Niewdzięczne dowody wdzięczności

W grupie Polska Palestra adwokaci jakiś czas temu opisywali miłe dowody wdzięczności:

https://www.facebook.com/groups/Polska.Palestra/permalink/1137394589637507/?match=d2R6acSZY3pub8WbY2ksd2R6aWVjem5vc2Np

Nikt jednak nie odważył się pod swoim nazwiskiem wspomnieć o tych mniej miłych prezentach.

Kiczowatych.

Krwawych.

Niewdzięcznych.

Ohydnych i śmierdzących.

Takich, że jak je dostajemy, to staje nam w gardle wielka gula z wrażenia, a policzki ściska skurcz pojawiający się zawsze, gdy musimy powstrzymać atak śmiechu.

Bo klientom byłoby przykro.

Bo chcieli dobrze. Bo będzie im głupio.

Bo my wyjdziemy jak tacy wredni, bezwzględni, niewdzięczni, krytykujący, szydzący z tego kaprawego, zaropiałego i kulawego, acz ze szczerego i wdzięcznego serca wręczonego objawu wdzięczności.

Bo jak się z takich niewdzięcznych dowodów wdzięczności pośmiejemy – to może nikt nam już nigdy nic nie da?

Żadnej kawy, czekoladki? Serniczka z brzoskwiniami? Słoika miodu z własnej pasieki?

Lekarze takich sentymentów nie mają. Bo i nie muszą – do nich pacjenci i tak przyjdą.

Na nas się obrażą i powędrują do konkurencji.

Tych tam jak im tam… radców prawnych! 😉

Ale zbliża się Mikołaj, Boże Narodzenie, prezentów czas, mimo powyższych powodów do przemilczenia zjawiska – jedziemy 😀

1/. Plastikowa, jaskrawo pomalowana figurka lwa. Kicz jakiego świat nie widział. „Żeby się elegancko na biurku prezentował”.

2/. Wielka świeca z twarzą Jana Pawła II. Gdyby nie biały habit i czepek – człowiek by myślał, że to Pudzian. A może to Pudzian przebrany za papieża. Nie wiadomo. Twarz Pudziano-papieża estetycznie wpisana w namalowaną, zieloną choinkę z kolorowymi bombeczkami. Taka jakby największa bombka. Właściwie bomba. Pasuje do plastikowej figurki lwa.

3/. Średnia świeczka. Kolorowa. W kształcie grzybka, chyba podgrzybek, pod którym czai się krasnolud z twarzą Bazyliszka (ludzie co wy macie z tymi świeczkami?). Idealnie estetycznie współgra z figurką lwa i świeczką z Pudzianem przebranym za papieża w choince.

4/. Reklamówka papryk walących butaprenem. Why???

5/. Pyszny ser dojrzewający ze Szwajcarii. Przywieziony 2 miesiące temu do Polski. I chyba zapomniany na te 2 miechy w samochodowym bagażniku…. górę pleśni łatwo było wyrzucić. Smrodu z kancelarii pozbyć się tak łatwo już nie było.

6/. Krwawiący zewłok świeżo zarżniętego, olbrzymiego indyka dumnie wywalony ze starej walizki prosto na akta rozłożone na biurku… adwokat – weganin. Pranie wykładziny z krwi, która się polała – 300 zł. Akta – zniszczone.

7/. Reklamówka łuskanych orzechów włoskich z larwami i dorosłymi osobnikami moli spożywczych. Pasuje do świeczki z grzybem i krasnoludo-bazyliszkiem.

8/. Różowa, plastikowa figurka Matki Boskiej z Lourdes, po odkręceniu łebka można tam sobie coś wlać, wsypać, albo schować. Darczyńca wyjaśnił, że była tam woda ze świętego źródełka, ale pić mu się chciało, to wypił. Ale pojemniczek poświęcony i praktyczny, to przyniósł w darze. Pasuje do Pudziana w choince i lwa.

9/. Plastikowa, przezroczysta kula na czarnej podstawce, lekko przypalona z jednej strony, jakby od znicza, ze spłowiałymi, sztucznymi kwiatkami w środku. Zamiast bukietu na Dzień Kobiet dla pani mecenas, która ma kancelarię niedaleko cmentarza… pasowałaby do różowej figurki z odkręcanym łebkiem i świeczki z Pudzianem,

10/. Szachy z przeżutego chleba zmieszanego z własną śliną. Pasują do krasnoluda.

11/. Wczorajszy hot-dog z Orlenu – „Bo pan pewnie głodny”.

12/. Pusty, wielki słoik. Umyty. Bez zakrętki. „Zamiast flakonika z kwiatkami”.

I autentyczna historia.

Pewna pani mecenas przyjęła ciężką, cywilną, majątkową sprawę od pani, która słynęła jako mistrzyni robienia pisanek łowickich. Malowała je ręcznie – nie naklejała naklejek.

Pani nie bardzo miała jak zapłacić za sprawę – a przynajmniej tak twierdziła, obiecała jednak, że po zakończeniu sprawy odwdzięczy się i przed Świętami Wielkanocnymi zrobi dla pani mecenas cały kosz pisanek łowickich.

Układ to układ.

Sprawa trwała ze 2 lata, pani mecenas ją dla klientki wygrała. Akurat gdzieś na miesiąc przed Wielkanocą.

Cała kancelaria czekała więc w napięciu na obiecane pisanki.

2 tygodnie przed świętami malkontenci zaczęli przebąkiwać coś o tym, że klientka swoją pełnomocnik chyba zrobiła w jajo. Ewentualnie w balona.

Pani mecenas zapewniała, że absolutnie nie, że wierzy klientce, bo to uczciwa kobieta i jak powiedziała, że będzie kosz pisanek łowickich – to będzie.

W Wielki Czwartek pojawiła się klientka. Mistrzyni pisankowa.

Z dwoma torbami po mące.

Postawiła je na biurku swojej pani mecenas i powiedziała:

– Zgodnie z obietnicą, tylko trochę czasu nie miałam.

Przyjęła podziękowania, panie wymieniły się życzeniami świątecznymi, po czym klientka wyszła.

Po jej wyjściu cała kancelaria rzuciła się na te torby po mące obejrzeć owe łowickie pisanki.

W jednej torbie po mące znajdowało się 10 jajek.

W drugiej – 4 cebule.

Pani mecenas pisanki musiała sobie zrobić sama 😀

pisanki-lowickie

Owe „niewdzięczne” dowody wdzięczności są – o ironio – najwdzięczniejsze. Zapamiętamy je do końca życia, bo nic – tak jak one i cały żart sytuacyjny zazwyczaj z nimi związany – nie poprawia nam tak humoru i samopoczucia po najczęściej ciężkim dniu, nie nadaje uroku, atmosfery i kolorów naszemu zawodowi.

To urocze, rozbrajające, przezabawne i – kochani klienci – róbcie nam nadal wszelkie prezenty jakie wam przyjdą do głowy, te kaszaniarskie będą przyjęte najserdeczniej i najszczerzej 🙂 ❤

Ale no… kawa i jakiś słodycz też zawsze chętnie widziane 🙂

(Historie prezentów dla adwokatów pozbierane z komentarzy na fb)