klient

Zastanawialiśmy się, czy robić ten wpis, czy nie już od jakiegoś czasu. Wiele osób ma bowiem pretensje, że adwokat bierze honorarium z góry, a nie dopiero po sprawie. Trochę już o tym pisaliśmy, narażając się na zarzuty bycia krwiopijcami, bez serca, chciwymi na kasę, i Bóg (Allah, Jahwe, Latający Spaghetti, itd. itp. – według upodobań osobistych czytelnika) wie, kim nie jeszcze – oczywiście tylko z tych najgorszych. Bo przecież adwokat jest instytucją kredytową, która ma finansować sprawę swojego klienta przez kilka lat, w tym czasie wiadomo, nie je, nie pije, nie ma rachunków do opłacenia – było, powtarzamy się. A jak mówi stare adwokackie powiedzenie w wersji light: „Adwokat po sprawie jest jak panna po zabawie”, i to, niestety, Szanowni Klienci, prawda. Większość z nas część klientów nauczyła, że rozliczamy się tylko z góry. Spisanie umowy – nie pomaga, zgodzenie się na zapłatę po sprawie (najlepiej tylko wygranej, czego zazwyczaj w momencie przyjmowania sprawy przewidzieć nie można) czy na zapłatę w ratach oznacza, że adwokat w sporej części przypadków po prostu po sprawie swojego wynagrodzenia (lub jego części) nie zobaczy.

Co przelało czarę goryczy? Myśl o napisaniu tego wpisu pojawiła się po dyskusjach o mailu, jaki jedna z Koleżanek Adwokatów dostała od swojego klienta. Ale zdecydowało co innego. Nasza Koleżanka, jedna ze współautorek tego bloga, zachorowała. Poważnie zachorowała i walczy o życie z nowotworem. Pomimo tego stara się pracować, choć wiemy, jak jest jej ciężko i jak potwornie męczące i pełne bólu jest to leczenie. Ale walczy, nie poddaje się, a my jej kibicujemy. Zdrowie straciła na tym zawodzie, przedkładając sprawy klientów nad, tak naprawdę, siebie samą. Organizm powiedział: „Dość!”. Z resztą nie tylko zdrowie, gdyż wbrew obiegowej opinii, wypracowanej na podstawie seriali typu „Magda M” itepe – nie śpi na forsie, a raczej jej sytuacja materialna jest daleka od dobrej (pomimo tego, że prowadzi wiele spraw i ma wielu klientów).

Jak wspomnieliśmy, pomimo ciężkiego stanu nadal walczy w sprawach swoich klientów i naprawdę nie wiemy, skąd ona w jej stanie bierze na to siły, w tym fizyczne, żeby dojechać i dodźwigać, co i gdzie trzeba. Dzisiaj znowu pojechała na sprawę klienta, daleko pojechała. Klient zna jej sytuację, wie o chorobie. Przejechała 200 km – wysiłek przy jej stanie zdrowia ogromny, wydała na benzynę. Klient, umówiony na zapłatę za termin, oczywiście… nie zapłacił. Najlepiej jednak oddają to słowa samej naszej Koleżanki:

https://zrakowstanie.wordpress.com/2017/01/23/prywatny-ranking-ludzkiej-przyzwoitosci-cz-1/

Jak nazwać takiego klienta? Bo menda, oszust i złodziej wydaje nam się chyba jednak za bardzo pieszczotliwie, a co bardziej wrażliwi mogliby je odebrać nawet jako komplement. Inne wyrażenia mogłyby być przez Szanownego Czytelnika odebrane za nazbyt wulgarne i grubiańskie. Tak, jesteśmy wściekli na takie zachowanie „szanownego” klienta jak cholera! Kim trzeba być, żeby tak postąpić? I tak, drodzy Państwo,  dlatego będziemy rozliczać się przed sprawą, gdyż takie osobniki, jak opisany powyżej, uniemożliwiają inny sposób rozliczeń. To nie jest kwestia naszej chciwości, pazerności czy zachłanności. To nie jest osobista uwaga pod Państwa adresem, duża część z Państwa zapewne rozliczy się z usługi uczciwie. Ale zrozumcie – klient-menda nie ma na czole wytatuowane, że jest on mendą i na pierwszy rzut oka nie różni się niczym od klienta uczciwego. Różnica wychodzi dopiero po czasie.

Pisaliśmy jeszcze o dyskusji w adwokackich grupach Polska Palestra i Adwokatura Polska o sytuacji innej koleżanki. Oto wybrane komentarze:

Magdalena B.

