świadka w oderwaniu od wyjaśnień składanych przez swego klienta. Nie jest również prawdziwe zawarte w apelacji stwierdzenie, jakoby W. W. sama przyznawała, że w momencie zdarzenia była „pijana” – świadek nigdy tak nie zeznała, wręcz przeciwnie, szczerze przyznała, że przed zdarzeniem ( w godzinach rannych 15 grudnia 2014 roku) niewielką ilość alkoholu wypiła, ale nie odczuwała jego wpływu na swój organizm.

– *** –

A jeśli komuś jeszcze mało, to przypominamy poprzednie części:

https://palestrapolska.wordpress.com/2015/09/18/kwiat-polskiego-sadownictwa-czyli-jak-laczyc-proze-zycia-z-poezja-slowa/


https://palestrapolska.wordpress.com/2016/01/23/gdzie-sa-uzasadnienia-sedziego-ignaczaka/


https://palestrapolska.wordpress.com/2016/04/01/jak-polaczyc-madrosc-zyciowa-ze-swada-jezykowa-uzasadnienia-sedziego-ignaczaka-cz-3/


https://palestrapolska.wordpress.com/2016/05/30/gdzie-lekarz-nie-moze-tam-sedziego-posle-czyli-sedziego-ignaczaka-orzeczenia-bezcenne-vol-4/