sepia-rada

/opowiadanie satyryczne, opisywane historie i postacie są całkowicie fikcyjne, kilka tysięcy osób które „się odnalazły” oraz kilka tysięcy które dyskutują i hejtują z tego powodu, że „odnaleźć się nie mogą i to wszystko nieprawda” – uprasza się o zdrowy rozsądek i zdobycie się na dystans wobec literatury opisującej fikcje i fantazje autorów/

SANKJA I SĘPIA RADA: NOWE ROZDANIE

Deratyzacja, dezynsekcja i wszystkie inne de-cje, które miały miejsce w kamienicy, gdzie Sankja miała kancelarię, trwały w najlepsze [https://palestrapolska.wordpress.com/2017/01/20/sankja-i-zabieg-noworoczne-powroty-do-pracy-bywaja-ciezkie/]. Zapachy chemii przeplatały się z zapachami pozostałymi po „kolekcji” sąsiada z góry. Sankja próbowała skupić się na pisaniu pism procesowych, ale zapachy zakręciły jej w głowie. Zasnęła, a może lekko omdlała…


Brrrr… Sankja zatrzęsła się, była teraz znowu małą sówką w wielkim lesie. Strzepała śnieg ze skrzydełek i poleciała w kierunku polany, z której dochodziły głosy. Wielki Sęp siedział na swoim tronie, obok, żeby było mu ciepło, rozpalone były ogniska, których w pocie czoła pilnował zasapany Sęp Sekretarz. Na polanie stały pozostałe sępy, starając się ścisnąć jak najbliżej, żeby nie marznąć.

– Moi drodzy, witam Was wszystkich po nowym rozdaniu… – zaczął Wielki Sęp.

– Ekhm, ekhm…

– Tak, Siwy Sępie? Dlaczego mi przerywasz?

– Wwwwielki Ssssęppie… – powiedział szczękając dziobem lekko posiwiały sęp. – Czczczy wwww zzzwiązzzku z tym, że ptacctwo na ostatnim jesiennym Ptasim Zlocie wybrało mnie na nnowego przrzrzywódcę nie pppowinienem sssiedzieć ttteraz na ttym tronie i kkkkierować nnnnaszym sssspotkaniem?

– Siwy Sępie – Wielki Sęp westchnął i spojrzał na niego z politowaniem – Siwy Sępie. A jaka była umowa, pamiętasz? Ja ciebie kreuję na nowego szefa, przywódcę, guru i… przywódcę, ale faktycznie całym biznesem kręcę dalej. Ty naprawdę uwierzyłeś, że będziesz tu … rządził? Rozkazywał? Siedział na mym tronie?

– Nnnnno tttakkk zzzrozzumiałem…

– Taki stary, a taki… naiwny. Szef jest tylko jeden i tak się składa, że jestem nim ja. I Ty mi się tu weź nie wybijaj na niezależność i niezawisłość, bo tylko sowom dostarczasz radochy.

– Ccccco zzzzznowu zzzzrobiłem nnnie ttaakk? – spytał zbity z trop Siwy Sęp.

– A coś ty nagadał w tym wywiadzie dla Ptasiego Radia? Że w Ptasim Bractwie nie ma miejsca dla miłośników wielkich tłustych kąsków, a ci, którzy je lubią, powinni zrzucić ptasie piórka i opuścić Bractwo. Czy ty chcesz, żebyśmy wszyscy tu, jako jeden mąż, musieli opuścić Bractwo?

– Pppprzeppraszszam, nnnnie pppomyślałem… – nadal szczękał dziobem lekko posiwiały sęp, choć teraz już w sumie nie było wiadomo, czy bardziej z zimna, czy ze strachu.

– Bo ty tu nie jesteś od myślenia, tylko ja. I dlatego tron jest mój. Sępie Sekretarzu, dmuchnij trochę w ten płomień w ognisku drugim po prawej, lekko dogasa.

– Tak jest, o Wielki Sępie! Moja Osoba już pędzi i czeka na twe dalsze rozkazy!

– Moi drodzy, chociaż z sukcesem zakończyliśmy ostatni Ptasi Zlot, to sowy nie odpuszczają i cały czas bacznie patrzą nam na skrzydła. Co znaczy, że nadal musimy mieć jakiś sposób, żeby sowy trzymać pod pazurem.

– Wielki Sępie, Wielki Sępie, czy mogę ja? – odezwała się jedna z sępic – Sępica Inkwizytorka.

– Mów, dzióbku – powiedział Wielki Sęp – miło słyszeć, że w końcu przyszło tobie coś do tej główki.