Taki oto mail otrzymałam dzisiaj od „wdzięcznego” klienta : „W związku z ponagleniem o zapłatę proszę do 27 stycznia 2017r. o pełny i szczegółowy raport z wykonanych czynności i dokonaniach oprócz standardowego stawiania się na rozprawę i kontaktu z klientem, który to jest nieodzownym elementem wykonywania pracy adwokata i nie podlega rozliczeniu w sprawie objętej umową. (…)Proszę nie traktować tej wiadomości dość osobiście, po prostu, chce wiedzieć za co płacę.”

[…] Największe rozczarowanie wiąże się z tym, że żal mi było tego klienta, zgodziłam się rozłożyć mu wynagrodzenie na dogodne raty, aż po kilkukrotnym upominaniu się o płatność (co też było upokarzające), klient uzależnił wypłatę ostatniej raty od treści wyroku, a dzisiejszy mail był tylko wisienką na torcie.  […]

Paweł K.

Nauka płynąca na przyszłość – z fizolami rozliczamy się z góry.

Magdalena B.

Tylko czasem szkoda się kogoś zrobi i rozłoży się płatność na raty. Miałam dobre serce to teraz będę się użerać 😦 a następnym razem zastanowię się 10 razy, zanim się zgodzę.

Dominika G.O.

Zazwyczaj Ci dla których ma się dobre serce rzucają się pierwsi do gardła, nie zrozumiem nigdy tego mechanizmu 😦

Justyna B.

Ludzki pan, zakreślił termin.

Marta G.

Z tej wiadomości tak jakby wynika, że te standardowe czynności adwokata są nieodpłatne…(samo przeczytanie podniosło mi ciśnienie).

Paweł F.

Niech mu Pani wyśle takiego SMSa: „Szanowny Panie. Prawdopodobnie ktoś włamał się na Pańską skrzynkę e-mail i wysłał mi maila o następującej treści (…). Proszę sprawdzić zabezpieczenia poczty. Pozdrawiam.”

Magda M.

Zapewne powinna Pani Mecenas takie traktowanie pokornie znosić i prosić klienta o jeszcze. Przecież my tak lubimy mówić, że pada deszcz, nieprawdaż?

Dominik R.

I być wspaniała i zwrócić to co zapłacił. .. żeby poczuł się lepiej…

Wojciech D.

Dlatego ja przyjmuję płatności tylko z góry… Jeżeli już jakiekolwiek raty czy premie za sukces, to umowa z opisanym wynagrodzeniem.

Krzysztof Ś.

Nawet umowa czasem nie pomoże bo klienci a to dorywczo pracują, a to na czarno, a to za minimalne wynagrodzenie, więc jakby się nie kręcić to tyłek z tyłu.

Justyna C.O.

Kilka lat temu mój ojciec uzyskał uniewinnienie klienta w sprawie o rozbój. Wyrok utrzymany w II instancji. Po kilku dniach klient zgłosił się po …. zwrot honorarium, bo skoro był niewinny to za co miał płacić.

Łukasz W.B.

To wcześniej nie wiedział, że jest niewinny?

Agnieszka J.

W takich sytuacjach przypomina mi się klient, który po spotkaniu i poradzie uznał, ze nie ma mi za co płacić, bo tylko sobie pogadałam.

Krzysztof S.

A i tak najlepsi są ci, którzy kwitują stwierdzeniem, że wszystko wyczytali w internecie albo widzieli w Sądzie Rodzinnym albo u Anny Marii Wesołowskiej.

Bartłomiej R.

Pani Mecenas, uważam, powinniśmy na bieżąco informować klientów o wszystkim co robimy. Bez pytania. To buduje zaufanie. Klient widzi, że sprawa „oddana do adwokata” nie leży, a adwokat robi co trzeba. Pozdrawiam serdecznie

Magdalena B.

Panie Mecenasie Bartłomieju R., klienta informowałam aż nadto. Mam tą przypadłość, że informuję klientów chociażby o każdym piśmie z Sądu i omawiam dalsze czynności. A klient po prostu patrzył tylko, jak tu nie zapłacić. Wspomnę jeszcze, że gdy upomniałam się o zapłatę raty, klient uzależnił zapłatę od treści wyroku, a następnie wysłał takiego maila.


I jeszcze na koniec pytanie retoryczne: jak się Państwo czują, kiedy Państwu ktoś nie płaci umówionego wynagrodzenia za wykonaną pracę? Czy myślą Państwo, że adwokat czuje się inaczej?

Polecamy również przeczytanie tego wpisu: https://palestrapolska.wordpress.com/2014/03/30/z-serii-pogromcy-mitow-czy-adwokaci-spia-na-forsie/

Odliczanie do hejtu: 3, 2, 1 …