– Otóż ja mam taki plan. Jest nas za mało, żeby na bieżąco obserwować poczynania sów, nawet jak pomagają nam niektóre sępiki przystrojone dla niepoznaki w sowie piórka. Sępiki oczywiście się starają, po Ptasim Zlocie dostały obiecane kąski i przekąski, więc i tak robią dużo, ale ich też jest za mało.

– Powiesz wreszcie, dzióbku, tę swoją światłą myśl, o ile rzeczywiście jest tam jakaś? – powiedział lekko zniecierpliwiony Wielki Sęp i pogłaskał Sępicę Inkwizytorkę skrzydłem po głowie.

– Już, już, Wielki Sępie, przechodzę do sedna – powiedziała sępica. – Wielki Sępie, dawno nie wydałeś swym szlachetnym szponem żadnego edyktu. Sęp Sekretarz ma cały stos kory brzozowej do wykorzystania. Może napisać edykt, którym rozkażesz sowom autodenuncjację? Poprawiłoby to i nasz wizerunek, gdyż pokazalibyśmy, że szybko reagujemy na zarzucane sowom przewinienia i robimy coś z ptactwem, które psuje Bractwu opinię, zwłaszcza w Ptasim Radiu. Będziemy wyprzedzać doniesienia medialne i wskażemy sprawność Sępiej Rady, co powinno stanowić zasadę naszego działania. Każdy ptak jest obowiązany działać dla dobra Ptasiego Bractwa, ptak zaś to zwierzę zaufania publicznego!

– A co z prawem do obrony? – zapytał jeden z sępów.

– Prawo do obrony? A co ty mi tu jakimiś banialukami pomysł psujesz? – zdenerwowała się Sępica Inkwizytorka.

– Ale co, jeśli zarzuty nie mają podstaw? Ileż to było takich przykładów odnośnie sów?

– Dużo, i co z tego? Ale tu nie o to chodzi! Chodzi o bat na sowy, jakikolwiek, a nie o to, czy zasadny, czy niezasadny – Sępica Inkwizytorka najwyraźniej nie znosiła krytyki.

– Muszę ten pomysł przemyśleć – powiedział w zamyśleniu Wielki Sęp. – Sępie Sekretarzu, trzecie ognisko od lewej!

– Moja Osoba już leci, o Wielki Sępie!

– Ja ostatnio próbowałem coś z sowami zrobić… – odezwał się jeden głos z tyłu.

– Mów, Sępie Nadarbitrze – łaskawie pozwolił Wielki Sęp.

– W poprzednim rozdaniu Sępi Trybunał wydał dość niefortunne orzeczenie, korzystne dla sów. I one zaczęły się na nie powoływać, kiedy Sępica Inkwizytorka ze swoją lotną brygadą terytorialną próbowała dorwać sowy.

– Wiem, daliście plamę. I co próbowałeś z tym zrobić?

– Zdjąłem korę z treścią tego orzeczenia z drzewa ogłoszeń i kazałem znaleźć odległe, niedostępne miejsce, zdjąć warstwę mchu, wykopać głęboki dół, zakopać w nim korę i przykryć warstwą mchu. Żeby sowom nie było tak łatwo.

– I…? Nie wyszło?

– Okazało się, że sowy już to orzeczenie przepisały pazurami i wyryły na pniach większość drzew w Stumilowym Lesie. Teraz nie tylko sowy znają jego treść, ale każdy szpak, dzięcioł, a nawet wróbel. A to nie jest najgorsze…

– Jest coś jeszcze? – spytał zniecierpliwiony Wielki Sęp.

– Pamiętasz tego sępa… no tego, co mi na Ptasim Zlocie przekazał swoje głosy, dzięki czemu wygrałem z tym… tym… – Sęp Nadarbiter był bliski rozpłakania się.

– No dobrze, nie mówmy o tym… co z tym sępem? Faktycznie, dawno go nie widziałem.

– On poleciał znaleźć to odległe i niedostępne miejsce. I jeszcze nie wrócił! Pewnie się zgubił, biedaczek – Sęp Nadarbiter szlochał.

– O masz… – zdenerwował się Wielki Sęp. – Sępie Sekretarzu, powachluj, bo z tego zdenerwowania mi ciśnienie podskoczyło!

– Moja Osoba już leci wachlować, o Wielki Sępie!


Sankja odskoczyła gwałtownie, bo szum skrzydeł Jego Osoby Sępa Sekretarza zdawał się być słyszalny zbyt blisko i obawiała się, że ich podmuch może spowodować, że spadnie z gałęzi na której przycupnęła. Zrozumiała jedno… Po Wielkim Ptasim Zlocie sowy mieć lepiej nie będą.